var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Marcin Bulanda / PressFocus

Ze szkodliwego parodysty w defensywny monolit. Wiosenne przebudzenie Milana Rundicia

Autor: Maciej Golec
2021-03-09 20:20:52

Milan Rundić strzelił w ubiegły weekend swoją pierwszą bramkę w barwach Podbeskidzia. Rozegrał też jeden z lepszych meczów w tym sezonie. Krótko mówiąc – obrońca „Górali” przeszedł niesłychaną metamorfozę, w którą jeszcze dwa miesiące temu nie uwierzyliby nawet najwięksi optymiści.

Bo trudno uwierzyć w coś, ku czemu nie było absolutnie żadnych przesłanek. Serio, jeśli oglądaliście mecze Podbeskidzia w rundzie jesiennej, to w oczy rzucały się najpewniej dwie rzeczy. Po pierwsze – Kamil Biliński osamotniony w ofensywie, ale jednocześnie skuteczny (40% goli bielszczan jest jego autorstwa). I po drugie (chyba najbardziej jaskrawe) – koszmarnie dziurawa defensywa, której twarzą był między innymi Rundić. Ba, jego obecność na boisku wiązała się z przekonaniem, że zaraz będziemy świadkami jakiegoś szpagatu, fikołka, biegu w bok, podania w aut – generalnie wszystkiego, tylko nie wypełniania założeń defensywnych. 

Jeśli spojrzeć na suche, indywidualne liczby, to przecież nie było tragedii, prawda? Orawie zawsze powyżej połowy wygranych pojedynków, procent celnych podań w granicach normy, więc czego tu się czepiać? Ano właśnie – chodziło o te pojedyncze, głupie zachowania, jak strata piłki przy własnej bramce w meczu z Lechem, czy sprokurowane karne. Nie było jednej przyczyny, regularna niechlujność i elektryczność sprawiały, że nie tylko Rundić, ale cała linia defensywna, najczęściej schodziła z boiska z workiem bramek i masą upokorzenia. 

Filip Modelski po jednym z pierwszych wiosennych meczów powiedział na antenie Canal+, że to, co w pierwszej rundzie było słabością Podbeskidzia, teraz jest jego siłą. Wiecie co miał na myśli? Mentalność. Z kolei Milan Rundić w lutym powiedział dla „Przeglądu Sportowego”, że – tu cytat – „relacje między zawodnikami nie były najlepsze, nie pomagało też to, że szkoleniowiec dokonywał wielu zmian w defensywie”. Już abstrahując od tego, czy relacje z Krzysztofem Brede były cierpkie – częste rotacje w obronie były faktem. Pisaliśmy o nich w lutym TUTAJ w kontekście całego Podbeskidzia, ale Serb też osobiście doświadczył, co znaczy niepewność i brak stabilizacji. 

Kolejki 1-2 – ławka 

Kolejki 3-5 – podstawowy skład 

Kolejki 6-7 – ławka 

Kolejki 8 i 10 – wejście z ławki i podstawowy skład

Kolejka 9 – ławka 

Kolejka 11 i 12 – podstawowy skład 

Kolejka 13 – brak miejsca w kadrze meczowej 

Kolejka 14 – podstawowy skład

Forma formą, ale tutaj Milan Rundić miał rację. Nawet nieważne, czy te zmiany były konieczne (zapewne tak, skoro każda konfiguracja w jakiś sposób szwankowała), faktem jest natomiast, że tamtemu Podbeskidziu (i tamtemu Rundiciowi) brakowało regularności. Od końcówki stycznia wygląda to zgoła inaczej. Serb występował w każdym wiosennym meczu od dechy do dechy i ani razu nie zawiódł Roberta Kasperczyka. Może więc jednym z czynników poprawy formy jest właśnie zaufanie, którym trener obdarzył zawodnika? Wszak uczynił go kimś ważnym u boku Rafała Janickiego, który od początku aspiruje do roli szefa defensywa Podbeskidzia. 

Zresztą, zobaczcie sami, jakie noty wystawialiśmy Serbowi w rundzie jesiennej, a jakie na wiosnę (w skali 1-10):

Jesień – 4, 3, 3, 3, 3, 4, 2, 2 – średnia 3

Wiosna – 6, 6, 5, 5, 4, 6 – średnia 5,33

Subtelna różnica. Podbeskidzie co prawda nie stało się monolitem w obronie, dalej traci bramki, ale organizacja gry w defensywie nawet wizualnie wygląda zupełnie inaczej niż jesienią. Bardzo nam się spodobało zachowanie Rundicia w ostatnim meczu z Lechią, które de facto pokazało, że 28-latek słabiutki początek sezonu zostawił daleko w tyle. Bo jak w tamtym momencie mogłyby się skończyć stykowe sytuacje we własnym polu karnym? W najlepszy wypadku pewnie chaotycznym wykopem za linię końcową, a częściej totalnym chaosem i sprawianiem zagrożenia Michalowi Peskoviciowi. Z gdańszczanami natomiast było tak"

Przegranie walki o pozycje z Łukaszem Zwolińskim -> wywrotka w polu karnym -> kontrolowanie w tym czasie wzrokiem piłki będącej w górze -> wyjście spod pressingu zagraniem piętką (w pełni zamierzonym!) cztery metry od bramki -> rozegranie piłki do boku i zażegnanie niebezpieczeństwa.

Brzmi nieprawdopodobnie, a jednak. Może Rundić nie jest jeszcze takim kozakiem, na jakiego go po transferze zapowiadano, ale i tak zrobił przeogromny progres, który zasłużył na uznanie nie tylko Roberta Kasperczyka.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się