
Autor zdjęcia: Łukasz Sobala / Press Focus
Mistrz Polski z pompą rozpoczyna sezon. Co o formie Legii powiedział mecz z Bełchatowem?
Mistrzowie Polski w niezłym stylu rozpoczęli sezon 2020/21. Legia w meczu Fortuna Pucharu Polski wygrała w Bełchatowie z ekipą z I ligi, ale nawet w meczu ze słabym rywalem błędów się nie ustrzegła.
Granie w piłkę Legia miała rozpocząć już w niedzielę, jednak spotkanie o Superpuchar Polski zostało odwołane, co automatycznie sprawiło, że to drużyna z Bełchatowa okazała się pierwszym i jedynym przetarciem dla podopiecznych Vukovicia przed startem europejskich rozgrywek. Czy na podstawie tej rywalizacji można wyciągnąć jakieś szersze, konkretniejsze wnioski?
I tak, i nie.
Zaczniemy od tego, co niepokoi. Ilekroć w poprzednim sezonie nie pisaliśmy o Legii, nie analizowaliśmy jej gry, zwracaliśmy na uwagę na zdecydowanie za dużą liczbę indywidualnych baboli w grze obronnej. Mistrzowie Polski nie pozwalają rywalom najczęściej na oddanie wielu strzałów, przeprowadzenie licznych akcji. Tylko co z tego, skoro jeden-dwa razy sami Wojskowi pomagają przeciwnikom i pakują się w tarapaty?
Nie inaczej było i w Bełchatowie. Mateusz Wieteska nie tylko sprokurował rzut wolny, po którym gospodarze mieli szansę stworzyć zagrożenie, ale po tym wolnym jeszcze źle wybił piłkę i pozwolił napastnikowi GKS-u na obrócenie się do piłki kilka metrów od bramki i oddanie skutecznego strzału. W końcówce babola zaliczył też Artur Jędrzejczyk. Nihil novi!
Przy golu dla zawodników z Bełchatowa bez szans był Artur Boruc. Ikona Legii, bohater kibiców, człowiek, z którego powrotem na Łazienkowską związane są duże nadzieje, wielce się w swoim pierwszym meczu od 15 lat w koszulce z elką na piersi nie napracował. Trudno powiedzieć coś o jego formie, no może poza tym, że fizycznie prezentuje się… chyba lepiej niż dziesięć lat temu i potrafi zachować koncentrację do ostatnich minut. Materiału do szerszej analizy zabrakło.
Boruc do Legii wrócił, a debiutował w niej, od razu w podstawowym składzie, Filip Mladenović. I trzeba powiedzieć wprost, że wykonał kawał dobrej, pożytecznej roboty, spisując się na piątkę. Kapitalnie ułożona lewa stopa przyczyniła się do wielu świetnych dośrodkowań oraz - na deser - bardzo ładnej bramki. Reprezentant Serbii przebojem wszedł do pierwszej jedenastki i wydaje się, iż długo się to nie zmieni.
Moglibyśmy - ekhem - błysnąć jakimś żartem o tym, że Rosołek w piątek to dopiero powinien zacząć pyrkać, a tymczasem…
Maciej Rosołek i jego trzy gole:
— Piotr Kamieniecki (@PKamieniecki) August 14, 2020
– 47. zawodnik w historii Legii z hat-trickiem
– 107. hat-trick w historii Legii
Dużo mówiło się o tym, że Legia pilnie potrzebuje kogoś do napadu, klub sprowadził z Cracovii Rafaela Lopesa. Nie składa jednak broni utalentowana młodzież i to musi cieszyć wszystkich kibiców Wojskowych. Przed ekipą ze stolicy mnóstwo grania w najbliższym czasie (mamy nadzieję, że przez całą jesień) i Rosołek w piątkowy wieczór zasygnalizował dobitnie, iż nie ma zamiaru jedynie przyglądać się grze starszych kolegów.
Vuković ma w kim wybierać, a podopieczni nie zamierzają mu zadania ułatwiać. Teoretycznie mogliby drugą połowę zagrać spokojniej, oszczędzać siły (i przy okazji rywali), a jednak dążyli przez cały czas do strzelenia kolejnych goli. Był pressing, była twarda gra, co przypominało momentami to, co w wykonaniu Legii już widzieliśmy chociażby późną jesienią ubiegłego roku. Tutaj nic się nie zmienia - jeśli Wojskowi są zdrowi, wówczas grają intensywny futbol i kibice ani trochę nie mogą zarzucić im braku zaangażowania.
We wtorkowe popołudnie początek tegorocznej przygody warszawskiego klubu z europejskimi pucharami. Linfield FC zawiesi poprzeczkę kilka poziomów wyżej od Bełchatowa, tutaj nie ma najmniejszych wątpliwości. Nie znaczy to jednak, że kibice Legii powinni się wielce denerwować - wygląda na to, że piłkarze są odpowiednio przygotowani i zmotywowani. Oby do wtorku.
GKS Bełchatów - Legia Warszawa 1:6 (1:3)
Damian Hilbrycht 33 - Maciej Rosołek 12, 28, 67, Michał Pawlik 44 (s), Paweł Wszołek 53, Filip Mladenović 60
GKS Bełchatów: Lenarcik – Sierczyński, Michalskim Magiera, Szymorek – Pawlik, Najemski (46. Flaszka), Łapiński (62. Michalak), Hilbrycht (46. Winsztal) – Wroński (84. Lisowski), Zdybowicz
Legia Warszawa: Boruc – Karbownik (66. Juranović), Wieteska, Jędrzejczyk, Mladenović (71. Rocha) – Antolić (66. Martins), Slisz, Rosołek – Wszołek, Pekhart (66. Kostorz), Luquinhas (66. Hołownia)
Sędziował: Damian Sylwestrzak








