var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Adam Starszynski / PressFocus

Ostrzejsze, ale piękniejsze oblicze Wisły. A gdyby tak zatrudnić w Ekstraklasie 16 Hyballów?

Autor: Mariusz Bielski
2021-03-05 16:00:15

Ile jest w Ekstraklasie ekscytujących drużyn? Był nią Lech na początku sezonu, ale szybko przestał. Był nią Górnik na początku sezonu ale szybko przestał. Cóż, mamy nadzieję, iż to, co ostatnio prezentuje Wisła Kraków nie skończy się równie błyskawicznie.

Może przesadą byłoby napisanie, że wszyscy redaktorzy 2x45 czekaja jak na szpilkach na kolejne starcia Białej Gwiazdy. Natomiast nie ulega wątpliwościom, że zarówno kibice krakowian jak i postronni widzowie na pewno wolą obecną odsłonę tego zespołu od tej, którą proponował nam Artur Skowronek.

Zmiana, która zaszła w Wiśle dowodzi niczego innego, jak faktu, iż w kontekście polskiej piłki zbyt często mylimy „pragmatyzm” z „minimalizmem”. Pierwszy zakłada przecież mierzenie sił na zamiary, a nie tylko poczucie piłkarskiej niższości względem innych drużyn. Okej, obecnie Biała Gwiazda zdecydowanie nie jest wypchana zawodnikami pokroju Brożka, Żurawskiego, Meliksona czy Głowackiego z ich najlepszych lat. Ale też bez przesady w drugą stronę – pod wodzą niemieckiego szkoleniowca okazało się, iż ci obecni piłkarze też potrafią kopać piłkę.

Prosto, szybko, zaskakująco.

Tymi trzema słowami najlepiej można określić doktrynę, której hołduje nowy szkoleniowiec krakowskiego klubu. „Atrakcyjny styl” niekoniecznie przecież musi oznaczać tiki-takę, choć mniej więcej taki stereotyp się utarł. Nie gadajcie jednak, że nie podobają wam się poszczególne akcje (no chyba, że akurat jesteście kibicami druzyny przeciwnej i to właśnie waszych pupili rozklepano). Niemniej – to się po prostu dobrze ogląda, kiedy Wisła przechodzi do ataku płynnie i w 3-4 ruchach potrafi stworzyć zagrożenie pod bramką rywala. Odbiór, szybkie uruchomienie kolegi, podanie albo dwa z pominięciem linii. Z pierwszej piłki lub chociaż z przyjęciem kierunkowym.

Za czasów Rafy Beniteza w Liverpoolu nazywało się to zgrabnie „pass & move”.

Zresztą, sam szkoleniowiec wykładał swoje pryncypia bez ogródek przed spotkaniem z Pogonią Szczecin: – Trzeba grać jeszcze prościej, szybciej, oddawać dużo więcej strzałów.

Innym razem, w Super Expressie, wspominał o to, że „jego piłkarze muszą biegać jak diabły i grać jak diabły”. Naturalnie polskiemu kibicowi miała prawo zapalić się lampka ostrzegawcza, wszak już nie takich magików, nie takie metafory rodzimy futbol widział. Ale nie tym razem. Przy Reymonta rzeczywiście nie tylko ładnie mówi się o piłce, lecz te wszystkie figury retoryczne przekładane są na boisko. I treningowe, i meczowe.

O codziennej harówie wielokrotnie już opowiadali poszczególnie piłkarze Wisły. Na przykład Michał Mak na Weszło: – Treningi są bardzo wymagające, z bardzo dużą intensywnością. W styczniu praktycznie każdy dzień od rana do wieczora spędzaliśmy w Myślenicach. Pierwsze zajęcia przeważnie trwały dwie i pół godziny, dawały w kość. Ale to jednak była intensywność z piłką, nie chodziło o bieganie dla biegania. Równie ciężko trenowałem chyba tylko w Arminii Bielefeld. Podobny styl pracy, tam też kładziono nacisk na wysoki pressing, mieliśmy dużo wymagających gierek. Po chłopakach widać, że ta praca nie poszła na marne. Wisła na początku wiosny gra naprawdę dobrze i wydaje się, że idzie we właściwym kierunku.

Albo dzisiaj Maciej Sadlok w SE: – Pracujemy naprawdę ciężko. Wcześniej może u trenera Smudy bywały podobne treningi, ale chyba ciut lżejsze. Szczególnie dało to się odczuć na początku, gdy był duży przeskok w stosunku do zajęć u poprzedniego trenera. Trzeba było zaadoptować organizm przed okresem przygotowawczym do treningów, Dostaliśmy od trenera Hyballi zadania do wykonania, przed wszystkim dużo kilometrów do przebiegnięcia. Pierwsze 2,5 tygodnia okresu przygotowawczego w styczniu było naprawdę trudne.

Obrońca całkiem obrazowo opisał również to, jak zmienia się Wisła pod wodzą Niemca: – Chyba coraz lepiej realizujemy taktykę trenera. Przede wszystkim trzeba chcieć to robić, i trochę myśleć przy tym. Z tygodnia na tydzień wykonuje się już automatycznie detale tego pressingu. Jeśli przychodzi nowy piłkarz, to musi najpierw trochę „postudiować” i przyjrzeć się z boku zasadom tej taktyki, bo to jest nowość. Większość zespołu już wszystko łapie i robimy automatycznie (…) Trener jest mocno ukierunkowany na ofensywę. Uczula nas, żeby w pobliżu bramki rywala nie kombinować za dużo, tylko próbować strzelać. Strzał i gol z Jagiellonią był tego efektem. Nie namyślałem się za dużo, tylko uderzyłem od razu nogą, na której miałem piłkę, choć jestem piłkarzem lewonożnym.

W kontekście warto też zacytować samego bohatera tego tekstu. Tu akurat niby banalna, ale w sumie błyskotliwa myśl, którą Hyballa podzielił się w wywiadzie z Justyną Krupą.

 

 

No dobrze, ale skoro sami wspomnieliśmy, że obecnie w Białej Gwieździe za słowami idą czyny, to wypadałoby się i nad tymi pochylić. Najdokładniej obrazują je liczby z ery przed PH i z nim na ławce:

  • Wcześniej zaledwie 4 razy zdarzyło się, by piłkarze Wisły wyknali łącznie więcej niż 100 sprintów w meczu. Teraz dzieje się tak co spotkanie.
  • Wcześniej krakowianie zajmowali 7. lokatę pod względem liczby kluczowych podań. Licząc sam 2021 rok, są liderami Ekstraklasy w tym aspekcie
  • Wcześniej wiślacy byli 8. zespołem ligi jeśli chodzi o liczbę oddawanych strzałów. Dziś nikt nie uderza częściej
  • Wcześniej Biała Gwiazda była średniakiem w kwestii miejsca odbierania piłki względem odległości od bramki przeciwnika. Obecnie tylko Raków pressuje bardziej efektywnie
  • Wcześniej Wisła pokonywała średnio 109 km na mecz, teraz kręci się koło 115 km
  • Wcześniej średnia sprintów wynosiła 95. Aktualnie – 119
  • Średni dystans owych sprintów zwiększył się z 1740 metrów aż do 2198!

(liczby przytaczał Michał Zachodny)

Najważniejsza jest jednak jeszcze inna transformacja statystyczna, która de facto wynika z powyższych. Za Artura Skowronka BG kasowała 1,29 punktu na mecz. Za Petera Hyballi – 1,75. Naturalnie w tabeli też to wygląda dużo lepiej. Kiedy Polak odchodził, zostawiał drużynę na 13. miejscu z punktem przewagi nad ostatnim Piastem. W tym momencie zaś Wisła jest 10. i od 16. Stali dzieli ją aż 8 oczek. Jeśli przez Reymonta nie przejdą żadne futbolowe plagi egipskie, można domyślić się, iż dystans ten stopniowo będzie rósł. A przecież właśnie o to jej chodziło, kiedy zmieniała szkoleniowca, prawda?

A wszystko to pod banderą pragmatyzmy właśnie. Jeszcze raz możemy was odesłać do wcześniej przytoczonych cytatów, byście zwrócili uwagę, iż mało w nich romantyzmu, a dużo iście pozytywistycznej pracy u podstaw, której nadrzędnym celem nie są przemiłe wrażenia estetyczne, a skuteczność. 

W tym sensie piękno piłki to u Hyballi efekt uboczny, ale to akurat dobra wiadomość. Dlaczego? Dlatego, że w piłce (a w Ekstraklasie w szczególności) niezwykle celna jest parafraza hasła z pewnego filmu Juliusza Machulskiego: „Dobre wyniki to nie wszystko, ale wszystko bez dobrych wyników to c**j”.

Z tej perspektywy niewypowiedzanie szkoda, że nie jest realnym celem, by w całej naszej ukochanej lidze zatrudnić jeszcze 15 takich trenerów jak Hyballa. Może wtedy w końcu dałoby się uznać, że w Polsce jednak potrafią grać w piłkę, a nie tylko serwować nam produkty futbolowopodobne.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się