Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

W młodości siła. Sobotni hit udowodnił, że doświadczenie jest przereklamowane

Autor: Krystian Porębski
2019-10-20 13:00:03

Ileż to się nasłuchaliśmy od rodzimych ekspertów frazesów pokroju: „on jest młody, ma jeszcze czas”. Na nasze warunki zawodnik w wieku 21 lat nadal postrzegany jest w kategoriach juniora, którego wystawianie stanowi ogromne ryzyko dla drużyny. Bo za młody, niedoświadczony, może się spalić. Sobotnie starcie przy Łazienkowskiej pokazało, że to zwykłe farmazony.

Jest dopiero 2. minuta meczu, gracz Lecha rusza do ataku. Nieprzepisowym zagraniem powstrzymuje go Karbownik. Zawodnik Legii Warszawa od razu zostaje ukarany żółtą kartką, sędzia Musiał szybko pokazuje piłkarzom, że na brutalną grę w tym spotkaniu nie będzie przyzwolenia. Teoretycznie szybko otrzymany kartonik mógł wpłynąć na rozwój tego spotkania, młody piłkarz powinien być bardziej rozważny w swoich zagraniach. Kilkanaście czy kilkadziesiąt minut później, komentujący na antenie TVP to spotkanie chwalą piłkarza za to, że „otrząsnął” się po tej żółtej kartce. Gdyby nie to, że nie oglądałem tego spotkania sam, zapewne cofnąłbym transmisję, żeby tylko przysłuchać się, czy aby na pewno dobrze zrozumiałem intencje sprawozdawcy.

Michał Karbownik w sobotę przy Łazienkowskiej zagrał naprawdę przyzwoite spotkanie. Wystrzegał się większych błędów, a w jego grze absolutnie nie było widać braku doświadczenia. Szybko otrzymana żółta kartka? Rocha swoją ujrzał 2 minuty później i też nieszczególnie wpłynęło to na rozwój spotkania. Młodego zawodnika Legii można pochwalić naprawdę za wiele aspektów. W ofensywie co prawda nie poszalał, jego zadania w tym zakresie były okrojone, ale mimo tego że skrzydła Lecha działały bardzo sprawnie, Karbownik sprawował się dobrze i nie pozostawiał rywalom zbyt wiele pola do popisu. Tymczasem pochwały otrzymał za to, że się nie spalił. Czyli nie był oceniany jako normalny piłkarz, tylko młodzian, który jeszcze wiele się musi nauczyć, zanim będziemy go traktować poważnie. A i to nie jest pewne.

Bo – tu mała dygresja – przecież zawodników w Ekstraklasie traktujemy czasami jak pokrzywdzone niemoty, które trzeba chwalić za byle co. „Dobra próba”, „cechy wolicjonalne”, „intensywność”. Doskonale to wszyscy znamy. Pewien paradoks polega na tym, że często oddany bez sensu strzał z dystansu jest chwalony, podczas gdy jedna nieudana próba dryblingu kończy się na tyradzie, że po co tak, niepotrzebnie, nie powinien więcej tego robić. I tu zresztą wychodzi prawidło, że człowiek może wyjść z Ekstraklasy, a Ekstraklasa z człowieka już nie, bo przecież ostatnio na to samo w reprezentacji narzekał Kamil Glik... W ten sposób ograniczamy kreatywność i potem nie ma co się dziwić, że w kadrze mimo wielu naprawdę wysokiej klasy zawodników, kopiemy się po czole, bo brakuje nam tego luzu.

***

Całe szczęście młodzież Legii i Lecha pokazała przy Łazienkowskiej, że nowa generacja piłkarzy nie jest już taka skostniała. Wspomniany Karbownik grał przyzwoicie i wystawienie w jego miejsce kogoś bardziej doświadczonego, niekoniecznie poprawiłoby grę ekipy z Warszawy. Tymczasem bohaterem gospodarzy został inny 18-latek, Maciej Rosołek. Nie mamy pojęcia jakie są jego możliwości, ale dostał 16 minut i strzelił gola, zrobił swoje i kto wie, być może w przyszłości Legia na nim sporo zarobi. Do tego daleka droga, ale dziś się przydał, w meczu o najwyższym ciężarze gatunkowym. Andrzej Strejlau na antenie TVP krytykował co prawda Radosława Majeckiego, ale tylko za niecelne wykopy. Umówmy się, golkiper gospodarzy rozegrał udane spotkanie, kilka razy wybronił coś, co teoretycznie mogło wpaść do siatki. To na pewno nie był mecz jego życia, ale na pewno też można przy jego nazwisku postawić plusa. W przeciwieństwie do jego vis-a-vis, który przecież jest starszy i przyszedł z Holandii.

 

 

W pierwszej połowie prym wiódł Kamil Jóźwiak, którego wtedy można było postrzegać jako murowanego kandydata do wyróżnienia jako piłkarza meczu. Poziomu do końca spotkania nie utrzymał, ale widać po nim, że w ostatnich miesiącach złapał więcej regularności, zarówno w spotkaniach kadry młodzieżowej jak i meczach Lecha. Głównie tego mu brakowało, bo drybling i dynamika od początku były jego atutami, a z techniką również nie jest na bakier. Trochę gorzej zaprezentował się Robert Gumny, bo choć miał swoje momenty i kilka dobrych zagrań w ofensywie i defensywie, to jednak jest współodpowiedzialny za przegraną. To swojego rodzaju paradoks, bo jakbyśmy mieli oceniać wszystkich młodzieżowców w tym spotkaniu – a było ich aż dziewięciu – to jednak Gumny byłby oceniony najniżej, oczywiście biorąc pod uwagę fakt, że Kamiński i Tomczyk grali zbyt krótko, aby odnieść się do ich postawy na boisku. A przecież akurat lewemu obrońcy braku doświadczenia zarzucić nie można, bo z młodzieżowców więcej występów w Ekstraklasie ma tylko Jóźwiak.

W mojej opinii na największą uwagę zasługuje jednak Jakub Moder. Od jakiegoś czasu mówiło się, że pomocnik ma papiery na dobre granie i choć po kilku spotkaniach można wyciągnąć pochopne wnioski, zawodnik ekipy z Poznania pokazuje nową jakość. Akcja bramkowa z jego udziałem to tak naprawdę doskonały przegląd umiejętności piłkarza z numerem 15. Odpychany przez rywala twardo trzymał się na nogach, nie łapał się najłatwiejszego rozwiązania – bo przecież gdyby upadł, sędzia pewnie sięgnąłby po gwizdek. Nie oddał bezsensownie piłki pod presją, rozejrzał się i zagrał świetny przerzut na prawą flankę. Chwilę później piłka była już w siatce. To nie był jednorazowy wyskok, bo Moder już w poprzednich spotkaniach pokazywał, że mimo wieku chce brać na siebie odpowiedzialność za grę drużyny, podejmuje dobre decyzje i ma ogromny potencjał. Nie wiem jak daleko zajdzie ten chłopak, ale ze względu na specyfikę gry i rolę na boisku zbliżoną do mojego ulubionego piłkarza – Daniego Parejo – Jakub Moder zyskał kolejnego fana. Niech tylko piłkarz Lecha podejrzy u Hiszpana jak wykonywać rzuty wolne, a w Poznaniu będą z niego bardzo zadowoleni.

Oczywiście, młodzi piłkarze nie ustrzegli się błędów, jakbyśmy chcieli, to do każdego byśmy się o coś przyczepili. Tylko warto w tej chwili zadać sobie pytanie. Czy Legia bądź Lech zyskałyby cokolwiek, gdyby w miejsce jednego z tych 9 piłkarzy, posłały do boju ligowego przeciętniaka jakich u nas pełno, którego najważniejszą cechą jest zdobyte doświadczenie? Moim zdaniem zdecydowanie nie.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się