var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Piotr Matusewicz / PressFocus

Kilku dobrych fachowców i sporo przegrywów. Jacy trenerzy czekają, by ponownie wskoczyć na karuzelę?

Autor: Mariusz Bielski
2021-01-02 16:40:31

Zwalniali raczej pod koniec jesieni, zatrudniali niedługo potem, ale to nie oznacza, że jeszcze w tym sezonie nie dostaną swojej szansy. Których z tych szkoleniowców znów chętnie zobaczylibyście w akcji?

Ireneusz Mamrot

Świeżak na rynku dostępnych szkoleniowców i jednocześnie taki, którzy przynajmniej w teorii powinien w miarę szybko znaleźć nową pracę. Niedawno ptaszki ćwierkały o przejęciu Podbeskidzia, ale wiadomo – wziął je Robert Kasperczyk. Wisła Płock? Sam pan Ireneusz mówił nam, iż nikt z tamtej części Polski się z nim nie kontaktował. – Nie ukrywam, że bardziej ochoczo będę zerkał w stronę ofert z Ekstraklasy – nie ukrywał na naszych łamach. Ciekawi jesteśmy zatem jak długo pozostanie bezrobotny i czy gdyby ten stan utrzymywał się kilka miesięcy, w końcu znów skusiłby się na jakąś pierwszoligową ofertę. 

A czy zwolnienie z Arki było słuszne? I tak, i nie. Z jednej strony bowiem gdynianie mieli mecze, w których absolutnie zachwycali, zwłaszcza na początku sezonu. Z drugiej wielokrotnie też widać było, jakby nie mieli planu b na wypadek, gdy ich przeciwnik dobrze odrobił pracę domową. No i jeszcze różnice między Mamrotem a zarządem, tak naprawdę najważniejsze w całej tej historii… Coś nam jednak mówi, że w spokojniejszym środowisku byłby w stanie stworzyć interesujący projekt.

 

 

Artur Skowronek

W poprzednim sezonie bez wątpienia uratował Wisłę, chociaż tak po prawdzie najwięcej zdziałał w kilku pierwszych tygodniach swej pracy w Krakowie. Później zaczął się zjazd – raz powoli, jak na sankach z osiedlowej górki, raz iście bobslejowy. Nie pomagał sobie dziwnymi decyzjami jak stawianie Beciraja ponad Buksę; ściąganie Savicia, gdy należało gonić wynik; odsunięcie Leszka Dyji (trener przygotowania fizycznego) od Wisły, który de facto wrócił do Białej Gwiazdy tuż po zwolnieniu Skowronka. Oczywiście parę dobrych rzeczy ex-szkoleniowiec krakowian też zrobił, na przykład odważniej postawił na Plewkę i Szota. Ogólny bilans ma jednak zdecydowanie na minus. Ekstraklasa chyba go trochę przerosła.

Jacek Zieliński

Ostatnio został ekspertem telewizyjnym, więc zastanawiamy się, czy w ogóle chciałoby mu się jeszcze wracać na ławkę w najbliższym czasie. Nie mamy natomiast wątpliwości, że został z niej strącony dość niesprawiedliwie, bo akurat w momencie, kiedy wyciągnął Arkę z kryzysu i ta zaczęłą punktować. Za chwilę dyrektor Łukasiewicz tłumaczył, że zdobywał za mało punktów… Dobra logika, choć znając wyczyny wspomnianego działacza na rynku transferowym w sumie nie dziwimy się takiemu wygadywaniu głupot.

Wydaje się, że Zieliński, jeśli znów dostałby szansę pracy w Ekstraklasie, to raczej jako strażak niż konstruktor. I nie dziwota – na 4 z 5 ostatnich przypadków, gdy otrzymał etat, zaczynał jako wiosenny ratownik: w Polonii, Cracovii, Termalice i Arce. Raz został dłużej, raz krócej, ale koniec końców to mniej więcej ten sam przypadek do Ojrzyński.

Maciej Skorża

Do końca lutego prowadził kadrę U-23 Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Jak na polskiego szkoleniowca – oryginalny kierunek, ale zgadujemy, że dla tamtejszej forsy warto było. No i dwie zimy w przyjemniejszych klimatach ominął, generalnie nie ma na co narzekać. Minęło jednak 10 miesięcy odkąd ostatni raz zasiadł na ławce trenerskiem, a że ma dopiero 48 wiosen na karku, to na emeryturę zdecydowanie za wcześnie. Pytanie kto go wreszcie skusi? Całkiem niedawno przymierzano go do Lechii, lecz póki co nie wydaje się, aby Piotr Stokowiec był na wylocie. Chociaż idealnie swej pracy nie wykonuje, to też trzeba zaznaczyć. Skroży zaś w Ekstraklasie nie było od czasów Pogoni i 2017 roku, więc jego ewentualny powrót byłby na pewno interesujący. Tylko kogo byłoby na niego stać?

Krzysztof Dębek

Nie popracował sobie w Zagłębiu Sosnowiec zbyt długo, wszak tylko pół roku i chyba był to stracony czas dla tej drużyny. – W drużynie seniorów postępy są ważne, ale najważniejsze punkty. Poprzedni sezon i obecny to ciągła seria porażek. Nawet remisować nie potrafimy. Gdy wcześniej dawaliśmy szansę młodym, czy debiutującym trenerom, doza ryzyka była duża. Teraz gdy miałem przekonanie, że ryzyko jest najmniejsze, okazało się, że sprawy mocno się komplikują. Moja wina – mówił o zwolnieniu Dębka prezes Jaroszewski. Ciekawe, iż i tak popełnił błąd w stosunku do zatrudnienia go, mimo rzekomego obserwowania go od 5 lat.

A z drugiej strony trudno nie przyznać mu racji, skoro Zagłębie między początkiem czerwca a listopada ubiegłego roku wygrało zaledwie 6 z 20 spotkań, a zremisowało zaledwie 4. Spoglądając zaś na obecne rozgrywki, bilans w ogóle jest fatalny: 2-1-6 i 16. miejsce w tabeli I ligi. Ostatecznie decyzja o zwolnieniu go nie mogła być inna, choć trzeba wziąć pod uwagę dwie rzeczy. Po pierwsze to wciąż młody trener, ma zaledwie 42 lata i jest na początku swej drogi. Po drugie wcześniej samodzielnie prowadził zaledwie Victorię Sulejówek, czyli klub z III ligi. Tym razem ryzyko było duże i nie warte uwagi, ale pewnie w najbliższych miesiącach Dębek dostanie okazję na zrehabilitowanie się. A czy w I, czy jednak w II lidze – tego już nie będziemy rozsądzać.

Dominik Nowak

O mały włos ta historia skończyłaby się prawie jak słynny 10-letni kontrakt Wojciecha Stawowego w Cracovii. Dominik Nowak dostał o połowę krótszy, który podpisał wiosną 2018, lecz mniej więcej po 1,5 roku Andrzej Dadełło, właściciel Miedzi, stwierdził, że ten projekt się wypalił. Faktycznie – po spadku z ekstraklasy legniczanie popadli w stagnację i szkoleniowiec ten nie był w stanie ich ani trochę poderwać. Sam Nowak zaś od nieco ponad 6 miesięcy pozostaje bezrobotny i strzelamy, że kolejną szansę dostanie raczej w I lidze niż w Ekstraklasie. Warunek? Prezes tego klubu będzie musiał chcieć, aby jego drużyna grała w stylu zbliżonym do tego, który prezentuje ŁKS czy Lech, ponieważ były trener Miedzy hołduje podobnym pryncypiom. Może nie być łatwo…

Mirosław Smyła

W Wigrach radził sobie nieźle, ale był tam krótko, wszak suwalczan poprowadził jedynie w 7 starciach. No ale ofertom z Ekstraklasy trudno odmówić, nawet jeśli przychodzą z miejsc takich jak Kielce. Powiedzmy sobie otwarcie – nie była to i nadal nie jest kraina miodem oraz mlekiem płynąca. Głupio byłoby jednak nie przyjąć propozycji, gdy wcześniej najwyżej pracowało się na zapleczu, prawda? Trener Smyła wziął Złocisto-krwistych i… Nic ciekawego z nimi nie osiągnął. Przejmował Koronę walczącą o utrzymanie i taką zostawił, co ostatecznie się nie udało. Z tej perspektywy można się zastanawiać, czy władze klubu słusznie zdecydowali o jego zwolnieniu. Z drugiej strony – co zapamiętaliśmy z kadencji Smyły w Kielcach? Głównie to, iż fajnie wypadał w wywiadach i generalnie sprawiał wrażenie dobrego wujka. Nie chcemy w ten sposób podważać warsztatu szkoleniowca, aczkolwiek chyba faktycznie zabrakło mu trochę charyzmy, aby złapać tamto towarzystwo za gęby i wycinąć to utrzymanie.

Zbigniew Smółka

Specyficzny facet, to trzeba sobie powiedzieć jasno. Jak już się odda jakiejś idei – albo mówiąc mniej górnolotnie: koncepcji gry – to nawet największymi siłami nie przekonasz go, że może warto spojrzeć na sprawę inaczej. Mówił nam o tym Michał Janota, który prywatnie uwielbia tego trenera i właśnie jemu zawdzięcza renesans swej kariery w momencie, kiedy rozważał przedwczesne zakończenie kariery.

Faktem jest jednak, że od czasów Stali Smółka nie ma dobrej passy, ponieważ z Arką rozstawał się w kwaśnej atmosferze, Widzewa nie zdążył poprowadzić w żadnym meczu, a z Chojniczanką zleciał do drugiej ligi. Obecnie jest bezrobotny i raczej nie sądzimy, aby kolejną propozycję pracy dostał wyżej niż na poziomie zaplecza Ekstraklasy. Ten, kto zechce go zatrudnić, będzie musiał liczyć się z całym dobrodziejstwem inwentarza, na czele z ryzykownym (jak na polskie warunki) stylem gry.

Piotr Mandrysz

– Ktoś kiedyś przypiął mi łatkę trenera trudnego i mającego zły kontakt z szatnią. Ten gest zawodników temu przeczy. Zresztą przychodząc do Nowego Sącza mówiłem, że w klubie panuje bardzo rodzinna atmosfera, bo wszyscy od pań w księgowości, przez osoby zajmujące się boiskami, czy w samej drużynie i sztabie panuje bardzo przyjacielski klimat. To da się odczuć na każdym kroku. Nie sztuką jest być przy trenerze i zespole, kiedy jest dobrze, właśnie wtedy kiedy nie idzie, liczą się takie gesty – mówił Mandrysz jeszcze zanim wyleciał z Sandecji. O co chodziło? Otóż piłkarze Sączersów jak jeden mąż stanęli za szkoleniowcem, gdy pojawił się temat zwolnienia go, ale to nic nie dało. I trudno się dziwić, skoro jego bilans w tej ekipie wyglądał następująco: 0-1-10. Totalny dramat. Pod koniec rundy, już pod wodzą Dariusza Dudka okazało się, że nowosączanie jednak potrafią grać w piłkę – zremisowali z Radomiakiem i Górnikiem Łęczna, a wygrali z GKS-em Jastrzębie, Puszczą oraz Chrobrym. Można?

Nie wystawia to dobrej laurki Mandryszowi, któremu wcześniej nie udało się także drugie podejście do Termaliki, a jeszcze wcześniej w kiepskiej atmosferze odchodził z GKS-u Katowice, gdzie skonfliktował się z paroma piłkarzami i w ogóle nie interesował się akademią. No ale może w roli pierwszoligowego strażaka ktoś będzie chciał go zatrudnić…

Marcin Kaczmarek

Wywalczył awans z Widzewem, po czym został zwolniony. Gdyby tak historia wydarzyła się w innej części Polski niż wschodnia część Łodzi, robilibyśmy wielkie oczy, lecz w sumie nie jesteśmy zdziwieni. To był po prostu kolejny odcinek absurdalnego serialu, który rozgrywa się przy Piłsudskiego. Oczywiście trener swoje za uszami miał – ostatnia runda wiosenna w wykonaniu RTS-u wyglądała słabo, tylko za ten okres Widzew uplasowałby się w środku tabeli. Z drugiej strony jednak czy nie należy patrzeć na sprawę tak, że skoro ostatecznie łodzianie awansowali, to przezwyciężyli własne demony? Ciekawe czy z dzisiejszej perspektywy w czerwono-biało-czerwonej części miasta żałują wymiany Kaczmarka na Dobiego…

Swoją drogą aż dziwimy się, że od wakacji jeszcze nie znalazł nowej pracy, bo ani z Wisły Płock nie zwolniono go po żadnym kryzysie, ani z Termaliki. Za pierwszym razem po prostu on i Jacek Kruszewski uznali, iż po 5 latach formuła się wypaliła, za drugim zdecydował (głównie) kaprys państwa Witkowskich. Ciekawe jak poradziłby sobie w spokojniejszych warunkach…

Krzysztof Brede

Kolejna ofiara wygórowanych oczekiwań? I tak, i nie. Jeśli zdawał sobie sprawę, że nie zawojuje ligi Rundiciem, Baszłajem, Komorem, Gachem, Jarochem, Modelskim, Kocsisem i paroma innymi asami – okej, współczujemy odbicia się od ściany. Jeżeli natomiast twierdził, iż takie zasoby ludzkie starczą, to… Ech, szkoda gadać. Latem mówił o 4-5 nowych graczach, dzisiaj już widać potrzebę głębszej przebudowy zespołu.

Jest też druga strona medalu. – Celem podstawowym jest utrzymanie, chociaż mamy też pewne marzenie, o którym nie powiem – opowiadał na łamach Weszło prezes Kłys. Z trzeciej strony decyzja o zwolnieniu Brede zapadła nie w gabinecie prezesa, a w ratuszu miasta, co w ogóle jest scenariuszem rodem z kiepskiej komedii. Inna sprawa, że sam trener po awansie też był mocno naiwny, chcąć grać otwarty, ofensywny futbol nastawiony na wymianę ciosów. Skończyło się tak, że Górale głównie te ciosy przyjmowali. Chyba to jeszcze nie czas na Ekstraklasę, choć oczywiście doceniamy to jak Podbeskidzie za czasów Brede wyglądało w I lidze. Tylko i aż.

 

 

Mariusz Rumak

Wydawało się, że już wita się z gąską. Że już za chwilę dostanie dużą szanse od losu, a mianowicie możliwość poprowadzenia Arki do awansu do Ekstraklasy. Wierzyliście w powodzenie tej misji lub nie – nieistotne, ponieważ ostatecznie gdynian po Mamrocie wziął Dariusz Marzec, a Rumak pozostaje bezrobotny. 

Na Odrę nie powinien jednak narzekać, ponieważ i tak była wobec niego cierpliwa. Opolanie grali od kryzysu do kryzysu. Wychodzili z jednego i parę meczów później wpadali w następny. Sinusoida  wykluczająca jakikolwiek rozwój. Ba w pewnym momencie Odra miała przecież powalczyć o coś więcej (czyt. awans do Ekstraklasy), a skończyło się walką o utrzymanie. Wcześniej fiaskiem kończyły się też misje Rumaka w Termalice, Śląsku oraz Zawiszy. On sam twierdzi, że łatka przegranego jest bezsensu, bo ma w swym CV pięć medali mistrzostw Polski, choć tylko jedno zdobył w roli samodzielnego trenera. Kolejny problem – było to w 2015 roku, czyli dość dawno. 

Co ciekawe sam Rumak nie wyklucza pracy nawet w II lidze, ale czujemy, że prędzej czy później jednak weźmie go ktoś z zaplecza Ekstraklasy.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się