var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: cpfc.co.uk

Ratowanie twarzy - czy Frank de Boer udowodni jeszcze, że nadaje się na trenera?

Autor: Maciej Kanczak
2020-11-18 17:54:58

Jose Mourinho nazwał go kiedyś najgorszym menedżerem w historii Premier League. Dobrego zdania nie mają o nim również we Włoszech i USA. Frank de Boer na stanowisku selekcjonera reprezentacji Holandii będzie musiał się zatem mocno napracować, aby zedrzeć z siebie łatkę nieudolnego trenera.

- Przeczytałem co miał do powiedzenia najgorszy menedżer w historii Premier League - siedem meczów, siedem porażek, zero strzelonych goli. Mówił, że szkodzę Marcusowi Rashfordowi jako trener, bo dla mnie celem jest tylko zwycięstwo. Gdyby pracował z nim, nauczyłby się przegrywać - stwierdził portugalski menedżer, gdy de Boer skrytykował go w jednym z telewizyjnych programów. W rzeczywistości Mou trochę przesadził z liczbą meczów. Pod rządami Holendra Crystal Palace na początku sezonu 2017/2018 przegrało bowiem czterokrotnie. Nie zmienia to jednak faktu, że był to pierwszy przypadek od 93 lat w najstarszej lidze świata, gdy dany zespół, nie dość, że seryjnie przegrywał, to jeszcze miał problem z trafianiem do siatki rywala. 

Włodarze z Selhust Park nie zamierzali czekać aż nowy menedżer zaaklimatyzuje się na Wyspach Brytyjskich. Podziękowali mu za pracę już po 77 dniach. Tym samym de Boer stał się najkrócej pracującym szkoleniowcem w erze Premier League, jeśli chodzi o liczbę meczów. 37 dni krócej pracował co prawda w 2000 roku Les Reed w Charlton Atheltic, ale The Addicks pod jego wodzą rozegrali łącznie siedem spotkań. De Boer chciał aby jego Crystal Palace grało futbol oparty na długim posiadaniu piłki. Sęk w tym, że w Londynie nie było zbyt wielu zawodników, którzy pasowali do jego trenerskiej filozofii. - Nie było odpowiedniej mieszanki piłkarzy do takiej gry - stwierdził już po zwolnieniu Holendra, Wilfried Zaha.

Ledwie osiem dni dłużej trwała przygoda de Boera z Interem Mediolan jesienią 2016 roku. Po sezonie 2015/2016 (piątym z rzędu zakończonym fiaskiem awansu do Ligi Mistrzów) podziękowano za pracę Roberto Manciniemu. Holender miał dać Nerrazzurim nową jakość, ale zaczął najgorzej jak mógł. Nie tylko przegrał na inaugurację rozgrywek ligi włoskiej z Chievo Werona 0:2, ale także ustawił zespół z trójką w obronie, czego wcześniej nie praktykował. „Katastrofa” - napisała wówczas „Corriere della Serra”. Jak się później okazało, ów tytuł znakomicie podsumował nie tylko rywalizację z zespołem Mussi Volante, ale cały okres od sierpnia do października. 

W Serie A mediolańczycy ponieśli jeszcze cztery porażki, do tego doszły również kompromitujące przegrane w Lidze Europy z Hapoelem Beer Sheva (0:2) i Spartą Praga (1:3). To one w głównej mierze zaważyły, że 18-krotni mistrzowie Włoch zajęli ostatnie miejsce w grupie K. Choć zdarzały się również Interowi de Boera udane występy (jak np. zwycięskie starcie z Juventusem 2:1, ostatnie jak do tej pory), ale to było za mało, by Holender przetrwał. Nawet mimo faktu, że dwa dni przed jego zwolnieniem, dyrektor generalny Interu, Michael Bolingbroke zapewniał, że de Boer może być spokojny o posadę. Tak na marginesie, sam Bolingbroke także w niedługim czasie zrezygnował z piastowanego stanowiska.

Nic dziwnego więc, że po 162 dniach spędzonych w Anglii i we Włoszech w ligach TOP 5 Holender był już spalony, mimo ledwie 47 lat na karku. Dla ratowania honoru rzucił się za ocean, bo znalazł się chętny na jego usługi w Atlanta United, gdzie zastąpił Tatę Martino. Argentyńczyk wykonał na Mercedes-Benz Stadium kapitalną robotę, zdobywając ze The Five Stripes Puchar MLS w 2018 roku, był uwielbiany przez kibiców i szanowany przez podopiecznych. Nikt więc nie ekscytował się przybyciem Holendra tylko i wyłącznie ze względu na jego bogatą piłkarską przeszłość. Martino zostawił mu w spadku znakomicie funkcjonującą maszynę, a de Boer kompletnie ją zdemontował. „Znów wbijał kwadratowe kołki w okrągłe otwory” - podsumował jego pobyt w stanie Georgia portal goal.com. Jedyny plus jego kadencji to dwa zdobyte trofea (US Open Cup i Campeones Cup). Nawet to go jednak nie uratowało.

Za czasów Taty Martino, Atlanta grała futbol ofensywny i swobodny, dzięki czemu czołowi piłkarze mogli sobie pozwolić na więcej. De Boer z miejsca ukrócił tą radosną twórczość, większy nacisk stawiając na defensywę i taktykę. Popadł przez to w konflikt z największymi gwiazdami Atlanty, a więc z Josefem Martinezem i Gonzalo „Pity” Martinezem. - Wiele się zmieniło po zmianie szkoleniowca i strasznie nam się to nie podoba - podsumował nastroje w szatni Leonardo Gonzalez Pirez.

I pomyśleć, że mowa o szkoleniowcu, który pracę na własny rachunek zaczął od zdobycia czterech tytułów mistrza Holandii z rzędu z Ajaksem Amsterdam. Dzięki temu z dziewięcioma triumfami w Eredivisie (pięcioma jako piłkarz i czterema jako trener) stał się najbardziej utytułowaną postacią w historii Joden. Uważnie śledząc jego późniejsze poczynania, można dojść do wniosku, że de Boer zdecydowanie za szybko uwierzył w swoją wielkość. Do tego popełnia klasyczny błąd, starając się dopasować piłkarzy do taktyki, a nie taktykę do piłkarzy. Zasadnym pozostaje też jednak pytanie, jak taki ktoś mógł dostać w swoje ręce reprezentację Holandii, która ma potencjał, aby zamieszać na EURO 2021?

We wrześniu w tekście (przeczytacie go TUTAJ) wspominaliśmy o poszukiwaniach nowego selekcjonera reprezentacji Holandii przez KNVB. W Kraju Tulipanów zapanowało istne szaleństwo, bo z odrodzoną drużyną narodową łączony był prawie każdy trener, obojętnie czy stary czy młody. Większość tych spekulacji można było jednak włożyć między bajki, na czele z kandydaturami wymarzonymi przez kibiców, a więc Petera Bosza z Bayeru Leverkusen i Erika ten Haga z Ajaksu Amsterdam. Padło więc na osobę de Boera, który był bezrobotny. I raczej zbyt wiele sympatii, KNVB tą nominacją sobie nie przysporzył. - Jeśli nie odnosisz sukcesu, chcesz naprawić to najszybciej jak tylko to możliwe - powiedział nowy selekcjoner na oficjalnej prezentacji. 

De Boer zatem z entuzjazmem rozpoczynał nowy rozdział w swojej szkoleniowej karierze. A zrobił to…w swoim stylu. W pierwszych czterech meczach pod jego wodzą, Pomarańczowi nie wygrali ani razu (0:1 z Meksykiem, 0:0 z Bośnią i Hercegowiną, 1:1 z Włochami i 1:1 z Hiszpanią). Tym samym de Boer stał się pierwszym selekcjonerem w historii swojego kraju, który „dokonał” tej sztuki. Atmosferę poprawiło ostatnie zwycięstwo z Bośnią i Hercegowiną 3:0, ale aby po raz drugi z rzędu, awansować do Final Four Ligi Narodów, Holendrzy muszą pokonać Polskę i liczyć na to, że Włosi potkną się z Bośnią.  W razie niepowodzenia, nie będzie to oczywiście winą de Boera, wszak to jego poprzednik, tymczasowo opiekujący się holenderską kadrą, Dwight Lodeweges, przegrał starcie z Włochami.

Na razie więc zaufanie do nowego szkoleniowca jest mocno ograniczone. Tylko znakomity start w finałach ME 2021 oraz wprowadzenie Holendrów po ośmiu latach przerwy na mundial, może sprawić, że kibice w de Boerze będą widzieć nie tylko byłego znakomitego futbolistę, ale również świetnego trenera.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się