var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

Probierz: Każdy może nas obrażać, my mamy siedzieć cicho. Niewulis zagra razem z Petraskiem? Sobczyk nie daje tego, co Angulo

Autor: zebrał Maciej Golec
2020-12-31 09:30:13

Ostatni przegląd prasy w 2020 roku, a w nim długa rozmowa z Michałem Probierzem, kwartalne podsumowanie ostatnich 12 miesięcy w piłce, opinia Smudy o Lewandowskim, czy dywagacje na temat obrony Rakowa Częstochowa po powrocie Tomasa Petraska. Zapraszamy!

„PRZEGLĄD SPORTOWY”

„Rok w ciekawych czasach”

Kwiecień. W tym miesiącu emocjonowaliśmy się planami wznowienia lig, a co bardziej spragnieni futbolu oglądali zmagania na Białorusi. Tam rozgrywek nie wstrzymano, bo i po co? Władze kraju twierdziły, że nic się nie dzieje. – A pani widzi, żeby tu jakiś wirus latał, bo ja nie widzę! – odpowiedział uśmiechnięty prezydent Alaksandr Łukaszenko, gdy podczas meczu hokeja dziennikarka telewizyjna zapytała go, czy nie martwi się, że na tak dużej imprezie zaraza może się rozprzestrzenić. No tak, przecież czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal... Tyle że w tym wypadku całkowicie dosłownie.

W pozostałych częściach Europy wykazywano się większą wiarą w rzeczy niewidzialne, ale za to z powodu tych widzialnych coraz intensywniej debatowano nad sposobem restartu. Mówią, że pieniądze lubią ciszę, jednak nie całkowitą i o ile może bez śpiewów kibiców coś da się zarobić, to bez dźwięku kopanej piłki już nie. Nie ma meczów, nie ma pieniędzy – w siedzibach wielu sponsorów pojawiły się takie wnioski i wypłata transz z kontraktów stanęła pod znakiem zapytania. 

W Polsce szybko udało się dojść do porozumienia z rządem, z początkiem maja po wielkich testach (każdy klub miał zgłosić listę 50 osób, które muszą przebywać ze sobą) najpierw rozpoczęto treningi w grupach, a następnie dopuszczono do normalnych zajęć. Wojna z koronawirusem trwała, a skoro w Polsce jest wojna, to wiadomo, kto kombinuje. ten żyje i tak w niektórych drużynach ćwiczono w tajemnicy, żeby mieć minimalną przewagę nad przeciwnikiem. Cóż, to musi dziwić, ponieważ jeśli ktoś latami nie nauczył się grać dobrze w piłkę, to i w te kilka dodatkowych dni tego nie zrobi, choćby przeciwnik leżał odłogiem na kanapie.

Więcej TUTAJ

***

„Michał Probierz: Każdy może obrażać trenerów, a my mamy siedzieć cicho”

„Polak lubi, jak ktoś ma doła. Masz deprechę, wszyscy cię kochają. Masz świetny humor, dobrze ci idzie, to spi...aj!” – to słowa Macieja Maleńczuka, artysty bliskiego Cracovii. 

No właśnie. Coś musiało być w słynnych słowach marszałka Piłsudskiego, nota bene patrona naszego stadionu. Lubimy sobie nawzajem dowalić, rodak rodakowi. No i obowiązkowo wszystko co zagraniczne jest lepsze od polskiego. 

Ale jesienią i pan się trochę wpisał w hejt, mocno odpowiadając kibicowi na Twitterze. „Sam, k..., jesteś cyrk” – wypalił pan temu, któremu nie podobały się wyniki Cracovii. 

Każdy może obrażać trenerów w dowolny sposób, jeździć po nas, a my mamy cicho i pokornie siedzieć, przyjmując razy. Mało tego, utarło się, że my nawet nie możemy, nie mamy prawa, odpowiadać. Więc postanowiłem odpowiedzieć, zaznaczę, że zupełnie świadomie. 

Nie był pan więc w „wieczorowo- -butelkowym” nastroju? 

Nic z tych rzeczy. Jeśli ktoś mi zarzuca, prawdopodobnie kibic Cracovii, że zdobycie Pucharu Polski to żaden sukces i powód do radości, przy okazji nazywając cyrkiem... No nie. Sądzę, że niejeden klub zamieniłby się z nami na wywalczenie trofeum. Nie mam kłopotu z krytyką, bo gdyby jej się obawiać, to nic nie można byłoby w życiu robić. Ale za nic nie zgodzę się i nie dam zepchnąć do narożnika, słysząc zarzut, że puchar nie jest sukcesem i powodem do satysfakcji. W naszym narodzie – do czego nawiązywał Maleńczuk – największe szczęście bardzo często wywołuje fakt, że komuś coś nie wyszło.

„Probierz do dymisji!” – jesienią i to można było usłyszeć. 

Tak jest. „Zwolnić! Zwolnić!” – krzyczą. A jak już zwolnią, to wrzask: „Po diabła go zwalniali?!”.

Więcej TUTAJ

„SPORT”

„Kądzior punktował z Barceloną”

Dwa miesiące czekaliśmy na występ Damiana Kądziora w LaLiga. Ostatni w lidze hiszpańskiej miał 30 października z Cadizem. Potem siedział na ławce z wyjątkiem pucharowego meczu z Racingiem Rioja (2:0), w którym trener Jose Mendilibar dał pograć rezerwom i Kądzior po raz pierwszy zaliczył całe spotkanie i po raz pierwszy Eibar wygrało mecz z Polakiem w składzie. W kolejnych dwóch meczach Kądziora z powodu choroby zabrakło w kadrze, powrócił na Barcelonę i znalazł się w podstawowym składzie. Wykonywał rzuty rożne, w 35 minucie popisał się mocnym strzałem z rzutu wolnego z 30 metrów, po którym Marc Andre ter Stegen odbił piłkę przed siebie i na szczęście dla Barcelony pod nogi kolegi z drużyny. W 81 minucie Kądziora zastąpił Recio.

***

„W poszukiwaniu lepszych liczb”

Jak w takim razie ocenić debiutancką rundę piłkarza z Austrii w naszej lidze? Mówi o tym prezes Górnika, Dariusz Czernik. - Alex nie daje nam tego co dawał Igor Angulo, czyli bramek i asyst, co w piłce i dla napastnika jest najważniejsze. Dla nas jednak, jak mówił o tym piłkarzu Paweł Bochniewicz, jest dla nas pierwszym obrońcą. Widzieliśmy w wielu ligowych spotkaniach, jaką pracę wykonuje na boisku. To jest ciągły ruch, ciągłe przesuwanie, ciągłe nękanie rywala. To on sprawia, że przeciwnik nie jest w stanie od tyłu rozegrać piłki. To wpisuje się w naszą grę pressingiem. Oczywiście, taki sposób grania odbija się na jego skuteczności, kreacji z przodu, ale zanim ściągaliśmy go do Górnika, wiedzieliśmy, jaki jest to typ piłkarza – ocenia prezes Czernik.

***

„Czy kapitanowie zagrają razem?”

- Nie będę oszukiwał, że nie było chwil zwątpienia. Czasami one przychodziły same, ale chciałem je w zarodku kasować. Takie negatywne myślenie nie pomaga. Trzeba skupić się na działaniu, odbudowywać siebie krok po kroku. Jak widzimy, ciężka praca przynosi teraz efekty – dodaje Niewulis.

Trzeba jednak zadać pytanie, czy po powrocie Petraszka 31-latek utrzyma miejsce w składzie. W końcu to Czech był kluczową postacią w defensywie Rakowa i jest powszechnie uważany za jednego z najlepszych stoperów ligi. - Oczywiście szkoda Tomka, bo wiemy, ile daje drużynie. Zarówno w aspektach defensywnych, jak i ofensywnych. Wychodzę z założenia, że Tomek do nas bardzo szybko wróci i trener ułoży to wszystko tak, że będziemy mogli grać razem. To przecież już się zdarzało. Będziemy dla rywali jeszcze groźniejsi w przodzie, a o obronę w ogóle się nie martwię – mówi Niewulis.

***

„Zespół o wielu obliczach”

Mocno trzymaliśmy kciuki, gdy Lech Poznań rywalizował na międzynarodowej arenie. Okoliczności walki „Kolejorza” o Ligę Europy z całą pewnością przeszły do historii klubu. Piłkarze Dariusza Żurawa stracili zaledwie jedną bramkę. Przeszli cztery rundy, wygrali cztery spotkania, a trzy z nich rozgrywali na wyjeździe. Początek rywalizacji w fazie grupowej, w której Lech wpadł na solidne europejskie firmy, był obiecujący. Końcówka? Bardzo słaba i okazało się, że był to najsłabszy występ polskiego zespołu w historii tych rozgrywek.

***

„Marginesu błędu już nie ma”

Po zwycięskiej inauguracji z Pogonią Szczecin wydawało się, że krakowianie, którzy bezboleśnie pożegnali się z europejskimi pucharami, przegrywając w Malmoe, szybko wyjdą z dołka. Jednak 4 kolejne spotkania zakończyły się remisami i o szybkim marszu w górę trzeba było zapomnieć. Humory poprawiła wygrana w karnych, po bezbramkowo zakończonym meczu SuperPucharu Polski z Legią w Warszawie i w październiku Cracovia ruszyła do przodu: wygrała z Piastem, przywiozła punkt z potyczki z Lechem, pokonała Jagiellonię i awansowała do 1/8 finału Pucharu Polski.

To był pierwszy zryw podopiecznych Probierza, którzy po porażce z Legią, znowu sięgnęli po 7 punktów w 3 meczach, ale zamiast o tym, że drużyna jest na fali, „cała Polska usłyszała” jak prezes Janusz Filipiak i wiceprezes Jakub Tabisz bluzgają na sędziego podczas derbów z Wisłą Kraków. Obaj otrzymali kary po 5 złotych grzywny oraz nagany w zawieszeniu na pół roku, ale mimo to do ostatniego meczu w 2020 roku krakowianie przystępowali z nadzieją na awans do górnej połowy tabeli. Porażka 0:3 na swoim boisku z Lechią Gdańsk sprawiła, że świąteczno-noworoczną przerwę Cracovia spędza na 10. miejscu, a strefa medalowa bardzo się oddaliła.

***

„Podwójnie zmotywowany”

Maciej Mańka wypatrywał nowego roku przez... pięć miesięcy. Dokładnie 18 lipca, podczas meczu w Olsztynie, obrońca GKS-u Tychy doznał kontuzji. Stało się to tuż po podpisaniu nowego kontraktu, obowiązującego do 30 czerwca 2023 roku. 31-letni piłkarz, który w poprzednim sezonie wystąpił w 32 spotkaniach i strzeli 6 goli, musiał przejść operację zerwanego więzadła krzyżowego. Potem rozpoczął okres rehabilitacji.

- Najtrudniejszy był ten krótki na szczęście okres od diagnozy do operacji – mówi Maciej Mańka. - Bo tego dnia, w którym już zabieg się skończył, przed oczami miałem jeden punkt na horyzoncie, czyli powrót na boisko. Wiem, że niektórzy wracają do gry po pięciu miesiącach, ale znam też takie przypadki, że dopiero po dziesięciu miesiącach można było mówić o pełnym odzyskaniu formy.

„SUPER EXPRESS”

„Smuda: Złota Piłka nie ucieknie Lewemu”

Co zadecydowało, że Lewandowski jest najlepszym polskim piłkarzem?

Głowa i dążenie do celu. Jego nic nie rusza i nie interesuje tak, jak zdobywanie kolejnych tytułów. Teraz już pracuje na Złotą Piłkę, której jeszcze mu brakuje. Niech pan spojrzy – w dwa dni po odebraniu nagrody FIFA gra i strzela dwie bramki, które zadecydowały o zwycięstwie jego drużyny z Bayerem Leverkusen. Piłkarzy z takim charakterem jest mało na świecie. OK, są tacy jak Messi, który dostał talent od Boga i kilka razy był wybierany na najlepszego na świecie. Robert ma talent, ale nie aż taki. Natomiast poprzez pracę i wolę osiągnięcia celu doszedł na szczyt.

Wróży mu pan Złotą Piłkę w następnym roku?

Jeśli nie będzie miał kontuzji i fizycznie będzie tak mocny jak do tej pory, to będzie to cel do osiągnięcia. Doświadczenie, które nabywa w każdym sezonie, może mu jeszcze pomóc.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się