var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Adam Starszynski / PressFocus

Jaga, drużyna z koszmarów Krzyśka Kamińskiego. To były jajca, nie piłka nożna. Jagiellonia 5:2 Wisła Płock

Autor: Mariusz Bielski
2020-11-23 23:15:17

Różne paskudne rzeczy możemy śnić w koszmarach – pająki, seryjnych morderców, potwory… Znamy natomiast takiego jednego, który będzie budził się z krzykiem, ponieważ w nocy jego umysł przypomni mu Jagiellonię. Ten ktoś to oczywiście Krzysztof Kamiński.

No bo jak inaczej można wspominać drużynę, która tuż przed wyjazdem do Japonii wrąbała ci 6:0, a niedługo po powrocie poprawiła 5:2? Tamten mecz, rozegrany w Ruchu Chorzów, bramkarz może już nawet wymazał z pamięci, rany się zagoiły, przepracował temat. Teraz ta sama ekipa – choć personalnie zupełnie inna – otworzyła stare blizny i posypała je solą.

Aż się zastanawiamy – to bardziej bolesne, gdy dostajesz 5 goli, a przy żadnych nie zawiniłeś, czy jednak kiedy sam też przyczyniłeś się wydatnie do porażki? Dziś mieliśmy do czynienia z tą pierwszą opcją, wszak Krzysiek po prostu nie miał nic do powiedzenia, gdy białostoczanie kolejny i kolejny raz go pokonywali. Za to pretensje do swoich kolegów z obrony może mieć ogromne. Nie da się tej amatorszczyzny usprawiedliwić w żaden sposób, a już na pewno nie powrotem do gry czwórką w obronie. To był istny dramat, Uryga oraz Obradović wyglądali jakby rozgrywali swój pierwszy mecz w Ekstraklasie po niespodziewanych transferach z B-klasy.

Inna sprawa, że nie tylko ta dwójka robiła sobie dzisiaj jaja z własnego zawodu oraz obowiązków. Ogarnijcie co Nafciarze odpierniczyli przy bramce na 0:1. Tego się nie da opisać słowami, to trzeba zobaczyć:

 

 

Ten stały fragment to była czysta improwizacja. Szacunek dla Martina, że dostrzegł to złe ustawienie naszych przeciwników – opowiadał w przerwie Ariel Borysiuk. Później oczywiście, na co wskazuje sam wynik, też było wesoło.

Drugi gol dla Jagi to efekt straty Pyrdoła na własnej połowie i autostrady zrobionej przez Zbozienia i Gjertsena na ich prawej flance.

Trzeci – długa piłka między obrońców na Prikyla, piękne zagranie piętą do Puljicia i egzekucja. Gdzie w tej akcji byli stoperzy Wisły Płock? Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie?

Czwarty – trochę fartowny. Dośrodkowanie, futbolówka odbija się od Merebaszwilego niczym od kłody, dolatuje Pospilil i ładuje taką rakietę, że o mało nie rozerwał siatki.

Piąty – Imaz podaje do Prikryla w szesnastkę, ten jednak przytomnie piętą wystawia piłkę Puljiciowi i ten robi co potrzeba.

Istna masakra. Powinni ten mecz w całości puszczać po 22, bo to nie przystoi, aby oglądały go dzieci. Jeszcze nie daj boże któryś zainspiruje się wyczynami Nafciarzy i skopiuje to w swoim meczu juniorów…

Ale tak już całkiem na poważnie – wyobraźcie sobie skalę beznadziei, jaką prezentowali podopieczni Radosława Sobolewskiego, jeśli hattricka strzelił im Puljić, a tyle samo asyst zanotował Prikryl. Delikatnie rzecz ujmując dotychczas obaj nie byli gwiazdami ligi. Ba, zwłaszcza temu drugiemu znacznie bliżej do niewypału, bo gra jeden dobry mecz na cztery kiepskie. A dziś taka orka wiślaków… Chcielibyśmy jakimś cudem dowiedzieć się co działo się w szatni płocczan po końcowym gwizdku. Znając temperament Sobola domniemamy niezłe sceny rodem z kina akcji.

Z kronikarskiego obowiązku należy oczywiście też wspomnieć o bramkach zdobytych przez Rasaka oraz Kocyłę. Obie wynikły bardziej z błędów gospodarzy, niż kunsztu przyjezdnych. Defensywny pomocnik może podziękować przede wszystkim Węglarzowi, który wypluł próbę Urygi tuż pod nogi jego kumpla. Skrzydłowy natomiast dopadł do futbolówki tylko ze względu na rykoszet od Borysiuka po centrze Angela Garcii. Wymowne, ale przynajmniej ta dwójka ma mały powód do zadowolenia. Łyżkę miodu w beczce dziegciu.

– W ogóle dzisiaj dobrze wyglądaliśmy od samego początku. Byliśmy naładowani po tych 3 porażkach z rzędu – mówił Borysiuk w przerwie. Chwała za to Bogdanowi Zającowi oraz jego zawodnikom, że potrafił/li tak się nakręcić na starcie z Wisłą Płock. Do tej pory naprawdę rzadko dawali nam powody, by ich chwalić, a dzisiaj wręcz przeciwnie, z każdą kolejną minutą ich głód zwycięstwa tylko rósł.

Z drugiej strony jednak kolejny raz przekonaliśmy się, iż Jaga niekoniecznie ma kim straszyć z ławki. Wojtkowski, Lopez, Bodvarsson, Bida i Cernych w sumie nie wnieśli nic ciekawego. Szkoda, bo zwłaszcza ten ostatni z racji wyrobionej marki w Ekstraklasie budzi spore oczekiwania.

No ale w porównaniu z kłopotami, jakie dziś zaistniały w Wiśle Płock, to są pesteczki. Bułki z masłem i inne tego kalibru rzeczy do załatwienia. U Nafciarzy natomiast trzeba poprawić… Wszystko. Inaczej napisać się nie da. Cabrera odcięty od podań. Pyrdoł dowodzący czemu odbił się od Legii i Ekstraklasy w ogóle. Gjertsen biegający jak dziecko we mgle. Najgorsza wersja Szwocha. Szumilasowi w głowie dziś szumiał las zamiast rozwiązań na rozegranie. Obrona? Aaaa, dajcie spokój! O skali desperacji Sobolewskiego najwięcej mówi zresztą fakt, że próbował ratować drużynę Merebaszwilim. Tym samym, któremu w obecnym sezonie dał jedynie 21 minut w 1. kolejce.

Wymowna klisza, prawda?

Jagiellonia Białystok 5:2 Wisła Płock (2:0)

1:0 Puljić 13’ (asysta Pospisil)

2:0 Imaz 16’ (asysta Prikryl)

3:0 Puljić 46’ (asysta Prikryl)

3:1 Kocyła 51’

4:1 Pospisil 62’

5:1 Puljić 66’ (asysta Prikryl)

5:2 Rasak 71’

Jagiellonia: Węglarz (4) – Pankiewicz (4), Tiru (6), Augustyn (5), Wdowik (5) (83’ Bodvarrson)  – Borysiuk (4) (83’ Lopez), Pospisil (7) – Prikryl (9) (77’ Bida), Imaz (7), Mystkowski (4) (68’ Wojtkowski 5) – Puljić (9) (68’ Cernych 4)

Wisła: Kamiński (4) – Zbozień (1), Uryga (1), Obradović (1), Garcia (2) – Rasak (4) (89’ Lagator), Szumilas (1) (46’ Lesniak 3) – Gjertsen (2), Szwoch (2) (46’ Kocyła 5), Pyrdoł (1) (46’ Merebaszwili 4) – Cabrera (2) (72’ Tuszyński)

Sędzia: Daniel Sylwestrzak

Nota: 4

Piłkarz meczu: Tomas Prikryl

Żółte kartki: Tiru – Kocyła


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się