Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: www.2x45.info

Legia zlekceważyła Sheridana? Jóźwiak: Kędziora w Monaco nie miałby szans. Bjelica: Pawłowski od roku zawodzi

Autor: zebrał Przemysław Michalak
2017-05-20 13:39:11

Sobotnia prasa jest bardzo ciekawa, nie możemy narzekać. Wybraliśmy 11 materiałów z trzech źródeł.

"PRZEGLĄD SPORTOWY"

"Dyrektor akademii Wisły Kraków: Nasi 17-latkowie mają być na poziomie Bundesligi" 

- Jak to możliwe, że w ekstraklasie gra piętnastu wychowanków Wisły, skoro szkoleniem klub się przez lata specjalnie nie przejmował?
Rafał WISŁOCKI: 
- Wydaje mi się, że w pierwszy moment w „erze Cupiała” , który pokazał, że Wisła może mieć dobrą młodzież, to czas, gdy w klubie pracował Adam Nawałka. Miał wtedy wpływ na pozyskanie najzdolniejszych juniorów z całej Polski. Przyszli wtedy m.in. bracia Brożkowie, Paweł Strąk, Kamil Kuzera czy później Patryk Małecki. Przeszli różne drogi, wielu było wypożyczanych do innych klubów, ale ostatecznie wielu się przebiło. Statystyki w jakimś stopniu są dla nas takie korzystne dlatego, że kilku zawodników z tamtych czasów nadal gra na poziomie ekstraklasy. Przez lata traktowano akademię jako konieczność. Teraz jest zupełnie inaczej, ale to nie dziwne, bo pani prezes jeszcze niedawno, zanim objęła to stanowisko, wspólnie ze mną walczyła o to, by akademia była ważnym elementem w klubie. Teraz wymagania są większe i staramy się im podołać.

 - W jaki sposób?
 - Zainwestowaliśmy znacząco w najważniejszy czynnik – ludzki. Mamy problem z infrastrukturą, ale to ludzie są najważniejsi. Rozwinęliśmy znacząco system skautingu młodzieżowego, zbudowaliśmy sieć, która pozwala na rozpoznanie talentów w całej Polsce południowo-wschodniej, bo na tym rejonie się koncentrujemy. Pracuje dla nas dziesięciu skautów młodzieżowych, według specjalnego programu, który ma za zadanie znaleźć talenty w Małopolsce, na Podkarpaciu i we wschodniej części Śląska.

 - Inwestycje w ludzi to jednak przede wszystkim środki na kształcenie trenerów?
 - Tak, dbamy o to, by nasi trenerzy jak najwięcej jeździli i zobaczyli jak najwięcej dobrych akademii. W ostatnim czasie byli m.in. w Cardiff City, Crystal Palace czy Rapidzie Wiedeń. Później dzielimy się naszymi obserwacjami na spotkaniach trenerów, które organizujemy co dwa tygodnie. Są one istotne dla rozwijania naszej filozofii jako akademii. Zorganizowaliśmy też szkolenia skautingowe czy warsztaty z Mariuszem Kondakiem, zanim jeszcze został analitykiem Wisły. To ciekawe rzeczy, które rozwijają trenerów. Jeśli będą trafiać do nas zawodnicy z dużym potencjałem, będziemy mieć bardzo dobrych trenerów i psychologów, będziemy w stanie rozwinąć zawodników na poziom ekstraklasy.

Więcej TUTAJ

***

"Teodorczyk - buntownik z wyboru"

(...) Teodorczyk wygląda na kogoś, komu nie pasują nie tylko media, a niemal cały świat wokół niego. Młody, gniewny, którego trudno rozgryźć. Buntownik z wyboru, pod adresem którego co chwila można stawiać pytanie: o co Ci chłopie chodzi? Może właśnie o jedno: aby się od niego odczepić. Tyle że w dzisiejszym świecie to niemożliwe. Piłkarz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej jest osobą publiczną.

(...) Teodorczyk robi dużo, aby zniechęcić do siebie otoczenie. Jakby nie rozumiał, że dziś kluby patrzą nie tylko na boisko, ale starają się zrobić szczegółowy wywiad środowiskowy na temat piłkarza, za którego mają wydać potężną gotówkę. W przypadku Polaka nie trzeba wynajmować detektywa, żeby dostrzec wady. Wszystko co robi poza murawą to skazy, które mogą, ale oczywiście nie muszą, obrzydzić zainteresowanym zatrudnienie niepokornego zawodnika. Wielkie kluby piekielnie dbają o PR. Po co im dodatkowe kłopoty? Teodorczyk to nie Lewandowski. Jest bardzo dobry, ale wciąż można spojrzeć w inną część piłkarskiej Europy. Postawić po przeciwnych stronach wagi wszystkie „za” i „przeciw”. Jeśli minusy przysłaniają plusy, wydać kasę gdzie indziej.

Więcej TUTAJ

***

"Stanowski: Za co ja płacę? Filipiak chce wytłuc rozsądnych"

(...) Menedżer podpisuje z piłkarzem dwuletnią umowę, często jedną po drugiej, co oznacza, że współpraca przedłuża się do wielu lat, nierzadko całej kariery. Załóżmy, że od momentu podpisania z Cracovią poprzedniego kontraktu przez Budzińskiego minęły cztery lata (dokładna data nie jest istotna). Od tamtej pory menedżer zawodnika miał obowiązek zastanawiać się, co dalej. Ale nie zastawiać się w bujanym fotelu, tylko szukać alternatyw na przyszłość. Zgaduję więc, że zapraszał do Krakowa przedstawicieli innych klubów, latał też do nich, budował relacje, dzwonił. Oprócz namacalnych kosztów (hotele, bilety lotnicze, rachunki) inwestował też swój czas, który należy wycenić. Według Janusza Filipiaka menedżer powinien otrzymać wynagrodzenie za pracę tylko w przypadku odejścia Budzińskiego do innego klubu. Skoro jednak piłkarz ma zostać w Krakowie, wynagrodzenie się nie należy. Dokąd zaprowadziłaby Cracovię taka logika? To dość oczywiste – do momentu, w którym każdy menedżer będzie stawał na głowie, byle tylko jego zawodnik nie przedłużył umowy z krakowskim klubem. Wtedy Janusz Filipiak udzieli kolejnego wywiadu: o tym jak agenci mącą w głowach i jaki jest on stratny, że piłkarze odchodzą za darmo.

Więcej TUTAJ

***

"Prądy, które leczą. Krzywicki zagrał z zerwanymi więzadłami"

Napastnik Widzewa Łódź Marcin Krzywicki dwa tygodnie po zerwaniu więzadeł krzyżowych w kolanie rozegrał kolejne spotkanie ligowe.

W języku potocznym utarło się stwierdzenie, że jeśli w czyimś przypadku leczenie przebiega bardzo szybko, rany goją się na nim (bądź na niej), jak na psie. Jednak prędkość odzyskania sprawności przez Marcina Krzywickiego jest tak zaskakująca, że spokojnie może on zawstydzić czworonogi. Widzewiak dwa tygodnie po zerwaniu więzadeł krzyżowych w kolanie... rozegrał kolejny mecz.

W środę 3 maja RTS rywalizował z Huraganem Wołomin (2:1). Chwilę po przerwie Krzywicki przy jednym ze starć usłyszał trzask. Wiedział, że coś złego stało się z jego kolanem. – Łąkotka albo więzadła – powiedział klubowemu masażyście. Adrenalina buzowała we krwi, więc dokończył spotkanie. – Nawet strzeliłem gola kontuzjowaną nogą – wspomina. To była zwycięska bramka, cztery minuty przed końcem meczu. Tyle że następnego dnia miał kłopot z chodzeniem, nie mógł zgiąć stawu. Rezonans wykazał zerwanie więzadeł, lekarze zalecali natychmiastową operację. Napastnik poprosił o 10 dni zwłoki. Pojechał do Krakowa na zabiegi, które lata temu podczas występów w Cracovii pozwoliły uniknąć mu wizyty u chirurga. – To była sprawdzona ekipa, nie żadni szamani, którzy mieli okładać mi nogi gorącymi szyszkami – śmieje się „Krzywy”.

Więcej TUTAJ

***

"Szymon Pawłowski - kiedyś lider, dziś poza składem"

(...) Zagadkę wyjaśnia trener Nenad Bjelica. - Nie jestem zadowolony z tego, jak Szymek prezentuje się na boisku. Miał okazję do gry w ostatnich tygodniach i nie pokazał, że może pomóc drużynie - ostro skomentował postawę swojego piłkarza chorwacki szkoleniowiec. - Cóż, dalej musi pracować. Zobaczymy, może w niedzielę przeciwko Lechii Gdańsk pojawi się na boisku. Nie wiem tego na razie. Powiedziałem mu wprost, że musi prezentować się lepiej. To nie jest młody zawodnik, tylko ktoś bardzo ważny dla Lecha. Przez ostatni rok nie grał jednak na poziomie kogoś, kto jest ważnym ogniwem drużyny. I on to wie - dodaje.

Więcej TUTAJ

***

"Święcicki: Kędziora w Monaco to byłby świetny ruch. Jóźwiak: Nie miałby szans na grę"

MATEUSZ ŚWIĘCICKI / DZIENNIKARZ ELEVEN SPORTS
TO BYŁBY ŚWIETNY RUCH

Konkurencja na prawej stronie obrony w AS Monaco jest olbrzymia. Numerem jeden jest tam Sidibe, który miał kapitalny sezon i był regularnie powoływany do reprezentacji Francji. To koń, o doskonałej wydolności, gotowy do wyjazdu za granicę. Jeśli on odejdzie, Monaco nie ma realnej alternatywy. Jest Alamamy Toure (z konieczności grający na prawej stronie) i Andrea Raggi, który w tym sezonie występował na wszystkich pozycjach w obronie. Dla Kędziory byłby to świetny ruch. Oczywiście, Monaco jest lepszym klubem od Bordeaux, ale Igorowi Lewczukowi też nie dawano szans na grę w podstawowym składzie, a kilka razy trafiał do jedenastki dziennika L'Equipe i w pierwszym sezonie pokazał jakość. Więc można.

MAREK JÓŹWIAK / BYŁY PIŁKARZ GUINGAMP
BEZ SZANS NA GRĘ

Patrząc jakich obrońców ma Monaco, to wygląda na to, że Tomasz Kędziora mógłby tam pojechać wyłącznie po naukę. Na pewno nie wygrałby rywalizacji z Sidibe. Czy jest sens wyjeżdżać do klubu, który jest tak silny? Potrzebują młodych piłkarzy, ale nie sądzę, żeby to była odpowiednia para butów. Podobne zapytania szefowie Monaco złożyli pewnie do siedmiu albo ośmiu klubów, bo mają dobrze funkcjonujący skauting w całej Europie. Nie mogę sobie wyobrazić Tomasza Kędziory w półfinale Ligi Mistrzów. To perspektywiczny chłopak, ale lepiej obrać drogę małymi kroczkami jak Kamil Glik i celować w ligę oraz klub, w której miałby szanse na grę. Ale podejrzewam, że kiedy doszłoby do konkretów, to jemu i menedżerom trudno byłoby odmówić.

Więcej TUTAJ

***

"Czemu Robak nie grał z Legią od początku?"

(...) Bezpośrednio po spotkaniu trener Nenad Bjelica mówił o tym, że we wtorek Marcin był u lekarza, bo narzekał na drobny uraz. Sam piłkarz dolał oliwy do ognia w studiu Canal+, bo stwierdził, że jest w pełni sił, bo inaczej w ogóle by do Warszawy nie przyjechał. - Faktycznie, dzień przed meczem mięsień mnie bolał. Nie był to jednak problem, który miałby mnie wykluczyć z gry. Byłem gotowy - podkreśla teraz Robak.

To wszystko budzi kontrowersje i pojawiają się różne teorie. Włącznie z taką, że Kownacki musiał zagrać, bo latem ma zostać sprzedany i musi być teraz promowany. To wydaje się jednak obraźliwe wobec zawodnika, który strzelił 9 goli w tym sezonie i przez sporą część wiosny prezentował się dobrze. - Przecież „Kownaś” to nie jest Paweł Tomczyk, to nie jest Dawid Kurminowski [młodzi napastnicy z rezerw – przyp. red.]. To podstawowy gracz młodzieżowej reprezentacji Polski, więc dlaczego nie mógł zagrać w środę? Przecież za chwilę będzie w jakiejś wielkiej drużynie, bo oczekujemy wielkiego transferu Dawida latem. OK, to mógł być mój błąd. Ale podjąłem taką decyzję i tyle - opowiada chorwacki szkoleniowiec, który podchodzi spokojnie i rzeczowo do tłumaczenia swojej roszady. - Wiosną rotację w ataku robiłem kilka razy. I wtedy nie było pytań, dlaczego grał ten, a nie inny. W porządku, po zwycięstwach nie ma sensu o to pytać. Po porażkach owszem - śmieje się Bjelica.

Więcej TUTAJ

***

"Eksperci o pierwszej czwórce Ekstraklasy"

1. Jakie wyniki padną w meczach Jagiellonia - Legia i Lech - Lechia?
2. Na którym miejscu zakończą sezon te zespoły? 

Jacek Ziober (były reprezentant Polski):
1. W niedzielnym meczu stawiam na wygraną Jagiellonii. Nie szkodzi, że białostoczanie w Gdańsku dostali lanie. To właśnie dlatego będą maksymalnie zmotywowani – po pierwsze, by zatrzeć złe wrażenie, po drugie – nawet remis raczej wykluczy ich z walki o tytuł. Rzucą więc wszystko, co mają najlepsze. 
2. Podoba mi się, że wielu zawodników z Białegostoku mówi otwarcie: walczymy o mistrzostwo. Legia, choć w ostatnich kolejkach zwycięska, wygląda mi na zespół, który się nieco męczy grą. Nie jest to żaden walec i podejrzewam, że Jagiellonia zdaje sobie z tego sprawę. Zespół Michała Probierza kolejny raz zechce ogłosić: halo, my też możemy zdobyć tytuł.

Artur Wichniarek (były piłkarz Herthy Berlin i reprezentacji):
1. Do niedzielnego meczu oba zespoły przystąpią w skrajnych nastrojach, czyli Legia po ciekawej grze i zwycięstwie nad Lechem, a białostoczanie po ciężkich batach zebranych w Gdańsku. W spotkaniu z Lechią Jagiellonia zupełnie rozpadła się jako drużyna. Legia zaś... ma Vadisa Odjidję-Ofoe, a on przerasta ekstraklasę. Dlatego wskazuję na wygraną Legii...
2. ... a to właściwie może przesądzić o mistrzowskim tytule. Jak skończy Jagiellonia? Miejsce poza podium byłoby na pewno sporym rozczarowaniem, bo Jagiellonia całym, naprawdę fajnym sezonem zasłużyła na medal. 

Tomasz Frankowski (były piłkarz Jagiellonii i reprezentacji):
1. To głos mojego serca – czyli wygrana Jagiellonii. Mam nadzieję, że Jaga jest w stanie powtórzyć i utrzymać dłużej taką grę, jaką zaprezentowała w pierwszych 20 minutach w Gdańsku. Według mnie to było najlepsze 20 minut w „jagiellońskiej erze Michała Probierza”. 
2. Jak skończą sezon Legia i Jaga? Obawiam się, że w takiej kolejności, którą wymieniłem, lecz bardzo, bardzo chciałbym się pomylić!

Więcej TUTAJ


"SPORT"

"Ważne miesiące Heberta"

Mimo że rosły Brazylijczyk jest środkowym obrońcą, to jest ważnym elementem w ofensywie; przede wszystkim przy stałych fragmentach gry. Wiele wariantów dobranych jest akurat pod „Herbiego”. Z tego powodu stoper często dochodzi do sytuacji strzeleckich. Ostatnio jednak Brazylijczyk długo nie potrafił znaleźć sposobu na wykorzystanie tego atutu, bo pod bramką rywali był nieskuteczny. Do wtorkowych derbów z Ruchem na kolejne trafienie w ekstraklasie Hebert czekał od 1 października 2016 roku, gdy w wyjazdowym meczu z Arką przesądził o zwycięstwie gliwiczan.

Nic więc dziwnego, że bramka przy Cichej mocno ucieszyła nie tylko samego zawodnika. - W sumie mam 3 gole. Na tego ostatniego jednak bardzo długo czekałem, choć sytuacje były. Nawet żona mi mówiła, bym w końcu coś strzelił - śmieje się Brazylijczyk, któremu do pobicia rekordu sezonowego brakuje jednego trafienia. Obrońca strzeleckie odblokowanie celebrował w sposób szczególny. Włożył do ust kciuk, a pod koszulkę schował piłkę, co było jasnym przekazem, że wkrótce jego rodzina się powiększy. Cześć kibiców myślała, że to już się stało, śpiesząc z... gratulacjami dla jego żony Jessiki. - Też to zauważyłem - śmieje się Brazylijczyk. - Ale jeszcze trochę trzeba uzbroić się w cierpliwość. Termin porodu wyznaczony jest na jesień, ale nie możemy się już doczekać. Dlatego na każdym kroku podkreślam to wydarzenie. Będziemy mieli córkę i damy jej na imię Valentina - zdradza Hebert, który niedawno przedłużył kontrakt z klubem z Okrzei.

Więcej TUTAJ


"SUPER EXPRESS"

"Legia Warszawa zlekceważyła Cilliana Sheridana?"

13 grudnia 2016 roku do Legii Warszawa i Jagiellonii Białystok trafiła oferta pozyskania Ciliana Sheridana (28 l.), irlandzkiego napastnika Omonii Nikozja. Michał Probierz od razu zainteresował się piłkarzem, natomiast Michał Żewłakow, dyrektor sportowy mistrzów Polski,  powiedział „nie”.

Więcej TUTAJ

***

"Marco Paixao: Lechia dojrzała do mistrzostwa"

„Super Express”: - Jak świętowałeś wygraną z Jagą i hat tricka? Dużo wypiłeś?
Marco Paixao:
- Tak, wypiłem bardzo dużo, ale… wody (śmiech). Taki mecz był nam bardzo potrzebny. To nie tylko 3 punkty, ale też gigantyczny skok w górę naszego morale. Wysłaliśmy silny sygnał, że Lechia wraca do gry. Do Poznania jedziemy mocno nabuzowani, ale tak pozytywnie.

- Tyle że Lechia na wyjeździe to nie to samo co u siebie…
- Tak było, ale już nie jest. Pod tym względem bardzo nam pomogła wygrana w Krakowie. 1:0 z Wisłą pokazało nam samym, że do Gdańska też możemy wracać z punktami. Lech jest bardzo mocny, ale do Poznania jedziemy po zwycięstwo. Lechia dojrzała do tego, żeby być mistrzem. Nie czujemy się gorsi od innych.

Więcej TUTAJ


KOMENTARZE

;