Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Joanna Wietrzyńska/slasknet.com

Kamil Biliński dla 2x45: Nie poczułem, żeby uszanowano moją osobę i Śląskowi zależało na porozumieniu

Autor: rozmawiał Przemysław Michalak
2017-06-08 21:05:25

Kamil Biliński mimo znakomitej końcówki sezonu odchodzi ze Śląska Wrocław, bo nie porozumiał się z klubem w sprawie nowej umowy. Piłkarz nie ukrywa zaskoczenia takim przebiegiem wydarzeń. - Nie miałem kontraktu z kosmosu i nie oczekiwałem teraz podwyżki. Chciałem zostać na dotychczasowych warunkach. Na pewno nie były to kwoty ponad dzisiejsze możliwości Śląska. Nie byłbym w czołówce listy płac - mówi 29-letni napastnik w rozmowie z www.2x45.info.

Przemysław Michalak (www.2x45.info): - Twoje odejście ze Śląska to zaskoczenie?
Kamil Biliński:
- Dla mnie trochę tak. Sądzę, że wiele osób i to nie tylko we Wrocławiu, było przekonanych, że Kamil Biliński zostanie w Śląsku i dalej będzie grał dla swojego klubu. Dostałem jednak informację, że nie dogadamy się co do nowego kontraktu i od 1 lipca stanę się wolnym zawodnikiem.

- Chciano ci obniżyć zarobki, a ty się nie zgodziłeś?
- Podstawową rzeczą była długość kontraktu. Klub chciał opcję 1+1. Nie zgodziłem się na to, jestem już w takim wieku, że potrzebuję stabilizacji, więc interesuje mnie minimum dwuletnia umowa, a nie jakaś chwilowa współpraca. Druga sprawa - warunki finansowe rzeczywiście nie były zadowalające i wyszło jak wyszło. Uważam, że negocjacje nie przebiegły w pełni tak jak powinny jeśli chodzi o podejście klubu.

- To czego ci zabrakło ze strony klubu?
- Determinacji w próbie dogadania się, znalezienia wspólnego języka. Nie miałem wrażenia, że klubowi na tym zależy. Było tylko zimne: daliśmy ci ofertę i albo ją przyjmujesz, albo się rozejdziemy.

- Czyli wyglądało to trochę, jakby w klubie liczono, że się nie dogadacie? Dla pozoru odbyliśmy rozmowy, ale celem jest raczej brak porozumienia?
- To ty powiedziałeś. Niby gadamy, ale nie gadamy. 

- Prezes Michał Bobowiec w "Przeglądzie Sportowym" mówi o rozmowach z tobą: - Nie jesteśmy Barceloną. To sugeruje, że miałeś wygórowane oczekiwania.
- Nie róbmy jaj. Nie miałem kontraktu z kosmosu i nie oczekiwałem teraz podwyżki. Chciałem zostać na dotychczasowych warunkach. Na pewno nie były to kwoty ponad dzisiejsze możliwości Śląska. Jak wspominałem, chciałem także związać się na dłużej. Roczna umowa to sygnał, że tak naprawdę ci nie ufamy i nie będziemy budować zespołu wokół ciebie. 

- Pisano też, że przychodząc do Śląska przejąłeś umowę po Marco Paixao. Nie masz Twittera, ale twój agent walczy tam z tym newsem jak może.
- Niech każdy mówi co chce. Nie wiem, jaki kontrakt miał Marco Paixao i nie interesuje mnie to. Wiem, na jakich warunkach grałem ja i nie były to pieniądze otrzymane za darmo. Ktoś wycenił moje umiejętności na określoną kwotę, która jak mówiłem nie została wzięta z kosmosu. Z pewnych źródeł wiem również, że nawet teraz nie byłby to kontrakt z czołówki listy płac w Śląsku. 

- Odchodzisz jednak w komfortowej sytuacji. Na brak propozycji nie powinieneś narzekać.
- Na pewno nie martwię się o przyszłość. Mam już na stole dwie mocne oferty z klubów, które będą reprezentować swoje ligi w eliminacjach Ligi Europy. Dziś też zaczęły napływać sygnały z innych miejsc, także poradzę sobie. Jest mi tylko przykro, że odchodzę w takich okolicznościach z klubu, którego jestem wychowankiem i z miasta, z którego pochodzę. Nie poczułem, żeby uszanowano moją osobę po okresie, w którym - nie boję się tego powiedzieć - uratowałem drużynę przed spadkiem. 

- Twój agent wspomina o kierunkach spoza Europy. Bierzesz je pod uwagę?
- Oczywiście, że tak. Każdej ofercie trzeba się przyjrzeć, tutaj mowa o krajach azjatyckich. Coraz większy ruch z tamtej strony. 

- Chyba niewiele wskazuje na twoje pozostanie w Polsce.
- Obserwatorzy w kraju sądzili raczej, że przedłużę kontrakt ze Śląskiem i trudno zakładać inny scenariusz. Dziś się okazało, że jednak może być inaczej i dopiero teraz mogę być brany pod uwagę przez inne kluby. W najbliższych dniach pewnie więcej się wydarzy w kontekście polskich ofert. Na ten moment dostałem dwa telefony z Ekstraklasy, dlatego nie wykluczam również pozostania w naszej lidze. Wszystko dokładnie przemyślę, nigdy nie decydowałem "na gorąco". 

- Miałeś różne momenty w tym sezonie, ale koniec końców statystykami się bronisz. Strzeliłeś 11 goli, zaliczyłeś sześć asyst. W całej Ekstraklasie tylko sześciu zawodników jest efektywniejszych w ofensywie.
- Najwidoczniej jednak to za mało, żeby zatrzymać mnie w Śląsku Wrocław. Może w klubie planują wziąć kogoś, kto zostanie królem strzelców i królem asyst.

- Eksplodowałeś z formą w końcówce sezonu. Coś konkretnego złożyło się na ten stan rzeczy?
- Wiele czynników decydowało. Ważna była zwyżka formy całego zespołu. Trzymaliśmy się wszyscy razem, każdy za każdego wchodził w ogień, byliśmy na boisku jednością. Mimo wielu obcokrajowców w składzie nadawaliśmy na tych samych falach, każdy zapieprzał. W takich okolicznościach łatwiej wyeksponować swoje umiejętności, a tych nam nie brakowało. Zawsze podkreślałem, że gdy drużyna dobrze funkcjonuje i pomaga mi dochodzić do sytuacji, to swoje gole strzelę. Wcześniej w wielu przypadkach tak nie było, ale udało się to zmienić. W ostatnich dziesięciu występach zdobyłem osiem bramek i dołożyłem kilka asyst.

- Pomogła wam oczyszczająca rozmowa w szatni, każdy wyrzucił żale z siebie, nawet Ryota Morioka. On wrócił do formy w zasadzie w tym samym czasie co ty.
- Szczegóły zostawię dla siebie, musiałbym zdradzać tajemnice szatni. Wiem, co się tam wydarzyło, jakie sytuacje miały miejsce, dzięki czemu i komu tak dobrze to na koniec funkcjonowało. 

- W Śląsku zawsze musiałeś walczyć o zaufanie trenerów. Mariusz Rumak opornie się do ciebie przekonywał, do pewnego momentu podobnie było u Jana Urbana.
- Jak wszędzie. W każdym klubie musiałem coś udowadniać, startowałem pod górkę i summa summarum wychodziło, że Biliński się obronił. Tak już jest i nic na to nie poradzę. Nigdy nie miałem za sobą trenera "ojca", który dałby duży kredyt zaufania. Gdybym dostał go więcej we Wrocławiu, mógłbym pomóc jeszcze bardziej. Zawsze spadałem piętro niżej, żeby potem dźwignąć się o dwa. Nigdy się nie poddaję i uparcie dążę do celu.

                                                                                                      rozmawiał Przemysław Michalak


KOMENTARZE

;