var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

Loska: Żałuję, że wcześniej nie wyjechałem. Borek: 20 miejsc w kadrze jest zajętych. Sobolewski: Covid odbije się na formie

Autor: zebrał Marcin Łopienski
2020-11-16 09:20:43

Poniedziałkowa prasa zdominowana jest materiałami dotyczącymi niedzielnego spotkania reprezentacji Jerzego Brzęczka. Mateusz Borek w swoim felietonie pisze, że selekcjoner większość kadry na EURO ma już wybraną i sporo młodych graczy nie znajdzie w niej miejsca. Uwadze polecamy znakomite wywiady z Radosławem Sobolewskim i Tomaszem Loską. Trener Wisły Płock szczerze opowiada o swojej walce z koronawirusem i jego wpływem na drużynę, a bramkarz Termaliki ocenia swoją dotychczasową karierę.

„PRZEGLĄD SPORTOWY”

„Borek: Dyskretne skreślanie”

„Policzmy, ilu już mamy pewniaków. Trzech bramkarzy, dwóch lewych obrońców: Rybus, Reca. Dwóch prawych: Bereszyński, Kędziora. Czterech stoperów: Glik, Bednarek, Walukiewicz, Bielik. Już mamy 11 zawodników. Gdy dodamy do tego Lewandowskiego, Piątka i Milika, to zostaje dziewięć miejsc dla pomocników. Moim zdaniem są to: Krychowiak, Góralski, Zieliński, Linetty, Klich, Szymański, Moder, Grosicki, Jóźwiak. Koniec. A gdzie jest miejsce dla Frankowskiego, Kądziora, Kamińskiego, Płachety, Karbownika, Puchacza? Cały czas mówmy o tym, kto błysnął, kto zasługuje na powołanie, a tak naprawdę dziś trzeba już bardzo analitycznie skreślać. Jestem przekonany, że selekcjoner ma w głowie 20 nazwisk. Zostawia może trzy miejsca, w kilku przypadkach widzi jeszcze rywalizację. Mam wrażenie, że Jerzy Brzęczek wyselekcjonował już szeroką grupę, zaczyna dyskretnie, inteligentnie skreślać niektórych, nie robiąc im wielkich nadziei na wyjazd”.

***

„Frankowski: Zapomnijmy o tym spotkaniu”

„Cóż, po kilku niezłych występach naszych kadrowiczów znowu było jak „w starym kinie pana Mietka”. By za bardzo nie krytykować i nie wyzłośliwiać się na grze naszej reprezentacji za pierwszą połowę, powiem, że... bardzo mogli się podobać Włosi, którzy w niedzielny wieczór byli świetnie dysponowani, choć pozbawieni kilku kluczowych graczy. Obnażyli zupełnie „boki” naszej drużyny, choć mocno nie pomyliłbym się, że właściwie wypunktowali wszystkie braki”.

Więcej TUTAJ

 

„Ofensywna katastrofa”

„Wojciech Szczęsny – ocena: 7

Długo trzymał kadrę na powierzchni. Zanim został pokonany z karnego, trzy razy interweniował bardzo dobrze. Początkowo starał się wyprowadzać piłkę przez obrońców, ale szybko zorientował się, że to zbyt ryzykowne, bo ci po chwili ją tracili.

Arkadiusz Reca – ocena 3

Najsłabsze ogniwo. Grał nerwowo, kiedy próbował wyprowadzić akcję uskrzydlającą, po chwili wycofywał piłkę do obrońcy. Fatalna pierwsza połowa, druga nieco lepsza. Podsumowaniem jego gry była całkowicie spóźniona reakcja, kiedy rywal wrzucał piłkę z autu. Na szczęście gol nie został uznany”.

Więcej TUTAJ

 

„Nadzieja jeszcze nie umarła”

„Po 5. kolejce lepsze nastroje panują także u Szwedów. Przed meczem z Chorwacją zespół selekcjonera Janne Anderssona przegrał wszystkie spotkania w tej edycji LN i zdobył ledwie jedną bramkę, co na nikim wrażenia robić nie mogło, a i powodów do marzeń o utrzymaniu w dywizji A nie dawało. Ale w sobotę pojawiła się iskierka nadziei, oczywiście w ogromnej mierze dzięki piekielnie zdolnemu Dejanowi Kuluševskiemu. Już dzisiaj można stwierdzić, że 23 czerwca w Dublinie to właśnie zawodnik Juventusu będzie najbardziej niebezpieczny dla reprezentantów Polski. W starciu z wicemistrzami świata najpierw nastraszył golkipera Dominika Livakovicia silnym uderzeniem, następnie wykreował okazję Emilowi Forsbergowi, by wreszcie zdobyć bramkę, debiutancką w kadrze narodowej. Drugą dołożył stoper Marcus Danielson (później wbił samobója) i Szwedzi zgarnęli pierwszy komplet punktów. Wciąż są ostatni w grupie A3, ale przy korzystnych wynikach w końcowej kolejce mogą uchronić się przed spadkiem”.

 

„Sobolewski: Ten ból zapamiętam na długo”

„Z pana perspektywy to dobrze, że duża część zespołu ma chorobę już za sobą? W podobnej sytuacji do was była już Pogoń Szczecin. Tam też chorych było ponad 30 osób. Po powrocie do rozgrywek dwa mecze wygrali i dwa zremisowali. To pokazuje, że można wrócić w miarę szybko na niezły poziom. Jest to dla was optymistyczne?

Chciałbym żeby tak było. Jednak każdy różnie przechodzi koronawirusa. Wiem, że są osoby, które zupełnie nie miały objawów. Nie mam wiedzy na temat tego, jak było w Pogoni. W naszym przypadku większość zakażonych przechodziła to objawowo, notabene dotknęło to aż siedmiu młodzieżowców. Dlatego nie wiem czy sytuacje z jednego klubu można porównywać do drugiego.

Uważa trener, że w skali całego sezonu przejście koronawirusa może odbić się w jakimś stopniu na dyspozycji fizycznej piłkarzy? Chodzi o dalszą perspektywę, za kilka miesięcy.

W przypadku konkretnie naszego zespołu, uważam że na naszą formę sportową będzie to miało wpływ. My już drugi raz byliśmy pozbawieni możliwości wspólnego treningu. Pierwszą kwarantannę mieliśmy w sierpniu, kiedy wykryto u nas przypadek zainfekowania jednego z zawodników. Wtedy w zasadzie straciliśmy większość okresu przygotowawczego. Teraz nie mogliśmy ćwiczyć przez dwa, dwa i pół tygodnia. W sumie więc wypadł nam prawie miesiąc wspólnych treningów. W skali jednej rundy to naprawdę sporo”.

Więcej TUTAJ

 

 „Loska: Chciałem zacząć wszystko od nowa, żeby mieć czystą kartę”

„Po pierwszym sezonie w ekstraklasie, tym najbardziej dla pana udanym, na zagraniczny transfer namawiał pana Wojciech Pawłowski, wtedy rezerwowy bramkarz Górnika. Opowiadał: „Tomek podpytywał mnie o kierunki wyjazdu. Powiedziałem, że jak tylko ma okazję, powinien odejść. Ale on za wszelką cenę chciał zagrać z Górnikiem w Lidze Europy, bo to jego ukochany klub. Mówiłem mu: 'Jedź, zobaczysz inny świat. Podpiszesz kontrakt na cztery-pięć lat, przeżyjesz przygodę. A jak ci się uda, to możesz zajść wysoko, zarobić na wygodne życie. Wiem, że kibicujesz Górnikowi, ale z lepszej ligi zawsze masz powrót do ekstraklasy'. Ale wybrał, jak wybrał. Ten drugi sezon nie był już dla niego tak dobry”.

Tomasz Loska: Chodziło o Nantes. Z Górnika odeszli wtedy Kurzawa, Kądzior, Wieteska. Po rozmowach z ludźmi w klubie zdecydowaliśmy, żebym został, pomógł drużynie.

Żałuje pan?

Tomasz Loska: Żałuję bardzo, dziś gram w I lidze. Ale może właśnie zbieram doświadczenie, by w przyszłości być gotowym na podjęcie decyzji o wyjeździe.

Co się stało w pana drugim sezonie w ekstraklasie?

Tomasz Loska: Nie poradziłem sobie”.

Więcej TUTAJ

 

„Liga od połowy stycznia? Tak! I to nie tylko w tym sezonie”

„W tej chwili organizator rozgrywek oraz właściciel praw telewizyjnych muszą być elastyczni, jeśli chcą zachować ciągłość rozgrywek. Pomni doświadczeń z zeszłego roku, zabezpieczają się na ewentualność kolejnego lockdownu i przedłużenia gier do miesięcy letnich. Po drugie, w tym sezonie planowanie musi zakładać przełożony turniej EURO, więc wcześniejszy początek jest jak najbardziej wskazany. Ale ja bym poszedł krok naprzód i przy okazji mającego się odbyć na początku tygodnia spotkania przedstawicieli wszystkich zainteresowanych stron, poddał pod rozwagę czy przypadkiem nie należy takiej opcji (czyli rozpoczynania rozgrywek w połowie stycznia) rozważyć jako tej docelowej”.

Więcej TUTAJ

***

„Dudek: Ramos nie załamie się karnymi”

„O Sergio Ramosie nie raz pisałem po jego świetnych występach. Teraz niestety głośno o nim z powodu zmarnowania dwóch rzutów karnych w meczu ze Szwajcarią (1:1). Niezbyt często się zdarza, aby jeden zawodnik nie wykorzystał dwóch jedenastek w spotkaniu, a co dopiero gdy chodzi o taką gwiazdę. Zwłaszcza że Sergio dotąd rzadko się mylił, strzelając z tej odległości. Nikt nie jest jednak bezbłędny i teraz też się o tym przekonaliśmy. Zawsze waham się, czy piłkarz, który raz spudłował z karnego, powinien go wykonywać ponownie w tym samym meczu. Ale jak mówił mój menedżer z Liverpoolu Gerard Houllier: „Jeśli spadłeś z roweru, musisz na niego natychmiast wrócić”. Oczywiście to dotyczyło bramkarzy, ale można znaleźć odniesienie również do tej sytuacji. D latego, na ile znam Sergio, nie będzie się wahał i podejdzie do kolejnego karnego. Liczę, że takie spotkanie, jak to ze Szwajcarią, już się nie powtórzy. Ma znakomity rok, to w dużej mierze dzięki niemu Real zdobył mistrzostwo Hiszpanii. Strzela gole, świetnie spisuje się w defensywie, ale przede wszystkim jest prawdziwym liderem drużyny, zarówno Realu, jak i reprezentacji Hiszpanii”.

Więcej TUTAJ

 

 „SPORT”

„Portugalia puszczona Kantem”

„W pierwszej edycji Ligi Narodów Francja i Niemcy zostały wyprzedzone w grupie przez Holandię. Teraz obie te reprezentacje po sobotnich meczach awansowały na pierwsze pozycje i wiadomo na pewno, że Francja już jej nie odda. Mistrzowie świata pokonali na Estadio da Luz 1:0 mistrzów Europy i jeden gol zdecydował o dwóch sprawach. Francja zapewniła sobie udział w Final Four, bo mając 3 punkty przewagi nad Portugalią i lepszy bilans bezpośrednich spotkań (1:0, 0:0) nie może zostać przez nią wyprzedzona. To oznacza także detronizację Portugalii - pierwszy triumfator Ligi Narodów nie ma możliwości obrony tytułu”.

„Dla gliwiczan to będzie maraton!”

„Skalę trudności podnosi jeszcze sytuacja Piasta w tabeli. Ostatnie miejsce, kilka punktów straty do bezpiecznych miejsc i kiepska forma przed przerwą. To wszystko sprawia, że gliwiczanie po powrocie do gry nie będą mieli czasu „na rozbieg”, bo rywale mogą jeszcze bardziej „odjechać”. Szans na spokojne wdrażanie się do ekstraklasowych warunków pozbawił dodatkowo terminarz. W piątek ekipa z Okrzei zawita na Roosevelta, aby rozegrać najważniejszy dla kibiców mecz jesieni. Kolejnym wyjazdem ekipy trenera Fornalika będzie mecz przy Łazienkowskiej z Legią. U siebie łatwiej nie będzie, a jeszcze za niedługo gliwiczanie muszą nadrobić zaległości z Pucharu Polski. Jednym słowem – maraton, bez miejsca i czasu na oszczędzanie się”.

***

„Problemów nie brakuje”

„Trener lidera będzie miał jednak spory ból głowy w najbliższych miesiącach. Z powodu urazu kolana co najmniej do stycznia na boisku nie pojawi się kapitan Rakowa Tomasz Petraszek. Naderwał on więzadła rzepki, co wykluczyło go z ostatniego zgrupowania reprezentacji, a także z meczu z Wisłą Kraków. Dopiero po tym spotkaniu okazało się, że uraz Czecha jest poważny. Obecnie Petraszek przechodzi rehabilitację. W przyszłym tygodniu stoper Rakowa zostanie poddany kontrolnemu USG kolana. Wtedy też zostanie podjęta decyzja, czy obecne środki wystarczą, czy też będzie potrzebna operacja. W optymistycznym wariancie Czech wróci do gry na początku stycznia. Przy pesymistycznym operacja będzie musiała się odbyć, a Petraszek wróci do gry dopiero za pół roku. Druga opcja byłaby dla Czecha sporym dramatem – nie tylko nie pomógłby Rakowowi na początku rundy wiosennej, ale prawdopodobnie straciłby miejsce w reprezentacji i nie pojechałby na przyszłoroczne mistrzostwa Europy”.

 

„SUPER EXPRESS”

„Smuda: Z Jóźwiaka będzie kawał kozaka!”

„Super Express”: – Jak by pan wykorzystał potencjał naszych napastników: Lewandowskiego, Milika i Piątka? 

Franciszek Smuda: – Przy Robercie Lewandowskim dwaj pozostali nie mają szans. On może rozstrzygnąć sam o wyniku meczu, a im jest o to trudno. Ze względu na wyszkolenie techniczne , Arkadiusz Milik może znaleźć wspólny język z Robertem i grać z nim w jednej drużynie, co już udowadniał. 

– Tyle że Milik, podobnie jak Kamil Grosicki, nie grają w swoich klubach, trochę na swoje życzenie. Powinni być powoływani do reprezentacji? 

– Tak. Jurek Brzęczek dobrze robi, że ich powołuje. To doświadczeni i podstawowi piłkarze reprezentacji od dawna. Nawet jak nie grają w klubach, to pokazują umiejętności w kadrze. Obaj zrobili coś dla reprezentacji, więc teraz reprezentacja musi im coś oddać, gdy znaleźli się w trudnej sytuacji. Rozumiem i rozgrzeszam Milika za to, że został chwilowo bez klubu, bo każdy piłkarz musi walczyć o swoją przyszłość”.

 

„GAZETA WYBORCZA”

„Sens życia w San Marino”

„My, Polacy, powinniśmy rozumieć sceny z sobotniego popołudnia, wszak sami hołubimy niepełne triumfy, rozpropagowaliśmy nawet ideę zwycięskiego remisu. Przekazujemy z pokolenia na pokolenie legendę o wydrapanym na Wembley 1:1 z Anglią, ckliwie wspominamy mundialowe 0:0 ze Związkiem Radzieckim, podczas którego Smolarek uciekł z piłką do narożnika boiska i zasłaniał ją tam własnym ciałem, by opóźniać grę, doczekać do ostatniego gwizdka, zdobyć awans do półfinału.

Piłkarze San Marino zachowywali się podobnie w końcówce mrożącego krew w żyłach meczu z Gibraltarem. Również zabijali czas w rogu boiska, a ponadto przewracali się, zwijali z bólu, udawali ciężko rannych wskutek fauli przeciwnika i w ogóle wyjęli z arsenału wszelkie brudne chwyty, które podejrzeli w Lidze Mistrzów. Odkryli w sobie wewnętrznego Neymara, gdy byli już nie wycieńczeni, lecz wypatroszeni, z sił fizycznych i emocjonalnych – kapitan Davide Simoncini wyleciał z czerwoną kartką, od kilkudziesięciu minut krwawili w osłabieniu. A jednak ocaleli. Było 0:0, podobnie jak w październikowym meczu w Liechtensteinie, więc bez naginania rzeczywistości można ogłosić, że futbol w San Marino ma za sobą jesień wszech czasów. Trwa najlepszy okres w jego dziejach”.

Więcej TUTAJ

 

„RZECZPOSPOLITA”

„Szczepłek: Sprowadzeni na ziemię”

„Tak właśnie wyglądał pojedynek Polski z Włochami. Po pięciu występach reprezentacji bez porażki robiliśmy sobie nadzieje, bo Polacy grali ładnie, skutecznie, a młodzi zawodnicy dobrze wprowadzali się do pierwszej reprezentacji. Jednak Finowie, Bośniacy czy Ukraińcy to jednak przeciwnicy niższej klasy niż Włosi. Przed miesiącem zremisowaliśmy z nimi w Gdańsku 0:0. Teraz nie dawali nam pograć już od pierwszej minuty, pokazując, że nasze nadzieje były przedwczesne”. 

Więcej TUTAJ


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się