Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Accredito - Wisła Płock

Żuk w pogoni za minutami. W Wiśle Płock może liczyć na prawdziwą szansę

Autor: Maciej Golec
2020-07-21 22:30:20

Był młodzieżowym reprezentantem Polski i nadzieją Evertonu, który nie skąpił na sprowadzenie ówczesnego 14-latka 450 tysięcy funtów. Po powrocie do Polski Paweł Żuk nie miał jednak czego szukać w Lechii Gdańsk, więc teraz sprawdzi się w Wiśle Płock. Wszystko wskazuje na to, że teraz dostanie prawdziwą szansę. Tak przynajmniej podpowiada logika.

Dużą role w jego niepowodzeniu nad morzem odegrały na pewno same umiejętności i doświadczenie. Przed transferem do Lechii Żuk grywał jedynie w młodzieżowych drużynach Evertonu. Miał na koncie 30 meczów w Premier League U-18, w których – już jako głównie prawy obrońca przemianowany ze środkowego pomocnika – strzelił dwa gole i zaliczył pięć asyst. A jako że wtedy przez prawie półtoraroczny okres pracy w Lechii, Stokowiec nie miał oporów, by stawiać na młodzież, to sprowadzenie 18-latka wydawało się logicznym posunięciem.

Tym bardziej, że to nie miał być piłkarz na rok. Podpisał umowę do 2022 roku, więc Lechia chciała postawić na jego rozwój i ewentualną sprzedaż z zyskiem. Wtedy też wcale nie taki niemożliwy był transfer Karola Fili, który po dobrym pierwszym sezonie był rozchwytywany za granicą. A gdy rozpoczął kolejne rozgrywki jednym z najlepszych występów w barwach Lechii – starciem z Broendby w eliminacjach do pucharów – można było stawiać grube pieniądze na to, że prędzej czy później, ale z Gdańska i tak wyjedzie. Więc Żukowi mógł odpaść jeden rywal w walce o pierwszy skład, a pozostałby równie młody wychowanek – Rafał Kobryń.

Tak się nie stało ani latem, ani zimą, mimo że w mediach krążyły różne informacje. Wśród zainteresowanych pojawiały się kluby z MLS albo Celtic Glasgow, jednak Fila dokończył sezon w Gdańsku. Teraz szansa na jego odejście wciąż jest, z tym że przez ten rok trener Stokowiec zdążył zweryfikować Pawła Żuka podczas dwóch okresów przygotowawczych, na treningach, w 16 spotkaniach rezerw i jednym ekstraklasowym – tym pożegnalnym ze Śląskiem we Wrocławiu, kiedy jedyny raz wszedł na boisko po to, żeby zagrać, a nie tylko zapisać się w protokole meczowym.

I co tu dużo mówić. Nie było nam dane długo go oglądać, więc nie będziemy lać hektolitrów krytyki, ale na pierwszy rzut oka widać, że chłopak rasowym obrońcą to nie jest. W ofensywie może i potrafi sobie poradzić, jest sprytny, ale ciągle musi go ktoś z tyłu asekurować – raz stoper, innym razem defensywny pomocnik. Przyzwyczajenia z gry z przodu najwidoczniej wciąż są żywe. Poza tym, spryt w tej lidze to za mało, Żukowi zwyczajnie brakuje masy mięśniowej, nie jest przygotowany na fizyczne granie. Co bardziej niepokojące – od roku znacząco w tej dziedzinie się nie poprawił.

Nawet wtedy, gdy Karol Fila był poza składem, a Rafał Kobryń nie mógł brać, to na prawą obronę wchodził… Tomasz Makowski, środkowy pomocnik. Też młodzieżowiec. To wiele mówi o pozycji Żuka w Lechii, najwyraźniej nie było szans, żeby przy takiej konkurencji i tak wysoko zawieszonej poprzeczce przebił się do pierwszego składu. Za kilka lat Lechia może żałować pozbycia się go, tak jak to miało miejsce z Przemysławem Frankowskim. Ale skoro tu nie żarło, to po co obie strony mają się męczyć? Pora na drugą szansę – w Płocku.

 

 

W Płocku, w którym na pewno będzie miał łatwiej. Wisłę opuścił bowiem doświadczony prawy obrońca Cezary Stefańczyk, więc na dobrą sprawę w rywalizacji – na ten moment rzecz jasna – pozostają Damian Michalski i właśnie Paweł Żuk. Z tym, że ten pierwszy nie jest przyspawany do tej pozycji, grywa też po lewej stronie oraz jako stoper. Plus – w następnym sezonie straci status młodzieżowca, więc tym samym potencjalnego asa w rękawie, a powiedzmy sobie szczerze – wybitnym wirtuozem piłkarskim to on nie jest. Bardziej bylibyśmy skłonni powiedzieć, że definiuje go młodzieżowa przeciętność. Jeśli więc Żuk popracuje nad fizycznością, to może spokojnie go wygryźć, o ile płocczanie nie sprowadzą jakiegoś pewniaka, który na plac wejdzie z marszu.

Kilka tygodni temu „Przegląd Sportowy” donosił, że Wisła zabiega o innego prawego obrońcę Lechii – Rafała Kobrynia, ale ostatecznie padło na byłego piłkarza Evertonu. Szansa na to, by pokazać się lidze szerzej, jest dużo bardziej realna niż przez poprzedni rok, kiedy grzanie ławki rezerwowych wymieniał co jakiś czas na grzane krzesełek na trybunach, ale do tego potrzebna zmiany nastawienia. Jest status młodzieżowca, jest nie aż tak wymagająca konkurencja, jest średni klub bez presji na sukces. Czego chcieć więcej? 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się