function onFinishedPlaying() { $("#footerAdvert").remove(); } $(document).ready(function() { setTimeout("onFinishedPlaying()", 15000);


Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Deklasacja do przerwy i kontrola w drugiej połowie. Stołeczni wreszcie zaimponowali. Legia - Górnik 4:0

Autor: Bartosz Adamski
2018-11-03 23:36:54

Legia Warszawa wreszcie zagrała spotkanie, w którym nie dość, że bezdyskusyjnie przeważała, nie dała rywalowi dojść do groźnych sytuacji, to jeszcze wpakowała kilka bramek. Górnik Zabrze w starciu z drużyną Ricardo Sa Pinto nie miał po prostu tego dnia szans.

Zanim jednak rozpoczął się koncert Legii Warszawa, to spotkanie szybko zostało przerwane. Warszawscy kibice przygotowali bowiem oprawę poświęconą Świętu Niepodległości i jednocześnie zadymili całe boisko.


Przerwa trwała ponad 20 minut, czas został zatrzymany, a sędziowie umówili się, że wznowią mecz w drugiej minucie i trzydziestej sekundzie. I już po chwili Legia powinna grać w dziesiątkę. Bardzo ostro w nogę Łukasza Wolsztyńskiego wszedł Artur Jędrzejczyk, ale sędzia Wojciech Myć dał mu za ten stempel tylko żółtą kartkę. Aż dziwne, że w tej sytuacji nie interweniował VAR, skoro w niemal identyczny sposób w spotkaniu we Wrocławiu z boiska wyleciał Arkadiusz Piech.


Ostatecznie jednak mistrzowie Polski grali w komplecie i po chwili objęli prowadzenie. Na listę strzelców wpisał się po raz pierwszy Carlitos, który wykorzystał świetne podanie Cafu i posłał piłkę między nogami Tomasza Loski.

W tej, jak i w następnej sytuacji z 29. minuty nie popisał się Dani Suarez. Hiszpański obrońca zagrał ręką we własnym polu karnym, ale arbiter z Lublina do oceny tego zdarzenia potrzebował wideoweryfikacji. Ostatecznie wskazał na wapno i "jedenastkę" pewnym strzałem wykorzystał Michał Kucharczyk.

Stołeczni nie zamierzali wcale zwalniać tempa i po następnych ośmiu minutach prowadzili już 3:0. Tym razem do siatki trafił Dominik Nagy, a asystę zaliczył Adam Hlousek. Kluczową piłkę posłał jednak Carlitos, wypuszczając Czecha na skrzydle.

Jakby tego było mało, jeszcze przed przerwą powinna paść czwarta bramka, ale Nagy tym razem przegrał pojedynek z Loską.

Górnik Zabrze do przerwy prezentował się bardzo słabo. Popełniał proste błędy w defensywie - prym w tym wiódł zwłaszcza Kacper Michalski - nie potrafił wyprowadzić składnej akcji i w zasadzie nie przynosił zagrożenia pod bramką debiutującego w Ekstraklasie Radosława Majeckiego, więc jego premierowy mecz w lidze był wyjątkowo spokojny. Pierwszy celny strzał podopieczni Marcina Brosza oddali dopiero po ponad godzinie gry, ale 18-letni golkiper nie mógł przepuścić uderzenia Jesusa Jimeneza.

Po pierwszej połowie Łukasz Wolsztyński obawiał się katastrofy, bo dominacja Legii nie podlegała żadnej wątpliwości, ale warszawianie w drugiej odsłonie spuścili z tonu i nastawili się na kontrolę. Górnik nie był w stanie sobie jednak wyklarować dogodnej okazji. Sporo wiatru robił Wolsztyński, ale nie wspomagali go partnerzy. Na domiar złego w 53. minucie z kontuzją z boiska zejść musiał Igor Angulo.

Jasne stało się, że zabrzanom będzie trudno nawet o honorowego gola, ale Legia też praktycznie nie kreowała sobie już okazji. Raz groźnie uderzył Carlitos, ale poza tym musieliśmy czekać aż do końcowych fragmentów spotkania na kolejną dogodną sytuację. Akcję po pięknym prostopadłym podaniu Kucharczyka i dograniu od Nagy'a wykończył król strzelców ubiegłego sezonu, który goni w klasyfikacji tej kampanii Marcina Robaka.

Tym samym warszawski zespół wygrał bardzo przekonująco, nie pozostawiając złudzeń gościom i wreszcie zanotował imponujący występ. Zawodników, którzy zachwycili było naprawdę wielu. Tych, którzy zawiedli - w zasadzie brak. Świetnie prezentował się Marko Vesović i do miana piłkarza meczu zabrakło mu tylko asysty. Poza tym rządził duet Nagy - Carlitos, wspierany Kucharczykiem i Cafu.

Dzięki tej wygranej przynajmniej do niedzieli gracze Sa Pinto wskoczyli na pierwsze miejsce. Górnik z kolei może spaść nawet na ostatnią lokatę, jeśli Zagłębie Sosnowiec urwie punkty Jagiellonii Białystok.

Legia Warszawa - Górnik Zabrze 4:0 (3:0)
1:0 - Carlitos 13' asysta Cafu
2:0 - Kucharczyk 29' karny
3:0 - Nagy 37' asysta Hlousek
4:0 - Carlitos 82' asysta Nagy

Jak padły bramki:
1:0 - Cafu zagrał prostopadłą piłkę do Carlitosa, który uderzył z ostrego kąta, a Loska przepuścił strzał między nogami.
2:0 - Suarez zagrał ręką w polu karnym i sędzia wskazał na wapno. "Jedenastkę" pewnym strzałem wykorzystał Kucharczyk.
3:0 - Carlitos wypuścił na skrzydle Hlouska, a ten wycofał piłkę do Nagy'a, który uderzył między nogami Loski.
4:0 - Kucharczyk wypuścił Nagy'a na wolne pole, a Węgier dograł wzdłuż bramki do Carlitosa, który wbił piłkę do siatki.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się