var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Rafal Rusek / PressFocus

Historyczny sukces z odcieniami szarości. Jaka była prezesura Pawła Żelema?

Autor: Maciej Golec
2021-01-06 11:15:47

Paweł Żelem rezygnuje – w takim tonie wypowiadają się media w ostatnich dniach. Prezes Piasta, który objął stanowisko 13 lipca 2017 roku, ma tłumaczyć tę decyzję kwestiami rodzinnymi. Jedno jest pewne – nikt w Gliwicach nie będzie mu wypominał słabych wyników sportowych, choć o kryształową opinię wśród kibiców też się nie postarał.

Oczekiwania po jego osobie nie były raczej duże, a już na pewno nie na takim poziomie, by spodziewać się sukcesów ogólnopolskich, największych w całej historii klubu. Wcześniej bowiem, gdy prezesował w Lechii Gdańsk i w Śląsku Wrocław, wyniki sportowe bynajmniej go nie broniły, a sytuację zaogniały częste konflikty z kibicami, które wynikały głównie z ich zachować na trybunach, które Żelem zdecydowanie potępiał. Skutkiem były surowe, często niewspółmierne według fanów kary, a z tego rodziły się konflikty. W Piaście też coś o tym wiedzą.

Ale na początku trzeba oddać cesarzowi, co cesarskie. Bo chyba wszyscy pamiętają, że przed przyjściem Pawła Żelema, Piast wcale nie był zaliczany do polskiego topu. Sezon 2015/16, kiedy podopieczni Radoslava Latala zdobyli wicemistrzostwo Polski był wyjątkiem od reguły. Reguły, którą mogliśmy odczytywać jako dolną ósemkę tabeli. Po świetnym sezonie w roli beniaminka i otarciu się o europejskie puchary zajmując 4. miejsce, przyszły gorsze lata. Pozycje kolejno 12., 12., 2., 10., 14. były dowodem na to, że w Gliwicach ciągle brakuje stabilizacji na przyzwoitym poziomie. Dopiero za czasów Pawła Żelema udało się na dłużej (na razie na dwa sezony) zagościć w ligowej czołówce.

Pamiętać trzeba jednak, że z ostatnią liczbą, którą podaliśmy, prezes Piasta już musiał się zmierzyć, wszak tym utrzymaniem rzutem na taśmę w Ekstraklasie zaczął swoją przygodę w Gliwicach. I mimo że na pierwszy rzut oka nic w tym okresie w szeregach Piasta nie grało, to właśnie wtedy nastąpiły zmiany dla klubu kluczowe. A raczej zmiana – ta na stanowisku trenera. Dariusz Wdowczyk został zwolniony z powodu „braku odpowiedniego zaangażowania w pracę Piasta” – jak stwierdził prezes w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego”.

Waldemar Fornalik objął drużynę 19 września 2017 roku i z perspektywy czasu trudno nie przyznać, że dwie decyzje z nim związane były jednymi z najlepszych za kadencji Pawła Żelema. Pierwsza, czyli wspomniane już zatrudnienie byłego trenera Ruchu Chorzów i druga – nieulegnięcie presji wyników i nie zwolnienie go w trakcie sezonu ani tuż po jego zakończeniu, kiedy Piast faktycznie chybotał się na łódce i wiele znaków na niebie i ziemi mówiło, że lada moment się wywróci. Przełomowe było zwycięstwo 4:0 z Bruk-Bet Termaliką, które zapewniło Piastowi utrzymanie i budowanie zespołu na kolejny, lepszy sezon.

- Wszyscy w klubie byliśmy przekonani, że trener Fornalik i jego sztab to ludzie, którzy znają się na swojej pracy i jeżeli dostaną odpowiednie narzędzia oraz warunki, wydobędą z drużyny to, co najlepsze. Wiedziałem, że przy ruchach stabilizacyjnych i ciężkiej, codziennej pracy, życie musi nam odpłacić. Rok temu mocno cierpieliśmy, najgorszemu wrogowi nie życzę takich przeżyć i nieprzespanych nocy. To jest ogromna odpowiedzialność za spółkę, za ludzi w niej pracujących, za całą organizację. Myślę, że fundament tego, co mamy dzisiaj, budował się właśnie na tym meczu z Bruk-Betem – powiedział Żelem we wspomnianym wyżej wywiadzie.

Zaufanie to podstawa. Gdyby Fornalik po sezonie 2017/2018 poleciał, nikt pewnie nie miałby pretensji do Żelema. Przecież to "normalne". Mijają dwa lata od wielkiego sukcesu, a klub leci na łeb na szyje, mimo że ma w swoich szeregach byłego selekcjonera reprezentacji Polski. Kibice zostali sprowadzeni na ziemie, a oczekiwania przecież były znacznie wyższe zarówno w poprzednim, jak i w ówczesnym sezonie. Ale właśnie najlepszą cechą Pawła Żelema była wtedy odwaga, by dać czas. Coś, czego w polskiej piłce tak bardzo brakuje.

Tak oto jedna dobra decyzja przerodziła się w największe sukcesy w historii klubu. To znaczy, nie uważamy, że 100% zasługi za mistrzostwo Polski i 3. miejsce idzie na konto Waldemara Fornalika, ale z pewnością zmiana wizji po fatalnym sezonie nie dałaby takich samych efektów. Przecież to ten trener odbudował Mikkela Kirkeskova, Martina Konczkowskiego, Joela Valencię, czy innych piłkarzy, którzy byli architektami historycznych wyników. Może poza Piotrem Parzyszkiem, nie pamiętamy, żeby jakiś piłkarz skarżył się na Fornalika. Wręcz przeciwnie, wielu właśnie jemu zawdzięcza odrodzenie i to, że mogli później trafić do lepszego klubu za granicą.

Sukcesy sportowe niepodważalne. Takie, z którymi nikt w historii Piasta rywalizować po prostu nie może. Sukcesy, które są efektem dobrej decyzji personalnej – z tego Paweł Żelem może być tym bardziej dumny, że akurat jego projekt wypalił. Innym atutem prezesa niewątpliwie było zarządzanie finansami. Piast nie od dziś ma opinię klubu zdrowego pod względem wydatków, z wypłatami w zasadzie nigdy nie było problemów, a do tego – po sezonie mistrzowskim, udało się jeszcze ten kapitał powiększyć sprzedając z zyskiem Joela Valencię i Patryka Dziczka.

- Mamy w klubie jasny podział ról, jestem ostatnią osobą, która wchodziłaby w kompetencje trenera i mówiła, którego zawodnika potrzebujemy do grania. Ja pilnuję tego niewidzialnego obszaru, który z punktu widzenia funkcjonowania spółki jest istotny. Piłkarze nie muszą się martwić, czy pieniądze będą na czas, realizujemy to, na co się umawialiśmy (…) Jeśli jakieś opóźnienia były, to kiedy termin wypłaty wypadał w weekend i przelew wychodził dopiero po nim – mówił „Przeglądowi Sportowemu”.

Powyższa wypowiedź jest ważna z tego względu, że poznajemy Pawła Żelema nie jako despotę sportowego, który chce robić wszystko po swojemu, ale zdaje sobie sprawę ze swoich ograniczeń. Co prawda przy każdym transferze uczestniczy, prowadzi rozmowy, ale od wyszukiwania ludzi i fachowego podejścia ma przede wszystkim Waldemara Fornalika, dyrektora sportowego Bogdana Wilka i podległych mu skautów.

 

 

Paweł Żelem nie był jednak prezesem cukierkowym. Mimo zasług, są też ciemniejsze odcienie, zwłaszcza jeśli mówimy tu o szeroko pojętych relacjach interpersonalnych. Koronnym przykładem jest marcowe zamieszanie i zwolnienie legendy klubu, która była z nim od B-klasy aż po Ekstraklasę. Spędziła w Piaście ponad 20 lat. Mowa oczywiście o Jarosławie Kaszowskim. 

Czytając wywiady z nim możemy odnieść wrażenie, że Paweł Żelem jest człowiekiem-duchem. To znaczy, niby jest w klubie, ale jak przychodzi co do czego i trzeba podjąć trudną decyzję, to znika, umywa ręce. Nie wiemy, jak było w innych przypadkach, ale w tym konkretnym tak to właśnie wygląda. I z opowieści Kaszowskiego wynika, że nie był on jedyną osobą związaną z Piastem, która została w klubie źle potraktowana.

Wypowiedzenie umowy o współpracy Piasta z akademią Kaszowskiego, brak możliwości negocjowania szczegółów nowej. Dobijanie się do biura, prośby o spotkanie – to wszystko na nic. Problemy komunikacyjne były w zasadzie od początku, bo, jak powiedziała legenda Piasta w wywiadzie dla Weszło, Paweł Żelem nie lubi spotykać się z ludźmi. Na tyle, że jemu, jako pracownikowi działu sprzedaży, wypowiedzenie w marcu wręczyła kadrowa. Nie prezes. On nawet z nim nie porozmawiał, nie wytłumaczył, po prostu usunął stanowisko i tyle. 

- Jako gliwiczaninowi, jako osobie blisko związanej z klubem, jest mi po prostu przykro, kiedy patrzę na to, jakie decyzje są podejmowane. Osoby z Gliwic są marginalizowane. Najważniejsze jest, żeby pracowały tu osoby spoza. Nie liczy się nikt z historią. Znam wiele przykładów ludzi, którzy pracowali za darmo lub przysłowiową złotówkę dla tego klubu, a na końcu podziękowano im jakby nic nie znaczyła. A to często byli ludzie, którzy budowali ten klub ponad piętnaście lat temu, z własnej pasji, z własnej potrzeby, a podziękowano im tak, jakby nie znaczyli nic. Wie pan, wszystko można zrozumieć, natomiast szkoda, że odbywa się to w taki sposób – mówił Kaszowski na łamach Weszło. 

A zatem może i Paweł Żelem despotą sportowym nie jest, ale organizacyjnym, strukturalnym? Z daleka trochę tak to wygląda. Odwagi mu nie brakowało, by zostawić na stanowisku Waldemara Fornalika, ale żeby osobiście zwolnić pracownika w czasie pandemii? Już tak. Zresztą, Piast był jednym z tych klubów, który w dobie przerwanych rozgrywek zaczął najszybciej ciąć koszty w administracji.

Po sezonie mistrzowskim w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Paweł Żelem mówił tak:

Jakim jest pan prezesem?

Trzeba by spytać właścicieli o ocenę mojej pracy. Jedno jest pewne – pilnuję dyscypliny.

Finansowej?

Każdej jednej... (uśmiech). Przede wszystkim chcę, by spółka była wiarygodnym partnerem dla otoczenia. Kiedy umawiamy się na 2 złote, pan musi wiedzieć, że te 2 złote dostanie w terminie.

Najwyraźniej nie miał na myśli dyscypliny w sprawach, co do których się umawiał – na przykład spotkań czy negocjacji z pracownikami. 

W stosunku do swoich słów tej dyscypliny również brakowało. Gdy przychodził do Piasta zapowiadał między innymi, że jego celem jest spopularyzowanie meczów Piasta Gliwice. Po objęciu posady mówił na konferencji prasowej takie słowa: 

- Trzeba rozpocząć prace u podstaw nad poprawieniem frekwencji na stadionie. Ten obiekt jest fajny, kompaktowy. Nie chciałbym się deklarować na temat terminów i liczb. Zdefiniujemy dlaczego tak jest i jakie były już podejmowane działania, aby poprawić sytuację.

Dodał też, że jego zdaniem możliwe było, żeby na każdy mecz przychodziło po osiem, dziewięć tysięcy ludzi. Cóż, trochę się przeliczył. O tyle dla niego dobrze, że nie deklarował żadnych liczb, więc teraz nie może być z niczego konkretnie rozliczony, ale i tak wypada się temu przyjrzeć. 

W sezonie 2016/2017, według portalu Ekstrastats.pl, średnio na mecze Piasta przychodziło 5063 osoby. Z kolei po wejściu do klubu nowego prezesa sytuacja zmieniała się następująco:

2017/2018 – 4416 

2018/2019 – 4979 

2019/2020 – 4394 (do momentu zawieszenia ligi)

Wzrostów jak nie było w sezonie, w którym Piast walczył o utrzymanie, tak nie było również w tym następnym, kiedy gliwiczanie zdobywali mistrzostwo. To znaczy, frekwencja poszła w górę o około 500, jednak względem rozgrywek sprzed czasów Pawła Żelema i tak jest to liczba mniejsza. Cieniutka, jak na to, co pokazywała drużyna. A gdyby odjąć od średniej dwa ostatnie spotkania sezonu 2018/2019, kiedy stadion się zapełnił w kluczowych momentach walki o trofeum, liczba spadłaby do 4451, czyli bardzo podobnej do tej z roku wcześniejszego. 

W rozgrywkach 2019/2020 sytuacja bynajmniej się nie poprawiła, na co z pewnością miała wpływ horrendalna podwyżka cen karnetów. Te podrożały czasami dwukrotnie, a w skrajnych przypadkach nawet prawie trzykrotnie, na przykład w przypadku abonamentu dla dwóch osób dorosłych z dzieckiem. Przed podwyżką cena wynosiła 312 zł plus 13 zł za każde dziecko. Po podwyżce z kolei trzeba było zapłacić w sumie 915 zł, jeśli kupowało się karnet po raz pierwszy. 

A jeśli już przy kibicach jesteśmy, to nie możemy nie wspomnieć o tym, o czym pisaliśmy na początku, czyli pewnego rodzaju konflikcie, który miał swój początek podczas derbów Górnego Śląska w 2018 roku. To wtedy nie dopilnowano, żeby kibice Piasta nie obalili płotu i nie weszli na boisko, a fani Górnika nie palili flag. Po fakcie prezydent Gliwic Zygmunt Frankiewicz optował za zawieszeniem współpracy ze stowarzyszeniem kibiców Piasta i wsparcia dla nich. Poza tym, posypały się zakazy stadionowe, które wywołały oburzenie wśród „Piastoholików” (stowarzyszenie kibiców). Domagano się ich cofnięcia wobec ludzi, którzy – zdaniem kibiców – byli niewinni i padli ofiarą odpowiedzialności zbiorowej. Bojkot najzagorzalszych fanatyków i namawianie do niego reszty kibiców trwały prawie rok.

Ostatnią sprawą jest baza treningowa, o której dość głośno od początku mówił Paweł Żelem, z tym że przez długi czas nic się w tej kwestii nie działo. Dopiero na początku 2020 roku się okazało, że Zbigniew Kałuża zawnioskował wcześniej u prezydenta o przekazanie części środków z miasta na wspomniany projekt. Ale prezydent Gliwic Adam Neumann, który objął stanowisko w ubiegłym roku, uciął spekulacje na temat budowy nowej bazy.

– Były takie pomysły, lecz teraz wiele z nich ulega weryfikacji. Mamy w Gliwicach wcale niemałą bazę sportową i raczej pójdziemy w kierunku jej doskonalenia niż budowania ośrodka za duże pieniądze – powiedział w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” w maju 2020 roku.

Jak więc ocenić kadencję Pawła Żelema? Na pewno nie jednoznacznie. Trzeba naszym zdaniem oddzielić aspekty sportowe od tych okołosportowych niemających bezpośredniego wpływu na wyniki w Ekstraklasie, bo, jak widać, w obu efekty były diametralnie różne. Niemniej trudno nie oceniać tych 3,5 roku pozytywnie zważywszy na to, co udało się Piastowi osiągnąć. Sukces niepodważalny, który jednak nie powinien zaślepiać, bo z pozoru małe rzeczy, jak zwolnienie legendy klubu w kwaśnych okolicznościach, czy szumne zapowiedzi, które później okazały się być mrzonką, też kształtują wizerunek klubu, jak i samego prezesa.

Prezesa, który okres pracy w Piaście może zaliczyć do najbardziej udanych w karierze. A już na pewno porównując go z kilkuletnimi przygodami w Lechii i Śląsku.

Kto następcą? Giełda nazwisk jest dość spora, ale Nowiny Gliwickie donoszą, że zastępcą Żelema będzie Grzegorz Bednarski, były szef GKS-u Tychy. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się