Autor zdjęcia: Własne

Adamczuk: Daję legionistom 30% szans. Sukces w pucharach wzmocni pozycję trenera Legii. Vuković: Nie boimy się Szkotów

Autor: Marcin Łopienski
2019-08-22 12:35:32

Czwartkowa prasa najwięcej miejsca poświęca pojedynkowi Legii Warszawa w eliminacjach do Ligi Europy. Wybraliśmy 23 materiały z sześciu źródeł.

„PRZEGLĄD SPORTOWY”

„McLeish: Gerrard zasłużył na respekt”

„Maciej Kaliszuk: Czy pana zdaniem Rangers są faworytem starcia z Legią?

Alex McLeish (były trener Rangers): Zagrali bardzo dobrze przeciw Midtjylland. Zwłaszcza zwycięstwo 4:2 w Danii może robić wrażenie. To musiało dać drużynie pewność siebie. Dlatego Rangers mogą być faworytem tej rywalizacji, ale niestety nasze zespoły w Europie sobie nie radzą. Zeszły tydzień był dla kibiców w Szkocji bardzo trudny. Odpadły Celtic (gra jeszcze w el. LE – przyp. red.) i Aberdeen, tylko Rangers osiągnęli bardzo dobry wynik. Trudno mi jednak dokładnie oceniać szanse obu drużyn, bo nie za wiele wiem o Legii. Jest dobrym zespołem, może nie z europejskiego topu, ale na pewno będzie bardzo groźna dla Rangers. 

Pięć lat temu przekonał się o tym Celtic. Na boisku Legia rozbiła go 6:1 w dwumeczu, ale nie awansowała z powodu błędu działaczy.

Pamiętam. Wtedy jej trenerem był Henning Berg, dawniej gracz Rangers. Szkockie zespoły nie są specjalnie mocne, ale poziom polskiej ligi też nie jest wysoki. Spodziewam się więc wyrównanego dwumeczu.

Jak pan ocenia menedżera Rangers Stevena Gerrarda?

Wykonuje świetną robotę. Myślę, że zasłużył na respekt. Nie wywyższa się. Nie przyszedł i nie powiedział: „Słuchajcie mnie, bo jestem Steven Gerrard”. To wielki człowiek, szanuje szkocką piłkę. Gerrard ma bardzo silną osobowość i dał wiele pewności drużynie”.

Więcej TUTAJ

***

„Awans Legii potężnym wzmocnieniem pozycji Vukovicia”

„Dla spotkań o taką stawkę, ze znanymi, silnymi rywalami wybrałem Legię. Nie będziemy potrzebowali żadnej dodatkowej motywacji, nogi same poniosą po murawie – nie ukrywa Marko Vešović. Reprezentantowi Czarnogóry wtórują koledzy z drużyny oraz trener Aleksandar Vuković. A także spragnieni i stęsknieni za widowiskami na wysokim poziomie kibice – od poniedziałku, kiedy rozpoczęła się otwarta sprzedaż wejściówek (posiadacze karnetów mogli je nabyć wcześniej), trwało oblężenie kas stadionu przy ulicy Łazienkowskiej. Padły serwery klubowej strony internetowej, która notowała setki tysięcy odsłon”. 

Więcej TUTAJ

***

„Milik nie odejdzie z Napoli”

„Koniec spekulacji w sprawie Arkadiusza Milika. Reprezentant Polski, wokół którego przez całe lato trwało transferowe zamieszanie, zostanie w Neapolu. Jak podaje "La Gazzetta dello Sport", niezależnie od ruchów drużyny w końcówce letniego okna, 25-latek pozostanie piłkarzem Napoli przynajmniej przez najbliższy sezon”.

Więcej TUTAJ

***

„Legia chce wygrać dla Deyny”

„Jestem pewny, że piłkarze Legii zrobią wszystko, by wygrać ze szkocką drużyną. Jeśli tego dokonają, zwycięstwo zadedykujemy śp. Kazimierzowi Deynie – mówił właściciel Legii przy okazji prezentacji wydanego przez Pocztę Polską znaczka z podobizną byłego, tragicznie zmarłego pomocnika Legii. Rok 2019 został ogłoszony przez klub „rokiem Deyny”. – 50 lat temu zdobył z Legią pierwsze z dwóch mistrzostw Polski, 40 lat temu wyjechał do Manchesteru City, a 30 lat temu, niestety, tragicznie zmarł. Był żywą legendą Legii i polskiego sportu – mówił prezes Mioduski”. 

Więcej TUTAJ

***

„Frankowski: Może mnie dogonić”

„PIOTR WOŁOSIK: Kończył pan karierę mając 39 lat i zdobytych 169 ekstraklasowych goli. Pański, w przeszłości młodszy kolega z Wisły Kraków – Paweł Brożek ma dziś 36 lat, a bramek 143. Słyszałem pańskie życzenia, by zdołał pana dogonić. Kurtuazja? 

TOMASZ FRANKOWSKI (były piłkarz Jagiellonii Białystok i Wisły Kraków): Kurtuazja, choć przypuszczam, że Paweł, zdobywając w minionej kolejcedwa gole poczuł ekscytację z faktu, że powolutku może przesuwać się w klasyfikacji najskuteczniejszych ligowców w historii. To fajna motywacja i pewna podniecenie z pokonywania kolejnych szczebelków w historycznej tabeli. Być może Paweł dobije do mnie, lecz na to potrzebuje, dwóch dobrych sezonów strzelania. A z tym może być kłopot, bo dwóch, minionych sezonów nie może zaliczyć do udanych. Nie mówię, że jest to niemożliwe. Szczególnie, że może otrzymać wsparcie od trenera Macieja Stolarczyka, bo ten...nie ma bólu głowy z nadmiarem skutecznych napastników. Z doświadczenia wiem jednak, że człowiek im starszy, zdobywanie bramek przychodzi zdecydowanie trudniej. Z tego również powodu skończyłem piłkarską przygodę. W swoim ostatnim sezonie z 30 meczów wziąłem udział w 20, zdobywając jedynie 6 goli. A że słaby to wynik, uznałem, iż nie ma sensu rozmieniać się na drobne.

Paweł Brożek oficjalnie zakończył granie, później zdecydował się na powrót. Trochę, jak pięściarze, kilka razy kończący karierę.

Po pożegnaniu wrócił na chwilę, później znowu przedłużył kontrakt, choć to zdaje się stało pod znakiem zapytania. No i teraz znowu gra. Ja na miejscu Pawła, zaznaczając, że to moja subiektywna opinia nie wracałbym po oficjalnym zakończeniu. Ale nie każdy musi postępować, jak Frankowski.

Przed laty Paweł trafił do Wisły Kraków. I tu sam nie wiem – na dobry moment, czy zły? Przecież super atak tworzyli Frankowski z Maciejem Żurawskim.

Paweł trafił na bardzo dobry czas, bo mógł podpatrywać i uczyć się od wówczas najlepszych, polskich piłkarzy. Sądzę, że dużo wyniósł z tych treningów. Jeśli przy jakimś trenerze nie mógł się przebić zostawał wypożyczany, do ŁKS Łódź, czy GKS Katowice. Ale wracał. Paweł nawet, jak wszedł za „Franka”, czy „Żurawia”, na kwadrans, 20 minut i zdobył bramkę miał pewnie sporą radochę, zważywszy na fakt bycia bardzo młodym piłkarzem”.

Więcej TUTAJ

***

„Pięciu Polaków walczy o awans”

„Pięciu Polaków, nie uwzględniając piłkarzy Legii Warszawa, walczy w czwartek w IV rundzie o awans do fazy grupowej Ligi Europy. W najgorszym wypadku (odpadnięcie wicemistrza Polski i klubów pozostałych naszych rodaków) może się zdarzyć, że w fazie grupowej będziemy mieli tylko jednego zawodnika.

W zeszłym sezonie w Lidze Europy zagrało aż dwunastu Polaków, choć trzeba pamiętać, że dwóch z nich – Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński z Napoli – dopiero wiosną, kiedy ich zespół odpadł z Ligi Mistrzów. W grupie mieliśmy dziesięciu przedstawicieli, w tym dość niespodziewanie Jakuba Bednarczyka i Adriana Stanilewicza z kadry U-20, którzy dostali szansę debiutu w Bayerze Leverkusen w ostatniej kolejce, kiedy niemiecki zespół był już pewien awansu do 1/16 finału”.

Więcej TUTAJ

***

„Egzamin Zielińskiego zdał egzamin”

„Po ostatnich meczach sami rozmawialiśmy w szatni, że potrzebne są zmiany – powiedział po spotkaniu z Lechem Poznań (0:0) Adam Danch, środkowy obrońca Arki, który jako jedyny z całego bloku utrzymał swoją pozycję i w każdym meczu sezonu wystąpił od pierwszej do ostatniej minuty.

Do potyczki z Kolejorzem gdynianie podchodzili jako najsłabsza defensywa ligi. W czterech kolejkach stracili osiem bramek. W końcu trener Jacek Zieliński dokonał zmian. Pierwsze zalążki roszad mieliśmy już w trzeciej serii gier, gdy spotkania z Zagłębiem Lubin (0:2) nie dokończyli Frederik Helstrup i Damian Zbozień. Na boisku zastąpili ich Christian Maghoma i Michael Olczyk. Kolejny mecz obaj rozpoczęli w podstawowym składzie. Miejsce w jedenastce znalazło się również dla Helstrupa, jednak na innej pozycji – lewej obronie. Ostatni raz występował na niej regularnie pięć lat temu, grając jeszcze w barwach AC Horsens. Mimo to udanie zastąpił kapitana Adama Marciniaka, za co został pochwalony po spotkaniu”.

Więcej TUTAJ

***

„Korona do poprawki”

„Kielczanie słabo zaczęli sezon i włoski szkoleniowiec musi bardzo szybko coś zmienić w grze swojego zespołu. Złocisto-krwiści z Lettierim na ławce w poprzednich dwóch sezonach miewali już słabsze momenty. Tyle tylko że zazwyczaj kryzys pojawiał się pod koniec rozgrywek, kiedy koroniarze ani nie walczyli o prawo do gry w eliminacjach europejskich pucharów, ani nie musieli się bać o utrzymanie. Słowem, porażki były frustrujące, ale nie miały większego wpływu na miejsce klubu w tabeli. Teraz jest inaczej”. 

Więcej TUTAJ

***

„Zadowolony debiutant z Pogoni”

„Mecz Pogoni z Arką Gdynia (2:0) skończył się kilkadziesiąt minut wcześniej, kiedy trener Kosta Runjaic i szef pionu sportowego Dariusz Adamczuk szli parkingiem do budynku z szatniami. W drzwiach spotkali się z już przebranym Igorem Łasickim. Niemiec zatrzymał stopera, zagadał, wymienili kilka zdań, pożartowali i się pożegnali. Ktoś mógłby się dziwić, że szkoleniowiec poświęca czas rezerwowemu środkowemu obrońcy. Ale w dużej mierze właśnie za sprawą takiego podejścia, gdy Łasicki musiał wejść na boisko w starciu z Koroną w Kielcach (1:0), był gotowy do gry. Bo po prostu czuł się potrzebny, choć przecież w pierwszych czterech kolejkach nie wystąpił ani przez chwilę”.

Więcej TUTAJ

***

„Daehne wrócił do łask”

„Pierwsze dwie kolejki tego sezonu ekstraklasy Thomas Dähne mógł oglądać co najwyżej z trybun. Ówczesny trener Nafciarzy Leszek Ojrzyński uznał, że bronił będzie Bartłomiej Żynel, a jego zmiennikiem zostanie sprowadzony ze Śląska Wrocław Jakub Wrąbel. Dähne szykował się do odejścia, ale szybko okazało się, że to jednak on wciąż jest najlepszym golkiperem płockiej drużyny. Wystąpił bowiem w dwóch ostatnich kolejkach. – Nikt mi nie wyjaśnił, dlaczego wcześniej nie grałem. To był trudny dla mnie czas. W poprzednim sezonie broniłem regularnie i nagle wylądowałem na trybunach. Ale to już przeszłość i nie chcę więcej o tym mówić, bo to nie ma sensu – ucina 25-letni bramkarz”.

Więcej TUTAJ

***

„Słowacy stali się niepotrzebni Cracovii”

„Tomaša Vestenickiego i Jaroslava Mihalika w Krakowie nie było na tyle długo, że kibice Cracovii mieli prawo zapomnieć, że obaj Słowacy wciąż są piłkarzami ich klubu. Obaj minione półtora roku spędzili na wypożyczeniach w ojczyźnie, gdzie spisywali się całkiem przyzwoicie. Vestenicky strzelił dla Nitry szesnaście goli w trzydziestu dziewięciu meczach słowackiej ekstraklasy. Mihalik w Żylinie trafił do siatki dziewięć razy, dorzucając osiem asyst. W Krakowie, gdzie mają jeszcze ważne kontrakty, nikt nie witał ich jednak z otwartymi ramionami, a dobra postawa na wypożyczeniach w żaden sposób nie zmieniła ich statusu transferowych niewypałów. Obaj kosztowali klub ponad cztery miliony złotych, jednak nie przynieśli na boiskach praktycznie żadnego pożytku”.

Więcej TUTAJ

***

„Imponująca efektywność Błaszczykowskiego”

„W polskich warunkach dość rzadko zdarzają się skrzydłowi, których grę da się opisać wymiernymi efektami. Bardzo często na pochwały zasługują ci, którzy robią sporo szumu i wiatru, nieźle dryblują i imponują szybkością. Gdy jednak spojrzy się na ich statystyki, rubryki dotyczące bramek oraz asyst, zwykle nie powalają na kolana. Inaczej niż za granicą, w ekstraklasie rzadko zdarza się, by skrzydłowi zajmowali czołowe miejsca w klasyfikacji strzelców. A za wytłumaczenie mało imponujących liczb nowo pozyskiwanego z zagranicy napastnika często służy zdanie: „sporo czasu grał na skrzydle”. Tak jakby z bocznych sektorów boiska nie dało się stworzyć zagrożenia pod bramką”.

Więcej TUTAJ

***

„Navas chce odejść z Realu”

„Keylor Navas w ostatnich latach wielokrotnie był bohaterem Realu Madryt. Bramkarz był kluczową postacią drużyny, która zdobyła trzy Ligi Mistrzów z rzędu, a do tego należał do grona ulubieńców Zinedine'a Zidane'a. Nikt w Madrycie nie narzekał na występy golkipera, jednak po sprowadzeniu Thibauta Courtoisa, który przychodził do Madrytu jako najlepszy bramkarz mundialu, 32-latek poszedł w odstawkę”.

Więcej TUTAJ

 

„SPORT”

„Milik tu, Milik tam”

„Letnie okienko transferowe trwa zdecydowanie za długo i gdyby nie „mydlane opery” z Neymarem i Mauro Icardim w sierpniu media nie miałyby o czym pisać. Nikt nie chce czekać do samego końca na tworzenie drużyny, sprawy transferowe trzeba załatwiać jak najprędzej. Każdy chce mieć zamkniętą kadrę na inaugurację rozgrywek i zgodnie przyznali to trenerzy Ernesto Valverde z Barcelony i Thomas Tuchel z Paris SG, których kluby wmieszane są w fochy Neymara. To nie sprzyja spokojnej pracy. W ostatni weekend oba kluby przegrały w ligach”.

Więcej TUTAJ

***

„Ruchy przy Okrzei”

„Pisaliśmy na naszych łamach o sytuacji i poważnym urazie Jakuba Czerwińskiego. Stoper mistrzów Polski w poprzedni czwartek pechowo zderzył się z bramkarzem. Uraz wyglądał bardzo źle, że tamten feralny trening został momentalnie przerwany i zakończony. W poniedziałek „Czerwo” poleciał do Barcelony na specjalistyczne konsultacje medyczne. Już wiadomo, że bez operacji i długiej przerwy się nie obejdzie. – W poprzednim tygodniu Kuba doznał kontaktowego urazu kolana ze zwichnięciem rzepki. Po konsultacji w Barcelonie podjęto decyzję o zabiegu operacyjnym. Liczymy, że szybko wróci do gry, ale minimalny okres przerwy to około czterech miesięcy – powiedział Grzegorz Biliński, fizjoterapeuta Piasta. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że filaru defensywy gliwiczan w tym roku w Ekstraklasie już nie zobaczymy, a jeśli rehabilitacja będzie przebiegała pomyślnie, to pojawi się on dopiero wiosną”.

Więcej TUTAJ

***

„Cichy bohater między słupkami bramki Wisły Kraków”

„Piłkarscy eksperci, zachwycający się wysokim zwycięstwem Wisły Kraków z Łódzkim Klubem Sportowym, na pierwszym miejscu stawiają bramkostrzelnego weterana Pawła Brożka. Wychwalają także Vukana Savićevicia za rozgrywanie piłki i atomowe uderzenie, a tylko nieliczni zwracają uwagę na Michała Buchalika. 30-letniego bramkarza rodem z Boguszowic śmiało można jednak nazwać cichym bohaterem początku sezonu „Białej gwiazdy”.

Więcej TUTAJ

***

„Sztuka cierpliwości”

„Takich futbolowych osobowości jak Tomasz Wróbel można szukać w naszym futbolu ze świecą. Właściwie nie przystaje on do współczesnego modelu zawodnika, obecnie trenera, który obok piłkarskiej pasji ma wiele innych zainteresowań, które każą w nim widzieć otwartego na świat humanistę, często sięgającego po książkę, wielbiącego koncerty i granie Metalliki. Na dodatek zadurzonego w górach, sporo podróżującego, ale jednak wciąż rozkochanego w futbolu”.

Więcej TUTAJ

 

„GAZETA WYBORCZA”

„O chwałę i pieniądze”

„Takiego zainteresowania futbolem nie było w Warszawie od dawna. A precyzyjniej od chwili, gdy Legia w Lidze Mistrzów gościła Borussię, Sporting i Real (ostatecznie mecz był rozegrany przy pustych trybunach), a potem jak równy z równym biła się w Lidze Europy z Ajaksem. Czyli trzy lata temu”.

Więcej TUTAJ

***

„Gerrard dodaje skrzydeł Rangersom”

„Cóż to była za chwila na Anfield Road, gdy w styczniu 2015 r. Steven Gerrard poinformował, że nie przedłuży kontraktu z Liverpoolem. Spędził w nim 28 lat, oddał mu serce i duszę, został jednym z jego symboli. Klubowy lekarz uratował go od amputacji palca, gdy jeszcze jako dzieciak, bawiąc się piłką, stanął na widły. W legendarnym finale Ligi Mistrzów z Milanem w 2005 r. jego gol poderwał drużynę, która nie złożyła broni, choć przegrywała już 0:3. – Powiedzieć, że był w zespole pierwszy po trenerze, to nic nie powiedzieć”.

Więcej TUTAJ

 

„RZECZPOSPOLITA”

„Święto bez strachu o kasę”

„Ostatnie mecze z tak uznaną europejską firmą jak Rangers Legia grała w Lidze Mistrzów, gdy za rywali miała Borussię Dortmund, Sporting Lizbona i przede wszystkim Real Madryt.

W ostatnich latach kibice z Łazienkowskiej przeżywali raczej frustrację i gniew, związane z porażkami w eliminacjach pucharów. Lepsze od mającej mocarstwowe ambicje Legii, okazywały się drużyny takie jak Spartak Trnava ze Słowacji, Dudelange z Luksemburga, czy jeszcze wcześniej kazachska Astana i mołdawski Sheriff Tyraspol”.

Więcej TUTAJ

 

„SUPER EXPRESS”

„Vuković: Nie boimy się Szkotów”

„Super Express: - Na zewnątrz uchodzi pan za twardziela. Jednak ci, którzy pana znają, wiedzą, że jest pan niesamowicie wrażliwym człowiekiem. Jak pan przyjmował krytykę, jaka spadła na Legię po pierwszych meczach tego sezonu?

Aleksandar Vuković: - Nie uważam, że powinienem być nie wiadomo jak twardy, żeby sobie radzić z rzeczami tak normalnymi jak fakt, że jeden mecz się zremisuje, a drugiego nie wygra… Jeżeli ktoś nie jest na to gotowy, to powinien się zająć czymś bardziej przewidywalnym, niż piłka nożna. Praca z drużyną piłkarską to są zajęcia z żywym organizmem, gdzie nie wszystko zawsze musi funkcjonować tak jak byśmy sobie tego życzyli...

- Siedzi pan w piłce dostatecznie długo, by wiedzieć, że na początku sezonu graliście słabo.

- Rzeczywistość jest taka, gdy jesteśmy na początku pracy, to od razu nie musimy grać na idealnym poziomie. Liczyło się, jak drużyna pracuje na to, żeby było lepiej. Gdybym zobaczył, że u chłopaków jest marazm i apatia, to zacząłbym się zastanawiać, gdzie jest problem. Natomiast gdy widzę, że drużyna jest maksymalnie zaangażowana, to wiem, że to tylko kwestia złapania rytmu, pewnych automatyzmów na boisku i musi być lepiej. To dotyczy nie tylko nas, ale i dużo większych i lepszych klubów na świecie. Na początku sezonu najważniejsza była skuteczność, szczególnie w eliminacjach europejskich. I tę od początku mieliśmy. Generalnie poza meczem z Pogonią w lidze, wszystkie pozostałe spotkania w naszym wydaniu zaliczam na plus”.

Więcej TUTAJ

***

„Adamczuk: Daje Legii 30% szans na awans”

„Super Express: - Skąd tak niekorzystna prognoza dla Legii?

Dariusz Adamczuk: - Oglądałem oba mecze Rangersów z Midtjylland. Wygrali w dwumeczu 7:3, a gdyby było trzeba to wygraliby 10:3. Mają bardzo dobrych piłkarzy, którzy są świetnie przygotowani szybkościowo. Sam się dziwię i zastanawiam, jaki mają klucz doboru do drużyny, bo ci chłopcy potrafią biegać cały mecz na bardzo dużej intensywności i agresywności, a jednocześnie są jakościowo dobrymi piłkarzami.

- Za pana czasów w Rangers było tak samo?

- Wtedy też piłkarze Rangers i Celticu wyróżniali się cechami o których wspomniałem, a oprócz tego mieli dużą jakość. Teraz jest podobnie. Rangers po degradacji i odbudowie od IV ligi  są kandydatem do mistrzostwa Szkocji, chyba pierwszy raz od 8 lat. Dlatego uważam ich też za faworyta dwumeczu z Legią. Również fakt, że został w drużynie Kolumbijczyk Alfredo Morelos, za którego były 20-milionowe oferty z innych klubów, świadczy, że chcą zdetronizować Celtic. Na Morelosa Legia musi uważać”.

Więcej TUTAJ

 

„FAKT”

„Błaszczykowski rwie się do gry”

„- Jestem wyrywny. Przy moim charakterze nie jest to takie proste, by podchodzić do tego spokojnie. Dobrze, że trener trzyma rękę na pulsie - mówi.

Maciej Stolarczyk twierdzi, że nie ma innego wyjścia. - Uważam, że to moja rola, by wprowadzać zawodników na boisko w odpowiednim momencie i wymiarze czasowym, by nie mieć problemów z odnawianiem się urazów. Pomimo że Kuba jest bardzo ważnym ogniwem zespołu, muszę dbać, by wprowadzać go stopniowo, zdając sobie sprawę, że jest dopiero co po urazie. Proces powrotu do regularnej gry musi jakiś czas potrwać - podkreśla szkoleniowiec Wisły Kraków”.

Więcej TUTAJ


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się