Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: www.2x45.info

Lech szuka futbolowych perełek. Łukasz Matusiak: Kibice w Sosnowcu przeginali. Lewandowski chce wymusić transfer?

Autor: zebrał Przemysław Michalak
2017-06-10 12:14:07

Sobotnia prasa udanie kończy kolejny dobry tydzień w polskiej prasie. Wybraliśmy 13 materiałów z trzech źródeł.

"PRZEGLĄD SPORTOWY"

"Z kim na podbój Europy? Lech przygotowuje sie na szybszy początek sezonu"


(...) O ile w bramce i w linii pomocy Chorwat może liczyć na względny spokój, to z defensywą ma duży kłopot. Nagle Bjelicy zniknęło trzech z czterech podstawowych obrońców. Jan Bednarek i Tomasz Kędziora wyjechali na młodzieżowe mistrzostwa Europy. – Zamierzamy zostać tam aż do finału – za każdym razem podkreśla 21-letni Bednarek. Zresztą obaj zawodnicy są wymieniani w kontekście głośnego letniego transferu po EURO U-21.

Kędziora dostał już zielone światło na odejście, a oferty za Bednarka z Southampton, Sampdorii czy Eintrachtu Frankfurt nie pozwalają szefom Lecha przejść obojętnie obok takich pieniędzy. Kontraktu z zespołem nie przedłużył też Maciej Wilusz, który choć odbudował się wiosną, miał w pamięci, jak był traktowany przez kibiców i opinię publiczną wcześniej. Miał lepszą ofertę sportową i finansową z FK Rostów, więc przeniósł się do ligi rosyjskiej. Działacze Lecha podziękowali też Elvisowi Kokaloviciowi, który więcej czasu spędzał w gabinetach lekarskich niż na boisku. W zasadzie nie zdążył nawet zadebiutować, a potrzebni są gracze gotowi do gry.

To sprawia, że pierwszego dnia Bjelica powita na treningu tylko czterech obrońców: Roberta Gumnego, Lasse Nielsena, Emira Dilavera oraz Wołodymyra Kostewycza. I tak może wyglądać linia defensywa w pierwszym meczu sezonu.

Więcej TUTAJ

***

"W Poznaniu szukają futbolowych perełek"

Na skauting przy Bułgarskiej bardzo mocno postawiono od 2006 roku, czyli zainwestowania w klub przez holding Amica. Nie od razu jednak powstała siatka skautów, którzy jeździli po całym świecie i obserowali kandydatów do gry. Początkowo, głównie ze względu na znajomości z menedżerami, postawiono bardzo mocno na piłkarzy z Ameryki Południowej i okolic. Później już zaczęto korzystać z raportów przygotowanych przez klubowych wysłanników. Najpierw „drenowano” Bałkany, następnie przeniesiono się na Węgry, a także do Skandynawii. W ostatnich latach Lech nie unika Austrii, Rumunii i Grecji, a nawet Portugalii oraz Hiszpanii, które kiedyś pod względem ekonomicznym były nieosiągalne.

– Zasadniczo teraz skupiamy się tylko na Europie. Pozostałe kontynenty nas nie interesują. Dlaczego? Główny powód to oczywiście limity dla piłkarzy spoza Unii Europejskiej. Na Afryce bez sensu skupiać się, bo każdy piłkarz stamtąd potrzebuje tyle samo czasu i cierpliwości, co wychowanek. W takiej sytuacji wolimy postawić na człowieka od nas – mówi wiceprezes Kolejorza, Piotr Rutkowski.

Niedawno delegacja z klubu gościła w Kolumbii. – Pojechaliśmy tam na zaproszenie Manuela Arboledy. Potraktowaliśmy ten wyjazd rozwojowo, chcieliśmy zobaczyć, jak Manu sobie radzi. Nie zamierzamy jednak tam prowadzić skautingu – jasno stawia sprawę jeden z szefów Lecha. Poniżej opowiada o tym aktualnych kierunkach poszukiwań.

Więcej TUTAJ

***

"Włodarczyk: Nieszczęsna decyzja Wengera"

Pamiętam pierwszą wizytę u Wojciecha Szczęsnego w Londynie, a właściwie na jego zachodnich przedmieściach – Brentford. To było jakieś osiem lat temu. Jeszcze nastoletni bramkarz dopiero marzył o wielkiej karierze w Arsenalu, nie zdając sobie wtedy sprawy, jak blisko jest spełnienia swoich piłkarskich marzeń.

Lał deszcz, a my z Marcinem Szczepańskim z „Super Expressu” przyglądaliśmy się i czekaliśmy aż Wojtek skończy zajęcia. Cały w błocie, siedząc na ganku niewielkiego budynku służącego za siłownię i szatnię, skromny chłopak czyścił rękawice bramkarskie, po prostu ciesząc się z kolejnego porządnego treningu. Zbierał fantastyczne recenzje w League One. Po świetnym sezonie w trzeciej lidze niespodziewanie zajął miejsce w bramce wielkich Kanonierów. Na boisku niczym w życiu. W krótkim czasie wskoczył na zupełnie inny poziom: z wysłużonego audi A3 przesiadł się do sportowego porsche, mieszkanie zamienił na piękny dom. Arsene Wenger i kibice jednego z największych klubów na Wyspach zobaczyli w nim wielki talent i swojego bramkarza na co najmniej następną dekadę. Długo wydawało się, że wszystko się zgadza. A jednak, Szczęsny nie zostanie legendą Arsenalu. Odchodzi do Juventusu Turyn. Dla mnie to niezrozumiała, wręcz nieszczęsna decyzja Wengera.

Więcej TUTAJ

***

"Borek: Szczęsny we Włoszech bronił nie dobrze, tylko kosmicznie"

(...) Obsada bramki? Łukasz Fabiański uratował Swansea przed spadkiem z Premier League. Mimo że puścił najwięcej bramek, to wyłapał też najwięcej dośrodkowań. Wydaje mi się, że nie zawalił w żadnym meczu kadry i z pewnością przyjechał na zgrupowanie z przekonaniem, że nic się nie zmienia, że wciąż jest numerem jeden. Natomiast trzeba powiedzieć, że Wojtek Szczęsny we Włoszech momentami bronił nie dobrze, a wręcz kosmicznie. Wszystko wskazuje na to, że przez następne lata będzie szedł pod pachę ze Starą Damą, a więc trafi do Juve. Być może Nawałka myśli, że skoro ma dwie „jedynki”, a jednocześnie komfort przewagi kilku punktów w tabeli, to chce uspokoić trochę Wojtka, bo już mija rok, kiedy Szczęsny opuścił bramkę kadry. Jeśli to on zagra z Rumunią, myślę, że nastąpi to po bardzo rzeczowej rozmowie z oboma golkiperami i trenerem bramkarzy.

Więcej TUTAJ

***

"Stanowski: Wstyd to kłamać"

(...) W styczniu, w lutym, w marcu czy w kwietniu można nie płacić, bo nie grozi to zabraniem licencji – te długi reguluje się później, na przykład z kolejnej transzy telewizyjnej. I Krzysztof Mączyński dobrze wie, że zaległe pieniądze otrzyma, nawet świadomie godzi się na czekanie, bo przecież gdyby się nie godził, mógłby z łatwością rozwiązać kontrakt z winy klubu. Piłkarze dzisiaj są w dość komfortowej sytuacji – mają zagwarantowane, że kluby się z nimi rozliczą, a jeśli komuś nie chce się czekać, szast-prast wypisuje się z drużyny, jak Patryk Lipski z Ruchu Chorzów. Mączyński się nie wypisał, więc uznaję, że nie uważa się za szczególnie pokrzywdzonego. Może rozumie, że zatory płatnicze zdarzają się w każdej branży, nie tylko sportowej. 

Nie wiem tylko, dlaczego niektórzy tak panicznie boją się przyznać, że nie udało się w terminie wszystkiego zapłacić. Wstydzić można się dopiero kłamania – zapewniania „rozliczyliśmy się co do grosza”, podczas gdy nie jest to prawda. Jestem pewny, że rzetelny przekaz zostałby przyjęty ze zrozumieniem nie tylko przez kibiców, ale i przez samych piłkarzy, którzy zostaliby zwolnieni z obowiązku biegania z informacjami do prasy. 

Notorycznie wesołość wzbudza u mnie rzecznik Wisły, który swoją gorliwością zawstydza nawet swoich politycznych odpowiedników. Teraz tak się obruszył publikacją Sebastiana Staszewskiego ze sport.pl, że aż na oficjalnej stronie napisał: „Uprzejmie informujemy, iż – wbrew zapewnieniom Pana Redaktora w jednym z pytań – wcześniejsza wypowiedź Pani Prezes Marzeny Sarapaty, do której częściowo odwołuje się publikacja, nie była poddawana procesowi klubowej autoryzacji przez Rzecznika Prasowego i padła ona w innym kontekście niż przytaczany przez Pana Redaktora Staszewskiego”.

Więcej TUTAJ

***

"Cristian Sapunaru: Rumunia nie ma pomysłu na Lewandowskiego"

Obrońca reprezentacji Rumunii Cristian Sapunaru mówi o odczuciach związanych z meczem przeciwko Polsce i swojej karierze.

Sapunaru to obok Vlada Chirichesa najbardziej znany rumuński obrońca. Ma za sobą grę w FC Porto czy hiszpańskich zespołach – Realu Saragossa i Elche. W sobotę będzie jednym z tych zawodników, na których spocznie ciężar zatrzymania Roberta Lewandowskiego. Przyznaje, że nie ma za bardzo pomysłu, jak to zrobić. – Lewandowski to jeden z najlepszych napastników świata. Nie ma sposobu, by wyłączyć go z gry. W pierwszym meczu to on przesądził o waszym zwycięstwie. Trochę się przed meczem go baliśmy i niestety potwierdził klasę – mówi nam Sapunaru.

Więcej TUTAJ

***

"Mistrz w szczerym polu. Z wizytą u sensacyjnego mistrza Rumunii"

Droga do tytuły była bardzo wyboista. Dosłownie. Choć nowy mistrz kraju jest związany z Konstancą, to siedziba klubu mieści się w położonej 20 km od tego miasta miejscowości Ovidiu. Z dworca kolejowego w Konstancy jedzie się 20 minut fatalną drogą. Dookoła są same pola. Autobus z Konstancy zatrzymuje się trzy kilometry od stadionu. Gdy jest mecz, klub organizuje jednak transport dla fanów.W takim miejscu powstał w 2009 roku Viitorul, sensacyjny mistrz kraju.

– Nawet dla nas ten tytuł był ogromnym zaskoczeniem – mówi nam dyrektor klubu Cirstian Bivolaru.

Vitorul istnieje tylko dzięki jednemu człowiekowi – Gheorghe’owi Hagiemu. Najsłynniejszy rumuński piłkarz w historii początkowo chciał, by istniał on w Kostancy. Urodził się w miejscowości Secele, położonej 30 km od tego miasta. W Farulu Konstanta zaczynał karierę. Burmistrz miasta zażądał jednak wysokiej ceny za grunty, na których miał powstać klub i Hagi przeniósł inwestycję do Ovidiu.

Właściciel klubu nie grzeszy skromnością. W sali, gdzie odbywają się konferencje prasowe, stoi jego popiersie, a na zewnątrz gości wita wielki napis. „Akademia Gheorghe’a Hagiego”. Początkowo Viitorul działał bowiem głównie jako akademia dla młodzieży. Młodzi chłopcy występowali w trzeciej lidze. Po roku klub awansował do drugiej ligi, a po trzech latach istnienia znalazł się już w elicie rumuńskiej piłki.

Więcej TUTAJ

***

"Paweł Gużyński, dominikanin: Włoska piłka jest jak sztuka - łączy intelekt i piękno"

(...) O wierze i łączeniu jej z piłką: - To kwestia indywidualna piłkarzy. Są piłkarze bardzo wierzący i profesjonalni. Na pewno im ta wiara nie przeszkadza. Problem jest wtedy, gdy ktoś zideologizuje wiarę wpisując ją w kontekst futbolu w niewłaściwy sposób. Religijność, jeśli chodzi o samą wiarę i nadzieję wśród kibiców jest naprawdę duża. Wielu piłkarzom to pomaga np. Demetrio Albertiniemu, czy Nicoli Legrottaglie. Ten drugi nie był genialnym piłkarzem, ale uporządkował swoje życie dzięki wierze i później stał się lepszym zawodnikiem. Wiara pozwoliła mu uporządkować swoje wnętrze, uspokoić się. Gdyby jako młody chłopak poradził sobie ze wszystkim, pewnie byłby wyższej klasy piłkarzem. Można wymieniać dłużej: Kaka, Wesley Sneijder (będąc piłkarzem Interu wziął chrzest i mówi naturalnie o swoim przywiązaniu choćby do modlitwy różańcem). Dobrze przeżywana wiara na pewno nie jest przeszkodą.  

O religijnych gestach: - Często są to zabiegi o podłożu psychologicznym. Świadome, nieświadome, zabobonne. I takich jest większość. Z pewnością mniejszością są piłkarze, którzy traktują wiarę bardzo profesjonalnie. Dzięki niej i samodyscyplinie stają się lepsi. To zdecydowanie trudniejsze, od takiego zabobonnego postrzegania wiary, które funkcjonuje na poziomie płytszej pobożności. Odbiór takich zachowań i gestów przez innych może być bardzo różny. Jestem zwolennikiem swobody, pozwólmy ludziom wykonywać gesty związane z ich przekonaniem, osobowością. Oczywiście może się zdarzyć, że gesty są zdecydowanie złe jak na przykład faszyzujący Paolo Di Canio. Jeśli gesty te nie są ideologizacją religii, to pozwólmy to ludziom robić. Granicą jest właśnie moment, dopóki religia nie przechodzi w ideologię. Ona przechodzi w ideologię najczęściej gdy łączy się z polityką.

Więcej TUTAJ

***

"Jeśli nikt by nie zadzwonił, sam bym przyszedł. Adrian Budka o karierze w Widzewie"

Na ekranie telefonu wyświetlił się nieznajomy numer. Po wciśnięciu zielonej słuchawki Adrian Budka usłyszał znajomy głos. – Pakuj się i przyjeżdżaj do Łodzi. Mamy dla Ciebie miejsce w Widzewie – powiedział do skrzydłowego Zbigniew Boniek. Po kilku minutach rozmowy z obecnym prezesem PZPN, Budka był już zdecydowany, wraca do Widzewa. Był tylko jeden problem, od trzech tygodni trenował z zespołem Arki Gdynia i kilka godzin po telefonie Bońka, miał podpisać z działaczami tego klubu kontrakt. Sporo ryzykował, bo w Trójmieście czekała na niego gotowa umowa, o ofercie z Łodzi wiedział niewiele. – Ale to był Widzew. Nie mogłem odmówić – tłumaczy piłkarz.

Dzień po telefonie Bońka, skrzydłowy był już w Łodzi i podpisywał kontrakt. Kiedy szedł na pierwszy trening zespołu Michała Probierza, przed wejściem do klubu, zauważył znajomą twarz. – Cześć Adi! Zmężniałeś! Mówiłem ci, że jeszcze tu wrócisz – przywitał go serdecznie Mariusz, kibic RTS, który w trakcie pierwszej przygody Budki z Widzewem, dużo mu pomógł. – Często po zajęciach odwoził mnie na dworzec, żebym zdążył na pociąg do Zduńskiej Woli – wspomina piłkarz.

W 1996 roku piłkarze Widzewa grali w Lidze Mistrzów. Szesnastoletni Budka oglądał spotkania RTS z trybun. Na mecze jeździł ze swoim szkolnym kolegą i jego ojcem. – Pamiętam jak w pewnym momencie, tata mojego przyjaciela popatrzył się na mnie i zapytał: „A Ty kiedy będziesz biegał po tym boisku?”. Bez zastanowienia odpowiedziałem: niedługo – opowiada skrzydłowy.

Więcej TUTAJ


"SPORT"

"Arak i Sekulski nie dla Zagłębia Sosnowiec"

Przez moment w kręgu zainteresowań Zagłębia znajdował się Łukasz Sekulski, 26-letni napastnik wypożyczony wiosną z Jagiellonii Białystok do Piasta Gliwice. Do angażu jednak nie dojdzie ze względu na rozbieżności finansowe między stronami. Wedle nieoficjalnych informacji zawodnik chciałby zarabiać przy Kresowej 16-17 tysięcy zł miesięcznie, a takich apanaży klub z Sosnowca w tej chwili jeszcze nie proponuje. 

Wbrew pojawiającym się spekulacjom do Zagłębia nie wróci tego lata Jakub Arak, występujący ostatnio w chorzowskim Ruchu. Jeszcze w trakcie sezonu z zawodnikiem przeprowadzono na ten temat rozmowę, ale póki co nie jest on zainteresowany ponownymi występami na Stadionie Ludowym, mimo że na dobrze znanym sobie obiekcie pojawia się regularnie. Karierę zamierza kontynuować na szczeblu ekstraklasy.

Więcej TUTAJ

***

"Łukasz Matusiak: Kibice w Sosnowcu przeginali"

(...) - Czuł się pan w jakiś szczególny sposób odpowiedzialny za słabe wyniki zespołu? Z ulubieńca publiczności niepostrzeżenie stał się pan na Stadionie Ludowym intruzem – zwłaszcza po fatalnym meczu ze Zniczem Pruszków przegranym 0:3. Był atak ze strony kibiców i była reakcja.
Łukasz MATUSIAK
: - Grając tyle lat w Zagłębiu – uważam, że na niezłym poziomie – zawsze wychodziłem na boisko po to, żeby wygrać i wymagałem od siebie bardzo dużo. Od meczu ze Zniczem coś pękło, coś się rozeszło. Jestem takim człowiekiem, który nie da sobie wejść na głowę. Wychodzę z założenia, że są zasady, których nie można złamać. A kibice w Sosnowcu czasem po prostu przeginali. Rozumiem, że można wyładować swoją frustrację po meczu. Ale kiedy nie ma zorganizowanego dopingu, ktoś zaczyna cię wyzywać w 20. minucie i to się niesie po stadionie, to jakaś granica zostaje przekroczona. Z mojej strony nie było na to zgody.

(...) - Panuje opinia, że gdyby z drużyną został trener Jacek Magiera żadna siła nie zatrzymałaby Zagłębia na szlaku do ekstraklasy
Łukasz MATUSIAK: 
- Gdyby został trener Magiera, trener Łuczywek, trener Grzelak, a także człowiek, który odpowiadał za przygotowanie analiz wideo, to myślę, że świętowalibyśmy awans na pięć kolejek przed końcem rozgrywek. I sadzę, że to samo powie każdy inny piłkarz Zagłębia, którego pan o to zapyta.

Więcej TUTAJ

***

"Banici z Górnika Zabrze też dostaną premie"

Na „liście premiowej” znajdą się też nazwiska zabrzańskich „banitów” - piłkarzy odsuniętych w rundzie wiosennej od pierwszej drużyny. Co prawda pod koniec kwietnia Górnik - komunikatem na swej stronie internetowej - poinformował o rozwiązaniu umowy z Adamem Danchem, ale... - Formalne związki wciąż istnieją; jego kontrakt kończy się 30 czerwca - przyznał prezes Sarnowski. Podobnie zresztą wygląda sprawa z dwójką pozostałych doświadczonych piłkarzy zabrzańskich. - Dawid Plizga i Rafał Kosznik też mają jeszcze ważne umowy - dodawał sternik z Roosevelta. Siłą rzeczy więc mają też swój udział w systemie premiowania. - Nie w każdym z tych trzech przypadków zawodnik miał podpisany stosowny aneks w kontrakcie - podkreślał prezes Górnika, nie wymieniając wszakże żadnego nazwiska. - Ale jeśli miał, to oczywiście ma też prawo do udziału w tej premii.

Więcej TUTAJ


"SUPER EXPRESS"

"Lewandowski pod ostrzałem niemieckich mediów"

Krótko Robert Lewandowski czekał na odpowiedź niemieckich mediów! Polak w rozmowie z "SE" odważnie zaatakował swoich kolegów z Bayernu Monachium, zarzucił im brak zaangażowania, obwinił za porażkę w walce o koronę króla strzelców i... wystawił się na celownik niemieckich tabloidów. A te wypaliły natychmiast. Zobaczcie, co "Bild" napisał o "Lewym"!

- "Przeciwko Freiburgowi 'Lewy' miał cztery świetne sytuacje. Jego rywal Aubameyang zaliczył dublet w wygranym 4:3 meczu Borussii z Werderem, dzięki czemu wyprzedził Polaka." - napisali dziennikarze jednej z największych niemieckich gazet sportowych. Dorzucając, że Polak wyraźnie miał problemy z pogodzeniem się z porażką: - "Po meczu wściekły opuścił stadion".

Więcej TUTAJ


KOMENTARZE

;