Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: fedenerrazurra.net

„Babcia”, która mogła umrzeć. A teraz kopie piłkę bez napinki

Autor: Marcin Długosz
2019-11-18 18:31:41

We wtorkowy wieczór na Stadionie Narodowym w Warszawie czeka nas ostatni już akcent eliminacji do Euro 2020. Rywalem Słowenia, a w jej szeregach największa gwiazda poza bramkarzem Janem Oblakiem – Josip Ilicić. Piłkarz, który nigdy nie występował na pierwszych stronach gazet, ale potrafił siać postrach wśród rywali i samemu zmierzyć się z trwogą. O życie...

Ilicić związany jest z Włochami przez całą kończącą się dekadę. I nie zmienia klubów jak rękawiczki – w 2010 roku trafił do Palermo, by po trzech latach przenieść się do Fiorentiny, którą w 2017 zamienił na Atalantę Bergamo. I to właśnie w Lombardii odnalazł swoje miejsce na ziemi, co sprawia, że nie musi mieć miliardów followersów i bardzo znanego nazwiska, aby poczuć się docenianym.

Optymista w obłokach? To nie on

Lewa noga Słoweńca, uważana za prawdopodobnie najlepszą w Italii, znana jest doskonale liniom defensywnym wszystkich ekip, które przez ostatnie lata przewinęły się przez najwyższą ligę włoską. Leniwe zejście do środka, niby od niechcenia, a potem bomba, przy której golkiperzy nie mają nic do powiedzenia, a obrońcy rwą sobie włosy z głowy, że kolejny raz dali się nabrać na tę samą sztuczkę.

Ale Ilicić wcale nie jest monotematyczny. Doskonale odnajduje się także w polach karnych rywali i z tamtej strefy pokazuje, że mają do czynienia z panem piłkarzem. 76 bramek w Serie A mówi samo za siebie, jednak piłkarz naszych wtorkowych rywali wcale się tym szczególnie nie cieszy i nie opowiada z uśmiechem na każdym kroku, jak jest mu dobrze.

- Chłopaki w szatni nazywają go „babcia”. Ja już nawet nie pytam go klasycznym „Jak się masz?”, bo wiem, że w odpowiedzi usłyszę narzekanie – powiedział przed kilkoma miesiącami trener Atalanty, Gian Piero Gasperini.

Taki jest właśnie jego podopieczny – do bólu pragmatyczny, nie szuka kwadratowych jaj, robi swoje i za specjalnie tego nie roztrząsa. Zdaniem wielu ekspertów, gdyby tylko biła od niego większa chęć, bardziej obudowane pragnienie rozwoju, to już dawno nie występowałby w Bergamo, a w czołowych klubach europejskich.

Jakość godna topowego klubu? Jest, a w młodszym wieku (to już 31-latek) na pewno by wzrastała. Mentalność? Niekoniecznie.

Brak patrzenia na świat przez różowe okulary w wykonaniu Słoweńca objawił się jeszcze jedną ciekawą historią z szatni Atalanty. Gasperini zdradził, że gdy w ubiegłym sezonie jego zespołowi na początku rozgrywek szło fatalnie, to w najbardziej krytycznym momencie poprosił swoich zawodników, aby na biurkach wyryli cel, o jaki zamierzają zabiegać. Najwięksi optymiści napisali „Liga Europy”, zdecydowana większość „spokojna sytuacja”.

Ilicić? „Utrzymanie”. Jak się skończyło wszyscy doskonale wiemy – ekipa z Bergamo kosztem Milanu i Romy wywalczyła pierwszy w swojej historii awans do Ligi Mistrzów, a Josip wraz z Papu Gomezem i Duvanem Zapatą stworzył tercet, który w tym lombardzkim mieście będzie jadł za darmo do końca życia.

 

 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

🎯

Post udostępniony przez Josip Ilicic Jojo (@ilicic72)

 

Sen przyniesie śmierć?

Życie Ilicicia – choćby do bólu wyważone, pozbawione optymistycznego bujania w obłokach – nie zawsze dawało jednak powody do zadowolenia. Tak było podczas ubiegłorocznych wakacji, gdy Słoweniec trafił do szpitala z bardzo poważną chorobą. Miał ostre zapalenie węzłów chłonnych.

­- Myślałem, że już się nie obudzę i nie obejrzę mojej rodziny. Bałem się pójść spać. To najgorsze rzeczy w życiu – wyznał Słoweniec już kilka miesięcy po tym, jak uporał się z chorobą. Przyznał także, że mocno oddziaływała na niego historia Davide Astoriego, który raptem kilka miesięcy wcześniej jak gdyby nigdy nic położył się do łóżka i nie wstał z niego już nigdy…

A panowie znali się dobrze – w latach 2015-2017 obaj występowali w Fiorentinie. Nic więc dziwnego, że gdy zagrożenie życia i zdrowia było poważne, a Josip raptem kilka miesięcy temu przeżył śmierć dobrego znajomego, w głowie kotłowały się różne myśli.

Na szczęście zdołał wygrać tę walkę i rozpoczął proces powrotu do formy. - Trudno było się podnieść. Zacząłem od mniej niż zera i musiałem ponownie przyzwyczaić się do ruszania i biegania. Zupełnie tak jakbym był dzieckiem. To był długi okres, ciągle niesamowicie się męczyłem. Powrót do trenowania z drużyną stanowił satysfakcję, bardzo mi tego brakowało – wyznał Ilicić.

Słoweniec dodał także: - Najważniejsze, że mam się dobrze. To była sytuacja bardzo niedobra i poważna. Wyszedłem z niej jako zwycięzca. Zmierzyć się z czymś takim zawsze jest trudno. Mi i mojej rodzinie było ciężko, ale teraz mam wielką satysfakcję. W wielu momentach myślałem, że nie dam rady, ponieważ to ciągle nie przechodziło, a nawet z czasem się pogarszało. Pod pewnym względem myślałem już tylko o zachowaniu życia, nie o grze w piłkę, ale krok po kroku daliśmy radę rozwiązać wszystko. Na całe szczęście wciąż jestem tutaj i mogę grać w piłkę.

 

 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

⛰2864m 💪🏻🤷🏻‍♂️

Post udostępniony przez Josip Ilicic Jojo (@ilicic72)

 

Najlepszy w historii

Czy może więc dziwić, że osoba, która doświadczyła tak wiele podchodzi do czegoś w sumie tak błahego jak gra w piłkę ze sporym luzem? Niekoniecznie. A już zwłaszcza, że ta nonszalancja często przynosi sukcesy. Tak było w legendarnym dla Atalanty sezonie 2018/2019, gdy Ilicić zdobył 13 bramek i zanotował 9 asyst.

Te poprzednie rozgrywki w wykonaniu ekipy La Dea oddawały trochę sytuację samego Słoweńca. Na początku sezonu wielkie problemy – walka o życie, zarówno piłkarza, jak i zespołu, który notował fatalne rezultaty i był skazywany na walkę o utrzymanie. Potem fantastyczne odrodzenie i brak powstrzymania do samej mety zwieńczony słodkim tortem w postaci finiszowania na 3. miejscu w tabeli.

Gdy radio „Dea” zajmujące się tematyką Atalanty zapytało wiosną tego roku kibiców drużyny, czy Ilicić jest najlepszym piłkarzem w historii klubu, ruszyła ożywiona dyskusja. Komentarzy było tysiące. Dominujący głos? „Tak – Ilicić jest najsilniejszy”.

A Josip miał przecież konkurencję chociażby w postaci Papu Gomeza, kapitana drużyny, który od lat notuje fantastyczne liczby i niejednokrotnie był kuszony przez możniejsze kluby, ale zawsze pozostawał wierny Lombardczykom.

Prywatnie Słoweniec jest ustatkowanym facetem, który wraz z żoną Tiną ma dwie córki – Sofię i Victorię. W kadrze rozegrał już 60 meczów, a kolejną dziesiątkę rozpocznie na Narodowym szukając sposobu na otwarcie drogi do polskiej bramki.

Bez względu na to, jak te próby się skończą, w jego przypadku jednego możemy być pewni. Będzie na spokojnie, bez podpalania. W końcu to tylko piłka, w której Josipa – jak sam mówi – meczą dwie rzeczy: rozgrzewka i paplanie Włochów o fantasy Serie A.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się