Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Łukasz Sobala/gkstychy.info

W Wigrach Suwałki szukają drugiego dna? "Sędziowie nie chcieli nas w finale"

Autor: Przemysław Michalak
2017-04-05 18:53:00

Wigry Suwałki w rewanżu z Arką Gdynia w półfinale Pucharu Polski zachwyciły wszystkich obserwatorów i nic dziwnego, są rozgoryczone, bo mimo wygranej 4:2 dwumecz przegrały. Wydaje się jednak, że chwilami za bardzo szukają tam teraz drugiego dna.

Na pomeczowej konferencji było jeszcze w miarę spokojnie. - Łzy i złość sportowa w szatni. Uważam, że naszą postawą w tym dwumeczu zasłużyliśmy na awans do finału. Przyjechaliśmy tu z określonym planem. Chcieliśmy być agresywni, tworzyć sytuacje i to nam się udało. Co do kontrowersji to nie chciałbym na konferencji zbyt dużo mówić. Według mnie rzutu karnego dla Arki nie było na 100%. Jeśli chodzi o nieuznaną bramkę dla nas, to trzeba wszystko dokładnie przeanalizować. Jedni mówią, że bramka była prawidłowa. Inni są odmiennego zdania - mówił trener Dominik Nowak.

 - Dziękuję mojemu zespołowi za to, jak zagrał to spotkanie, za to jak był zdeterminowany i walczył o kolejne bramki od pierwszej do ostatniej minuty. Dziękuję też kibicom, że byli z nami, mimo porażki 0:3 w pierwszym meczu. Nikt by nawet nie pomyślał racjonalnie, że mogliśmy zagrozić zespołowi z Ekstraklasy, a zrobiliśmy to i Arka do końca drżała o awans. Dziękuję też kibicom Arki za to, że po meczu nagrodzili nas oklaskami. Gratuluję Arce awansu - dodawał. 

Bardziej dosadnie wyglądało to później na Twitterze. Najpierw taki wpis zamieścił prezes Dariusz Mazur. Niby z przymrużeniem oka, ale wiadomo, że skoro tak napisał o prowadzeniu meczu, to tak myśli:


Dzień później, teoretycznie już na spokojnie, głos zabrał trener Nowak. 


Nie rozpędzalibyśmy się tak ze stwierdzaniem, że "Wigry były w finale niechciane". Z kilku powodów. Nie zapominajmy o pierwszym meczu, w którym pierwszoligowiec się skompromitował i zagrał jeszcze gorzej niż Arka w rewanżu. Tak duże straty do odrobienia z niczego się nie wzięły.

Stwierdzanie, że "sędziowie nie chcieli" to pewna asekuracja, żeby nie zarzucić wprost: PZPN nas nie chciał. Z punktu widzenia sędziów - zakładając, że nie doszło do korupcji - jest przecież obojętne, kto awansuje, ich losy w żaden sposób od tego nie zależą. No, chyba że dostali jakiś przykaz z góry, ale wtedy to nie "sędziowie nie chcą", tylko władze polskiej piłki, a taki zarzut sformułować już znacznie trudniej.

Idźmy dalej. Gdyby sędziowie naprawdę musieli czegoś przypilnować, nie dyktowaliby rzutu karnego dla Wigier pod koniec pierwszej połowy. Wiedzieli przecież, jak bardzo utrudniłoby to sprawę Arce, która niesamowicie męczyła się na boisku. Jedenastka nie wzbudzała kontrowersji, ale jej ewidentność nie biła po oczach aż tak bardzo, żeby w razie podjęcia innej decyzji dyskutowano o niej tygodniami. Prowadzący mecz arbitrzy tak naprawdę narazili się drużynie z Suwałk dwa razy - dyktując rzut karny dla Arki na początku drugiej odsłony i nie uznając gola na 5:2 w końcówce. Karny był z kapelusza, w ogóle nie było ręki, lecz nie podejrzewamy tu nikogo o premedytację. Bramka mogąca dać awans gościom padła natomiast ze spalonego - niewielkiego, ale jednak. I to wszystko. 

Gratulujemy Wigrom podjęcia walki w sytuacji - zdawałoby się - beznadziejnej. Jak chyba każdy postronny obserwator, od pewnego momentu im kibicowaliśmy, ale nie ma teraz sensu przesadzać w drugą stronę. Po co psuć dobre wrażenie, rzucając takie podejrzenia?

 


KOMENTARZE

;