var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Piotr Matusewicz / PressFocus

Najpierw nudy na pudy, później kino akcji najwyższych lotów. Podbeskidzie 2:4 Zagłębie

Autor: Marcin Łopienski
2020-12-01 21:20:44

Miedziowi przyjechali do Bielska-Białej żeby zrewanżować się za porażkę w Ekstraklasie i ostatecznie awansowali do kolejnej rundy Pucharu Polski. Podbeskidzie jak zwykle zostawiło na boisko serce, głowy i nogi, ale pożytku z tego nie było.

Zastanawialiśmy się chwilę, czy warto zagłębiać się w to, co wydarzyło się na boisku w pierwszej połowie, której wydarzenia komentator Polsatu Sport nazwał „spokojnymi”. Na murawie bowiem nie działo się praktycznie nic. Były jakieś strzały, ale obydwaj bramkarze zbytnio rozgrzani na przerwę nie schodzili. Widzieliśmy jedną klepkę Poręby z Draziciem, no ale też nic z tego nie wynikło. Ogólnie nuda, chociaż gdyby Bieronski lepiej uderzył, to pewnie rozmawialibyśmy inaczej.  

Na szczęście szeroko oczy mogliśmy otworzyć po zmianie stron. Zanim jednak o wydarzeniach drugiej połówki musimy oddać, że w pierwszej połowie minimalnie lepsi byli gospodarze. I drugie 45 minut rozpoczęli równie żywiołowo, co w 63. minucie dało im bramkę. Pierwszy poważny, aczkolwiek nie jedyny, błąd popełnił Lorenco Simić i Podbeskidzie miało rzut karny. 

Musimy przyznać, że po bramce dla Górali nic nie wskazywało na to, iż to goście zdobędą wyrównującą bramkę. Nie wspominając już w ogóle o wygranej i awansie. Podopieczni Martina Seveli grali typową chaos-piłkę i gdyby po drugiej stronie mieli bardziej doświadczonego przeciwnika, to nie udałoby im się zawalczyć. Zespół Krzysztofa Bredego popełnił jednak dziecinny błąd we własnym polu karnym i goście zostali podpięci do tlenu. 

Największe emocje oglądaliśmy dopiero w dogrywce. Wiadomo, to taki okres, kiedy niektórych piłkarzy opuszczają siły, tworzy się sporo wolnych przestrzeni i bardzo często oglądamy wtedy taki boiskowy bilard. Podobnie było również wtorkowego wieczora. Piłkarza bardzo często wędrowała z jednego pola karnego w drugie, okazje były w każdym polu karnym, ale główną rolę cały czas odgrywał pan błąd. 

Przy bramce Simicia na 1:2 pomyliła się cała obrona Podbeskidzia, a po chwili kolejny błąd popełnił sam strzelec drugiego gola dla Zagłębia. Makiuszko wykorzystał drugi rzut karny, ale ze strony Górali to byłoby na tyle. Miedziowi w drugiej części dogrywki zachowali się jak rasowy mistrz, który w takich sytuacjach znajdował się w życiu już ze 100 razy. Właściwie już w pierwszej akcji zdobyli trzecią bramkę, po kilku minutach przeciwnik popełnił kolejny błąd we własnym polu karnym, czwarta podyktowana w tym spotkaniu jedenastka okazała się być decydująca.

Podbeskidzie na pewno nie zagrało w tym meczu źle, ale znowu odnosimy wrażenie, że zostało wypunktowane, jak małe dziecko. Znacie taką zabawę: proponujecie 5-latkowi ściganie kto pierwszy na czwartym piętrze i chociaż chłopiec da z siebie 140% to i tak nie wygra z wysportowanym 15-latkiem.

I tak też było z Podbeskidziem. 

Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:4 Zagłębie Lubin 1:1 (0:0) pd.
1:0 – Makiuszko 63’ k. 
1:1 – Drazić 78’ k. 
1:2 – Simić 94’
2:2 – Makiuszko 102’ k.
2:3 – Mraz 106’
2:4 – Drazić 112’ k.

Podbeskidzie: Pesković – Gutowski, Komor, Bashlai, Rundić, Miakushko (112’ Sierpina), Bieroński (66’ Sitek), Ubbink (74’ Nowak), Kocsis, Marzec (66’ Rzuchowski), Roginić (112’ Martin).

Zagłębie: Forenc – Chodyna (89’ Bednarczyk), Simić, Guldan, Balić, Bashkirov, Poręba, Żubrowski, Szysz, Drazić, Sirk (64’ Mraz).

Sędzia: Mariusz Złotek

Żółte kartki: Kocsis, Ubbink, Rundić – Drazić, Guldan, 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się