var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

Świerczewski: Naszym najgorszym zawodnikiem jest trener. Strejlau: Kiedyś byliśmy słabsi. Ulatowski: Jóźwiak to nie wahadłowy

Autor: zebrał Maciej Golec
2021-03-31 08:00:59

W środowej prasie wiele dobrego czytanie przed meczem Anglia - Polska. Wywiady z Andrzejem Strejlauem, Piotrem Świerczewskim, czy Janem Domarskim. Mecz w pandemicznych realiach, wspominanie historii z obu stron. I element ekstraklasowy, czyli koronawirus w Rakowie.

„PRZEGLĄD SPORTOWY”

„Wielka improwizacja”

– Musimy być odpowiednio zorganizowani w obronie, grać blisko siebie, nie zostawiać miejsca między liniami, bo Anglicy potrafi ą wykorzystać najmniejszą przestrzeń. Potrzeba nam koncentracji – mówi Portugalczyk. Nowy selekcjoner nie chce się wdawać w opowieści o zaczarowanym Wembley, wracać do historycznego remisu z 1973 roku. – Historia jest ważna, musimy ją znać, czasem wykorzystując ją jako motywację. Myślę jednak, że mam teraz inne sposoby na zmobilizowanie graczy. Absencja Roberta może być motywacją dla zawodników, którzy są w Anglii, żeby pokazali swoją siłę i mentalność – podkreśla Sousa licząc, że pod nieobecność kapitana na wysokości zadania staną pozostali. Musi w to wierzyć, okoliczności zmuszają do wiary w – przynajmniej w teorii – niemożliwe.

Więcej TUTAJ

***

„Lewandowski musi pauzować miesiąc”

Niestety, sprawdził się pesymistyczny scenariusz. Robert Lewandowski nie będzie grać przez cztery tygodnie. Uraz kolana odniesiony w starciu z Andorą (3:0) okazał się poważny, co potwierdziły wczoraj badania przeprowadzone przez lekarzy Bayernu Monachium. Po raz pierwszy w karierze najlepszy polski piłkarz będzie musiał tak długo pauzować z powodu kontuzji. Straci przez to nie tylko najważniejszy mecz kadry dzisiaj na Wembley, ale również niesamowicie istotne spotkania z RB Leipzig w sobotę, a przede wszystkim ćwierćfinał Ligi Mistrzów z Paris Saint-Germain.

***

„Przyzwyczajony do ryzyka”

– Całe życie gram na skrzydle, zawsze było mi wpajane, że jeśli nie uda mi się jakaś akcja, to muszę próbować dalej, do skutku – mówił po niedzielnym spotkaniu. Nie ma wątpliwości, że odwagę buduje zgoda na popełnianie błędów. Nauczył się jej w Lechu, gdzie trener Dariusz Żuraw dawał przyzwolenie na takie zagrania. – Bardzo mocno na to postawił, oczekiwał od nas ryzyka. Był zły, kiedy zawodnik wybijał piłkę na oślep. Wolał, aby popełnił błąd, ale spróbował. Uczył nas, że z każdej sytuacji można wyjść podaniem – tłumaczył Jóźwiak na łamach „Przeglądu Sportowego” jesienią.

Po spotkaniach z Węgrami i Andorą wydaje się pewniakiem do występu od pierwszej minuty, ale tak naprawdę jest to uzależnione od ustawienia, na które zdecyduje się trener Paulo Sousa. – Jóźwiak nigdy nie będzie wahadłowym. On jest skrzydłowym, czyli zawodnikiem, który koncentruje się głównie na atakowaniu. Takie zadania otrzymał w Budapeszcie. Zupełnie inną rolę w meczu z Węgrami pełnił Sebastian Szymański, a zupełnie inną Kamil. Wszedł na boisko, gdy przegrywaliśmy 0:2 i potrzebowaliśmy zawodnika, który napędzi atak, dlatego nie musiał tak często poświęcać się grze defensywnej – tłumaczy Ulatowski i mówi wprost, że wystawienie Jóźwiaka na wahadle w spotkaniu z Anglikami byłoby błędem. – To typ szybkościowca, a nie wytrzymałościowca. Bazuje na sprintach, ale po nich potrzebuje odpoczynku. Czasem pięć, czasem dziesięć sekund. Na wahadle nie będzie mógł sobie na to pozwolić, szczególnie w meczu z takim rywalem – nie ma wątpliwości szef szkolenia Lecha. Dziś okaże się, czy podobne zdanie na temat piłkarza Derby ma nowy selekcjoner.

Więcej TUTAJ

***

„Być klaunem na jeden dzień”

Skoro mecz reprezentacji Polski z Anglią na Wembley w 1973 roku, to Jan Tomaszewski i jego interwencje. Czasem heroiczne, czasem szczęśliwe. Skoro Tomaszewski, to Brian Clough, który nazwał bramkarza Biało-Czerwonych „klaunem” w rękawicach w trakcie studia w telewizji ITV. Legendarny brytyjski trener zrobił to przed spotkaniem eliminacji mistrzostw świata i także po nim, kiedy w dużej mierze dzięki golkiperowi ŁKS Łódź zremisowaliśmy 1:1. Wrażenia nie wywarła na nim ani odpowiedź Tomaszewskiego na boisku, ani innych uczestników studia, którzy bronili Polaka równie zażarcie, co on strzały miejscowych. – A chciałbyś go mieć w zespole co tydzień? – odparł Clough komentatorowi Brianowi Moore’owi, na co ten zaniemówił. Gdyby to samo pytanie zadać w sprawie Wojciecha Szczęsnego, odpowiedź byłaby jasna. Ba! Znacznie lepiej mieć 30-latka na stałe w klubie niż okazjonalnie w kadrze...

Więcej TUTAJ

***

„Lewy jest dla niego inspiracją”

Kane nie ukrywa, że Lewandowski, którego zabraknie dziś na Wembley, jest dla niego inspiracją, że niespełna 28 lat, które teraz ma, to wciąż świetny czas na granie w piłkę i spełnianie marzeń. – Mnóstwo ze swoich goli Lewandowski strzelił w ostatnich pięciu latach, dlatego nie widzę powodu, dla którego napastnik swojego szczytu formy nie może przeżywać w okolicach 30. roku życia. Patrzę na Lewandowskiego, Ronaldo, Messiego i czuję, jakby byli jeszcze lepsi po trzydziestce. I to jest to, do czego również ja zmierzam. Mam 27 lat i przed sobą jeszcze wiele lat gry. Dzięki takim napastnikom jak Lewandowski mam dodatkową motywację do pracy – przekonuje Kane.

Więcej TUTAJ

***

„Strejlau: Kiedyś byliśmy słabsi”

Podobno problemów nie ma, istnieją tylko ich rozwiązania. 

Mamy olbrzymi kłopot. Ale nie sądzę, byśmy pojechali na Wembley wyłącznie po to, by się poddać. Przecież pozostali piłkarze grają na co dzień w silnych klubach, występują w Lidze Mistrzów, są przyzwyczajeni do presji. Dlaczego więc mamy nie wymagać czegoś wyjątkowego od zawodników z Włoch, Anglii, Francji, Niemiec czy Rosji? Oni nie są w kadrze tylko po to, żeby w niej być. Robert rozwiązywał wiele problemów, ale kiedyś też wchodził do zespołu, też zaczynał i nie był takim niezastąpionym Lewandowskim, jak teraz. A mimo to graliśmy na wielkich turniejach. Na Wembley chciałbym zobaczyć drużynę świadomą celu, który ma do osiągnięcia i tego, że gra mecz o awans do finałów mistrzostw świata. 

To z czym pojedziemy na Wembley? 

Jak zawsze – z nadzieją, że może teraz się powiedzie. Przesłanek jest niewiele, by nie powiedzieć żadnych, ale przecież w piłce niemożliwe nie istnieje. Nie będę krytykował Paulo Sousy, mam do niego szacunek, zasługuje na wsparcie. Na świecie nie ma szkoleniowca, który życzyłby swojej drużynie źle, co nie znaczy, że są nieomylni. Mecze z Węgrami i Andorą, do tego kontuzja Roberta, mogły nie nastroić optymistycznie, ale przynajmniej procent szansy zawsze mamy. Wszyscy zachwycają się ligą angielską i angielskimi piłkarzami, ich przygotowaniem fizycznym, wydajnością atletyczną, dynamiką, ale oni też mają kłopoty. Od tytułu mistrza świata w 1966 roku oraz trzeciego miejsca ME dwa lata później nie zdobyli żadnego medalu w dorosłym futbolu.

Dlaczego w Anglii nie udało się wygrać trenerom Łazarkowi, Piechniczkowi, dwukrotnie Strejlauowi, Janasowi i Fornalikowi, a ma udać się teraz? 

Wtedy nie było nas na to stać, bo mieliśmy słabszych piłkarzy, a co za tym szło – drużynę. Po prostu. Anglia będzie silna, Sousa nie miał czasu przygotować piłkarzy, żeby zagrali według jego pomysłu, ale czwarty zespół świata zagra tak, jak mu pozwolimy. W eliminacjach najważniejszy jest wynik. Zastanawiam się, czy będziemy czekać na łaskawość  losu i liczyć wyłącznie na to, że oni nie trafi ą do naszej bramki mimo przewagi, czy też sami czegoś spróbujemy i dzięki dobrej organizacji gry, utrzymywaniu się przy piłce, szybkiej kontrze, zrobimy im krzywdę.

Więcej TUTAJ

***

„Miejsce przeklęte”

Moc stereotypu „zwycięskiego remisu na Wembley” jest tak potężna, że z trudem można się przebić z prawdziwym przekazem: na tym stadionie przez całe dekady Biało-Czerwoni uporczywie przegrywali niezależnie od tego, w jakiej akurat formie były obie drużyny. Po 1973 roku przestaliśmy jednak mówić o faktach, a zaczęliśmy budować legendę. Tymczasem od 48 lat nie można znaleźć na świecie miejsca naznaczonego równie dojmującymi porażkami reprezentacji Polski jak właśnie ten stadion. Traumatycznego przeżycia doświadczały całe pokolenia polskich reprezentantów z Robertem Lewandowskim na czele, a inny świetny piłkarz Zbigniew Boniek może się uważać za szczęśliwca, że za jego trzynastoletniej kadrowej aktywności (1976–1988) nasz zespół na Wembley akurat nie zagrał. Zibiemu pozostaje więc gorzki smak potyczki z Anglią w meksykańskim mundialu, kiedy Polacy zostali rozbici 0:3. Po takiej porażce łatwiej było mu zawsze współczuć młodszym kolegom wybierającym się z wizytą do Londynu.

Więcej TUTAJ

***

„Koszmar mojego życia”

Po końcowym gwizdku w naszej szatni panowała cisza. Wszyscy byli niesamowicie przygnębieni. Każdy sądził, zwłaszcza po stworzeniu tylu okazji, że wygramy, a stało się inaczej. Dla nas to koszmar, największe rozczarowanie w karierze, ale dla Polski wspaniały dzień. Miała oczywiście mocny zespół, potem zajęła trzecie miejsce w mistrzostwach świata – przyznaje. 

Chivers nie dograł wtedy meczu do końca. W 85. minucie został zmieniony i mógł tylko bezradnie przyglądać się spoza boiska, jak koledzy nie potrafi ą przebić polskiej defensywy. Licznik występów w zespole narodowym zatrzymał się dla niego na 24 spotkaniach i 13 golach. – To był mój ostatni mecz dla Anglii. Zebrałem po tym spotkaniu wiele krytyki, bo to ja miałem strzelić gola. To mój największy koszmar – to sformułowanie powtarza w ciągu rozmowy kilka razy.

Więcej TUTAJ

***

„Najdziwniejszy taki mecz”

Pojedynki na Wembley stają się pretekstem do przytyków w pracy, żartów wśród znajomych i wspólnego przeżywania piłkarskich emocji z tysiącami kibiców na wypełnionych do ostatniego miejsca trybunach. Tym razem piłkarze obu drużyn będą musieli grać jednak w ciszy, bo z powodu trwającej pandemii koronawirusa wciąż niemożliwe jest wpuszczanie kibiców na stadiony.

W ostatnich tygodniach pojawiały się wręcz spekulacje, że inne angielskie miasta mogłyby nawet przejąć obowiązki państw, które zmagają się z kolejną falą koronawirusa. Brytyjczycy, pomimo jednej z największych liczb ofi ar w Europie, opanowali sytuację, m.in. dzięki rekordowo szybkiemu programowi szczepień: pierwszą dawkę dostało już ponad 50 proc. dorosłych osób. To jednak żadna pociecha dla kibiców, dla których data starcia Polski z Anglią jest od zawsze największym wydarzeniem w sportowym kalendarzu roku. Dla wielu z nich wręcz takim, które stało się pretekstem do refleksji nad swoją tożsamością rozdartą między oboma krajami.

***

„Rewanż za upokorzenie”

To jedna z największych kompromitacji w historii węgierskiego futbolu. W czerwcu 2017 roku Madziarzy ulegli Andorze 0:1. Po tej klęsce selekcjoner Bernd Storck podał się do dymisji (nie została przyjęta) i obiecał kibicom, którzy byli na meczu, darmowe bilety na kolejne spotkania kadry. Fani zażądali wtedy od piłkarzy koszulek, bo uznali, że nie są godni, aby je nosić. Premier Viktor Orban porównał porażkę do bitwy pod Mohaczem w 1526 roku, gdzie wojska madziarskie, wspierane zresztą przez polskie, zostały rozbite przez armię turecką. Dla Węgier tamta bitwa oznaczała początek końca państwa w ówczesnym kształcie, natomiast piłkarska reprezentacja podniosła się po porażce.

Więcej TUTAJ

***

„Atak wirusa na Raków”

Kłopoty covidowe ma również częstochowski klub. Dowiedzieliśmy się, że pozytywne wyniki badań na obecność koronawirusa ma kilku zawodników i członków sztabu szkoleniowego. – Mogę potwierdzić, że mamy pozytywne przypadki – mówi prezes Rakowa Wojciech Cygan. – Regularnie robimy testy wszystkim członkom pierwszego zespołu i dlatego to wyszło. Od początku pandemii tylko dwie osoby z drużyny przeszły koronawirusa. W końcu choroba dopadła i nas. 

Ostateczna liczba chorych nie jest jeszcze znana, bo część drużyny miała badania wczoraj, część dzisiaj, a są też osoby, które zgłosiły objawy choroby – dodał we wtorek po południu prezes częstochowian. Sytuacja jest na tyle trudna, że Raków już złożył do Ekstraklasy SA wniosek o przełożenie sobotniego spotkania ze Stalą Mielec. Władze ligi przyjęły go. – Musieliśmy tak zrobić. Sytuacja jest poważna. Całe szczęście sami bardzo często wykonujemy badania w klubie, co pozwoliło nam wykryć te przypadki. Od wczoraj podjęliśmy wszystkie niezbędne działania i wdrożyliśmy przygotowane procedury tak, żeby w miarę jak najszybciej opanować sytuację – mówi Cygan.

***

„Największy pechowiec RTS”

Dla Kity rozgrywki ledwie się zaczęły, a już wiadomo, że po rozegraniu siedmiu meczów w rundzie wiosennej, zawodnik łodzian więcej w trwającym sezonie nie zagra. Kita w lutym wrócił do gry po rocznej przerwie spowodowanej zerwaniem więzadeł w prawym kolanie, ale w spotkaniu z GKS Jastrzębie (2:0) nabawił się kolejnej kontuzji, ale drugiego kolana i w najbliższych dniach przejdzie operację.

***

„Bugajski: Nie ruszaj Glika, bo zginiesz”

Ręka podniesiona na Kamila Glika zazwyczaj bywa ręką podniesioną na interesy polskiej kadry narodowej. Selekcjonerzy, którzy próbują to robić, źle na tym wychodzą. A przed meczem na Wembley dochodzi jeszcze jeden argument – Glik w obecnej drużynie jest jedynym i ciągle ostatnim polskim piłkarzem, który strzelił gola reprezentacji Anglii.

Glik dla współczesnej polskiej kadry jest kimś więcej niż solidnym obrońcą z bagażem bezcennych doświadczeń z ligi włoskiej i francuskiej. To gość, owszem, z wadami, ludzkimi słabostkami, ale też z olbrzymią zaletą, która póki co usuwa w cień wszelkie zastrzeżenia – jest charyzmatycznym obrońcą, który po każdym ciosie wstaje, otrzepuje się i walczy dalej. Wykluczanie go z gry z jakiegokolwiek powodu ciągle jest poważnym błędem.

Więcej TUTAJ

***

„Radomski: Dlaczego ten Sousa nie był prorokiem?”

Paulo Sousa – tak, to on! Jak mógł wystawić Roberta Lewandowskiego w meczu z Andorą?! To przez niego, przez tę głupią decyzję, teraz najlepszego napastnika świata zabraknie na Wembley. Oczywiście, tego typu głosy zaczęły się pojawiać po spotkaniu z Andorą i po informacji o kontuzji snajpera Bayernu. Przed nim nie dostrzegłem w opinii publicznej oburzenia, że Lewandowski wychodzi w pierwszej jedenastce, a nie obejrzy meczu z trybun. Część osób czekała, czekała i dopiero teraz odpaliła działa. Niby tyle przeżył w futbolu ten Sousa, a jakoś nie wpadł na to, że słabi piłkarze z Andory będą naszego asa kopać po nogach i mogą zrobić mu krzywdę. Jak mógł? Przecież to było oczywiste. 

Dobra, dość ironii. Tym, którzy ruszyli z nurtem uderzania w Portugalczyka, radziłbym spojrzeć na całą sytuację z jego perspektywy. Zostaje selekcjonerem reprezentacji w dużej mierze zależnej od jednego gracza i od razu czeka go trudny mecz o punkty na Węgrzech. Polacy w Budapeszcie odrabiają straty, gdy w ataku gra trójka Lewandowski, Arkadiusz Milik i Krzysztof Piątek. Spotkanie z Andorą wydaje się idealne, by przetestować ten wariant od początku. Do tego Lewandowski – kapitan i lider drużyny, z którym konsultuje się pewne decyzje – chce wystąpić w tym meczu. Co miał zrobić Sousa? Powiedzieć „nie”, wystawić dublerów i nie wykorzystać szansy na przetestowanie pewnego układu personalnego? Obserwuję pracę Portugalczyka i choć można mu pewne rzeczy zarzucić, to jednak widzę człowieka, który potrafi przyznać się do błędów i działa konsekwentnie. Krytykowanie go za brak zdolności profetycznych (trochę tak to odbieram) jest absurdalne.

Więcej TUTAJ

„SPORT”

„Sousa: Liczy się teraźniejszość” 

Czy wie pan, że mecz z Anglią – ze względu na historię – jest bardzo ważny dla wszystkich kibiców reprezentacji Polski?

Zawsze spoglądam w teraźniejszość i przyszłość. Choć wiem, że historia tego meczu dla Polaków jest bardzo ważna. Czasami jest tak, że używam historii do tego, by zmotywować zawodników. Wiem doskonale, jaki ten mecz jest istotny w tych eliminacjach. Zagramy, w mojej ocenie, z jedną z najlepszych drużyn na świecie. Gareth Southgate prowadzi świetną drużynę. To zespół złożony z zawodników najlepszej ligi świata, którzy co tydzień grają na najwyższym poziomie. Gra z takim zespołem to wielkie wyzwanie. 

Czy przewiduje pan wiele zmian w wyjściowym ustawieniu w porównaniu z meczami z Węgrami i Andorą? 

Pomiędzy poprzednimi rywalami roszad w składzie dokonał pan kilku. - Decyzje personalne zostaną podjęte z uwagi na to, jak intensywne zadanie nas czeka. Postaramy się dobrać odpowiednich zawodników. Weźmiemy pod uwagę umiejętności techniczno-taktyczne, jak również mentalne przygotowanie zawodników do tego spotkania. Kilka dni temu zaczęliśmy budowę zespołu. W taki sposób, by mieć gotowe rozwiązanie na każdy moment meczu.

***

„Ale grać trzeba”

Wszystko wskazuje zatem, że – jeżeli nic w najbliższych godzinach nie stanie na przeszkodzie – Krychowiak zagra w meczu z Anglią. Oczywiście w środku pola. Gdyby go nie było, to trener Sousa miałby bardzo duży kłopot, bo przypomnijmy, że na bardzo podobnej pozycji występuje wykluczony z meczu z Anglikami Mateusz Klich. Sousa z pewnością miał już przygotowany wariant rezerwowy, na wypadek, gdyby Krychowiak nie mógł dołączyć do zespołu. Biorąc pod uwagę fakt, że przeciwko „Synom Albionu” nie możemy raczej pozwolić sobie na bardzo ofensywną taktykę, to do gry w środku pola przewidziany był albo Paweł Dawidowicz, czyli środkowy obrońca, który może też występować na pozycji defensywnego pomocnika, albo Rafał Augustyniak. Przypomnijmy, że drugi z wymienionych pierwszy raz w karierze jest na zgrupowaniu reprezentacji Polski i jeszcze w niej nie zadebiutował.

***

„Talbot: Wszystko jest możliwe”

Z Anglią polska reprezentacja zagra bez swojej największej gwiazdy i najlepszego napastnika Roberta Lewandowskiego. O ile łatwiej będzie w tej sytuacji angielskiej reprezentacji?

Patrzę na to inaczej, wcale nie musi to znaczyć, że przez to naszej reprezentacji będzie się grało lżej. Dlaczego? To przecież szansa do pokazania się dla innego zawodnika. Kiedy tacy superstrzelcy, jak - z jednej strony - Lewandowski czy - z drugiej - Kane wypadają z gry, to ten, który dostaje szansę, zrobi wszystko, żeby pokazać się z jak najlepszej strony. 

Środowy mecz jest kluczowy dla układu w tabeli naszej grupy? 

W razie ewentualnej wygranej Anglia będzie już miała 5 punktów przewagi nad Polską. - Wszystkie mecze są ważne, ale patrząc na sytuację w tabeli, to spotkanie ma rzeczywiście duże znaczenie. Taka kilkupunktowa przewaga na początku eliminacji będzie miała znaczenie, tym bardziej że do finałów mistrzostw świata awansują tylko zwycięzcy. Z drugiej strony jesienią jest rewanż w Polsce, być może z udziałem kibiców, co nie do końca będzie fair, bo my teraz gramy bez takiego wsparcia. Z drugiej strony mamy komfort, że nie musimy nigdzie jechać, a spokojnie przygotowujemy się na miejscu.

***

„Mamy się kogo obawiać”

Nasi rywale zamknęli ostatni trening przed dzisiejszym meczem. Nie wiadomo dlaczego nie chcieli być oglądani. Czyżby miało to związek z nieszczęściem, jakie spotkało biało -czerwonych, których największym problemem jest brak Roberta Lewandowskiego? Wiadomo, że Polaków w Londynie czekałoby arcytrudne zadanie, nawet gdyby przyjechali w najsilniejszym składzie. Statystyki nie kłamią. W ostatnich latach Anglicy na międzynarodowej arenie radzą sobie bardzo dobrze. To przecież półfinaliści mistrzostw świata, a spośród ostatnich 19 meczów eliminacji mistrzostw świata u siebie, wygrali wszystkie, strzelając 67 goli, tracąc zaledwie 6. Łącznie „Synowie Albionu” nie przegrali ani jednego z 23 ostatnich meczów eliminacji mundialu.

***

„Powrót na miejsce hańby”

Trzecia kolejka eliminacji jest dla Węgrów okazją do wyprzedzenia w tabeli naszej reprezentacji. Oba zespoły mają identyczny bilans i „bratankowie” liczą, że grając z Anglią bez Roberta Lewandowskiego stracimy punkty. Madziarzy byliby już teraz przed Polską dzięki lepszej różnicy goli, która decyduje w pierwszej kolejności. Jednak w meczu z San Marino nie wykorzystali jednego z trzech rzutów karnych, jakie podyktował szkocki sędzia Nick Walsh. Siedem minut po pierwszej „jedenastce”, zamienionej na gola przez kapitana Adama Szalaia, nie popisał się Ronald Sallai. Pomocnik niemieckiego Freiburga ostatecznie i tak był autorem drugiego gola Węgier, zdobył go głową. Ci zawodnicy strzelili też bramki Polsce.

***

„Niemcy są zadowoleni”

I m bliżej Euro, tym bardziej widoczna jest poprawa gry reprezentacji Niemiec, co budzi satysfakcję Joachima Loewa. - W większości wdrożyliśmy to, nad czym pracowaliśmy na treningach - mówił selekcjoner. - Podoba mi się struktura zespołu w defensywie i to, że jesteśmy bardzo kompaktowi. Szybko odbieramy piłkę, a to oznacza mniej miejsca dla przeciwników i mniej pokonywania długich dystansów. W ofensywie działają odpowiednie procesy i przeważnie dobre przemieszczanie się zawodników - analizował „Jogi”.

***

„Powrót z daleka”

Z Katowic do Gambii w linii prostej jest 5,2 tys. km. W miniony czwartek tamtejsza piłkarska reprezentacja rozgrywała jeden ze swoich najważniejszych meczów w historii. Ewentualna wygrana z Angolą dawała awans do finałów Pucharu Narodów, co „Skorpionom” jeszcze nigdy się nie udało. Gambijczycy wygrali 1:0, a wobec porażki DR Konga z Gabonem mogli się cieszyć z awansu do finałowego turnieju w Kamerunie, który zostanie rozegrany na początku przyszłego roku. Po tym spotkaniu tysiące kibiców 10-milionowego kraju wyległy na ulice, ciesząc się z historycznego awansu. Nikt nie przejmował się ograniczeniami związanymi z pandemią koronawirusa. Zresztą podobnie było w innej części afrykańskiego kontynentu, na leżących na wyspach Komorach, które też sensacyjnie po raz pierwszy w swojej historii awansowały do finałów PNA.

***

„Wygrał… Lexusa”

Kibice szczecińskiej Pogoni - za pośrednictwem Facebooka i Twittera - wybrali najlepszego zawodnika swojej drużyny w marcu. Ich zdaniem na wyróżnienie zasłużył 30-letni pomocnik Michał Kucharczyk. Począwszy od sezonu 2020/21 nagroda nosi nazwę Lexus Szczecin Zawodnik Miesiąca. To rezultat współpracy z partnerem klubu, dealerem Lexus Szczecin. Nagrodą jest pamiątkowa statuetka oraz prezent w postaci tygodniowego użytkowania wybranego auta z gamy proponowanej przez Lexusa.

***

„Solidny jak… „Jodła””

K ilka dni temu Tomasz Jodłowiec wraz z Gerardem Badią i trzynastoma innymi piłkarzami został nominowany przez Ekstraklasę SA jako kandydat do Galerii Legend Ekstraklasy #MojeLegendy. Kibice wybierać będą najbardziej zasłużonych ligowców. 

„Jodła” jak mało kto na takie miano zasługuje, co nawet zasugerował… Gerard Badia. Kapitan Piasta swój głos oddał właśnie na kolegę z drużyny. Nie może to dziwić, bo lata lecą, a doświadczony pomocnik wciąż stanowi silny punkt Piasta. Jest piłkarzem, który zarówno w roli zmiennika, jak i podstawowego zawodnika, świetnie się odnajduje. Choć wielu „Jodłę” skreśliło (zwłaszcza w Warszawie), ten pokazuje, że można na niego liczyć.

***

„Będą grali najlepsi”

Szkoleniowiec myśli już o ewentualnych transferach w letnim okienku. - Rozmawialiśmy na temat transferów i procesu pozyskiwania graczy. Bardzo ważny jest w klubie dyrektor sportowy Dariusz Sztylka, z którym na co dzień będę ściśle współpracował - powiedział trener Magiera. - To on, w porozumieniu z działem skautingu, będzie przedstawiał kandydatów do gry. Teraz najważniejsze jest jednak poznanie szatni i zawodników, którzy już są. Przed nami osiem kolejek i patrząc w tabelę sami możemy sobie odpowiedzieć, o co Śląsk może jeszcze grać. To nie jest stracony sezon. Tylko od nas zależy, na którym miejscu skończymy rozgrywki. Jesteśmy ambitni i taki przekaz trafi do drużyny. Dziś nie jestem w stanie za dużo mówić o transferach. Najpierw będziemy oceniać i definiować zawodników, których mamy.

***

„Słodko-gorzki debiut”

We wtorek okazało się, że Kamil Piątkowski opuści mecz z Anglią i ligowy ze Stalą Mielec (odwołany - czytaj poniżej) oraz najprawdopodobniej z Wisłą Kraków. Powodem jego absencji jest pozytywny wynik testu na COVID-19. Wszyscy reprezentanci grający w klubie z Częstochowy, wspomniany Piątkowski oraz Daniel Szelągowski i Vladislavs Gutkovskis, mieli w czwartek zameldować się przy Limanowskiego. Klub na co najmniej jedno spotkanie stracił drugiego z trzech podstawowych defensorów. Najpierw poważnej kontuzji nabawił się Tomasz Petraszek. Czech miał w poprzednim tygodniu wrócić do treningów z drużyną. Ostatnia wizyta lekarska sprawiła jednak, że powrót Petraszka znów zostanie opóźniony, bo trenerzy nie chcą ryzykować. Gdyby kontuzja kapitana Rakowa się odnowiła, to mógłby stracić zarówno kolejne miesiące, jak i czerwcowe mistrzostwa Europy. Teraz do listy nieobecnych dołączył Piątkowski.

***

„Krewki Małecki”

O tym, że Patrykowi Małeckiemu nie po drodze z trenerem Kazimierzem Moskalem, wiadomo nie od dziś. Poróżnili się jeszcze w czasach, gdy pracowali razem w Wiśle Kraków. Po jednym ze spotkań „Mały”, schodząc z boiska, nie podał ręki trenerowi, a następnie opuścił stadion i poprosił, aby nie brano go pod uwagę przy ustalaniu składu. Po latach spotkali się w Sosnowcu. W kuluarach dało się słyszeć, że pomocnikowi Zagłębia taki rozwój wypadków nie był na rękę. Oficjalnie jednak obie strony wypowiadały się dyplomatycznie o ponownej współpracy, a ich relację określano jako szorstką przyjaźń.

Z pięciu wiosennych spotkań Zagłębia wystąpił w trzech, w każdym wchodząc na boisko z ławki rezerwowych. W starciu ze Stomilem wszedł na plac gry w 83 minucie, zmieniając Patrika Miszaka. Po sobotnim meczu piłkarz miał się wdać w słowną utarczkę z asystentem trenera Moskala, Łukaszem Matusiakiem. O co poszło, nie wiadomo, ale rozmowa miała burzliwy przebieg i podobno na słowach się nie skończyło.... Nieoficjalnie wiadomo, że po stronie swojego asystenta stanął trener Moskal.

***

„Bardzo cienka granica”

- To był dla mnie bardzo dobry okres – wspomina bramkarz. - Do Arki zostałem wypożyczony z Legii jako 24-latek i choć zrobiłem krok w tył, bo trafiłem wtedy do I-ligowego klubu, to cieszyłem się, że mogę się rozwijać. W pierwszym sezonie w Gdyni miałem swój udział w awansie i zostałem na następny, w którym kilka razy byłem wybrany do jedenastki kolejki ekstraklasy. Szczególnie miło wspominam nasz zwycięski mecz na Łazienkowskiej, gdzie wygraliśmy 3:1. Niesamowity był też mecz z Lechią, bo po pięciu latach przyszedł czas na derby i Trójmiasto ogarnęło szaleństwo. Atmosfera była bardzo gorąca. Policja, race, pełne trybuny. Takiego meczu nie wypadało przegrać i wywalczyliśmy remis 1:1, choć byliśmy wtedy w kryzysie. Wyszliśmy jednak z niego, a moje miejsce w jedenastce kolejki po tym meczu świadczyło o tym, że mój występ został doceniony.

„SUPER EXPRESS”

„Dudek: Nie odstępować Kane’a na krok”

Jakie wyjście widzisz w tej sytuacji?

Nie możemy dramatyzować. Trzeba uderzyć ręką w stół i przekuć to w sportową złość. Pokazać, że jednak damy radę stawić czoła Anglikom nawet w takiej sytuacji. „Lewy”, wychodząc na boisko, nie ma kompleksów. Kompleksów nie powinni mieć także inni nasi gracze jak Zieliński, Milik, Piątek, Glik czy Szczęsny.

Czego możemy oczekiwać po kadrowiczach?

Chciałbym, żebyśmy zagrali z takim zębem, jak zrobili to przeciwko nam Węgrzy. Szli jak do pożaru! Nie dawali nam chwili wytchnienia, od razu doskakiwali. Tak właśnie trzeba zagrać z Anglią! Podejść, doskoczyć, nie pozwolić, aby rywal miał swobodę. Jesteśmy w stanie agresywnością też postraszyć Anglików.

***

„Strzelcie jak Domarski”

Jan Domarski: Jeśli niektórzy nasi zawodnicy przez 90 min nie potrafią oddać celnego strzału lub stworzyć groźnej akcji w meczu z Andorą, to trudno o czymś dyskutować. W tej chwili Sousa zaskakuje wszystkich swoimi decyzjami i myślę, że w środę też nas zaskoczy. Czytam doniesienia, że zagramy trzema napastnikami. A może zagramy pięcioma? Może zagra młody Kacper Kozłowski. Z Węgrami graliśmy dobrze przez pięć minut i przez 85 źle, myśleliśmy, że wygramy. Z Andorą dobrze graliśmy przez siedem minut.

***

„Świerczewski: Naszym najgorszym zawodnikiem jest trener”

Jak podoba się panu reprezentacja pod wodzą Paula Sousy?

Gra mi się nie podobała. A wystawienie trzech napastników? To nie jest żadne ustawienie. Cały świat gra tak, że ci napastnicy grają szeroko. Tak jak grała kiedyś Barcelona – Neymar po prawej, Messi po lewej, a w środku Suarez. A u nas trzech środkowych napastników i ja nie wiem, kto jaką miał rolę. Chwała Robertowi, że strzelił dwa gole, ale to najlepszy piłkarz świata. Ale jakość rozgrywania, podawania piłki, niezrozumienie. Pierwsza połowa meczu z Węgrami to była katastrofa! Na razie najgorszym zawodnikiem w naszej drużynie jest trener. Ja nie mówię, że to zły szkoleniowiec, ale oceniam go po tych dwóch meczach.

„Lewy” powinien zagrać z Andorą?

Pamiętajmy, że kontuzję można odnieść również na treningu. Człowiek po schodach idzie i czasem nogę potrafi skręcić. Natomiast Robert rozegrał tyle meczów w życiu, że on nie potrzebuje się już pokazać. Nasza drużyna bez Roberta również powinna sobie z Andorą poradzić. I teraz nie mamy go na Anglię, aWembley to jest coś wielkiego. „Lewy” na pewno by się przydał. Nie musiał grać. Ale ja nie mam tutaj zdania. Robert chciał zagrać i zagrał.

„GAZETA WYBORCZA”

"Inna Polska, inna Anglia, inne Wembley"

Southgate ma więc pełną swobodę przy ustalaniu stylu gry, zarządza grupą młodą, zmotywowaną wewnętrzną rywalizacją, pazerną na sukces (na razie był tylko półfinał mundialu), wybitnie obytą z futbolem na najwyższym poziomie. Zamiast odetchnąć z ulgą na wieść o urazie Lewandowskiego, rywale szczerze się zmartwili – bo miał go wyzwać na pojedynek rewolwerowców Harry Kane, supersnajper Tottenhamu; chcą jakichkolwiek atrakcji w eliminacjach; potrzebują wymagających sprawdzianów (od trzech meczów na ich bramkę nie padł żaden celny strzał). To już całkiem inna Anglia i inne Wembley – stare zostało zburzone.

I Polska – inna, niż oczekiwaliśmy. 48 lat temu leciała na Wembley bez Lubańskiego, teraz poleciała bez Lewandowskiego. Można się pocieszać, że piłkarze zagrają w komforcie, bo nikt od nich niczego nie wymaga, a sytuacje krytyczne generalnie nam służą – jednoczymy się, przechodzimy samych siebie. To zaklęcia. Trzeźwy osąd podpowiada, że Anglicy są w stanie zdmuchnąć Polaków z boiska.

Więcej TUTAJ


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się