var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

Magiera: Nie chciałem wegetować w PZPN. Klemenz: Hyballa chciał, żebym został. Wichniarek: Powołanie Kapustki byłoby nieuczciwe

Autor: zebrał Maciej Golec
2021-03-20 08:15:39

W sobotniej prasie na pierwszych stronach przeczytamy pozytywne informacje o tym, że Polacy zagrają na Wembley w komplecie. Ale nie to jest najciekawsze - polecamy choćby wywiady z Jackiem Magierą i Lukasem Klemenzem, czy tekst Rafała Steca o Diego Maradonie.

„PRZEGLĄD SPORTOWY”

„Londyn wzywa Lewandowskiego”

Co dokładnie oznacza informacja, którą podał w piątek wieczorem Boniek? Jak udało się tę sprawę rozwiązać? – Oznacza to, że po powrotach do swoich klubów piłkarze będą zwolnieni z odbywania kwarantanny. Są traktowani jak zawodowi sportowcy: ich przelot i transport odbywa się specjalnym „korytarzem”, w którym będą odizolowani od świata zewnętrznego. Przechodzą co kilka dni na zgrupowaniu testy na obecność koronawirusa, więc zagrożenie zakażeniem jest minimalne – tłumaczy nam sekretarz generalny PZPN. Reżim sanitarny okazał się kluczowy, niemiecki sanepid ma zwolnić polskich piłkarzy z odbywania kwarantanny.

***

„Czas rewanżów za zeszłe finały”

Po tym meczu były łzy wzruszenia, obrazek, jak owinięty w polską flagę pozował do zdjęć z pucharem, i wielka radość. Tak Robert Lewandowski cieszył się ze zwycięstwa Bayernu 1:0 nad Paris Saint-Germain i spełnił wielkie marzenie o triumfie w Lidze Mistrzów. Tamto spotkanie stanowiło zwieńczenie Final 8, pierwszego w historii zakończenia Champions League w takim formacie.

Paryżanie na rewanż za porażkę z Lizbony nie będą musieli długo czekać. W ćwierćfinale tej edycji LM oba kluby zmierzą się ponownie. I zagrają zapewne w zbliżonych składach do sierpniowego starcia, bo odeszło tylko po jednym piłkarzu z podstawowych jedenastek – w Bayernie to Thiago Alcantara, w PSG kapitan Thiago Silva, który już wówczas wiedział, że rozgrywa ostatni mecz w barwach ekipy ze stolicy Francji.

Więcej TUTAJ

***

„Ostatnie mgnienie wiosny”

Teoretycznie nie miało prawa się to wydarzyć także wówczas. Niebotyczna była już sama stawka dwumeczu – był nią półfinał Pucharu Zdobywców Pucharów, czyli poziom, na które polskie kluby do tego czasu doszły tylko trzy razy i który dziś, po zmianie formuły rozgrywek, jest dla nich nieosiągalny. Przede wszystkim jednak 6 i 20 marca 1991 roku mierzyły się zespoły z dwóch różnych światów. Z jednej strony – Sampdoria Genua w swoim szczytowym momencie w dziejach, ówczesny lider Serie A kroczący po jedyne mistrzostwo Włoch, obrońca Pucharu Zdobywców Pucharów. Z drugiej – Legia Warszawa, odwrotnie niż rywal będąca w jednym z najgorszych momentów w swojej historii, stojąca na skraju bankructwa, zajmująca odległe 11. miejsce w polskiej ekstraklasie. To mniej więcej tak, jakby obecna Wisła Kraków miała stawić czoła Interowi Mediolan.

Więcej TUTAJ

***

Jedno skrzydło zachowane”

W czwartek okazało się, że może zabraknąć także Wszołka. Prawoskrzydłowy miał problemy żołądkowe, nie wziął udziału w treningu. Następnego dnia wszystko się jednak zmieniło – Paweł może grać. Rozmawiałem z nim przed konferencją, będzie brał udział w dzisiejszych zajęciach, pojedzie z nami – oświadczył w piątek trener Legii Czesław Michniewicz.

Więcej TUTAJ

„Magiera: Nie chciałem wegetować w PZPN

Prezesi klubów ligowych dzwonią? 

Pracując w PZPN, dostałem pięć czy sześć propozycji pracy z ekstraklasy, ale chciałem być lojalny wobec prezesa, który mnie zatrudniał, oraz wobec samego siebie. I odmawiałem. Powtarzałem, że będę mógł rozmawiać po odejściu z federacji. Podejmując decyzję o rozstaniu, nie byłem dogadany z żadnym klubem, nie postawiłem prezesa przed faktem dokonanym – nie pozwoliłaby mi na to moja etyka pracy. O decyzji pierwszy dowiedział się prezes. Przyjął moje argumenty, widział, jak wszystko się toczy, że dalsza praca w takich warunkach nie ma sensu. Podszedł do sprawy ze zrozumieniem i merytorycznie – jak zawsze. Obaj uznaliśmy, że to najlepszy moment, bym wrócił do piłki seniorskiej. 

Komfortowe warunki pracy zamienia pan na ligową dżunglę, w której etyka pracy nie obowiązuje. 

Mam swoje standardy, które nie pozwalają mi wegetować albo odcinać kupony w PZPN. Lubię pracować, być odpowiedzialny, zarządzać zespołem i sztabem, od którego dużo wymagam. Jestem przekonany, że możemy sporo dobrego wnieść do polskiej piłki klubowej. 

Jeszcze w tym sezonie? 

Nie wiem. Dopiero teraz mogę otwarcie mówić, że wracam do piłki klubowej, jeszcze sześć miesięcy temu było to niemożliwe. 

Jest pan przymierzany do wielu klubów. 

Na razie rozmowy są na etapie pierwszego spotkania z dziewczyną. Wymieniliście się numerami telefonów i czekacie, co dalej.

Więcej TUTAJ

***

„Moskal wraca do Łodzi”

Nieco ponad dwa lata temu ŁKS po dwóch golach Łukasza Sekulskiego wygrał z GKS Jastrzębie i zapewnił sobie powrót do ekstraklasy po siedmiu latach. Głównym architektem tego awansu był trener Rycerzy Wiosny Kazimierz Moskal, który dziś prowadzi piłkarzy Zagłębia Sosnowiec. Sobotni mecz z ŁKS będzie dla niego pierwszym spotkaniem przeciwko byłej drużynie od zwolnienia w maju poprzedniego roku.

***

„Wykorzystał szansę”

W sporcie często pech jednego jest szczęściem drugiego. Tak było na początku rundy wiosennej w Stomilu Olsztyn. Przed meczem z GKS Tychy (1:2) kontuzji doznał pierwszy napastnik Dumy Warmii Grzegorz Kuświk i za niego do składu wskoczył sprowadzony zimą z rezerw Wisły Płock Adrian Szczutowski. 20-latek w debiucie strzelił gola, a tydzień później dołożył kolejne trafi enie w spotkaniu z Odrą Opole (2:1). Napastnik świetnie rozwija się pod okiem trenera Adama Majewskiego, który zna go jeszcze z czasów trenowania rezerw Nafciarzy. – Obserwuję rozwój Adriana bardzo długo. Dałem mu szansę w rezerwach Wisły, gdy nikt na niego już nie liczył. Wówczas swoją postawą zapracował na grę w pierwszej drużynie i pojechał nawet na obóz za kadencji trenera Kibu Vicuny. Niewiele brakowało, by zadebiutował w ekstraklasie, ale doznał kontuzji – mówi szkoleniowiec Dumy Warmii.

***

„Futbol i polityka”

Takie związki między władzą a ligą trudno znaleźć w innym kraju Unii Europejskiej. Prezesem mistrza i lidera Ferencvarosu jest Gabor Kubatov, wiceszef rządzącej partii FIDESZ. Na czele drugiego pod względem liczby tytułów MTK stoi Tamas Deutsch, jeden ze współzałożycieli i eurodeputowany tej partii, prezesem wicemistrza Fehervaru jest Istvan Garancsi powiązany z władzą biznesmen, jeden z najbogatszych ludzi w kraju, w przeszłości pełnomocnik premiera ds. rozwoju turystyki pieszej i rowerowej. Jeden z właścicieli słynnego w przeszłości Honvedu Budapeszt to Istvan Bozo, biznesmen i członek FIDESZU, prezesem Mezőkövesdi FC jest Andras Tallai, sekretarz stanu i wiceminister gospodarki narodowej.

W ostatniej dekadzie państwo przekazało na sport 450 miliardów forintów, czyli około 60 miliardów złotych, z czego 43 procent na futbol. Łącznie kluby piłkarskie dostały 23,3 mld forintów (około trzech mld złotych). Mogły to wydać jednak tylko na rozwój infrastruktury i szkolenie młodzieży. Dzięki temu wszystkie kluby w węgierskiej elicie mają nowoczesne stadiony. Trzy z nich, 22-tysięczna Groupama Arena, gdzie gra Ferencvaros, 14-tysięczna MOL Arena Sosto Fehervaru i 15-tysięczny DVTK Stadion Diosgyoru mają najwyższą kategorię UEFA – czwartą.

Więcej TUTAJ

***

„Klemenz: Hyballa chciał, żebym został”

Jak wyglądy okoliczności pana transferu do Honvedu? 

Klub odezwał się do mnie z propozycją pół roku temu i do Wisły również wpłynęła oficjalna oferta. Rozmawiałem wówczas na ten temat m.in. z Kubą Błaszczykowskim i wspomniana oferta została odrzucona. W tamtym momencie miałem rok kontraktu i powoli zaczęły się rozmowy na temat jego przedłużenia. W trakcie rundy jesiennej przestałem grać, później dostałem szansę w meczu z Lechem i tak zakończyła się runda. Zimą dyrektor sportowy Honvedu zadzwonił kolejny raz. Zapytał, czy przyjdę do nich w zimowym oknie. Powiedziałem mu, że nie wydaje mi się, żebym przedłużył kontrakt z Wisłą, bo takie do mnie wówczas dochodziły głosy z klubu. Uznałem, że fajnie będzie zmienić otoczenie i kraj. Zgodziłem się wstępnie na rozmowę z Honvedem, potem bardzo szybko dogadałem szczegóły z klubem. 

Wisła miała pomniejsze problemy z ustaleniem warunków, ale wszystko dobrze się skończyło. Później nastąpił jeszcze delikatny zgrzyt pomiędzy trenerem a zarządem. W dzień wyjazdu wszystko było dograne co do transferu, m.in. zakwaterowanie na miejscu. Trener Hyballa poprosił mnie, żebym jeszcze z nim porozmawiał i wyszedł na trening. Zgodziłem się. Rozmawialiśmy około pół godziny. Trener bardzo chciał, żebym został. Przekonywał, żebym jeszcze pobył chwilę w Krakowie i spróbował ostatni raz porozmawiać z władzami klubu i zrobić wszystko, aby zostać. Jednak ja już byłem po rozmowach z prezesem Bałazińskim i Błaszczykowskim, więc powiedziałem, że ponowne negocjacje nie mają sensu. Powoli kończył mi się kontrakt, który według mojej wiedzy nie miał być przedłużony. Mam rodzinę, o którą muszę dbać, zatem musiałem odejść z Wisły. Klub ostatecznie dogadał się z Honvedem i tak trafiłem tutaj.

W ostatnich miesiącach wiele razy rozmawiałem z piłkarzami Wisły i nic nie wspominali o rozmowach na temat przedłużenia umów, mimo że wygasają im w połowie 2021 roku. Pan wspomniał o rozmowach, które odbyły się już jesienią. 

Jest w tym wszystkim drugie dno. Rozmowy rozpoczęły się po pierwszym lockdownie. Dostałem różne zapytania i ofertę z Honvedu, dzięki której Wisła miała dostać określone pieniądze za transfer. Krakowski klub to odrzucił, jednocześnie deklarując, że przedłuży mój kontrakt. Takie rozwiązanie mi odpowiadało. Zżyłem się z drużyną. Później sprawy potoczyły się inaczej. Było mi żal odchodzić. Jednak czas leczy rany i teraz robię wszystko, by pomóc Honvedowi, aby klub był na jak najwyższym miejscu w tabeli.

Więcej TUTAJ

***

„Cicha rewolucja Lisów”

Kiedyś nazywali siebie Wielką Czwórką. Byli najbogatsi, najbardziej utytułowani i zazwyczaj dzielili się między sobą czterema pierwszymi miejscami w tabeli. Manchester United, Liverpool, Arsenal i Chelsea nie przyjmowali zgłoszeń do powiększenia elitarnego grona, ale Tottenham i Manchester City nie zamierzały o to prosić, tylko same wepchały się do czołówki. Najpierw w 2010 roku Koguty zajęły czwarte miejsce, wyrzucając za burtę Liverpool, i w następnych latach już na stałe krążyły wokół najbardziej prestiżowych miejsc. Ale jeszcze bardziej spektakularnego wyczynu dokonali The Citizens, którzy w 2012 roku zdobyli mistrzostwo Anglii, pierwsze dla drużyny spoza TOP4 od 17 lat. Wielka Czwórka nie miała wyjścia: musiała zaakceptować, że teraz będzie się mówiło już o Wielkiej Szóstce. A wszystko wskazuje na to, że to nie koniec rewolucji w Premier League. Teraz do elitarnego towarzystwa powoli i po cichu dosiada się Leicester City i ma ku temu coraz poważniejsze argumenty. Gdyby w ten weekend wyeliminował z Pucharu Anglii Manchester United, zrobiłby kolejny krok w tę stronę.

Więcej TUTAJ

***

„Wzór”

Był 5 października 2020, kilka minut po 17.00, kiedy Chiesa opuszczał klinikę w centrum Florencji. Chwilę wcześniej skończył badania poprzedzające podpisanie umowy z Juventusem, transakcję należało doprowadzić do końca do 20.00.  Na zewnątrz na zawodnika czekali kibice Fiorentiny, by wyzwiskami pożegnać niedawnego idola. Dla nich nie ma większego wroga od Bianconerich od maja 1982, kiedy w kontrowersyjnych okolicznościach stracili na ich rzecz scudetto. Nawet nie trzeba iść na stadion, by przekonać się o skali nienawiści. Wystarczy odwiedzić bar Antico Beccaria i przeczytać rachunek do końca. Na dole paragonu zamiast zwyczajowego „arrivederci” zobaczymy „Juve merda”, czyli po prostu „Juve g...no”.

Więcej TUTAJ

***

„Nowy ład Joana”

Nowy-stary szef Blaugrany zdaje sobie sprawę z sytuacji klubu i tego, że stąpa po cienkim lodzie. Nawet w trakcie ceremonii zaprzysiężenia, Laporta wstrzymywał się od jasnych deklaracji i nic nie obiecywał. 58-latek wie, że najpierw musi dokładnie zbadać stan finansów Barcelony, by podjąć jakiekolwiek decyzje. – Przychody spadły o 300 milionów euro, a wciąż mamy wysokie wydatki. Pensje zawodników i amortyzacje transferów pochłaniają około 90 procent budżetu. To za dużo, idealnie by łoby ten wynik obniżyć o połowę – stwierdził Carlos Tusquets, Przewodniczący Komisji Zarządzającej Barcelony. To Tusquets odpowiadał za prowadzenie klubu w ostatnich miesiącach bezkrólewia, dlatego doskonale wie, z czym musi się zmierzyć Laporta.

***

„Czarna seria”

Dla obu zespołów połowa lutego wyznacza początek katastrofalnych serii. Dla Borussii Mönchengladbach oznacza jak na razie siedem porażek z rzędu i zbliżenie się do niechlubnego wyniku sprzed ponad 30 lat, natomiast dla Schalke 04 Gelsenkirchen trwa już przeszło rok i niebawem zakończy się pierwszą od 1991 roku wizytą w 2. Bundeslidze.

Przed feralnym 15 lutego w Mönchengladbach wszystko działało bez zarzutu. Zespół znajdował się w wysokiej formie, piął się w ligowej tabeli notując sześć meczów bez porażki, awansował do ćwierćfinału DFB Pokal i szykował się do historycznego – pierwszego dwumeczu fazy pucharowej w erze Ligi Mistrzów. Mimo że jeszcze w grudniu Marco Rose zapewniał m.in. dyrektora sportowego Maxa Eberla, że pozostanie w Mönchengladbach, to po bezbramkowym remisie z Wolfsburgiem oficjalnie potwierdzono jego przejście do Borussii Dortmund po zakończeniu sezonu. Po ogłoszeniu tej decyzji Źrebaki przegrały siedem spotkań z rzędu, odpadając z Pucharu Niemiec i Champions League, a także spadając na 10. miejsce w Bundeslidze. Ósma porażka oznaczałaby wyrównanie niechlubnego rekordu Borussii Wolfa Wernera z 1989 roku.

Więcej TUTAJ

***

„Wichniarek: Powołanie Kapustki byłoby nieuczciwe”

Moim zdaniem nie powinno być tak, że zawodnik przez trzy lata jeździ i błąka się po klubach w Europie, w których nie zaistniał, a po powrocie do polskiej ligi i po rozegraniu kilku dobrych spotkań otrzymuje powołanie. To nie byłby dobry sygnał dla reszty. Nie przez przypadek Kapustka nie przebił się w Leicester, we Freiburgu czy w Leuven. Oczywiście w tym ostatnim klubie nie pomogły mu kontuzje. Bycie jednym z najlepszych w polskiej ekstraklasie nie predestynuje od razu do bycia reprezentantem. Sam piłkarz mówił w jednym z wywiadów, że pod względem szybkości był w Leicester w drugiej dziesiątce, a teraz należy do czołówki ekstraklasy, co świadczy o słabości naszej ligi. Kapustka ma potencjał, który dostrzegł mistrz Anglii, ale wcześniej przez trzy lata nie grał w piłkę. Powołanie go byłoby nieuczciwe wobec tych zawodników, którzy przez ten czas się rozwinęli. Niech Bartek zdobędzie z Legią mistrzostwo Polski, niech zakwalifi - kuje się z nią do europejskich pucharów i niech tam pokaże swoje umiejętności na tle lepszych zawodników. Podobnie jest z Pawłem Wszołkiem. Niech obaj udowodnią swoją przydatność na arenie międzynarodowej. To, że w drugim meczu zagramy z Andorą, nie upoważnia do powołania wszystkich. Kamil Piątkowski jest piłkarzem Rakowa, ale nie zapominajmy, że wkrótce przeniesie się do RB Salzburg, które nie kupuje przypadkowych graczy. Skoro przeszedł przez tak duże sito skautingowe, to dobrze o nim świadczy

Więcej TUTAJ

„SPORT”

„Joachim Marks: Anglicy nie są tak mocni, by się ich bać”

Przed nami mecze w eliminacjach mistrzostw świata z Węgrami, Andorą i Anglią. Czego pan oczekuje po biało-czerwonych?

Jestem spokojny, mamy wielkie szanse na awans. Anglicy teraz nie są tacy mocni, żeby się ich bać. Mamy dobrą reprezentację, solidnych zawodników w zasadzie na każdej pozycji. Jedyną niepewność stanowi selekcjoner, który dopiero zaczyna pracę. Inaczej jest w klubie, gdzie ma się zawodników na co dzień, więc pod tym względem będzie to niewiadoma. A to, że Anglicy są do ogrania potwierdziło w czwartek Dinamo Zagrzeb, które 3:0 pokonało Tottenham, naszpikowany reprezentantami kraju, z napastnikiem Kane’em na czele. Węgrzy są zagadką, bo nie mamy okazji ich na co dzień obserwować, mało się o nich mówi. Na pewno jednak stać nas na wygraną w Budapeszcie.

***

„Udowodnić swoją przydatność”

Choć samo powołanie to niewątpliwy sukces zawodnika, nie można wykluczyć, że już podczas tego zgrupowania zadebiutuje w reprezentacji. Powodów ku temu jest kilka. Do dyspozycji selekcjoner ma czterech nominalnych środkowych obrońców. Zapewne w spotkaniu z Andorą, teoretycznie najłatwiejszym rywalem, będzie chciał dać odpocząć najważniejszym zawodnikom, szykowanych na mecz z Anglią. Piątkowski będzie więc idealnym wyborem, szczególnie że nie zostanie rzucony na zbyt głęboką wodę. Na jego korzyść wpływa także doświadczenie w formacji z trzema stoperami, którą prawdopodobnie będzie chciał stosować trener Sousa. Piątkowski w Rakowie gra przede wszystkim jako środkowy obrońca. Zanim wygrał rywalizację o skład, trener Papszun ustawiał go także jako wahadłowego. Dzięki temu jest bardziej wszechstronnym zawodnikiem.

***

„Jak zatrzymać snajpera”

Martina Chudego pytamy, czy sobotni mecz w Bełchatowie da odpowiedź na pytanie, o co Górnik powalczy w tym sezonie? Czy będzie to walka o czub tabeli czy jednak nie? - Trzeba pamiętać, że po meczu z Rakowem będzie jeszcze osiem ligowych spotkań, ale na pewno korzystny wynik w Bełchatowie mógłby bardzo pomóc. Będziemy wtedy blisko trzeciego miejsca. Jeśli będzie gorzej, to trudno będzie rywalizować o pozycję numer 1. Na pewno jednak ten mecz pokaże w jakimś stopniu o co będziemy walczyć, szczególnie w kontekście pierwszej trójki - tłumaczy Słowak, który liczy na pozytywne rozstrzygnięcia dla jego drużyny.

***

„Pesković niezmieniany”

Polaczek nie wziął udziału w styczniowym obozie w chorwackim Poreczu. A w pierwszych siedmiu wiosennych spotkaniach na ławce siedział wspomniany Arkadiusz Leszczyński. Jednocześnie klub rozwiązał kontrakt z Rafałem Leszczyńskim, a teraz - po wypożyczeniu młodszego z golkiperów o tym samym nazwisku - został z dwoma doświadczonymi bramkarzami. Jutrzejszy mecz z Wartą będzie pierwszym starciem ligowym od końca września, w którym weźmie udział Polaczek. Na ławce rezerwowych, bo trener Robert Kasperczyk nie ma żadnych podstaw, by w bramce dokonać zmiany. Pesković jest ostatnim graczem, którego można byłoby winić za to, że w każdym z sześciu ostatnich spotkań zespół z Bielska-Białej tracił gole.

***

„Spotkanie wagi ciężkiej”

Kibice Śląska, ale przede wszystkim włodarze klubu, nie ukrywają, że w najbliższym meczu zwycięstwo jest wręcz obowiązkiem wrocławian. - Przed meczem zawsze naszym celem jest zwycięstwo, przeciwko każdej drużynie - zapewnia trener Laviczka. - Taka jest nasza filozofia. Piłkarze muszą być mentalnie, fizycznie i taktycznie gotowi na mecz, by cel osiągnąć. Cieszy nas, że ci zawodnicy, którzy w Krakowie weszli z ławki wnieśli energię i jakość. Jako sztab trenerski dokładnie obserwujemy, jak piłkarze wyglądają nie tylko w meczach, ale i na treningach. Fabian Piasecki jest podbudowany po strzelonym golu, ale i Erik Exposito walczy o miejsce w podstawowym składzie. Oczywiście istnieje możliwość, że zagrają obaj, od początku lub w późniejszej fazie meczu.

***

„Bitwa dwóch skąpców”

Drużyna trenera Pawła Ściebury na boisku nie znosi kompromisów, o czym świadczy bilans jej meczów. W 20 kolejkach GKS 1962 Jastrzębie odniósł sześć zwycięstw, poniósł 13 porażek i tylko jedno spotkanie zremisował (1:1 z Miedzią Legnica na wyjeździe). Teraz gospodarze sobotniego pojedynku na pewno nie zadowolą się podziałem punktów i będą chcieli kontynuować dobrą passę na swoim stadionie. Ostatnie trzy mecze na Stadionie Miejskim rozstrzygnęli na swoją korzyść, odsyłając z kwitkiem Zagłębie Sosnowiec (2:1, bramki Marek Mróz i Daniel Feruga), GKS Bełchatów (3:2, bramki Daniel Rumin 2 i Mateusz Bondarenko) oraz Koronę Kielce (2:0, bramki Rumin i Daniel Szczepan).

***

„Mocniejszy od lidera”

Zawodnicy Interu będą mieli dłuższą przerwę. Nie wystąpią w eliminacjach mundialu, kolejny mecz zagrają dopiero 3 kwietnia z Bologną. To może ich wytrącić z rytmu (8 kolejnych zwycięstw w lidze), ale włoskie media uważają, że trener Antonio Conte do tego nie dopuści, bo potrafi motywować zawodników. Spokój zapewnia duża przewaga nad Milanem, który w co drugim meczu traci punkty i to na San Siro. Na swoim boisku nie wygrał od 7 lutego. 

***

„Optymizm zwycięzców i pokonanych”

Atletico ma słabszy okres, ale ma też Luisa Suareza, który jest wystarczająco dobry na hiszpańską ligę. W Lidze Mistrzów wytknięto mu kolejny rok bez zdobytego gola w meczu wyjazdowym. Sześć lat temu na rzymskim Stadio Olimpico w meczu z Romą pokonał Wojciecha Szczęsnego, spotkanie zakończyło się remisem 1:1. Potem Urugwajczyk nie znalazł drogi do bramki przez 2187 minut. W rewanżu z Chelsea na Stamford Bridge trener Diego Simeone wycofał go z boiska w 58 minucie. Było to przy wyniku 0:1, dwa gole mogły zapewnić awans Atletico, ale ostatecznie straciło jeszcze jedną bramkę. Urugwajczyk był wściekły, Simeone takie reakcje puszcza płazem, bo… sam reaguje podobnie. Ta złość Luisa Suareza to dobry prognostyk przed jutrzejszym meczem z Alaves w Madrycie. W wyjazdowym spotkaniu z baskijskim klubem w listopadzie Luis Suarez bramką w 90 minucie zapewnił Atletico zwycięstwo 2:1. Asystował Joao Felix, który teraz nie zagra z powodu żółtych kartek.

***

„Optymizm przed spadkiem”

W Gelsenkirchen już się z tym pogodzono, choć humory są tam... nie najgorsze. Matematyczne szanse oczywiście nadal istnieją, bo do miejsca barażowego „Koenigsblauen” tracą 11, a do bezpiecznego 12 punktów, które musieliby zniwelować w ostatnich 9 kolejkach. Nie widać jednak żadnych sportowych przebłysków ku temu, aby pod wodzą piątego w tym sezonie trenera, Dimitriosa Grammozisa, coś miało się zmienić.

***

„Ważne wyzwania reprezentantów”

Zarówno ligowe, jak i pucharowe emocje czekają kibiców na Wyspach w ostatni weekend przed przerwą na potrzeby drużyn narodowych. Nie obejdzie się bez interesujących starć z udziałem polskich piłkarzy. Dzisiaj o półfinał Pucharu Anglii powalczy Southampton Jana Bednarka. Ten rok to dla Polaka i jego zespołu droga przez mękę. 4 stycznia „Święci” pokonali Liverpool 1:0, a chwilę później niemal wszystko się zawaliło. W 12 następnych meczach ligowych podopieczni Ralpha Hassenhuettla przegrali aż 10 razy. Jeszcze na początku roku Southampton mógł śmiało myśleć o europejskich pucharach. Teraz coraz częściej oglądać musi się za siebie, bo strefa spadkowa niepokojąco się zbliża.

***

„Czwartoligowcy ocaleni”

W chwili oddawania tego wydania „Sportu” do druku było w zasadzie przesądzone, że IV liga śląska zostanie ocalona od miecza tnącego na oślep losowo wybrane przez rząd branże czy gałęzie gospodarki. Choć nie doczekaliśmy się w godzinach umownie przyjętych za robocze rządowego rozporządzenia dotyczącego wprowadzenia nowych obostrzeń, to wczoraj rano pojawił się przynajmniej jego projekt - zakładający, że na cały kraj zostaną rozszerzone te restrykcje, które w poprzednich tygodniach wprowadzane były w pojedynczych województwach. Dla sportu oznaczające lockdown, ale tylko tego amatorskiego. Rozgrywki młodzieżowe i ligi zawodowe mogą dalej się toczyć. Śląski ZPN podjął decyzję o zawieszeniu na - zgody z rządowymi restrykcjami - czas 20 marca - 9 kwietnia klas okręgowych, A, B i C. Grać ma za to IV liga.

„SUPER EXPRESS”

„Pekhart: Nie przestanę srtrzelać”

– Dla ciebie to najlepszy sezon w karierze? 

– Ostatnio słyszę takie opinie dosyć często, ale tym razem również odpowiedź brzmi: nie. Mam w sumie 17 goli w tym sezonie, w lidze 15. Wydaje mi się, że najlepszy sezon miałem przed przeprowadzką do Bundesligi. Strzeliłem chyba 19 goli. Wciąż mam jeszcze robotę do wykonania. Przed nami dużo spotkań, mam nadzieję, że ten lekki uraz z ostatnich tygodni mnie za bardzo nie przyhamuje. Czuję się dobrze i wiem, że jeszcze kilka goli strzelę.

„GAZETA WYBORCZA”

„Walka o sprawiedliwość dla Diego Maradony”

„Nie pozwólcie, żeby odebrały go córki [ze szpitala, po operacji mózgu przeprowadzonej dwa tygodnie przed śmiercią]. Jeśli tak się stanie, przegramy. Nie możemy do tego dopuścić. Jeśli nam się uda, będą pieniądze dla wszystkich. Musisz zaopiekować się nim osobiście, od tego zależy praca dla wielu osób” - tłumaczy Maxi Pomargo, kuzyn adwokata i głównego biznesowego doradcy Maradony (Matiasa Morli), neurochirurgowi Leopoldo Luquemu. „Rozumiem, zajmę się tym” - odpowiada ten ostatni, od lat pełniący funkcję osobistego lekarza piłkarza. Martwi się jednak, że jeśli wszystko źle się skończy, cała wina spadnie na niego. „A wiem, że to się źle skończy” - wzdycha.

Nie mylił się. Prokuratura sprawdza, czy on i reszta medycznej ekipy opiekującej się Maradoną nie zaniedbali obowiązków, a rodzina piłkarza i spora część opinii publicznej wydały już wyrok. „On nie umarł, zabili go. Sprawiedliwość dla Diego. Proces i kara dla winnych” - brzmiał komunikat opublikowany w social mediach przed marszem protestacyjnym, który odbył się w czwartek. Demonstranci zatkali centrum Buenos Aires w godzinach szczytu, na ich czele szły Claudia, czyli pierwsza miłość i żona sportowca, oraz Dalma i Giannina, czyli najmłodsze córki (trwa również potrzebne do rozdysponowania spadku ustalanie, ile potomstwa spłodził Maradona).

Więcej TUTAJ


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się