
Autor zdjęcia: voetbalkrant.com
Niezła wiosna Langila w Beveren. Jest szansa, że Legia komuś go wciśnie
Steeven Langil okazał się wielką wtopą transferową Legii Warszawa i już po półrocznym pobycie w Polsce wrócił do Waasland-Beveren, gdzie został wypożyczony. Tyle dobrze dla klubu z Łazienkowskiej, że zaprezentował się tam całkiem nieźle.
Langil był jednym z trzech zawodników, których latem sprowadzono na Łazienkowską głównie dzięki kontaktom Besnika Hasiego. Czarnoskóry skrzydłowy od początku sprawiał najgorsze wrażenie z tego grona. Widać było, że jest szybki... i w sumie tyle. Jeżeli czymś imponował, to umiejętnościami muzycznymi i jeżeli w Legii mają mieć z nim jakieś pozytywne wspomnienia, to głównie takie.
Dopóki trenerem był Hasi, reprezentant Martyniki grał. Po przyjściu Jacka Magiery piłkarz dostał szansę w Lidze Mistrzów ze Sportingiem, ale katastrofalnie zaprezentował się w pierwszej połowie i został zmieniony. Więcej w pierwszym zespole "Wojskowych" już nie wystąpił. W pewnym momencie odpuścił walkę o powrót i zajął się imprezowaniem, co zawsze znajdowało udokumentowanie w mediach społecznościowych. Pierwszy raz mu wybaczono, drugi już nie.
- Dla mnie wszystko się skończyło z momentem odejścia Besnika Hasiego. Po jego pożegnaniu nie dostałem już prawdziwej szansy. Po powrocie z kadry Martyniki nie zagrałem przez dwa miesiące. A podkreślam - nie byłem kontuzjowany. Coś takiego zdarzyło mi się po raz pierwszy. Wcześniej rozmawiałem z trenerami, mówili mi, co mam poprawić. A tu zostałem trochę sam. Zablokowało mnie to, demotywowało - tłumaczył potem w "Super Expressie".
Jego zdaniem niczego złego nie zrobił: - 9 na 10 piłkarzy robi imprezy. Moim zdaniem nie popełniłem błędu: w tym sensie, że mam prawo zaprosić znajomych do siebie. Piłkarz też ma prawo się rozerwać.
Dyrektor sportowy Michał Żewłakow przyznał, że Legia zapłaciła za Langila 450 tys. euro i chciałaby te pieniądze odzyskać. Chętni jednak nie walili drzwiami i oknami, więc ostatecznie wypożyczono go do Beveren, licząc, że wypromuje się tam na tyle, iż latem ktoś się na niego skusi.
I jest taka szansa. Langil wiosną rozegrał 14 meczów w belgijskiej ekstraklasie, strzelając dwa gole i notując cztery asysty. Zdarzały mu się też efektowne akcje, które nie dawały konkretów do statystyk.
Skrzydłowy z Martyniki przeciwko Mouscron potrafił zaimponować takim rajdem:
W meczu z Mechelen zaliczył dwie asyty, eksponując swoją szybkość (dwa ostatnie gole):
A w spotkaniu z Lierse wykończył akcję w stylu Ricardo Quaresmy:
Co dalej? Beveren nie stać na wykupienie Langila, który ma jeszcze dwuletni kontrakt, ale trudno zakładać, by miał jeszcze przyszłość przy Łazienkowskiej. Cała nadzieja w tym, że ktoś go kupi. Na razie pojawiła się tylko jedna konkretna nazwa. Belgijskie media podają, że piłkarzem interesuje się beniaminek Jupiler Pro League - Royal Antwerp, zapewne jednak na tym się nie skończy.






