var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Adam Starszynski / PressFocus

Dariusz Dudek dla 2x45: Ojrzyńskiego uznaje się za strażaka Ekstraklasy, ja jestem kimś takim w I lidze

Autor: rozmawiał Michał Śmierciak
2020-11-18 07:30:00

Dlaczego nazywa siebie Leszkiem Ojrzyńskim I ligi? Jaki ma pomysł na Sandecję i gdzie widzi największą siłę zespołu? O tym jaki wpływ na grę zespołu mogą mieć zmiany w klubie? O ważnej roli Marcina Malinowskiego. Na te pytania odpowiedział Dariusz Dudek, trener Sandecji Nowy Sącz w rozmowie z 2x45.

Objęcie sądeckiej drużyny po tym, jak przegrała ona dziesięć kolejnych meczów ligowych i trener Piotr Mandrysz stracił pracę, było obarczone dużym ryzykiem. Poprawa wyników może być uznana za obowiązek, a ewentualny spadek pozostanie rysą w 110-letniej historii klubu. Wyzwania podjął się Dariusz Dudek, który zapewnia, że ma pomysł na Sandecję.

***

Dla szkoleniowca od lat znającego realia pierwszej ligi drużyna z Nowego Sącza nie jest zagadką, ale tak słaby start w jej wykonaniu już może być pewnym zaskoczeniem.

- Jestem nauczony doświadczeniem, że podejmuję się pracy w klubie będącym na ostatnim miejscu w tabeli, czy gdzie sportowo się źle wiedzie. Ostatnio czytałem wywiad z trenerem Ojrzyńskim, który uznawany jest za strażaka mającego gasić pożary. Taki człowiek od zadań specjalnych. Może mnie traktuje się podobnie na szczeblu pierwszej ligi. Cieszę się, że znów jestem na ławce trenerskiej i mogę pracować na zapleczu Ekstraklasy. Zagłębie Sosnowiec ostatnio przejąłem na piętnastym miejscu, pozostawiłem na dziewiątym. Trochę szkoda, że ta przygoda nie potrwała dłużej, ale teraz mam nowy klub i nowe wyzwania.  

Wielu kibiców mając na uwadze obecny skład Sandecji, zarzuca władzom tego klubu zbudowanie go na zawodnikach zaawansowanych wiekowo. Mówi się wręcz o zgranych kartach. Patrząc na mecz z Koroną Kielce, to średnia wieku sądeczan była bardzo wysoka. To dobra strategia?

- Na pewno mamy doświadczony zespół. Pamiętajmy, że wielu tych piłkarzy wywalczyło awans do Ekstraklasy, ale też mają obok siebie rozwijającą się młodzież. Przeglądając naszą kadrę trzeba sobie z tych proporcji zdawać sprawę. Mecz z Koroną oparliśmy właśnie na tej grupie doświadczonych zawodników mając nadzieję, że wezmą na siebie odpowiedzialność za drużynę w trudnym momencie. Aczkolwiek nie zamieszam nikomu patrzeć w metrykę, najważniejsze co pokazuje na boisku.  

Bardzo ważne jest, aby w trakcie meczu w pełni się zaangażować i przysłowiowo oddać serce na murawie. Szczególnie to istotne w pierwszej lidze. Jestem trenerem, który przywiązuje wagę do statystyk osiąganych przez zawodników na boisku. Mieliśmy ze sobą tylko dwa treningi, trudno mówić, aby był to czas na zmiany przed meczem z Koroną. Przed nami kolejne wyzwanie, bo bardzo ważne spotkanie z Resovią. Lubię wyzwania, chcę powalczyć o dobre wyniki i myślę, że nie ma sensu dyskutować o tym, kto ile ma lat tylko ile może dać drużynie. Czas pokaże, jakie będą efekty. 

Pojęcie „nowej miotły”, to w piłce nożnej już utarty slogan. Czy coś takiego nastąpiło w Nowym Sączu? Arka pokonała Sandecję bardzo wysoko, Korona tylko jedną bramką.

- Po tak krótkim okresie wspólnej pracy trudno doszukiwać się jej wymiernych efektów. Było sporo niewiadomych, jak to będzie wyglądać w Kielcach po zmianie trenera.  Nie ukrywam trudno mi wydusić, że byłem usatysfakcjonowany. Zaliczyliśmy porażkę. Moje ambicje są wysokie, chciałem wywalczyć w tym meczu komplet punktów na inaugurację. Mogę być jednak dobrze nastawiony do postawy zespołu w kontekście tego, jak podchodzili do założeń i mam nadzieję, że po starciu z Resovią będziemy cieszyć się z punktów. Mamy za sobą kolejne wspólne jednostki treningowe, mogliśmy więcej ze sobą popracować.

Nie ma co ukrywać, mamy sporo goli straconych i niewiele strzelonych. Potrzebujemy poprawić tę sytuację. Po analizie można dojść do wniosku, jak dużo bramek przeciw nam padło po błędach indywidualnych. Tak też było w Kielcach, gdzie mieliśmy piłkę w posiadaniu, a przeciwnik wyszedł na prowadzenie niemal po wrzucie z autu. Zabrakło koncentracji, nazwałbym to nawet gapiostwem, które wykorzystał doświadczony Jacek Kiełb. Mam nadzieję, że każdy dzień zagra na naszą korzyść. Mógłbym mówić o potrzebie czasu, ale czy w zawodzie trenera coś takiego istnieje? To górnolotnie brzmi. Liczę na dobre wyniki.

Proporcje bramek są zatrważające. Skoro gole stracone są w dużej mierze wynikiem błędów indywidualnych, to czym można wytłumaczyć tak mało strzelonych? 

- To jest koło zamachowe. Dla mnie pierwszym obrońcą musi być napastnik, to jest najprostsza strategia. Wydaje mi się, tego nam trochę brakowało w organizacji gry. Nie lubię takich stwierdzeń, że za stratę gola obwiniamy tylko obrońcę czy bramkarza. W analizie po meczu wychodzi ilu zawodników miało w tym jakiś swój udział.  Tak było przeciwko Koronie. Można mówić, że Adrian Danek nie wywiązał się z obowiązku w pojedynku jeden na jeden. Trzeba do tego zauważyć, że ktoś piłkę stracił, a inny źle się zachował w bocznym sektorze. 

Nie ukrywam wiele musimy poprawić. Mam jednak takie nastawienie, że wszyscy są odpowiedzialni tak za zdobywanie bramek, jak również postawę w obronie. Trzeba grać blisko siebie, być agresywnym w odbiorze. Mamy w składzie doświadczonych napastników, ale może im brakowało dośrodkowań, czy klarownych sytuacji. One biorą się z dobrego wyprowadzania piłki, robienia przewagi. Musi być przeciwwaga defensywy do ofensywy. 

 

 

Może tego nie ma przez brak automatyzmów? Co prawda ten zespół jego długo ze sobą, ale przy Tomaszu Kafarskim była inna taktyka, a za czasów Piotra Mandrysza zmiana sposobu gry, w czym też przeszkadzały kwarantanny w jego drużynie. 

- Nie chce oceniać poprzedników. Trener Mandrysz był w klubie zaledwie trzy miesiące i trzeba przyznać miał sporo pecha, bo koronawirus zaatakował w różnym czasie większość jego podopiecznych. Na obronę jego pracy mogę powiedzieć, że pomimo takich okoliczności statystyki motoryczne tego zespołu są na dobrym poziomie. To zasługuje na uwagę. 

Taktyka trenera Kafarskiego opierała się na grą trzema zawodnikami z tyłu. Zespół ten kojarzony był z płynną wymianą piłki, ale musimy popatrzeć, że lata mijają. Piłkarze z wiekiem tracą pewne cechy. Mimo wszystko noga już nie jest taka szybka, a regeneracja trwa nieco dłużej. Wiele czynników wpływa na postawę drużyny. Trzeba systematycznie, ciężko pracować i mieć odpowiednie nastawienie zarówno do meczu, jak również do treningu. Zawodnicy musza wziąć odpowiedzialność na siebie. Nie chcę, jako trener, robić sobie teraz alibi czy oceniać decyzje swoich poprzedników  Od momentu rozpoczęcia pracy odpowiadam za drużynę, to normalne. Sandecja ma trudny sezon, są zmiany w klubie i wokół niego. To może wpływać na pewność siebie, budować presję. 

Po kilku dniach pracy mogę powiedzieć, że jestem w miejscu z tradycjami. Czuję wsparcie od ludzi zarówno wewnątrz Sandecji, jej pracowników, ale także spotykanych przeze mnie kibiców. Widać jak ktoś oddaje serce, zaangażowanie i to pomaga. Chciałbym każdemu podziękować za to, że odczuwam chęć pomocy niemal z każdej strony. 

Resovia to będzie mecz o coś więcej niż trzy punkty. Jest w drużynie duża nerwowość?

- Uważam, że takie sytuacje mogą nas scementować. Jestem charakternym człowiekiem, oczekuje tego samego od drużyny. Mocno wierzę w swoich zawodników i moim zdaniem każdy dzień pracy, będzie dla nas krokiem w przód. To moment na to, aby się odbić, bo jesteśmy na samym dnie tabeli. Każde zwycięstwo spowoduje, że głowy piłkarzy będą funkcjonować inaczej. Będzie im wówczas znacznie lżej. 

To kluczowe, aby radzić sobie z presją. Ona przecież istnieje, bo te dziesięć porażek jest w świadomości i nie ułatwia nam pracy. Musimy jednak wziąć sprawy w swoje ręce, tego się od nas oczekuje oraz wymaga, abyśmy zmienili swoją sytuację. Trzeba zdobywać punkty, wiemy co mamy robić i mam nadzieję efekt końcowy będzie pozytywny. 

Jak trener będący około dziesięć lat starszy od niektórych swoich zawodników buduje z nimi relacje? Patrząc na doświadczenia ekstraklasowe jest też o czym dyskutować.

- Jednym ze sposobów dotarcia do zawodników jest mój asystent, który ma prawie 500 meczów rozegranych w Ekstraklasie. To jeśli mowa o doświadczeniach. Cieszę się, że Marcin Malinowski ze mną pracuje w Nowym Sączu. Co do zawodników, to niektórych znam jeszcze z boiska. Pamiętam, jak Maciek Korzym trafił do Legii i kiedy w niej debiutował. Maciej Małkowski również zna mnie jeszcze z perspektywy boiska. Później też nieraz się gdzieś spotykaliśmy, kiedy ja już nie byłem zawodnikiem, a zostałem trenerem.

Oczywiście relacje na linii zawodnik i trener nie mogą być zachwiane, ale myślę o tym, że znajomość wspólnych czasów może wpływać na wzajemne zrozumienie. W pierwszym meczu postanowiłem na najbardziej doświadczoną grupę, od nich wymagam bardzo dużo. Dobry kontakt z piłkarzami i zrozumienie może nam pomóc w osiąganiu wyników. 

Jaka ma być Sandecja sygnowana nazwiskiem trenera Dariusza Dudka?

Chciałbym, aby moja Sandecja była zespołem posiadającym piłkę. Budującym akcje od tyłu i nie bała się jej rozgrywać. Nie chodzi o wybijanie przed siebie. Chciałbym mocno postawić na fazę przejścia z ataku do obrony. Dla mnie to jedno z ważniejszych założeń, kiedy tracimy piłkę, to chcemy ją jak najszybciej odzyskać. Stawiam na mocny pressing. 

Co do systemu, to wybrałem 4-2-3-1. Uważam, że jest on adekwatny do tego, co chcemy grać i jak możemy to robić. Nie ukrywam patrzę na ilość przebiegniętych kilometrów przez zawodników, analizuję statystyki przyspieszenia, sprintów i intensywności biegu. Mam nadzieję, że z meczu na mecz będziemy coraz lepiej to zauważać. Chcę odcisnąć na zespole swoje piętno. Nie ma co ukrywać, musimy zacząć wygrywać, wierze w ten zespół i ludzi, których mam w szatni.

Dziękuję włodarzom klubu za zaufanie. To była zapewne dla nich trudna decyzja i mam zamiar zrobić wszystko, żeby odpłacić im się dobrym wynikiem. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się