var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: ascolicalcio1898.it

Jakub Łabojko dla 2x45: Gdyby nie Raków i trener Papszun, nie dotarłbym do tego poziomu. Ukształtował mnie jako piłkarza

Autor: rozmawiał Wojciech Malanowski
2021-01-03 10:30:58

Co we Włoszech go zaskoczyło? Czego nauczył go trener Papszun? Z czym pomaga mu Filip Jagiełło? Na co kładli nacisk jego trenerzy w Brescii? Jak zapatruje się na przyszłość? Porozmawialiśmy z Jakubem Łabojko, zawodnikiem włoskiej Brescii Calcio. Zapraszamy!

Jeszcze cztery lata temu mogliśmy oglądać cię w czwartoligowym Ruchu Radzionków. Powiedziałbyś,  że za kilka lat będziesz występował w Brescii?

Nie spodziewałem się tego, natomiast ciężką pracą chciałem spełniać swoje marzenia i rozwijać się jako piłkarz. Cieszę się, że w obecnej chwili znajduję się w miejscu, w którym jestem. Wiele zawdzięczam  też  osobom,  które pomagały mi podczas tej drogi. Na pewno nie liczyłem, że w ciągu czterech lat można zrobić taki przeskok, czyli z naszej IV ligi do Serie B.

Praca z trenerem Papszunem nie należy do łatwych. Jak dużo dała ci współpraca z tym szkoleniowcem?

Ukształtował mnie jako piłkarza, przygotował taktycznie, motorycznie. Nakierował mnie na to, że kariera sportowca jest bardzo krótka, należy z niej wycisnąć tyle, ile się da, więc trzeba każdego dnia poświęcać się w stu procentach rozwojowi, żeby móc zbierać z tego owoce. Kariery nie da się cofnąć. Musimy podejmować najlepsze decyzję, aby za piętnaście lat nie pluć sobie w brodę... Raków pozwolił mi dojrzeć piłkarsko i na pewno duża w tym zasługa trenera Papszuna. Zawsze będę miło wspominał i jego, i klub.

Zabrakło tylko twojego awansu z Rakowem do Ekstraklasy. 

Natomiast zaliczyłem jeden awans: z drugiej ligi do pierwszej. Byłem wtedy w Częstochowie zaledwie pół roku, ale mogę to sobie zapisać w CV. Po półtorarocznym okresie chciałem zrobić krok dalej, jeszcze bardziej się rozwijać, dlatego postawiłem na transfer do Śląska. Czas pokazał, że Raków znalazł też swoje miejsce w Ekstraklasie, gdzie wiedzie prym w obecnym sezonie. 

Ostatecznie w Śląsku zrobiliście niezłe wyniki, ale chyba była chrapka na europejskie puchary?

W pierwszym moim sezonie w Śląsku do ostatniej kolejki walczyliśmy o utrzymanie, następny sezon był już bardzo dobry. W ocenie szkolnej dałbym piątkę tej drużynie. Nie jest łatwo w jednym sezonie bronić się przed spadkiem, a w kolejnym walczyć o puchary. Dwa sezony były różne, co pozwoliło mi zebrać bardzo dużo doświadczenia. 

Duża w tym zasługa trenera Lavicki. Gdy podpisywałeś kontrakt ze Śląskiem prowadził go Tadeusz Pawłowski, jednak to Czech zrobił z wami większe postępy. 

Trzy miesiące współpracowałem z trenerem Pawłowskim, jednak szybko doznałem kontuzji, więc nie miałem tych treningów sporo za jego czasów. Okres ten był krótki, lecz wspominam go jako dobrego fachowca i ciepłego człowieka. Trener Laviczka przyszedł w styczniu, początki były trudne, tak jak wcześniej mówiłem, walka o utrzymanie, gra o każdy punkt, który był na wagę złota... Zdecydowanie poprawiliśmy grę w defensywie, od której musieliśmy zacząć. Taktyka defensywa przyniosła skutek. W następnym sezonie zrobiliśmy coś ciekawszego, walczyliśmy o podium, chociaż naszym celem była pierwsza ósemka. Zakończyło się piątym miejscem, czyli czymś, czego w Śląsku dawno nie było. 

Teraz jesteś w Brescii, choć możliwości były też inne. 

Zgadza się. Ofert wiele nie było, raczej kończyło się na zapytaniach. Uważam, że podjąłem dobrą decyzję o podpisaniu kontaktu we Włoszech.

Dużo się mówi o tym, że zawodnik z Ekstraklasy czuje wielki przeskok po transferze za granicę. Przede wszystkim chodzi o przygotowanie motoryczne. 

Początek był trudny. Intensywność treningów jest zdecydowanie wyższa, za tym idzie też jakość. Teraz czuje się już dobrze. Gramy na ten moment co trzy dni, więc też nie ma dużo czasu na trening, bardziej skupiamy się  na regeneracji. Czuję, że po 3 miesiącach pobytu we Włoszech zaadaptowałem się już w 100 procentach do obciążeń treningowych.

A jak to wygląda pod względem taktyki?

Obecna runda jest zwariowana. Miałem już czterech trenerów. Każdy posiadał inna wizję na zespół. Pierwszy stawiał na przygotowanie motoryczne, jednostki treningowe trwały po 2,5 godziny. Trener Lopez stawiał na zajęcia z piłką, było sporo gierek... Teraz Davide Dionigi stawia bardzo mocno na sferę taktyczną, co mecz stosujemy inną strategię i bardzo płynnie zmieniamy systemy w trakcie gry. Dzięki temu mam bardzo duże pole do nauki. 

Prezesi we Włoszech chłodnej głowy nie mają, tak jak wcześniej w Polsce, kiedy co chwilę robiono przetasowania trenerskie. 

W Polsce już ten przemiał w zwalnianiu szkoleniowców się uspokoił. W naszym kraju zdecydowanie pojawiła się większa cierpliwość. We Włoszech to stoi na gorszym poziomie, przynajmniej tu, w Brescii. Chociaż dla mnie, skoro gram, jest to dobre pod tym kątem, aby uczyć się jak najwięcej i zbierać doświadczenie.

Mentalność Italii w podejściu do piłki jest zupełnie inna, zwłaszcza w szatni? 

Jestem za krótko żeby to ocenić, natomiast szatnia jest międzynarodowa. Połowa zawodników w klubie pochodzi spoza Włoch. Z komunikacją nie mam problemu, rozmawiam w języku angielskim, mój włoski jeszcze nie jest na takim poziomie, ale cały czas się go uczę. Włosi nie rozmawiają w języku angielskim, więc nauka ich języka pomoże mi w komunikacji. Mam też ten atut, że jest ze mną Filip Jagiełło, który pomaga mi w tłumaczeniu kiedy czegoś nie rozumiem.

Co cię najbardziej zaskoczyło po przyjeździe do Brescii?

Mentalność w życiu codziennym. Bardzo mocne zderzenie z inną rzeczywistością. Mają ten luz, tutaj wszystko robi się wolniej. Na początku jest to męczące dla kogoś, kto przyzwyczaił się do większego pędu.

Na twojej pozycji może zagrać siedmiu zawodników. Nie obawiałeś się rywalizacji o skład?

To mój pierwszy wyjazd zagraniczny, nie miałem jednak obaw. Kiedyś w końcu musiałem zdecydować się na opuszczenie Polski. Na każdej pozycji trener ma do wyboru trzech-czterech zawodników, rywalizacja jest potrzebna, podnosi to jakość i umiejętności. Każdy z nas czeka na szansę.  

Dessena ma ponad 300 spotkań w Serie A, Bjarnason też nie jest anonimowy. Masz od kogo się uczyć. 

Po przyjeździe podpatrywałem zawodników, teraz już się przyzwyczaiłem. Szanuję ich, lecz ostatecznie to są moi konkurenci. Doświadczenia nie da się oszukać, choć piłkarsko dużej różnicy nie odczuwam. 

Ostatnio częściej wchodzisz z ławki. Spowodowane jest to częstą zmianą trenerów? 

Gramy teraz co trzy dni, więc trener stara się bardzo dużo rotować składem, jedni grają mniej, drudzy więcej. Normalna sprawa.

O miejsce w jedenastce rywalizujesz też z Filipem Jagiełło, z którym, jak wspomniałeś, masz najlepszy kontakt. 

Zdecydowanie. Jesteśmy bardzo dobrymi kolegami. Często spędzamy czas razem, mieszkamy koło siebie. Sporo mi pomógł, dlatego cieszę się, że też tu trafił. Na pewno pomogło to w aklimatyzacji. 

W mediach można przeczytać o porównaniu ciebie do Sandro Tonaliego.

Nie słyszałem o takich opiniach. Po Sandro została wielka luka, którą trudno wypełnić. Bardzo dużo znaczył dla tego zespołu. 

Waszym celem jest powrót do Serie A?

Kadra zespołu została utrzymana. Celem właściciela jest powrót do Serie A, jednak tabela pokazuje co innego. Staramy się dać z siebie wszystko i dostać się jak najszybciej w okolice miejsc barażowych. 

Skauci włoscy chyba ostatnio częściej patrzą na rynek Polski. 

Można to odczuć. Ostatnio widziałem artykuł w gazecie, który pokazał, że jesteśmy drugą nacją po Włoszech w Serie B. Szanują nas za to, że dajemy jakość i bardzo dobrze pracujemy. 

Po twoim tempie transferów – gdzie siebie widzisz za parę lat. Juventus?

Moim najbliższym celem jest Serie A. W dalszej perspektywie – pewnie, że chciałbym grać w elicie włoskiej piłki!


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się