var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Lukasz Sobala / Press Focus

Golec: Trzy kroki w tył i jeden do przodu. Tak wygląda urojony progres [KOMENTARZ]

Autor: Maciej Golec
2020-11-19 15:00:45

Przegraliśmy ładniej, ale czy to coś zmienia? Czy jeden nie tak słaby mecz, ale i tak w plecy, powinien mieć większą wartość niż chociażby ostatni z Holandią i dwa z Włochami? Łudziłem się po październikowym zgrupowaniu, że pojawiło się nowe tchnienie, teraz już nie dam się nabrać.

Wyszliśmy na Holendrów trochę w podobny sposób, jak Włosi kilka dni wcześniej na nas. Od razu wysokim pressingiem, aktywnym środkiem pola, który wreszcie zabrał się za kreowanie i szybkimi skrzydłami będącymi dopełnieniem harówki wykonywanej przez Zielińskiego czy Lewandowskiego, który często schodził na pozycję numer 10, żeby pomóc przy rozegraniu. Różnice były jednak co najmniej dwie. Pierwsza? Strzeliliśmy bramkę po jednej z pierwszych groźnych akcji. Druga? Graliśmy z animuszem przez 15-20 minut, a potem stopniowo topnieliśmy w oczach. 

Zaraz pewnie na mnie naskoczą ludzie, którzy stwierdzą, że przecież nie wyglądaliśmy tak słabo, wychodziliśmy z kontrami, co ty w ogóle opowiadasz! I w tym jest problem – wzięliśmy za punkt odniesienia najsłabszy mecz za kadencji Jerzego Brzęczka, kiedy w pierwszej połowie ani razu nie weszliśmy w pole karne i ani razu nie wrzucaliśmy tam piłki ze skrzydła, przez co zawiesiliśmy poprzeczkę na poziomie kostek. Jedno dośrodkowanie z pierwszej minuty w zasadzie wystarczyło, by powiedzieć, że poczyniliśmy postępy w ofensywie, gramy odważniej i potrafimy się odgryźć. Nie wiem jak wam, ale mnie wcale nie uśmiecha się robienie trzech kroków do tyłu, by potem zrobić jeden do przodu. 

I to taki krok na niestabilne podłoże, bo gdzie mamy szukać podstaw do tego, by sądzić, że przy okazji kolejnego meczu z lepszą drużyną nie powtórzy się scenariusz z Reggio Emilia? Jedna jaskółka wiosny nie czyni, a fakty są takie, że w dwóch meczach z Holandią i dwóch z Włochami oddaliśmy w sumie 6 celnych strzałów, czyli tyle samo, ile ci pierwsi oddali tylko wczoraj. Nie wygraliśmy żadnego meczu, jedyną bramkę strzelił Kamil Jóźwiak. W tym samym czasie możemy podywagować, kogo nam los przydzieli w eliminacjach do mistrzostw świata.

Z pierwszego koszyka chyba tylko Dania i Holandia (życzeniowo, mimo że dwa mecze w łeb) nie byłyby wyrokiem śmierci. Z trzeciego? Rosja, Irlandia, Norwegia to wcale nie takie łatwe przeprawy. Z czwartego? Bośnia, z którą nie szło nam łatwo, a pierwszy mecz wygraliśmy głównie dzięki szybkiej czerwonej kartce, Słowenia, od której dostaliśmy w cymbał w jednym z gorszych meczów tej kadry, Macedonia Północna, która dopiero co awansowała na Euro, a w eliminacjach męczyliśmy się z nią niemiłosiernie. Jest spora szansa, że zamiast drogi usłanej różami dostaniemy ścieżkę zdrowia i wtedy – po trzech meczach w marcu – sytuacja może już wyglądać tragicznie. A powiedzmy sobie szczerze, z takimi rywalami, których wymieniłem powyżej, kadra grająca tak, jak za Adama Nawałki spokojnie mogłaby wygrać. Czy teraz mamy podobne przekonanie? Odpowiedzcie sobie sami.

 

 

Ale mimo wszystko Jerzy Brzęczek nie zostanie zwolniony, tak przynajmniej informuje Tomasz Włodarczyk. Zastanawiam się zatem, co takiego zmienił mecz z Holandią, że przekonał Zbigniewa Bońka (o ile ten w ogóle rozważał zmianę trenera) do pozostawienia swojego żołnierza na polu bitwy. Czy w zarządzaniu nie chodzi o to, by kierować się szerszą perspektywą, a nie jednym spotkaniem? Jeśli po Włoszech opcja zwolnienia wchodziła w grę, to najwidoczniej porażka 1:2 okazała się punktem zwrotnym. A może po prostu Boniek kierował się emocjami właśnie po meczu z Italią, a teraz sobie przypomniał, że może jednak tak źle nie jest? Oby nie, to by było chyba nawet gorsze.

Ale żeby nie było też tak depresyjnie, pochwalę za wczorajsze spotkanie Piotra Zielińskiego. Tak, nie przewidziało wam się. Gdyby piłkarz Napoli występował w kadrze regularnie na podobnym poziomie, nie on byłby głównym tematem dyskusji wokół problemów tej reprezentacji. Wykonywał dużo mrówczej roboty, do której nie byłem przyzwyczajony akurat w przypadku jego występów z orzełkiem na piersi – harował w defensywie. Tak samo zresztą, jak momentami podobał nam się Mateusz Klich. Środek pola nie był tak bezzębny i uzależniony od tego, do czego posunie się rywal, ale też – mówimy tylko o fragmentach, a nie obrazie całego spotkania. Na tej podstawie Kamil Jóźwiak i Przemysław Płacheta, którzy uczestniczyli w najgroźniejszych naszych akcjach, również zasłużyli na pochwały.

Skończył się więc rok z kadrą i wiecie co? Odetchnąłem z ulgą. Jestem zmęczony tą otoczką, identyczną dyskusją przy każdym zgrupowaniu i rozważaniem, czy tym razem Zbigniew Boniek przyzna się do błędu, czy nie. Stawiam, że raczej nie i nawet gdybyśmy – odpukać – przerżnęli z kretesem marcowe mecze eliminacyjne, i tak nic się nie zmieni. Lepiej polec razem z posłańcem niż stwierdzić, że delegowało się nie tego, co trzeba.

Jerzy Brzęczek na konferencji prasowej przed meczem z Holandią powiedział, że wszystkie cele postawione przez Zbigniewa Bońka wypełnił. Awans na Euro jest, utrzymanie w Dywizji A również, a i młodych piłkarzy też testuje z niezłym skutkiem. To może – cytując Łukasza Wiśniowskiego z pomeczowego studia Foot Trucka – skoro już wszystko ogarnął, to uczciwie byłoby podziękować za dobrze wykonaną pracę i się pożegnać? Niczego nie sugeruję, tylko pytam.

W marcu już nie będzie odwrotu. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się