Autor zdjęcia: zaglebie.eu

Mecz w atmosferze gorszej niż na stypie. Zagłębie spada z ligi, Śląsk jeszcze walczy. Zagłębie Sosnowiec - Śląsk 2:4

Autor: Bartosz Adamski
2019-05-05 18:21:16

Widząc trenera Zagłębia Sosnowiec Valdasa Ivanauskasa w przedmeczowej rozmowie z reporterem Canal+ podejrzewaliśmy, że to może być dzień, w którym sosnowiczanie pożegnają się z Ekstraklasą. Litewski szkoleniowiec był wyraźnie przybity i tak też na boisku wyglądali jego podopieczni. Na nic zdało się nawet odsunięcie od składu Żarko Udovicicia. Zagłębie spada z ligi na trzy kolejki przed końcem.

Niewiele ponad dwa tysiące osób przyszło zobaczyć jak Zagłębie Sosnowiec spada z ligi. Misja, która od początku zimy zapowiadana była jako niemożliwa, taką właśnie się okazała. Przed meczem ze Śląskiem Wrocław nie wierzył już w jej powodzenie chyba nawet trener Valdas Ivanauskas. Sprawiał wrażenie bardzo przybitego, odpowiadał zdawkowo na pytania reportera Canal+. Naprawdę wiele wskazywało bowiem, że beniaminek już w swoim pierwszym sezonie pożegna się z Ekstraklasą. Arka Gdynia i Miedź Legnica zremisowały, a to oznaczało, że Zagłębie w przypadku porażki opuści ligę. Litewski szkoleniowiec chciał jeszcze jakoś last minute wstrząsnąć swoją drużyną, dlatego postanowił odstawić całkowicie od składu Żarko Udovicicia, którego wysłał na trybuny.

Na niewiele się to zdało, bo wiary w graczach z Sosnowca nie było widać od samego początku spotkania. Śląsk już po kilkunastu sekundach mógł objąć prowadzenie, ale Michał Chrapek w dobrej sytuacji główkował wprost w Lukasa Hrosso. Za chwilę zaś bardzo dobrą okazję wypracował sobie Marcin Robak, ale uderzył niedokładnie i słowacki golkiper nie miał problemów z interwencją.

Wtedy na chwilę inicjatywę przejęło Zagłębie. Gracze Ivanauskasa częściej utrzymywali się przy piłce, potrafili nawet zamknąć wrocławian we własnym polu karnym, ale konkretów z tego było niewiele. W zasadzie wymienić można tylko strzał Olafa Nowaka obok bramki.

Gdy gra toczyła się głównie w środku pola, niespodziewanie gola strzelili goście. Robert Pich zdecydował się na indywidualną akcję, po czym dograł do balansującego na linii spalonego Mateusza Cholewiaka, a 29-letni skrzydłowy uderzył obok Hrosso. Jeśli był w tym przypadku w ogóle spalony, to naprawdę minimalny, zatem nie ma nawet o czym dyskutować.

Gracze Vitezslava Lavicki po tym trafieniu zaczęli kontrolować obraz spotkania. Zagłębie jednak w pierwszej połowie było bardzo mizerne, więc nawet nie trzeba było się szczególnie starać, by utrzymać ten wynik. Choć trzeba przyznać, że centrostrzał Patrika Mraza z rzutu wolnego mógł zaskoczyć Jakuba Słowika, ale piłka przeleciała tuż obok bramki.

Trener Ivanauskas był bardzo poirytowany postawą swoich zawodników i już w 38. minucie zdecydował się zdjąć Mateusza Możdżenia, desygnując do gry Lukasa Gressaka. W przerwie posłał na ławkę zaś kompletnie niewidocznego Giorgiego Gabedawę, a wpuścił Vamarę Sanogo.

I początkowo wydawało się, że będzie to strzał w dziesiątkę. Francuz bowiem tuż po przerwie przeprowadził znakomitą akcję, minął przy linii końcowej Mariusza Pawelca i wyłożył piłkę Olafowi Nowakowi, który skierował ją pod poprzeczkę.

Wydawało się wówczas, że sosnowiczanie mogą jeszcze powalczyć o zwycięstwo i uniknięcie degradacji, ale Śląsk, jak by to powiedział Henryk Kasperczak, zareagował pozitiwnie. Jeszcze przed upływem kwadransa drugiej połowy prowadził 3:1, a mógł nawet wyżej. Najpierw do siatki trafił po rzucie rożnym rozgrywający wreszcie bardzo dobry mecz Wojciech Golla. Za chwilę zaś niesamowitą sytuację zmarnowali Robak z Chrapkiem, gdy w sytuacji 3 na 1 spalił ten drugi.

 

 

 

To jednak nie podłamało przyjezdnych, bo za chwilę drugi raz na listę strzelców wpisał się Cholewiak. Chrapek zrehabilitował się precyzyjnym dośrodkowaniem, a były zawodnik Stali Mielec urwał się Michaelowi Heinlothowi i pokonał Hrosso główką po krótkim słupku.

Wówczas jasne było, że gospodarze nie tylko jedną, a nawet jedną i czterema palcami drugiej nogi są już w I lidze. A w dodatku dobili się sami. W 84. minucie Śląsk przeprowadził ładną akcję - Chrapek wypuścił rezerwowego Damiana Gąskę na skrzydle, który zagrał wzdłuż bramki, a tam Patrik Mraz naciskany przez innego rezerwowego, Mateusza Radeckiego, skierował piłkę do własnej bramki.

To był wynik odzwierciedlający obraz gry w drugiej odsłonie, choć trzeba przyznać, że Mraz był bliski gola do właściwej bramki kilka minut wcześniej. Uderzył jednak wówczas z rzutu wolnego w poprzeczkę. Na otarcie łez beniaminek dostał jednak prezent od Jakuba Słowika, który wypuścił uderzenie Szymona Pawłowskiego z dystansu i faulować musiał Giorgiego Iwaniszwiliego. Sędzia Paweł Raczkowski początkowo puścił grę, ale gdy strzał Tomasza Nawotki ofiarnie zablokował Golla, to wskazał na wapno. Do "jedenastki" podszedł Sanogo, ale Słowik go wyczuł. Przy dobitce Giorgiosa Mygasa był jednak bezradny.

Końcowego obrazu meczu ten gol jednak nie mógł zamazać. Zagłębie pożegnało się z ligą w bardzo słabym stylu i straciło nawet matematyczne szanse na utrzymanie. Spadek odbył się w atmosferze gorszej niż na stypie. Zimno, wietrznie, deszczowo, pustki na trybunach i jeszcze brak dopingu. Jakby nawet kibice nie mieli już nadziei.

Ta zaś pojawiła się we Wrocławiu, bo Śląsk do bezpiecznej lokaty traci już tylko jeden punkt. Najważniejsza wiadomość dla WKS-u jest taka, że przełamana, i to w dobrym stylu, została seria sześciu meczów bez zwycięstwa. Sytuacja nadal jest trudna, ale ten sezon jest jeszcze do odratowania.

Zagłębie Sosnowiec - Śląsk Wrocław 2:4 (0:1)
0:1 - Cholewiak 25' asysta Pich
1:1 - O. Nowak 50' asysta Sanogo
1:2 - Golla 57'
1:3 - Cholewiak 59' asysta Chrapek
1:4 - Mraz 84' sam asysta Gąska
2:4 - Mygas 89'

Jak padły bramki:
0:1 - Pich zdecydował się na indywidualną akcję i dograł do balansującego na linii spalonego Cholewiaka, który precyzyjnie wykończył akcję.
1:1 - Sanogo ograł przy linii Pawelca, wycofał do Nowaka, który uderzył pod poprzeczkę.
1:2 - Mączyński dośrodkował z rzutu rożnego, piłka odbiła się od Sanogo, spadła pod nogi Golli, a ten mocnym strzałem pokonał Hrosso.
1:3 - Chrapek wrzucił piłkę w pole karne, a tam Cholewiak wygrał walkę o pozycję z Heinlothem i pokonał po krótkim słupku Hrosso.
1:4 - Ładna akcja Śląska - Chrapek wypuścił Gąskę, który zagrał wzdłuż bramki, a naciskany przez Radeckiego Mraz skierował piłkę do własnej bramki.
2:4 - Słowik obronił karnego Sanogo, ale wobec dobitki Mygasa był już bezradny.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się