var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Łukasz Sobala / PressFocus

Ł. Wolsztyński dla 2x45: Górnik nie dał mi się odbudować. Jak było dobrze, nosili na rękach, później przestałem być tak ważny

Autor: rozmawiał Wojciech Malanowski
2021-02-15 15:38:49

Dlaczego nie przedłużył umowy z Górnikiem? Z jakiego powodu było mu przykro? Dlaczego Marcin Brosz nie dawał mu więcej szans? Czy ma oferty z Ekstraklasy? Czy zasiedział się w Zabrzu? W jakim miejscu byłby dzisiaj, gdyby nie kontuzje? Zapraszamy na rozmowę z Łukaszem Wolsztyńskim, byłym piłkarzem Górnika.

Za tobą 8 lat spędzonych w Zabrzu. Jak się czujesz po tym rozstaniu?

Bardzo fajny okres życia za mną. W Górniku spędziłem praktycznie całą dotychczasową karierę, będę bardzo miło wspominał ten czas. Coś się skończyło, coś nowego się zacznie, więc mam nadzieję, że kolejny etap będzie równie dobry i na to przede wszystkim liczę. 

Wyobrażałeś sobie, że przygoda z klubem tak się zakończy?

Byłem pewny, że nadal będę kontynuował swoją przygodę w Zabrzu, ale aby tak się stało, obie strony musiałyby tego chcieć. Wyszło jak wyszło. Na pewno miałem słabszy moment w ostatnim czasie. Klub zaproponował mi umowę, ale nie na takich warunkach jakich oczekiwałem. Wszystko szło w stronę pożegnania.

Aż tak złe warunki proponował klub?

Nie ma co ukrywać, że warunki nie były świetne. Dostałem propozycję dużej obniżki kontraktu, więc zdecydowałem się nie przedłużać umowy, ponieważ nie było to adekwatne wynagrodzenie względem tego, co mogę zaoferować.

Czujesz się rozczarowany takim zachowaniem klubu? Wielokrotnie oddawałeś serce za Górnik.

Wielka szkoda, że nie dostałem szansy odbudowania się. Tak naprawdę, gdy byłem zdrowy, klub nie dał mi możliwości gry, sprawdzenia się. Dostałem dwukrotnie szansę wchodząc z ławki na dwie-trzy minuty. To nie jest czas, na podstawie którego można oprzeć i wywnioskować moją przydatność dla zespołu. Było oczywiste już wtedy, że pożegnam z klubem. Chciałem jechać na spotkanie z Jagiellonią, jednak ani trener, ani nikt z klubu, nie dał zgody na mój wyjazd na ten mecz. Szkoda, ponieważ chciałem się pożegnać z Górnikiem tym ostatnim spotkaniem na koniec roku. 

Nie ukrywam, że byłem od dłuższego czasu gotowy do gry. Mocno cisnąłem w klubie, aby przeniesiono mnie z rezerw do pierwszego zespołu. Wiadomo, względy pandemii zrobiły swoje. Miałem jednak dogadane, że dostanę większą szansę. Poprosiłem trenera Brosza, by brał mnie pod uwagę, jednak bardzo długo się to ciągnęło. Może dlatego dostałem taką propozycję kontraktu. Było mi przykro z powodu tego braku szansy. Zrozumiałbym, gdybym na przykład zagrał dwa razy po 45 minut i nic nie pokazał. Okej, wtedy mają rację. A tak niestety nie dane było mi się obronić. Wtedy mieliby też argumenty, aby zaoferować mi mniejsze pieniądze. Usłyszałem jednak, że nie jestem na sto procent gotowy. Gdybym nie był na sto procent gotowy, to nie wracałbym do treningów, jestem odpowiedzialnym człowiekiem! Szkoda, ale mimo wszystko będę wspominał głównie te piękne chwile spędzone w Górniku.

Rozmawiałeś o tym wszystkim z trenerem Broszem?

Czasami miałem takie wrażenie, jednak nie chcę wchodzić w spiski, czy to było ugrane, czy nie. Trener Brosz ciągle powtarzał, że nie jestem gotowy. Trenowałem na sto procent, byłem zdrowy, dla mnie wszystko przebiegało normalnie. Przecież grałem mecze w drużynie rezerw. Na drugi zespół byłem gotowy, a na pierwszą drużynę nie? Trener twierdził, że w „dwójce" nie ma takich obciążeń, jak w pierwszej drużynie. Czekałem na szansę i rozumiałem to, jednak z tyłu głowy wiedziałem, że moja umowa się kończy. 

Cofając się trochę w przeszłość. Droga do pierwszej drużyny nie była dla ciebie łatwa. Był taki moment, podczas którego pojawiały się myśli, że nie uda ci się przebić?

Nigdy nie miałem momentu zwątpienia. Wierzyłem, że sobie poradzę. Naturalną koleją rzeczy były wypożyczenia do niższych lig, z których dużo wyniosłem. Dobrym dla mnie, ale złym dla klubu, był spadek z Ekstraklasy. Trener Brosz przychodząc dał szansę młodym chłopakom, w tym mnie. Wróciłem z wypożyczenia z Legionowa do Górnika i udowodniłem swoją wartość. Po dwóch tygodniach treningu trener uznał że wraz z Rafałem zostajemy i będzie na nas stawiał. Zacząłem grać, zdobywać bramki, przyszły piękne chwile. W bardzo ładnym stylu awansowaliśmy do Ekstraklasy, w której rozegraliśmy niezły sezon. Zawsze wierzyłem w swoje umiejętności, po drodze było kilka zakrętów, jak u każdego chłopaka. Wystarczy zobaczyć na chłopaków z Lecha Poznań. Musieli się poocierać o pierwszą ligę, aby potem wrócić do klubu i wypłynąć na szerokie wody podpisując kontrakty w bardzo dobrych klubach zagranicą. Takie drogi mocno kształtują charakter. 

Odejście Angulo z zespołu zmieniło koncepcję w ataku? Może dlatego zabrakło dla ciebie miejsca. Z Igorem tworzyłeś dobry duet z przodu. 

Może i tak. Jednak moim zdaniem mógłbym grać także z Jesusem z przodu. Nie jesteśmy w stanie tego zobaczyć. Myślę, że w ustawieniu dzisiejszego Górnika poradziłbym sobie bez dwóch zdań. Zarówno na wysuniętym napastniku, jak i na cofniętym napastniku. Jestem wszechstronnym zawodnikiem. 

Pamiętajmy, że kiedy byłeś w gazie, trener Brosz potrafił sadzać cię na ławce. W pierwszym składzie stawiał między innymi na Davida Kopacza, który miał dużo słabsze liczby od ciebie. 

Denerwował mnie ten brak zaufania. Co mecz dawałem sygnały, strzelałem bramki, czy asystowałem, a w protokole meczowym nadal nie zaczynałem spotkania od pierwszych minut. 

 

 

Trudno jest uwierzyć w to, że byłbyś w stanie dać mniej niż Piotr Krawczyk.

Nie chce nikogo oceniać. Nie ma co ukrywać, trochę tych spotkań w Ekstraklasie zagrałem i to dobrych spotkań. Pojawiały się zainteresowania z klubów z lepszych lig i reprezentacji. Nie ma co ukrywać, że w piłkę grać potrafię i wiem, że dużo dałbym Górnikowi. Zadecydowały inne względy. Może obawiali się o moje zdrowie. Ktoś widocznie nie chciał dać mi szansy. 

Górnikowi łatwiej było, gdy odpowiedzialność strzelania bramek spoczywała na Igorze Angulo, czy jednak takie coś lepiej rozdzielić na kilku zawodników?

Zawsze zdania będą podzielone. Wszystko zależne jest od sytuacji w tabeli. Na ten moment, przez największą liczbę bramek, w Górniku liderem jest Jesus Jimenez. W tamtych czasach był Igor i długo, długo nic. Zespół pracował na jego sytuacje. Dużo taktyki i zasługi w tym trenera Brosza. Ćwiczyliśmy to i przyszły efekty w postaci jego goli. Widzieliśmy w nim prawdziwego strzelca, który będzie miał w sezonie dwadzieścia bramek. Obecnie w Górniku to jest już rozłożone na kilka osób. 

Wcześniej był Angulo, Łukasz Wolsztyński i długo, długo nic.. (śmiech). 

(śmiech) Może super strzelcem nie byłem, ale dałem mu kilka ładnych asyst! Zawsze podczas rozmowy z nim bardzo miło mnie wspomina i mówi, że jego nie byłoby beze mnie (śmiech). Kibice jednak patrzą na mnie, jak na napastnika, który powinien jednak strzelać trochę więcej. Ja osobiście bardziej czuję się pomocnikiem, który jest za plecami tego najbardziej wysuniętego. 

To może Angulo załatwi jakiś transfer do Indii? (śmiech) 

(śmiech) Nie ukrywam, że pisał! Dopytywał co ze mną, ale zobaczymy jak to się dalej potoczy. 

Pandemia i przerwa w rozgrywkach miały wpływ na twój powrót do zdrowia?

Nie. Miałem szczęście, że wszystko funkcjonowało i mogłem pracować nad powrotem do dobrej dyspozycji. 

Podczas drugiej takiej samej kontuzji poziom załamania był podwójny?

Ogólnie wolałbym nie wracać do tematów urazów. Od dawna to już za mną. Jestem zdrowy i zdecydowanie wolę rozmawiać o piłce. Gdyby nie te dwie kontuzje, znajdowałbym się w innym miejscu. 

Z pewnością zagranicą. 

Pewnie tak. Dochodziły do mnie słuchy o zainteresowaniu innych klubów po pierwszym sezonie w Ekstraklasie. 

Rafał miał taki sam uraz co ty. Może to kwestia genów?

Nie myślimy o tym. Stało się. Trudno, staramy się do tego nie wracać. 

Twój brat wypowiedział się dla "Przeglądu Sportowego", że większość waszych urazów wynikała faktu, że zawsze było wam za mało treningów, przez co później nie dojeżdżaliście.

Zawsze byliśmy osobami mocno zawziętymi. Skupialiśmy się na sobie. W latach młodzieńczych nie byłem aniołkiem, pojawiały się imprezy. Piłka jednak zawsze była na pierwszym miejscu, zarówno dla mnie jak i dla Rafała. Urazy zawsze się zdarzają. 

Dlaczego leczyliście się akurat we Włoszech?

Tam była najlepsza klinika. Profesor Mariani jest najlepszym fachowcem na świecie. Było to oczywiście droższe, jednak zaryzykowaliśmy, ponieważ nie było lepszego miejsca do wyboru. 

Górnik dał Ci wsparcie finansowe?

Tak, nie zostawił mnie na lodzie. 

Kontuzje wpłynęły na twoją świadomość? Chodzi mi o inne podejście do treningu, czy dietę. 

Na pewno otworzyłem głowę na inne aspekty. Trzeba robić każde ćwiczenie z głową, należy mieć tego świadomość jak funkcjonować nad zdrowiem. 

Ostatnie lata w przypadku twojego brata Rafała są rodzajem przestrogi? Zszedł dwie ligi niżej do mniej ambitnej ligi, w której wtedy grał Widzew Łódź, a teraz ławka w Arce. 

Widzew nie jest na pewno mniej ambitnym klubem. Wtedy grał na niższym stopniu ligowym, jednak ambicji jest tam zdecydowanie bardzo dużo. Nikt nie zna sytuacji mojego brata. Łatwo się mówi, że z Ekstraklasy poszedł do drugiej ligi. Rafał w Łodzi dostał bardzo dobre warunki. Poszedł do Widzewa, kiedy ten miał ogromną przewagę nad drugim miejscem. Awans miał być szybki, dobrze pamiętamy serie remisów Widzewa. Zaraz miał być w pierwszej lidze. Plany planami, boisko zweryfikowało. Widzew został w drugiej lidze. Rafał na pewno nie żałował tej decyzji. Grał, a to było najważniejsze. Strzelał bramki, współczynnik zdobytych goli miał większy niż Marcin Robak. Teraz jest w Arce Gdynia i z nią chce awansować do Ekstraklasy. Czy ja bym tak postąpił? Nie wiem. Z pewnością byłem w innej sytuacji. Ja grałem w Górniku, miałem też lepszy kontrakt. Rafał wiedział, że w Zabrzu nie ma szans na grę. Był Igor, mnie też nie miał szans wtedy wygryźć ze składu. Jedyną opcją było wychodzenie na boisko na ostatnie minuty, ale to go nie interesowało. W klubie powtarzali, że zabieramy sobie nawzajem miejsce i jeden będzie musiał odejść, to też nie było nam po drodze, ponieważ chcieliśmy grać razem. 

To może podpiszesz umowę z Arką, skoro chcesz grać z bratem?

Zobaczymy, jak to się wszystko ułoży. Rozmowy na ten temat były. Na razie moje bycie wolnym zawodnikiem bardzo długo trwa. 

Zasiedziałeś się w Górniku?

Ciężko to określić. Grając dawałem jakość. Nawet przed samym urazem była opcja, żeby przedłużyć ze mną umowę. Po kontuzji się wszystko zmieniło. Jak jest dobrze to noszą cię na rękach, gdy jest słabiej nie jesteś już tak ważny. To był fajny okres w klubie i zawsze będę z tego dumny. 

W tamtym czasie Górnika na inny zespół w Polsce byś nie wymienił. 

Nie było żadnych innych ofert z Polski, więc ciężko powiedzieć. Tak jak mówiłem wcześniej, graliśmy bardzo dobry sezon w Ekstraklasie. Mogłem bardzo szybko wyjechać. Każdy młody chłopak z Polski marzy o grze w lepszej lidze niż polska. Warunki, które wtedy proponował Górnik były bardzo solidne jak na proporcje mojej gry w tamtym momencie. Nie wiem, czy ktoś w Polsce zaproponowałby mi na tamten moment lepsze pieniądze, czy ktoś byłby w ogóle zainteresowany przed tą drugą kontuzją. Moje pożegnanie pokazało moją więź z klubem. Kto wie, może przyjdzie jeszcze taki moment w którym wrócę do Zabrza. 

Byłeś przygotowany na nieprzedłużenie kontraktu? 

Chciałem przede wszystkim grać. Nie skupiałem się na końcu umowy. Pierwsze słowo należało do Górnika. Umowa była jednak bardzo słaba, więc wiedziałem, że nie zostanę w klubie i muszę szukać nowego.

Czas bycia wolnym zawodnikiem nie działa na twoją korzyść. 

Wszystko może się wyjaśnić bardzo szybko. Sporo się dzieje. Na pewno muszę jeszcze chwilę poczekać. Chciałbym już wrócić na boisko. 

Oferty z Ekstraklasy są?

Coś tam się pojawia, nie chce jednak nic zdradzać. 

Transfery lubią ciszę. 

Dokładnie! Poczekajmy jeszcze chwilę, sam jestem niecierpliwy. 

Rozważasz oferty z I ligi?

Oczywiście, każdą ofertę rozważam. Na każdą trzeba zerknąć. 

Ewentualnie jak nie będzie konkretów to Igor Ci coś w Indiach załatwi! (śmiech)

(śmiech) Jak będzie trzeba to będę musiał się pakować i ruszyć w świat. Takie życie piłkarza. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się