var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Pawel Jaskolka / PressFocus

G jak Grzesik, V jak vendetta, K jak kompromitacja jednej z drużyn. Warta 2:1 Wisła Kraków

Autor: Mariusz Bielski
2020-11-21 23:05:34

Do przerwy Jan Grzesik robił wszystko, aby zostać antybohaterem meczu. Po przerwie – wręcz przeciwnie, gdyby nie on, Warta nie odniosłaby tego jakże spektakularnego zwycięstwa!

Choć trzeba też prawdzie oddać, że i element szczęścia w tym wszystkim był. Wystarczy przypomnieć sobie całą akcję, po której do siatki trafił Kuzimski. Boczny obrońca świetnie wyszedł do podania, lecz jego dośrodkowanie było celne tylko dlatego, iż po drodze do napastnika jeszcze odbiło się od Abramowicza. Ba, Grzesik nawet nie spojrzał gdzie wbija futbolówkę, po prostu posłał ją na ślepo, wierząc że coś ciekawego może zrodzić się z tego chaosu. Wiara ponoć góry przenosi, to gola nie strzeli? Pff!

Natomiast jego trafienie to już efekt doskonałego przymierzenia i przede wszystkim otwierającego podania Czyżyckiego. Oczywiście, swoje zrobiło też złe ustawienie lewego defensora Białej Gwiazdy, ale jeszcze gorzej zachował się Kuveljić. Niby miał asekurować kolegę, niby się za to zabrał, ale w sumie to mu się nie chciało i ostatecznie cóż, spóźnił się z interwencją, a Janek nie miał litości dla Lisa.

Naprawdę fajna historia, tym bardziej że nie wynikła z przypadku, lecz też przemyślanej decyzji Piotra Tworka. Widząc jak prawym defensorem buja Savić oraz inni przeciwnicy, stwierdził, że skoro Grzesik i tak nie pilnuje swej pozycji, to może lepiej dać mu jeszcze więcej swobody i puścić do przodu? Prosty chwyt, ale jak efektywny! Oczywiście nie twierdzimy teraz, że gdyby były piłkarz ŁKS-u regularnie grywał w ataku, to zaraz schowałby Ekstraklasę w kieszeni. Niemniej jednak coś w tym musi być głębszego, że kiedy już Janek robi cokolwiek fajnego na boisku, to raczej w ofensywie  niż defensywie.

Przynajmniej w teorii Wisła powinna jakoś na te trafienia zareagować, ale… No nie. Po dość szybko i łatwo strzelonym golu – dośrodkowanie Abramaowicza z rożnego, strzał Mehremicia głową, rykoszet od jednego z Zielonych – chyba uznała, że spotkanie samo się wygra. Co za niespodzianka, iż jednak tak się nie stało!

Gwoli ścisłości – w perspektywie 90 minut to podopieczni Artura Skowronka mieli inicjatywę, długo utrzymywali się przy piłce, poznaniacy nawet nie chcieli im tego wybijać z głów. Nie zamierzali wyprowadzać ich z błędu. Bo ile dogodnych sytuacji wykreowali sobie goście? Najgroźniejszy był chyba strzał Burligi, który przeleciał niedaleko spojenia bramki, lecz poza tym – nic ciekawego. Raz próbował Frydrych po rożnym, raz Beciraj, uderzali także Savić, Jean Carlos czy Forbes, aczkolwiek ani razu ich rywalom nie zrobiło się gorąco z tych powodów.

Z drugiej strony – skoro przyjezdni nie obudzili się nawet po sytuacji z 27. minuty, to czy może dziwić fakt, iż później również nie postarali się odpowiednio kolejne bramki? Wyrównujące trafienie mogło paść dużo wcześniej niż padło. We wspomnianym momencie Zieloni dostali bowiem rzut karny pod zagraniu ręką przez Frydrycha, ale ten strzał Trałki… Dramat. Ponoć piłka leci jeszcze do teraz, tak bardzo doświadczony pomocnik się pomylił.

Powiedzmy sobie otwarcie: kibice Wisły mają prawo być wkurzeni, a nawet więcej. Rozumiemy, że  poznaniacy słyną z doskonałej organizacji w defensywie, że kiedy już się okopią przed własną szesnastką, to nawet tarany i trebusze miałyby problemy z przebiciem tego muru. Ale chociaż próbować by wypadało. Tu wyglądało to raczej jak odfajkowanie roboty. Coś tam pobiegamy, poklepiemy, może przy okazji strzelimy to i owo. Nie ma zwycięstwa? Trudno, nic się nie stało.

Otóż, drodzy Wiślacy, jesteście jednak w błędzie. To po prostu było frajerskie wypuszczenie trzech punktów i kara za to, że nie docisnęliście rywala, choć sam się o to prosił, bo taki ma właśnie styl gry. Tymczasem nawet rezerwowi wyglądali zupełnie nieprzekonująco, ponieważ ani Yeboah, ani Beciraj, ani Żukow nie pokazali dzisiaj nic interesującego.

Na Kazacha w ogóle smutno się patrzy. Kozackie miał wejście do Ekstraklasy. Mówił, że ma być ona przystankiem w drodze do jeszcze lepszej ligi. Z taką grą może być najwyżej końcową stacją, z której możliwa jest co najwyżej droga powrotna.

Warcie natomiast gratulujemy z całego serca, ponieważ odniosła zwycięstwo wbrew wybitnie niesprzyjającym okolicznościom. Spory pech na początku starcia, zmarnowana jedenastka, na ławce 5 piłkarzy, z czego 2 to byli bramkarze… A mimo wszystko udało się wygrać – szacunek! Nie chcemy pisać o „cudzie nad Wartą”, bo to oznaczałoby zwykłe szczęście podopiecznych trenera Tworka, a przecież ten dzisiejszy triumf jak najbardziej jest zasługą jego, oraz całego sztabu szkoleniowego i medycznego.

Warta Poznań 2:1 Wisła Kraków (0:1)
0:1 Mehremić 10’ (asysta Abramowicz)
1:1 Grzesik 47’ (asysta Czyżycki)
2:1 Kuzimski 59’ (asysta Grzesik)

Warta: Bielica (5) – Kiełb (5), Kieliba (6), Ivanov (6), Kuzdra (5) – Trałka (3), Laskowski (5) – Grzesik (7), Czyżycki (5), Jakóbowski (5) – Kuzimski (6)

Wisła: Lis (5) – Burliga (4), Frydrych (4), Mehremić (6), Abramowicz (4) – Kuveljić (2) (73’ Basha 3), Plewka (4), Chuca (3) (73’ Żukow 3) – Jean Carlos (4) (80’ Buksa), Savić (4) (60’ Yeboah 4), Forbes (3) (80’ Beciraj)

Sędzia: Bartosz Frankowski
Nota: 5

Piłkarz meczu: Jan Grzesik
Żółte kartki: Grzesik, Laskowski – Savić, Basha


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się