var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Piotr Matusewicz / PressFocus

Dlaczego Zbigniew Boniek nigdy nie zwolni Brzęczka?

Autor: Marcin Łopienski
2020-11-19 17:00:31

Reprezentacja Polski po całkiem udanym październiku zakończyła listopad niczym Conrado Moreno swój słynny wjazd do studia TVP. W grze zespołu Brzęczka nie widać postępów, biało-czerwoni stylem i nastawieniem przypominają Estonię, która dziękuje już za samą możliwość rozegrania meczu z Włochami czy Holandią. Moment na zmianę selekcjonera był idealny, ale Zbigniew Boniek selekcjonera nie ruszy. Dlaczego? Bo jest Bońkiem.

Marek Wawrzynowski w swojej książce „Wielki Widzew” tak opisuje prezesa PZPN w momencie transferu do łódzkiego klubu: „Boniek – niezwykle dynamiczny obunożny piłkarz, doskonale panujący nad piłką, z ciągiem na bramkę rywala, ale też niezwykle bezczelny, który ma jasny plan i dla którego nie ma rzeczy niemożliwych”. 

No właśnie. W 1975 roku, kiedy miał 19 lat można to było nazywać młodzieńczą bezczelnością, ale dzisiaj trzeba zmienić to w pewność siebie. Tylko czy w jego przypadku moglibyśmy mówić o jakiejś zmianie myślenia, skoro za młodu był buntownikiem, a liczne sukcesy w międzynarodowej piłce tylko wypolerowały te cechy? Raczej nie. Zresztą, co widzimy chociażby na przykładzie Roberta Lewandowskiego, te postaci, które coś w piłce nożnej osiągnęły, szybciej wychodzą przed szereg, ale też mocniej bronią swoich przekonań. Łatwiej wierzą w swoją wielkość i nieomylność. 

Tak jak prezes PZPN-u. Chociaż sporo napisaliśmy już o tym, gdzie widzimy Jerzego Brzęczka na początku 2021 roku, to musimy przyznać, że nie zazdrościmy sytuacji w jakiej znalazł się Boniek. Reprezentacja Polski od dwóch lat raczej zwija się niż notuje progres, dlatego istnieją solidne przesłanki ku temu, że EURO 2020 skończy się wielką katastrofą. A nie chce nam się jakoś wierzyć, że w eliminacjach będzie łatwiej. 

Dzisiaj wszyscy odnosimy się do czasów Adama Nawałki i udanego turnieju we Francji, ale za chwilę Boniek może się obudzić w sytuacji, kiedy jemu będzie można przypisać porażki w Rosji, najbliższej imprezie i eliminacjach na mundial w Katarze. Co ciekawe, legendzie Widzewa i Juventusu już mógł towarzyszyć czarny PR, bo kadra Brzęczka w normalnych okolicznościach byłaby po występie na EURO 2020. Prezes od losu bądź opatrzności otrzymał zatem drugą szansę, ale wszystko wskazuje na to, że z tego nie skorzysta.  

Pierwszą przyczyną takiej decyzji jest wspomniana wyżej buta, arogancja i przekonanie o własnej nieomylności. Druga kwestia, naszym zdaniem bardziej ciekawsza, to pułapka, jaką przed laty zastawił na siebie sam Boniek. Mianowicie niewyparzony język. Prezes wielokrotnie w wywiadach uderzał w ludzi, którzy rządzą polskimi klubami i pękał z dumy, że on jako najważniejsza osoba w PZPN żadnego trenera nie zwolnił. 

Poza tym zanim Boniek został najważniejszą osobą polskiej piłki spełniał się w roli publicysty i pierwszej osoby, która jest w stanie ocenić (tzn. skrytykować) polską piłkę. Poświęciliśmy trochę czasu na grzebanie i dokopaliśmy się do wcześniejszych wywiadów, które tłumaczą, dlaczego 64-latek będzie bronił Brzęczka jak niepodległości. 

O nominacji Waldemara Fornalika na selekcjonera w rozmowie z „Polska The Times” mówił tak: 

„Taki Fornalik, jeśli zostanie selekcjonerem, musi mieć swoich ludzi, być prawdziwym szefem i do tego mieć parasol ochronny. Widzieliśmy, jak Franek był pozbawiony wsparcia, jak miotał się i wypowiadał w każdej sprawie. Dzisiaj piłka nożna to jest towar. Nie wystarczy wygrywać, aby być dobrym. Za to dobrym można być nawet bez wygrywania. Trzeba jednak wiedzieć, jak w tym biznesie się poruszać. Prawdę mówiąc, to zatrudnienie Fornalika jest taką randką w ciemno. Nie wiadomo, kto jest po drugiej stronie kotary”.

O roli trenera w piłce nożnej w tym samym wywiadzie powiedział tak: 

„Zresztą dyskusja o nowym selekcjonerze to nie jest największy problem polskiej piłki. To jest w ogóle bardzo mało istotne, kto nim będzie. W Polsce przecenia bowiem rolę trenera w piłce nożnej. Zastanawiam się, dlaczego kiedyś wszyscy trenerzy byli dobrzy? Wszyscy. Górski, Gmoch, Strejlau, Kulesza, nawet Wójcik. A teraz wszyscy są źli. I wie pan, dlaczego, bo jednak najwięcej zależy od samych zawodników. Trener może trochę pomóc albo trochę zaszkodzić, ale takiego radykalnego wpływu na drużynę nie ma”.

I jeszcze plan taktyczny Bońka na mecze z topowymi zespołami: 

„Musimy wrócić do tego, co kiedyś pozwalało nam odnosić sukcesy. Nasza drużyna ma szansę nawiązać walkę z lepszymi od siebie tylko pod warunkiem, że będziemy doskonale zorganizowani w defensywie i będziemy czekali na dobrą okazję do kontry. Nie oszukujmy się, nawet wtedy, kiedy osiągaliśmy największe sukcesy w historii, tak właśnie graliśmy. Nie wychodziliśmy na boisko i nie graliśmy z Brazylią otwartej piłki” – mówił „PS” prezes PZPN we wrześniu 2010 roku.

Brzęczek idealnie realizuje tę strategię, jeżeli dodamy do tego jeszcze cele, jakie postawiono przed selekcjonerem, czyli słynne już: awans na EURO, utrzymanie w dywizji A Ligi Narodów i odmładzanie kadry, to tak naprawdę nie widzimy możliwości żadnego ruchu. Cwany lis, wybitny szachista, który przez dekady ogrywał innych dał się złapać jak dziecko. 

Gdyby dzisiaj, nawet w sytuacji kryzysowej, Boniek pożegnał się z Brzęczkiem, zostałby nazwany hipokrytą. Osobą, która podczas oceniania pracy swoich poprzedników mówiła jedno i bez hamulców uderzała w pewne rzeczy, jak słynny tekst: 

„Generalnie to nasza drużyna miała prawo przegrać, zawsze przecież ktoś w sporcie musi być przegrany. Ale można było przegrać jak Szwecja, Ukraina czy Chorwacja. Z honorem, po wielkiej walce i dobrej grze. My przegraliśmy jak frajerzy. Czy się to komuś podoba, czy nie” (kolejny wywiad z „Polska The Times”, tym razem z czerwca 2012).

A sam, będąc już na stanowisku, robił te same błędy. Dlatego jedyne czego się spodziewamy, to konferencji prasowej lub głośnego wywiadu, w którym prezes zapewni o bezgranicznym zaufaniu trenerowi, a za kulisami dojdzie do męskiego spotkania z Lewandowskim i grupą niezadowolonych. Jakie będą tego konsekwencje? 

Znów Boniek, znów „PS” z 2010 roku: „Docierają do mnie głosy, że niektórzy piłkarze po kątach rozpowiadają, iż więcej się spodziewali po trenerze Smudzie. Takich zawodników od razu umieszczałbym na czarnej liście i więcej do kadry nie powoływał. Bo im nie zależy na sukcesach. Im kadra jest potrzebna dla cyferek, żeby przy podpisywaniu nowego kontraktu zarobić więcej pieniędzy. Piłkarze, którzy zamiast trenować tylko knują, w najważniejszym momencie cię zawiodą. Jak Engel wygrywał, to opowiadali, że to najlepszy trener na świecie. Tak samo było za Janasa i Beenhakkera. Ale jak noga im się powinęła, pierwsi rozwalali kadrę od środka”. 

Jak widać, reprezentację Polski nie czeka nic dobrego. A całe błoto spłynie na prezesa Bońka. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się