var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm

Szymon Sawala: Polonia ma się bawić

Autor: rozmawiał Przemysław Michalak
2010-11-23 00:23:40

Jeszcze półtora roku temu przeciętny polski kibic nie wiedział, kto to jest Szymon Sawala. Wtedy wychowanek Warty Międzychód miał na koncie trzy mecze w Ekstraklasie i bez wielkiego echa przychodził do Polonii Bytom. Dziś jest inaczej, a 28-letni piłkarz w rozmowie z 2x45.com.pl nie ukrywa, że po cichu liczy nawet na debiut w reprezentacji Polski.

2x45.com.pl: - Zacznijmy od ostatniej kolejki i pierwszej porażki za kadencji Jana Urbana. Wszyscy mówią, że mecz z Lechem był najlepszy od jego przyjścia do klubu. Zgadza się Pan?
Szymon Sawala:
 - Tak, zgodzę się. We wcześniejszych trzech spotkaniach pod wodzą Urbana nasza gra nie wyglądała najlepiej, ale za to zawsze zdobywaliśmy punkty. Teraz wypadliśmy naprawdę dobrze, a wracaliśmy do domu z niczym. Mieliśmy potem ogromny niedosyt, bo wszyscy widzieli jak "Kolejorz" tego dnia wyglądał. Mistrzowie Polski nie byli w najwyższej formie i spokojnie mogliśmy wywieźć co najmniej remis z Poznania.

 - A nie ma Pan wrażenia, że przed przerwą okazaliście Lechowi za dużo respektu? Polonia rozkręciła się dopiero w drugiej połowie.
 - No w sumie racja. W pierwszej połowie wyszliśmy nastawieni dość defensywnie, częściej myśleliśmy o bronieniu niż atakowaniu. Z drugiej strony Lech starał się grać ofensywie, ale zbyt dużo okazji sobie nie stworzył. Zwycięską bramkę sami mu sprezentowaliśmy. Po przerwie zagraliśmy znacznie odważniej i kilka sytuacji udało się nam wypracować. Dwukrotnie obijaliśmy poprzeczkę, więc było z czego wyrównać.

 - To był dla Pana sentymentalny powrót? Pan wrócił do Amiki, gdy ta łączyła się z Lechem i w samym Lechu nie zagrał, ale może jakaś sympatia do klubu pozostała?
 - Zawsze miałem sentyment do "Kolejorza". Pochodzę z Wielkopolski, dokładnie z Międzychodu i cała miejscowość kibicuje Lechowi. Ja również nie byłem wyjątkiem. Kiedy tylko mogłem i byłem w pobliżu - we Wronkach, czy nawet później w Gorzowie Wielkopolskim - kilka razy zdarzyło mi się być na meczach poznańskiej drużyny. 

 - Na mecze wyjazdowe Lecha też Pan jeździł?
 - Nie, aż takim fanem nie jestem, ale odkąd pamiętam kibicowałem temu klubowi. To chyba zresztą przeszło z pokolenia na pokolenie, ponieważ mój tata też jest kibicem Lecha i nieraz mi opowiadał, jak był na meczach. Szczególnie utkwiło mu w pamięci spotkanie z Barceloną w Pucharze Zdobywców Pucharów [rok 1988, w Poznaniu padł remis 1:1, przyp. red.]. I tak jakoś odziedziczyłem tę sympatię. Zresztą, wydaje mi się, że chyba cała Wielkopolska jest dziś za Lechem, to już niemal szaleństwo. Każda mniejsza miejscowość ma swój fan klub "Kolejorza".

 - Pomówmy o Polonii. Obecnie dobre, jedenaste miejsce, ale tylko dwa punkty przewagi nad strefą spadkową. Szalona ta liga w tym sezonie!
 - No tak, poza wyraźnie odstającą Cracovią i może Jagiellonią, która już osiągnęła sporą przewagę, tabela rzeczywiście jest bardzo spłaszczona. Wystarczy wygrać dwa mecze i można znaleźć się naprawdę wysoko, a można doznać dwóch porażek i zlecieć niemal na sam dół. Nie ma wyjścia, trzeba zdobywać punkty w kolejnych meczach. Chcemy za wszelką cenę uniknąć sytuacji, w której do samego końca nie bylibyśmy pewni utrzymania. 

 - Po spadku Odry Wodzisław, to właśnie Wy jesteście drużyną, której wielu życzy degradacji dla "dobra ligi". Ale drużyna już od kilku lat trzyma się na powierzchni i jakoś nie chce spaść...
 - Przed każdym sezonem jesteśmy wymieniani jako jeden z pierwszych kandydatów do pożegnania z ligą. Tym razem było podobnie i chyba powoli się przyzwyczajamy. Jak dotąd zawsze udawało nam się uciec spod topora i mocno wierzę, że teraz stanie się podobnie.

 - Nastąpiły jakieś większe zmiany po przyjściu nowego trenera? Atmosfera? Treningi?
 - Spójrzmy na to także z tej strony, że Jan Urban podpisał kontrakt  jedynie na sześć kolejek. Sam do końca nie wie, czy zostanie w klubie, czy tego chce. Pewnie w dużej mierze z tego powodu nie wprowadził jeszcze w pełni swoich zasad. Odnośnie atmosfery i treningów. Za czasów Jurija Szatałowa wszystko było dopięte na ostatni guzik. Starał się on sporo zdziałać poprzez dyscyplinę, a Urban wprowadził jednak więcej luzu. Taka hiszpańska szkoła, więcej zabawy z piłkami. Zresztą przed każdym meczem mówi, że życzy nam dobrej zabawy. Wyjście na boisko ma być dla nas przyjemnością i powinniśmy przy tej okazji próbować pokazać się z jak najlepszej strony. Zobaczymy, co będzie dalej. Cztery mecze trener ma już za sobą i poza wyjazdem do Poznania zespół zawsze powiększał dorobek. Przeciwko Lechowi pokazaliśmy chyba grę, o jaką mu chodzi. 

 - Co do poprzedniego szkoleniowca. Pozostał niesmak po jego niecodziennym odejściu do Cracovii?
 - Na pewno sytuacja była dziwna. Chyba nigdzie w Europie nie dochodzi do czegoś takiego. Ja w każdym razie pierwszy raz się z tym zetknąłem. Nietypowe okoliczności. Już po meczu z Cracovią trener Szatałow przyjechał do nas, żeby się pożegnać. Życzył powodzenia i wszystkiego dobrego. A czy niesmak pozostał? Taką podjął decyzję i trzeba to uszanować. Później mówił jeszcze, że z  Polonią osiągnął wszystko, co może, że na kolejny poziom już jej nie wzniesie. Szukał nowych wyzwań.

 - Czyli szoku, pięciu minut głuchej ciszy w szatni nie było?
 - Sama forma poinformowania nas o całym zdarzeniu pozostawiała sporo do życzenia, ale to już bardziej chodzi o działaczy niż trenera. Zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym. Jakby nie było, w autokarze siedziała osiemnastka piłkarzy wybrana przez Szatałowa na mecz z Cracovią, który teraz miał tę Cracovię prowadzić. 

 - Ale wspomnienia ze współpracy z Szatałowem ma Pan raczej dobre, prawda? To pod jego wodzą wreszcie zaistniał Pan w Ekstraklasie.
 - Oczywiście. Nigdy na niego złego słowa nie powiem. Dużo mu zawdzięczam. Wiadomo, że gdy się tak długo razem pracuje, nie zawsze jest z górki i bywały momenty, kiedy było trudniej. Zawsze jednak potrafiliśmy sobie wszystko wyjaśnić, porozmawiać o danym problemie. Ogólnie bardzo dobrze mi się grało i trenowało u Jurija Szatałowa. Z sentymentem będę powracał do tych chwil.

 - Miał Pan chwile zwątpienia, czy jednak uda się wybić? Były wypożyczenia, poważna kontuzja, greckie peryferia...
 - Nigdy nie straciłem wiary. Nawet kopiąc gdzieś tam w trzeciej lidze greckiej wierzyłem, że wrócę do kraju i uda mi się jeszcze trochę pograć w Ekstraklasie. Na szczęście tak się stało, co rzecz jasna bardzo mnie cieszy.

 - Polonia strzela w tym sezonie mnóstwo goli po zagraniach Davida Kobylika. Występował Pan kiedyś z lepiej podającym piłkarzem niż ten Czech?
 - Świetnie wprowadził się do zespołu, bo już w debiucie zaliczył dwie asysty i wygraliśmy z Zagłębiem Lubin. Ja wtedy nawet zdobyłem jedną z bramek. Bez wątpienia Kobylik to zawodnik o wielkich możliwościach, choć może troszkę zaniedbany. Atletą na pewno nie jest, nieco się zapuścił i brzuszek ma (śmiech). Mimo tego wyróżnia się i robi różnicę na boisku.

 - Przy takim partnerze w pomocy ma Pan dodatkową robotę w środku pola?
 - To nie jest tak, że on nie biega, bo biega bardzo dużo. Pomaga nam przede wszystkim w ofensywie. Wychodzi do podań, bierze ciężar gry na swoje barki, a to potrafi bodaj najlepiej z całego zespołu. Ja wtedy koncentruję się raczej na asekuracji i defensywie. 

 - Potwierdza Pan teraz dobrą formę z zeszłego sezonu i wielu całkiem serio poleca Pana Franciszkowi Smudzie w kontekście powołań na grudniowy mecz z Bośnią. Grać będą głównie ligowcy, szanse na powołanie rosną. Liczy Pan na nie?
 - Gdzieś tam nadzieja w sercu jest, nie będę ukrywał. Myślę, że kilka całkiem niezłych spotkań zaliczyłem i zasłużyłem na pochwały, które otrzymałem, zapracowałem sobie na nie. Jak każdy piłkarz po cichu liczę, że selekcjoner mnie dostrzeże i wyśle powołanie. Po to się przecież gra, żeby iść do przodu, pokonywać kolejne szczeble.  Wezwanie od Smudy stanowiłoby miłą niespodziankę, jeśli jednak stanie się inaczej, na pewno nie będzie wielkiego załamania. Twardo stąpam po ziemi i znam swoje miejsce w szeregu.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się