Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: granadacf.es
$banner.

Paweł Bochniewicz dla 2x45: Ludzie myślą, że III liga hiszpańska to okręgówka, gdzie walczy się o kiełbasę na grilla

Autor: rozmawiał Przemysław Michalak
2017-06-30 18:15:00

Paweł Bochniewicz jako nastolatek wyjechał ze Stali Mielec do Regginy i szybko zadebiutował w Serie B. Potem za ponad milion euro przeszedł do Udinese, które na dwa ostatnie sezony wypożyczyło go do trzecioligowych rezerw Granady. Teraz 21-letni obrońca nie wykluczałby powrotu do Polski, lecz Włosi mają inne plany. - Miałem telefony z Ekstraklasy, ale Udinese chce, żebym grał w lepszej lidze. Sądzę, że na 90 procent zostanę w Hiszpanii, celem jest klub z Segunda Division - mówi Bochniewicz w obszernej rozmowie z www.2x45.info.

Przemysław Michalak (www.2x45.info): - Odchodzisz z rezerw Granady po dwóch sezonach. Co dalej?
Paweł Bochniewicz:
- Jeszcze sam nie wiem. Na 90 procent wrócę do Hiszpanii, celem jest jakiś klub z Segunda Division. Miałem sporo zapytań z Polski, nawet w poniedziałek wieczorem dzwonił jeden z trenerów klubu Ekstraklasy i pytał, czy byłbym chętny na powrót do kraju, ale Udinese nie zgadza się na moje przejście do polskiej ligi.

- Dlaczego?

- Chcą na mnie zarobić, wydali ponad milion euro i twierdzą, że prędzej ktoś tyle wyłoży jak będę grał w Hiszpanii, a nie w Polsce.

- Czyli Udinese już raczej nie wiąże z tobą planów...

- Teraz nie ma woli, żebym wrócił do klubu i walczył tam o skład. Może jeśli rozegram dobry sezon w Hiszpanii, będą patrzyli na to inaczej. W Udine mają masę zawodników na każdą pozycję, moja obecność tam w tym momencie nie miałaby większego sensu.

- Kiedy się wszystko wyjaśni?

- Zakładam, że najpóźniej w połowie lipca.

- Co wyciągnąłeś przez te dwa lata w rezerwach Granady?
- Przede wszystkim to, że cały czas ogrywałem się na szczeblu seniorskim. Ludzie myślą, że trzecia liga hiszpańska to jakaś okręgówka, gdzie gra się o kiełbasę na grilla. Są tu naprawdę dobrzy piłkarze, zresztą mamy świeży przykład z Polem Llonchem. Przyszedł z Granady B do Wisły Kraków i się sprawdził. To poziom często porównywalny z Ekstraklasą. Jestem zadowolony, bo występowałem regularnie i zdobywałem doświadczenie. Poprawiłem grę z piłką przy nodze i na małej przestrzeni. W takich sytuacjach czuję się pewniej niż wcześniej.

- Mówiłeś kiedyś, że Hiszpania bardziej ci odpowiada, bo we Włoszech jest więcej taktyki, przesuwania formacji i tym podobne. To twoje słabe punkty?
- Prawie każdy ci powie, że bardziej przyjazny dla zawodnika sposób pracy masz w Hiszpanii. Jest więcej piłki przy nodze, większe skupienie na czerpaniu radości z tego co robimy. We Włoszech kładzie się bardzo mocny nacisk na taktykę. Przykładowo: jest gierka na treningu i nagle trener przerywa zajęcia, bo ktoś się źle ustawił w jakiejś sytuacji. W Hiszpanii czegoś takiego nie ma. Przez dwa lata w Granadzie nie zdarzyło się, żebym zaliczył zajęcia bez piłki. W Udinese zdarzało się to niemalże w każdy poniedziałek. Mieliśmy treningi biegowe i taktyczne. Pomijając to, sądzę, że mój styl bardziej pasuje do ligi hiszpańskiej, gdzie jest mniej przepychanek i bitew na boisku.

- Czyli w przyszłości napastników w Premier League nie będziesz przestawiał?
- Wolę grać piłką, ale to też jest moja robota, nie mogę tego unikać. Nie wydaje mi się, żebym był typem stopera jak Sergio Ramos, który łokciami "zabija" rywali. Czasami jednak trzeba wpierdzielić się w napastnika i wtedy to robię.

- Wspominaliśmy o Llonchu. Byłeś jego głównym konsultantem przed przyjściem do Wisły?

- Dużo mu opowiadałem. Zapewniłem, że jeśli chodzi o miasto, na pewno będzie zadowolony. Dla mnie Kraków jest najładniejszym miastem w Polsce, to dobre miejsce dla rodziny, a jemu akurat urodziła się córeczka. Co do samej Wisły, mówiłem, że to klub z tradycjami, jeden z bardziej utytułowanych w Polsce, mierzył się z Barceloną i Realem Madryt w Lidze Mistrzów.

- Odnośnie poziomu trzeciej ligi hiszpańskiej, argumentów za jej jakością dostaliśmy na polskim gruncie sporo.
- Zdecydowanie. Stamtąd przychodzili Dani Quintana, Ruben Jurado, Airam Cabrera czy Gerard Badia i każdy był więcej niż solidnym transferem w Ekstraklasie. Naprawdę nieraz grając przeciwko komuś nie dowierzałem, że ktoś z takimi umiejętnościami może grać na tym szczeblu. Niejeden, gdyby teraz przyszedł z Segunda B do Polski, zrobiłby to samo co wspomniani Quintana i reszta.

- Koledzy często pytali cię, czy warto iść do naszego kraju?

- W ubiegłym roku środkowy pomocnik Sergio Martin pytał mnie o Jagiellonię. Miał stamtąd jakieś zapytania, ale nie zdecydował się i dalej gra w trzeciej lidze, ale już nie dla nas.

- Po rezerwach Granady chyba nigdy nie będziesz zaskoczony kosmopolitycznością szatni. Spotkałeś tam piłkarzy z całego świata, od Chin po Ekwador.

- Kilkanaście różnych narodowości. Z jednej strony to było fajne, z drugiej mniej. Na boisku wszyscy sobie jednak radziliśmy, wtedy każdy mówił w tym samym języku.

- Trzymałeś mocniej z jakąś grupą?

- Nie patrzyłem pod kątem narodowości, że z tymi gadam, a z tymi nie. Jak ktoś był dla mnie w porządku, ja dla niego też. Na początku jednak więcej rozmawiałem z piłkarzami anglojęzycznymi, na przykład z Nigerii, Ghany czy Gambii. Z Hiszpanami dogadać się w tym języku jest trudno. Później ogarnąłem hiszpański i mogłem się normalnie komunikować z każdym.

- Językowo jesteś przygotowany na transfer prawie wszędzie: angielski, włoski, hiszpański, polski.
- Język nie jest dla mnie problemem. Po włosku czy hiszpańsku na pewno się dziś dogadam. Nawet gdybym wyjechał do Chin, zacząłbym się uczyć chińskiego.



- Nieraz podkreślałeś, że od początku nastawiałeś się na szybki wyjazd za granicę. Dlaczego?
- Wyszedłem z założenia, że wyjeżdżając dopiero w wieku 21-22 lat, pewnych rzeczy już bym się nie nauczył, niektórych nawyków nie wyplenił. Co innego mając 15-16 lat. Takie miałem myślenie i tak zrobiłem. Jestem zadowolony ze swojej drogi i dziś bym jej nie zmienił.

- Czego nauczyłeś się za granicą, czego nie mógłbyś się nauczyć w Polsce?

- Pierwszy trening we Włoszech i od razu usłyszałem, że... źle biegam. Musieliśmy pracować nad ułożeniem stóp i całego ciała, obracaniem się. W Stali Mielec nikomu nawet nie przyszłoby do głowy, żeby zacząć to analizować. Nie wiem, jak jest teraz, parę lat już minęło, ale generalnie za granicą przywiązuje się wagę nawet do najmniejszych szczegółów i nie zostawia ich przypadkowi. W każdym aspekcie gry masz być jak najlepszy. Wszystkie treningi są nagrywane, biegamy z nadajnikami, co chwila jakieś testy i analizy, monitoring cały czas. W Polsce coś takiego od niedawna znajdziemy w kilku najlepszych klubach.

- Wyjechałeś do Regginy zimą 2013 roku, a już rok później zadebiutowałeś w Serie B jako 18-latek. Błyskawiczny przeskok.
- Miałem czas, żeby się nastawić, bo od początku sezonu 2013/14 byłem członkiem pierwszej drużyny. Jesienią dużo czasu spędzałem z reprezentacją U-19, ale i tak regularnie pojawiałem się na ławce rezerwowych. Debiutowałem w 30. kolejce i grałem już praktycznie do samego końca. Nie wiem, czy bardziej decydowała moja dobra postawa, czy w zasadzie pewny spadek do Serie C. Pewnie jedno i drugie miało znaczenie. W każdym razie, raczej nie odstawałem od reszty.

- To był wyższy poziom niż rezerwy Granady?

- Na pewno, to jednak szczebel wyżej. I tu, i tu można spotkać bardzo dobrych piłkarzy, ale różnicę widać. Zagrałem 90 minut z Palermo, naprzeciwko mnie Paulo Dybala i Franco Vazquez, a z ławki wszedł Andrea Belotti. W trzeciej lidze hiszpańskiej chyba nie będzie zawodnika, którego za kilka lat obejrzysz w finale Ligi Mistrzów jak Dybalę. Już wtedy piłkarsko prezentował wielką klasę.

- W Regginie nieraz ustawiano cię jako defensywnego pomocnika. W Granadzie już tylko środek obrony?

- Chyba 2-3 mecze rozegrałem w takiej roli. Transfermarkt pokazuje pięć, ale jeden to wejście na minutę, nawet mogłem nie zakodować, że wchodzę na boisko jako pomocnik. Swoją drogą, portal ten twierdzi, że jestem prawonożny. A nie jestem...

- Z perspektywy czasu wydaje się, że najlepszym scenariuszem byłoby utrzymanie Regginy w Serie B i pozostanie w niej. Wtedy prawdopodobnie nie musiałbyś przechodzić przez "czyściec" w trzeciej lidze hiszpańskiej.
- Byłby to bardzo kuszący wariant. Nie udało się, trzeba było poczynić inne kroki.

- Idąc do Udinese chyba wiedziałeś, na co się piszesz? Ten klub sprowadza dziesiątki młodych piłkarzy, bardzo trudno się tam przebić.
- Każdy przy transferze zakłada, że idzie grać. Trudno o inne nastawienie. Liczyłem, że dostanę szansę w pierwszej drużynie, a jeśli nie, to ogram się na wypożyczeniu. Udinese początkowo nie chciało mnie wypuszczać z Primavery, gdzie nieraz byłem kapitanem. Odejście do Granady stanowiło pewien kompromis. Zmieniłem otoczenie, ale pozostawałem pod monitoringiem rodziny Pozzo, która miała oba kluby.

- Brakuje ci jeszcze Watfordu do kompletu.

- Na razie nikt mi go nie proponował (śmiech).



- Ciągle przypomina się, że sporo kosztowałeś Udinese. Tak naprawdę: ile? Czytałem wersje od miliona do ponad półtora miliona euro.

- Szczerze? Nadal do końca nie wiem. Pewne jest to, że minimum milion euro.

- Trochę niepostrzeżenie stałeś się wtedy jednym z najdroższych młodych piłkarzy z Polski.

- Nie przywiązywałem do tego większej wagi.

- Odchodząc z Regginy odmówiłeś Lechii Gdańsk.

- Nie wszystko zależało tu ode mnie. Karty rozdawała Reggina, w zasadzie nie miałem wtedy wyboru, co nie znaczy, że nie jestem zadowolony z końcowego efektu.

- Lechia nie mogła przebić oferty Udinese, to oczywiste.

- Chętne były jeszcze inne kluby, temat Udinese wyskoczył znienacka. Nie miałem czasu, żeby siąść, przeanalizować i dojść do wniosku, że chcę tam pójść. Musiałem zdecydować w mniej niż dobę, postawiono mnie przed faktem dokonanym. Mimo to bardzo się cieszyłem. Udinese to renomowana marka, klub stawiający na młodzież, ze świetną akademią. Nie mogłem narzekać.

- Czyli Reggina powiedziała ci, że dogadała się z Udinese i albo odchodzisz, albo...
- ...albo zostaję i czeka mnie klub kokosa. Nie chciałem wtedy przedłużyć kontraktu, dlatego nie sądzę, bym mógł występować w Serie C w razie pozostania.

- W Udinese spotkałeś Piotra Zielińskiego.
- I nadal jesteśmy kolegami. Nie piszemy do siebie codziennie, ale co jakiś czas wymienimy się wiadomościami. Kontakt pozostał.

- Czułeś kiedyś, że jesteś naprawdę blisko debiutu w którymś z klubów?
- W Udinese znalazłem się w kadrze na Puchar Włoch z Napoli. W tamtym okresie często byłem na treningach seniorów i liczyłem, że może zagram. Nawet tak wynikało z zajęć. Niestety nic z tego. W Granadzie dopóki trenerem był Paco Jemez miałem nadzieję, że dostanę szansę, ale po jego zwolnieniu nawet już nie trenowałem z pierwszą drużyną. Zmiana nastąpiła, gdy przebywałem na młodzieżówce. Jak wróciłem, swoje rzeczy znalazłem w szatni rezerw.

- Jakie są różnice w mentalności Włochów i Hiszpanów?
- Hiszpanów to ja miałem czterech czy pięciu w drużynie (śmiech). Generalnie Hiszpanie to typowi południowcy. Pozytywne nastawienie, wszystko na jutro, odkładają coś na później. A Włosi? Zobaczyłem dwa światy. Reggio di Calabria znajduje się na samym południu kraju, więc mentalnie tamtejsi mieszkańcy są jak Hiszpanie, bardzo swobodni. Udine to z kolei północ Włoch, odczuwasz bardziej austriacko-niemiecki rygor, punktualność i te sprawy.

- Którym podejściem bardziej przesiąkłeś?

- Pół na pół. Jestem bardzo spokojny i może trochę małomówny, ale tak na co dzień wolę to południowe podejście do życia.

- Co było i może jest nadal największym problemem w życiu na obczyźnie?

- Rozłąka z rodziną i przyjaciółmi. Do miejsc się zbytnio nie przywiązuję, za to do ludzi tak. Wolę być z moją ekipą w Dębicy, niż samemu na Malediwach. Tego mi brakowało we Włoszech i w Hiszpanii. Towarzyszy mi dziewczyna, to dużo daje, ale od domu jesteś daleko. Rodzice raz na jakiś czas przyjadą, to jednak nie to samo. To najgorszy aspekt w byciu piłkarzem, na razie przez małe "p".

- Przewinąłeś się przez kadrę Marcina Dorny, ale powołania na Euro U-21 nie dostałeś.

- Nie mogłem czuć się rozczarowany. W tej reprezentacji byłem tylko na zgrupowaniu w marcu ubiegłego roku, zagrałem w jednym meczu. Od paru miesięcy nie miałem żadnego kontaktu z trenerem. Nie robiłem sobie nadziei. Selekcjoner podjął takie a nie inne decyzje. Szkoda, ale nic nie zrobię.

- Żal trochę mniejszy, biorąc pod uwagę dokonania naszej drużyny na tym turnieju?

- Nawet z jednym punktem w trzech spotkaniach chciałbym tam zagrać. Taka impreza to zawsze bardzo ważne doświadczenie, nawet jeśli tu i teraz oznaczałoby niepowodzenie.

- Powoli wychodzisz z wieku młodzieżowca, okres ochronny się kończy.

- Tak. Pora zacząć grać na fajnym poziomie i dokonać skoku jakościowego. Jestem na to gotowy.

- Counter Strike nadal jest twoją pasją?

- Nadal. Dalej gram i oglądam, jak grają inni. Jak nikogo nie ma w domu, komputer się u mnie pali. Oczywiście w wolnym czasie, niczego w życiu nie zawalam z tego powodu.

- To już rozumiem, dlaczego nie masz telewizora.

- I tak nie byłby używany. Przez pierwszy rok jeszcze go miałem, ale ani razu nie został włączony. Zostawiłem go w Dębicy.

- Widzę, że nie należysz do piłkarzy, którzy po wykonaniu swoich obowiązków jeszcze interesują się piłką.

- Często oglądam swoje mecze na platformach typu WyScout. Nie opuszczam żadnego meczu naszej reprezentacji, nie pogardzę Ligą Mistrzów, ale nie śledzę regularnie Ekstraklasy czy czołowych lig. Nie będę ukrywał.

                                                                                         rozmawiał Przemysław Michalak


KOMENTARZE

;