var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Norbert Barczyk / PressFocus

Bogdan Wilk dla 2x45: Nigdy nie było dwóch milionów za Parzyszka. Pomógł nam i odszedł za dobre pieniądze

Autor: rozmawiał Maciej Golec
2020-12-27 11:05:07

Jakie były przyczyny słabego początku Piasta? Jak długo trwały negocjacje w sprawie sprowadzenia Jakuba Świerczoka? Czy Bartosz Rymaniak odejdzie do Podbeskidzia? W jakiej sprawie Piotr Parzyszek minął się z prawdą? Na czym polegały trudności w pracy dyrektora sportowego w trakcie pandemii? Czy dalej liczy na Kristophera Vidę i dlaczego tak? Zapraszamy na wywiad z dyrektorem sportowym Piasta Gliwice, Bogdanem Wilkiem.

Pół roku temu mówił pan: „Nie możemy być jednak wiecznie skromni...” Jaki był więc cel Piasta przed sezonem?

Zdobyć jak najlepsze miejsce. Potwierdzić to, że dalej jesteśmy silnym klubem, bo przypomnę, że dwa sezony temu zostaliśmy mistrzami Polski. Pan się pyta o tę rundę, a ja myślę, że dobrze byłoby się cofnąć, w końcu minął cały rok. Zajęliśmy trzecie miejsce, zagraliśmy w europejskich pucharach, gdzie doszliśmy do trzeciej rundy eliminacji. Wstydu nie przynieśliśmy, bo odpadliśmy z Kopenhagą, czyli renomowanym klubem nie grając wcale źle. Oczywiście, początek rundy nieco mniej udany, na to się wiele rzeczy złożyło.

Jakich?

Wspomniany udział w europejskich pucharach, koronawirus, który w zasadzie przetrzebił wszystkich. Do tego tak się nieszczęśliwie złożyło, że zamiast wszyscy na raz, to piłkarze chorowali po kilku. To zawsze utrudniało przygotowania do meczów i wystawienie optymalnego składu. Nie można zapomnieć też o kontuzji Kuby Świerczoka, która uniemożliwiła mu to, po co do nas przyszedł - strzelanie bramek i poprawienie skuteczności. Teraz pokazuje, że ma tę umiejętność.

Uważa pan, że gdyby Świerczok był zdrowy, Kopenhaga byłaby do przejścia?

Tak, ona i tak była do przejścia. Bo przegraliśmy co prawda 0:3, ale każdy, kto oglądał ten mecz widział, że nie byliśmy drużyną gorszą. Wiem, że dziwnie to słyszeć, ale w pierwszej połowie mieliśmy słupek, stuprocentową sytuację po przerwie, do tego poprzeczka. Oprócz meczów z Hartbergiem i Dynamem Mińsk, raziliśmy na początku sezonu nieskutecznością. Podam dwa przykłady: mecze u siebie z Pogonią i Jagiellonią, kiedy na pewno byliśmy drużyną lepszą, stworzyliśmy wiele sytuacji, obijaliśmy poprzeczki i słupki, ale oba te spotkania przegraliśmy. Tych punktów teraz brakuje, szkoda.

Czyli według pana różnica w grze Piasta w europejskich pucharach i w lidze wynikała tylko z braku skuteczności?

To na pewno był powód, aż niepokojący. A jeszcze wracając do pytania o Świerczoka, gdyby był zdrowy, by nam pomógł, zresztą pokazał to już w meczu z Dynamem Mińsk, w którym strzelił gola na 2:0. Po kontuzji z kolei od razu zaczął strzelać bramki.

Po zdobyciu Mistrzostwa Polski mówił pan, że musicie odnaleźć się w tej rzeczywistości. W której zatem łatwiej się odnaleźć – tamtej, czy tej, kiedy Piast nagle stał się czerwoną latarnią ligi?

Nie trzeba się było odnajdywać, bo przed sezonem mistrzowskim, czy tym, który zakończyliśmy z brązowym medalem, nigdy nie zakładaliśmy, że musimy być na podium. Zawsze stawialiśmy sobie za początkowy cel, by awansować do górnej "8", gdy takowa jeszcze była. W trakcie sezonu skupialiśmy się na każdym kolejnym meczu. Tak jak panu powiedziałem, ten początek sezonu był dla nas duży zaskoczeniem, przecież nie graliśmy źle. Graliśmy bardzo dobrze, wszyscy eksperci nas chwalili, dominowaliśmy w wielu meczach - podałem przykłady dwóch - ale nie potrafiliśmy strzelać bramek. Po siedmiu meczach mieliśmy dwa punkty, ale musieliśmy się mierzyć z tym, że graliśmy co trzy dni, do tego przydarzały się kontuzje, no i ten Covid. 

Wszystko się zbiegło w tym samym czasie i nie wyglądało to za szczęśliwie. Później, z powodu koronawirusa, musieliśmy odwołać mecz Pucharu Polski ze Stalą Mielec i ligowy z Górnikiem Zabrze. To sprawiło, że mieliśmy trochę czasu na odpoczynek, spokojny trening, prawie wszyscy doszli do siebie i to dało efekty. Od ośmiu meczów nie przegraliśmy. To nie jest przypadek, brakowało nam czasu, bo ten sezon i rok ogólnie był bardzo zwariowany. Można powiedzieć, że mieliśmy cztery krótkie okresy przygotowawcze… Trzeba zwrócić uwagę na to, że po zdobyciu trzeciego miejsca byliśmy 10-12 dni na urlopach, potem dwa tygodnie w treningu, zagraliśmy jeden sparing z Puszczą, a później od razu liga, czyli po 3,5-tygodniowych przygotowaniach graliśmy mecz ligowy, a zaraz po tym Liga Europy. Ja wiem, że to brzmi jak tłumaczenie…

Tak właśnie to brzmi. Mam wrażenie, że mówi pan między wierszami, że te puchary były kulą u nogi, czymś niepotrzebnym.

Widzi pan, co się dzieje z Lechem Poznań. To nie jest przypadek. Nie chcę się tłumaczyć, tylko opowiadam, co się na to złożyło, że w pewnym momencie byliśmy tak nisko w tabeli. Do tego koronawirus, te dziwne przygotowania - jedni sobie z tym poradzili lepiej, drudzy gorzej. 

Czyli podsumowując, miejsce na koniec sezonu niższe niż w poprzednim, czyli trzecie, będzie dla pana zawodem?

W sezonie mistrzowskim też mieliśmy bardzo dużą stratę do czołówki, ale zdołaliśmy ją nadrobić, w pewnym momencie było nawet 10 punktów do Lechii i Legii. Jest jeszcze 16 meczów ligowych, jest Puchar Polski, więc walczymy dalej. A widzimy, że światełko w tunelu jest. Teraz gramy tak, jak powinniśmy grać od początku, ale potrzeba było do tego odrobiny spokoju.

Jak wygląda praca dyrektora sportowego w trakcie pandemii? Zawsze mówił pan, że woli pracę w terenie.

Z pracą w terenie jest ciężko, ale kiedy było to możliwe, to jeździliśmy na mecze. Byliśmy też na obserwacjach m.in. w Hiszpanii. W innych krajach sytuacja była utrudniona, ale radziliśmy sobie w inny sposób. Są różne platformy, które ułatwiają obserwacje zawodników poprzez nagrania wideo. 

Ilu skautów pracuje dla Piasta?

Dwóch.

Pytam, bo w wielu klubach nie ma rozwiniętego działu skautingu, jak na przykład Jagiellonia. Jak bardzo to jest istotne?

Z drugiej strony są inne kluby, w których ten dział skautingu jest dużo większy. Mamy dwóch skautów, ale są też inni ludzie, z którymi znamy się od dawna i z nimi współpracujemy. Od nich można się wiele dowiedzieć i dopytać o jakie kwestie. To też jest bardzo ważne, bo cały czas trzeba być na bieżąco, żeby nic przypadkiem nie umknęło.

Nadal pan ogląda prawie wszystkie mecze Ekstraklasy?

No pewnie!

To pewnie pan widzi, jak wygląda w Legii Joel Valencia. 

Oglądaliśmy go w wielu meczach, jak grał w Brentford. Konkurencja tam była duża, więc nie dziwię się, że miał problemy z grą w pierwszym składzie. Przecież ten zespół dopiero w barażach przegrał walkę o Premier League, czyli najlepszej ligi świata. Wielu zawodników, którzy wracają do Polski, nie ma łatwo. Wydaje się, że jeśli ktoś ma znane nazwisko, to od razu będzie gwiazdą albo po prostu będzie grał dobrze, a bywa z tym różnie. Z Joelem dawno nie rozmawiałem, może ma jakieś swoje problemy, ale to prawda, że każdy spodziewał się po nim więcej.

Porównywano go do okresu z Piasta Gliwice, a nie z Brentford. 

W Piaście Joel nie grał na początku tak rewelacyjnie, wystrzelił dopiero w sezonie, w którym zdobyliśmy mistrzostwo. Został uznany najlepszym zawodnikiem Ekstraklasy - i słusznie - ale te wcześniejsze już nie były takie świetne. Na niektórych, albo i na większość zawodników, trzeba zaczekać, bo muszą się zaaklimatyzować, poznać. Każdy zawodnik jest inny.

Jest pan zadowolony z letniego okienka transferowego?

Musimy zaczekać do końca sezonu. Niektórzy z nowych zawodników grają dobrze, a innych stać na to, aby grali lepiej.

Na przykład?

Nie będę wymieniał, przegrywamy wszyscy, wygrywamy wszyscy. Początek sezonu był taki z kilku powodów, o których mówiłem. Co innego ostatnie osiem meczów, których nie przegraliśmy. To jest wyznacznikiem tego, że idziemy w dobrym kierunku, opanowaliśmy sytuację i będzie już tylko lepiej.

Latem przyszli do Piasta tylko Polacy. Taki był cel czy po prostu tak wyszło?

Tak wyszło, mieliśmy zakusy na kilku zawodników, ale koronawirus nie pomógł.

Zagranicznych, tak?

Tak, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na tych, których teraz mamy.

Do Piasta latem trafił jeden skrzydłowy, młodzieżowiec Arkadiusz Pyrka. Kristopher Vida nie gra od dwóch miesięcy. Nie sądzi pan, że za mały nacisk położono na wzmocnienie skrzydeł przy transferach?

Nie, dlaczego? Na skrzydle może grać jeszcze Gerard Badia, oprócz Pyrki i Vidy są też Dominik Steczyk, Tiago Alves czy Sebastian Milewski.

No właśnie, ale pan wymienił Vidę, który nie gra od dwóch miesięcy.

Był chory i miał kontuzję.

Przez cały okres gry w Piaście strzelił jedną bramkę i zanotował jedną asystę. Dobrych meczów jak na lekarstwo. Nie sądzi pan, że oczekiwano po nim więcej?

No tak, oczywiście. To jest jeden z zawodników, na którego dalej liczymy. Dopiero w marcu będzie rok, jak do nas dołączył, ale widzimy i w meczach i na treningach, że chłopak potrafi grać w piłkę, więc dalej liczymy na to, że pokaże to, na co go stać. Bo na pewno stać go na bardzo dużo, więcej niż dotychczas pokazał.

Jak pan przychodził do Piasta powiedział: „Jesteśmy zdania, że lepiej ściągnąć jednego wartościowego zawodnika, do którego wszyscy jesteśmy przekonani - takiego, który nam pomoże - niż dwóch-trzech, którzy będą uzupełnieniem kadry i być może odegrają swoją rolę w trakcie sezonu, że „może wystrzelą”. Mam wrażenie, że Patryk Lipski był kimś takim, który może wystrzeli. Z naciskiem na „może”.

Tak, po to go ściągnęliśmy. Znamy go od dawna, od wielu lat. Kiedyś trener Fornalik prowadził go w Ruchu, znamy jego możliwości. To też jest zawodnik - tak jak Kristopher Vida - który powinien grać lepiej. Stać go na to, ale to jest raptem kilka miesięcy od momentu, w którym Patryk do nas dołączył. Początek miał bardzo dobry, strzelił bramkę z Dynamem Mińsk, miał wiele dobrych meczów, a później znowu: koronawirus. Ciągle się to powtarza, ale ja nie wiem i pan też - nikt tego nie wie - jaki ta choroba i osłabienie organizmu mają wpływ na zachowanie tych zawodników. Każdy przechodzi wirusa inaczej, ale mi się wydaje, że ma to bardzo duży wpływ i na przygotowanie całego zespołu, jak i każdego zawodnika z osobna. Ale ja jestem też przekonany o tym, że Patryk Lipski jeszcze pokaże bardzo dobrą grę, lepszą niż dotychczas.

Ten transfer był pomysłem Waldemara Fornalika?

Wszystkie decyzje są wspólne. Wszyscy, ja, trener, dział skautingu, prezes pochylamy się nad naszymi pomysłami. Ja, jako dyrektor sportowy odpowiadam za transfery, ale każdy z nich musi być zaakceptowany przez nas wszystkich. Nie wyobrażam sobie, żebym wziął kogoś na siłę, wbrew innej osobie. Tak pracowaliśmy cały czas i myślę, że to się nie zmieni. Po to widzimy się codziennie, żeby dochodzić do porozumienia. Czasami dzieje się to w pięć minut, a czasami trochę dłużej. 

Zastępcą Valencii był Jorge Felix. A kto miał zastąpić Felixa?

Przyszedł Michał Żyro, Michał Chrapek, liczymy też na Kristophera Vidę i Patryka Lipskiego. To są wszyscy zawodnicy, którzy mogą brać na "10".

Do Jorge Felixa dużo im brakuje.

Tylko że jak Jorge Felix przyszedł, to też wszyscy mówili, że to żaden wielki zawodnik. W pierwszym sezonie wskoczył do składu, grał dobrze, zrobiliśmy mistrzostwo, ale nie wszyscy byli przekonani do jego umiejętności. Dopiero w tym drugim sezonie zagrał tak dobrze, że został znowu, po Valencii, najlepszym zawodnikiem Ekstraklasy. Czas, czas, czas.

Ale takiego Patryka Lipskiego i Michała Żyrę oglądamy w Polsce nie rok, nie dwa i wcześniej też nie byli wyróżniającymi się zawodnikami.

Liczymy na to, że po pewnym czasie będą grać jeszcze lepiej. Potrzebujemy czasu, a sytuacja, jaka zaistniała na całym świecie nie sprzyja temu, żeby była stabilizacja, żeby się spokojnie przygotowywać i wdrażać. Wiele meczów było takich, w których nie mogliśmy wystawić pełnego składu, takiego jakbyśmy chcieli. Dlatego potrzebujemy czasu i stabilizacji, na tym wygramy.

Z wielu wywiadów słychać, że jest pan dumny głównie ze sprowadzenia Gerarda Badii i Jorge Felixa, o których nikt nie słyszał wcześniej. A z tych aktualniejszych?

No nie wiem, nie chciałbym kogoś pominąć. Znowu wrócę do istotności do czasu i tego, że piłkarz się musi zaaklimatyzować, wdrożyć. Na przykład Dominik Steczyk, który w pierwszym roku był krytykowany i nie pokazywał się z dobrej  strony, teraz jest naszym podstawowym młodzieżowcem i gra bardzo dobrze. 

W tym sezonie też był krytykowany, zwłaszcza w pierwszej części rundy, kiedy grał słabo.

Na początku sezonu cała drużyna miała problem i nie zdobywaliśmy punktów… Dominik w listopadzie został nominowany do nagrody młodzieżowca miesiąca. Myślę, że się rozwija, tak samo, jak Sebastian Milewski, który grał prawie wszystkie mecze, gdy był młodzieżowcem. Teraz już nim nie jest, a dalej utrzymuje się w pierwszym składzie. Uważam, że na ławce w ostatnim meczu było wielu jakościowych zawodników. Rywalizacja jest bardzo duża. Mamy skład pozwalający na to, by być wyżej w tabeli i będziemy do tego dążyć.

Długo trwały negocjacje w sprawie sprowadzenia Świerczoka? 

Dynamicznie trzy tygodnie. Trzy tygodnie rozmów, negocjacji, rozwiązywań różnych. Trochę to trwało i nie było łatwe. 

Piast go wykupi?

Nie chcę wybiegać w przyszłość, mamy jeszcze czas.

To może inaczej. Piast chce go wykupić?

Wszyscy widzimy, że Kuba daje jakość, zdobywa bramki i jest wartością dodaną w naszym zespole. Na ostateczne decyzje mamy jeszcze czas.

To jeszcze inaczej. Czy Piasta stać, by go wykupić?

Tak jak mówię, nie chciałbym teraz wybiegać w przyszłość. Na ten moment widzimy, że robi różnicę, ale przyjdzie moment, kiedy będziemy podejmować ostateczne decyzje.

Dani Aquino miał bardzo ciekawe CV, zapowiadał się na skutecznego napastnika. Co poszło nie tak, że szybko się z Gliwic zawinął?

Najpierw była kontuzja, bardzo trudna do wyleczenia. Leczył też bark i ciągle były jakieś problemy. Gdy wrócił, drużyna grała bardzo dobrze, więc ciężko mu było wygrać rywalizację z Parzyszkiem, Jorge Felixem i innymi. Poprosił więc o rozwiązane kontraktu i się zgodziliśmy.

Negocjowaliście nowy kontrakt z Mikkelem Kirkeskovem?

Tak, ale Mikkel powiedział, że potrzebuje nowych wyzwań i chciałby się przenieść.

Nikt nie przymierzał się do wpłacenia klauzuli po zdobyciu mistrzostwa?

Między innymi Legia chciała Kirkeskova sprowadzić, o tym pan pewnie wie. Ale nikt nie chciał wpłacić klauzuli, a na niższą kwotę my na transfer się nie zgodziliśmy. My Mikkela potrzebowaliśmy, więc zdecydowaliśmy, że zostanie i wypełni kontrakt.

Z jednej strony negocjowaliście do samego końca z Sedlarem, Felixem, Parzyszkiem, zostawiliście Kirkeskova po mistrzowskim sezonie i to naturalne bo byli wartościami dodanymi, ale z drugiej – czy czasami nie powinien jednak wygrać pragmatyzm, by sprzedać zawodnika w odpowiednim momencie za dobre pieniądze? Tak było z Kirkeskovem, czy Parzyszkiem, który mógł odejść za 2 miliony euro. A odchodzą albo za darmo albo za drobne.

Nigdy nie było za Parzyszka dwóch milionów euro.

Sam Parzyszek mówił o tym mówił w "Przeglądzie Sportowym".

Powtórzę, nigdy nie było dwóch milionów. Poszedł za 500 tysięcy, a pomógł nam w zdobyciu trzeciego miejsca, bardzo dobrego. Nie wiem, czy bez niego byśmy je zrobili. Potem pomógł też w europejskich pucharach i gdy w końcu odszedł, to wcale nie za tak małe pieniądze. Co do Jorge, to zaoferowaliśmy mu nowy kontrakt, ale nie chciał go przedłużyć. To było niemożliwe, żeby go zatrzymać, miał oferty z wielu klubów i wybrał Sivasspor. Z kolei klauzula za Kirkeskova nigdy nie była tak wysoka, by obróciła klub do góry nogami i sprawiła, że będzie cudownie.

Mówiło się o 450 tysiącach euro oraz o tym, że Legia chciała zapłacić 300.

Trochę prawdy w tym jest, ale kwoty były niższe i nikt się na nią nie zdecydował. Zdecydowaliśmy się na to, aby Mikkel został z nami, kosztem ewentualnych pieniędzy z transferu. Mikkel został, wypełnił kontrakt, pomógł zdobyć trzecie miejsce i awansować w europejskich pucharach, za co też są dodatkowe pieniądze. Także myślę, że zrobiliśmy dobrze. A jeszcze lepszym przykładem jest Piotrek Parzyszek. Trzecie miejsce, europejskie puchary i transfer za dobre pieniądze do Serie B.

Jak wygląda sytuacja z Bartoszem Rymaniakiem? Janekx89 pisał o jego możliwym odejściu do Podbeskidzia. 

Nie było takiego tematu. Gdzieś ktoś o tym pisał, ale Bartek ma ważny kontrakt, wczoraj grał, a o transferze nic mi nie wiadomo. 

Zakładam więc, że w zimowym oknie priorytetem będzie ściągnięcie bocznego obrońcy w zastępstwie za Kirkeskova.

Nie chcę wdawać się w szczegóły. W składzie jest Jakub Holubek, który zastąpił Mikiego i wygląda nieźle. Jutro odbędzie się spotkanie (rozmowa z 21.12 - przyp. red.), po którym będziemy wiedzieć więcej. Na tej pozycji mogą grać też inni zawodnicy - choćby właśnie Bartek Rymaniak. Mamy pewne plany, ale teraz nie będę jeszcze niczego zdradzał. 

W tym okienku będziecie równie powściągliwi, co rok temu?

Powiem jeszcze raz – mamy pewne plany, ale nie chcę niczego zdradzać. Ławka z Rakowem była bardzo mocna, do tego jest jeszcze Martin Konczkowski, który był chory oraz kontuzjowany Tomek Mokwa. Ma kto grać.

Karol Szymański został sprowadzony na zastępstwo dla Jakuba Szmatuły, któremu kończy się kontrakt?

Karol przyszedł jako bramkarz do rywalizacji z Plachem i Szmatułą i co więcej, jako bramkarz, który może tę rywalizację wygrać.

W lutym dla newonce mówił pan: „Myślę, że stabilizacja to znów będzie nasza siła”. A na ten moment za niecałe dwa tygodnie kilkunastu piłkarzy będzie mogło podpisać kontrakt z innym klubem.

No tak, ale my też będziemy z nimi rozmawiamy. Wiemy komu się kończą kontrakty i tym, którym uważamy, żeby to zrobić, zaproponujemy nowe kontrakty.

Dopiero teraz zaproponujecie?

Cały czas są prowadzone rozmowy. Od dawna rozmawiamy między innymi z Kubą Czerwińskim. Co z tego wyniknie? Wszystko jest otwarte, ale na razie ma ważny kontrakt.

Dziennik "Sport" pisał w październiku, że Czerwiński chce spróbować sił za granicą, a zimą jest ostatni moment, by na nim zarobić.

Racja, ale mówię – jeszcze nic nie jest postanowione Kuba dostał od nas propozycję nowego kontraktu, wiele razy rozmawialiśmy zarówno z nim, jak i z menadżerem, także sprawa jest w toku.

Piasta czeka rewolucja kadrowa w przyszłym roku?

Niektórym zawodnikom kończą się kontrakty, to prawda, ale – tak jak mówiłem wcześniej – prowadzimy rozmowy. Mamy jeszcze 16 meczów w lidze, do tego Puchar Polski, a sytuacja na świecie wygląda tak, jak wygląda. Oczywiście, wiemy o co chodzi, jeśli chodzi o przyszłość, ale wszystko się wyjaśni.

Mam na myśli, że za dwa tygodnie po prostu niektórych piłkarzy możecie już nie mieć możliwości, by zatrzymać.

Przecież tych zawodników tak wielu nie jest, to po pierwsze. A po drugie, myśli pan, że każdego piłkarza ktoś chce, a on nie chce tutaj grać?

Nie mówię, że każdego, pan to powiedział.

Zdecydowana większość zawodników jest zadowolona z tego, że gra w Piaście, czyli w klubie, w którym wszystko jest dobrze poukładane. Sytuacja w tabeli jest jaka jest, ale myślę, że zmieni się na lepsze. Trzeba też dodać, że większość piłkarzy z kończącymi się kontraktami, ma zapis, który umożliwia przedłużenie umowy.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się