var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Krzysztof Dzierzawa / PressFocus

Miłe złego początki czy wygrzebanie się z kryzysu na stałe? Podbeskidzie już na starcie może polegać na nowych nabytkach

Autor: Maciej Golec
2021-02-18 19:30:40

Głównym zarzutem w kierunku Zagłębia Sosnowiec i ŁKS-u, które w ubiegłych dwóch sezonach kolejno spadały z Ekstraklasy, była strategia transferowa na zasadzie: „Bierzmy kogo się da”. A skoro Podbeskidzie było na koniec roku w pewnym sensie odpowiednikiem tych zespołów, to powinno być w podobny sposób rozliczane.

Oczywiście nie teraz. Jakkolwiek banalnie to nie zabrzmi – rozliczy ich runda wiosenna, a nie kilka pojedynczych spotkań, czy – co gorsza – samo nazwisko na koszulce. Tym niemniej, zestawiając powyższe trzy przypadki widać, że Podbeskidzie już na samym starcie ma ze swoich nowych nabytków spore profity, bez których pewnie nadal tkwiłoby na dnie z dużą stratą do reszty stawki. Wiadomo, w ubiegłych sezonach sytuacja była nieco inna – runda wiosenna zaczynała się nie końcówką rundy rewanżowej, a raczej w jej połowie. Ale z drugiej strony, wtedy było siedem dodatkowych spotkań, teraz ich nie ma, więc na dobrą sprawę etap sezonu jest praktycznie taki sam.

Zagłębie Sosnowiec startowało z bardzo niewdzięcznej pozycji – miało 5 punktów straty do przedostatniego Górnika i aż 8 do bezpiecznego, 13. miejsca. ŁKS z kolei był tylko w niewiele lepszej sytuacji (miał o dwa oczka więcej), jednak obie te drużyny wiosną – po sprowadzeniu wagonu nowych piłkarzy – nie przeżyły radykalnej, pozytywnej przemiany. Sosnowiczanie co prawda wygrali dwa z czterech pierwszych spotkań, jednak trudno jednoznacznie przyznać, że nowi piłkarze tylko pomagali. Jasne, Mygas i Nowak strzelili po golu, ale zawodnicy pokroju Martina Totha w tyłach „nadrabiali”. Z korzyścią dla przeciwników rzecz jasna.

W przypadku łodzian było podobnie. Po przewidywanej porażce z Legią udało się zremisować trzy mecze z rzędu, a potem nawet wygrać 3:2 z Zagłębiem. Nowi zawodnicy, tacy jak Dominguez i Moros Garcia mieli w tym swój udział, ale od początku, po odejściu Ramireza, brakowało już prawdziwego lidera. I to by było na tyle z dobrych wiadomości, bo potem momentalnie nastąpił powrót do marazmu. Podbeskidzie na wczesnym etapie walki o byt się nieco wyróżnia.

Już nawet abstrahując od tego, kogo dane drużyny sprowadziły, bo to jest temat na inny tekst. Chodzi nam głównie o sprawczość, a tej – przynajmniej teraz – w Bielsku-Białej nie brakuje. Nawet Filip Modelski mówił na antenie Canal+ po ostatnim spotkaniu z Cracovią, że to, co było do niedawna słabością tej drużyny, teraz stało się atutem. Mentalność. A co kreuje mentalność i silną psychikę? W jakimś stopniu na pewno dobre wyniki, które „Górale” notowali w sparingach, ale też właśnie na początku rundy wiosennej.

1:0 z Legią – Rafał Janicki, zamiast elektrykiem, okazał się być liderem środka defensywy, który dodatkowo przesądził o wyniku, bo zdobył jedyną bramkę w tym spotkaniu. Dołączył od Podbeskidzia w grudniu;

2:1 z Górnikiem – Janicki ponownie jednym z najlepszych piłkarzy na boisku. Do tego Petar Mamić, który we wszystkich dotychczasowych meczach zagrał na lewej stronie co najmniej poprawnie. Dołączył do Podbeskidzia 9 stycznia

1:1 z Cracovią – Gol na 1:0 zaczął się od Petera Wilsona, a skończył na Jakubie Horze. Czech mógł zanotować jeszcze asystę, ale Rzuchowski nie zamienił jego podania na bramkę. Do Podbeskidzia dołączyli kolejno 5 lutego i 14 stycznia 

Jak na dłoni widać wpływ nowych graczy na grę. Wystarczyło, by Robert Kasperczyk zrezygnował z tych, którzy w obronie sprawiali drużynie najwięcej krzywdy (Gach, Komor) i „naprawił” (ciekawe, na jak długo) tych, którzy w teorii wydawali się być niereformowalni. Wśród takich piłkarzy jest Milan Rundić, który prezentuje się u boku Janickiego bardzo solidnie.

Po trzech meczach nie ma się tak naprawdę do kogo przyczepić. Nawet ci, którzy przyszli niedawno, nie muszą nie wiadomo ile czasu się wdrażać, by wyjść na boisko, co pokazuje choćby przykład Petera Wilsona. Podbeskidzie bardzo szybko wypracowało sobie zatem dobrą pozycję startową do walki o wygrzebanie się z miejsc na samym dole stawki. Wystarczyły trzy poprawne mecze, by nie dość, że odbić się punktowo, to jeszcze psychicznie. Najważniejsze pytanie jednak brzmi, czy w najbliższym czasie podopieczni Roberta Kasperczyka podzielą los ŁKS-u i Zagłębia (czyli miłe złego początki), czy udowodnią, że da się, będąc czerwoną latarnią, przezwyciężyć kryzys na stałe.

Mówi się, że nie ważne, jak zaczynasz, a ważne, jak kończysz. W Bielsku-Białej mogą zdecydowanie się z tym nie zgodzić, bo bezsprzecznie ten udany początek daje nadzieje i dużo lepsze perspektywy na happy end na koniec sezonu.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się