Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Pawel Jaskolka / PressFocus

Snapchat, nagranie z miejsca zbrodni i szczere wyznania. Recenzja duńskiego serialu o Nickim Bille Nielsenie

Autor: Aleksandra Sieczka
2020-05-11 11:30:13

– Marzę o tym, żeby mieć dobrą i trwałą codzienność – podkreśla wielokrotnie były zawodnik poznańskiego Lecha. I chociaż brzmi to strasznie patetycznie, to oglądając skandynawską produkcję nie sposób nie odnieść wrażenia, że faktycznie o tym marzy. Problem w tym, że już dawno się pogubił.

Jego wersja zdarzeń 

Nicki Bille się nie wybiela. Nawet nie próbuje tego robić, bo wie, że takie działanie byłoby z góry skazane na porażkę. I bynajmniej nie o to chodziło producentom. Nie jest to ani oda do Nickiego, ani próba udowodnienia, że to wszystko, co go spotkało, to tylko seria niefortunnych zdarzeń i w ogóle nie ma w tym jego winy. Te siedem stosunkowo krótkich, bo zwykle około 15-minutowych odcinków ma pokazać, że do Duńczyka coś w końcu dotarło – że naprawdę zrozumiał, jak bardzo zniszczył życie swoje i swoich najbliższych. 

A to już całkiem spory plus, bo muszę przyznać, że spodziewałam się jakiejś ckliwej historyjki o tym, jak to Nicki każdego dnia budzi się silniejszy i jak staje się lepszym człowiekiem. Nic z tego. Nikita Klæstrup, przyjaciółka zawodnika, która stoi za produkcją, zadbała o realizm historii – żadnego upiększania czy robienia z piłkarza kogoś mądrzejszego niż jest naprawdę. 

 

 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Nicki Bille (@nickibille14)

 

Przenosimy się w okolice maja-czerwca 2019 roku. Jest to istotne z przynajmniej dwóch powodów: pół roku wcześniej Duńczyk został postrzelony, więc zdołał już do pewnego stopnia odzyskać władze w ręce i mniej więcej w tym samym czasie rozpoczyna się seria rozpraw sądowych. Nicki Bille jest oskarżony o groźby z bronią w ręku, napaść na ochroniarza w nocnym klubie, posiadanie kokainy i zastraszanie pielęgniarki. Co ciekawe sam piłkarz wymieniający poszczególne zarzuty podkreśla, że to kobieta poczuła się zastraszona – a nie, że on ją zastraszył. 

W ten sposób widz nie tylko dostaje możliwość wysłuchania wersji zdarzeń gracza, ale przede wszystkim towarzyszy mu w tej nowej codzienności. Poniekąd uczestniczy w rozmowach z matką, razem z nim spóźnia się na salę sądową i błąka od domu do domu, bowiem Nicki przez długi czas nie ma stałego miejsca pobytu.

Czasem nocuje u rodziców, trochę pomieszkuje w różnych hotelach, przez krótki moment śpi u swojej dziewczyny, 18-letniej Sofie Larsen. Ale to tylko przez moment, bo ich związek nie trwa zbyt długo. – Jesteś głupia, że zmienisz Nickiego – cytowała swoją mamę, gdy jeszcze byli razem, a Duńczyk bynajmniej nie był zaskoczony, że „teściowie” są do niego sceptycznie nastawieni. Dzięki temu naprawdę można odnieść wrażenie, że stosunkowo mało jest tych wyreżyserowanych elementów. 

Autorskie nagrania 

Ale serial o Nickim to nie tylko kamera podążająca krok w krok za piłkarzem czy jego osobiste wyznania. Producenci zdecydowali się ubarwić opowieść, dodając autorskie nagrania. A że Duńczyk ma to do siebie, że lubi dokumentować absolutnie wszystko, co się dzieje w jego życiu, to zadanie było ułatwione. 

Tym samym w serialu wykształcił się pewien schemat: Nicki nawiązuje do czegoś, co wydarzyło się w przeszłości, a na ekranie pojawia się odpowiedni plik wideo. I tak – zawodnik potrafił nagrać się w karetce po którymś z wypadków, pokazać rozłożone na parapecie banknoty albo udostępnić plik, pokazujący „miejsce zbrodni”, czyli zakrwawioną podłogę po tym, jak został postrzelony. 

„To wygląda okropnie, nie?”

Trzeba przyznać, że te wstawki są całkiem niezłym uzupełnieniem produkcji. A przy okazji producenci dostali kolejną mocną kartę do talii, bo w ten sposób wykrzykują „patrzcie, tak było, on nie zmyśla”. Zresztą Nicki Bille tak często przekraczał granice, że łatwiej uwierzyć w to, że coś zrobił nawet jeśli tak nie było niż odwrotnie. 

Sposób na dręczące myśli 

Poza tym, że Nikita chciała pokazać zmianę, jaka zaszła (albo zachodzi) w podejściu Nickiego, udało jej się również znaleźć przyczyny takiego stanu rzeczy. Bo to wcale nie jest tak, że piłkarz obudził się pewnego dnia i stwierdził: „tak, to jest dobry dzień, żeby zniszczyć sobie życie”. 

Dlatego nie brakuje nawiązań do jego dzieciństwa. – Byłem szczęśliwym dzieckiem. Uśmiechniętym, pozytywnym – snuje swoją opowieść w rozmowie z psychiatrą, z którym spotyka się od 2015 roku. – Zawsze pakowałem się w tarapaty i postępowałem odwrotnie do tego, czego ode mnie oczekiwano – mówi w jednym z odcinków. Ale wtedy jeszcze nie było w tym nic złego. No, powiedzmy, że jego zachowanie utrzymywało się w granicach normy. Tylko że coś się zmieniło. Nicki wyjawił, że pierwszej kochance jego taty zdarzało się go bić. – Podnosiła rękę także na swoje własne dzieci – piłkarz przywołuje trudne wspomnienia. Tak naprawdę nie ma powodu, żeby udawać. Wyraźnie nie chce litości. 

 

Źródło: zrzut ekranu z serialu „Nicki Bille”/ TV2

Później wszystko potoczyło się lawinowo. To uśmiechnięte dziecko umarło w nim, kiedy wyjechał z kraju i czuł się bardzo samotny. Nie mógł sobie poradzić z tym uczuciem. – W Polsce nabawiłem się kontuzji i długo nie mogłem grać w piłkę. Początkowo siedziałem sam w domu i zastanawiałem się, dlaczego nie jestem z rodziną i z synem – wskazuje, jak to się stało, że przekroczył swoją granicę. Dlatego zaczął pić – żeby pozbyć się dręczących myśli. – Alkohol sprawiał, że byłem bardziej obojętny. A najgorsze w jego odstawianiu było to, że mózg zaczynał pracować i docierały do mnie wyrzuty sumienia – podsumował. Tym trudniej było mu zmobilizować się do podjęcia radykalnych decyzji. 

– Ja, Nicki Bille Nielsen, zobowiązuję się do odstawienia alkoholu i kokainy – podpisał umowę z lekarzem, która miała wejść w życie 14 września 2019. Obiecał również, że będzie chodził na spotkania AA. Całym problem polegał na tym, że nigdy się na żadnym nie pojawił. Zamiast z tego zdecydował się wyjechać na „obóz” medytacyjny w Szwecji, który do pewnego stopnia pomógł mu stanąć na nogi. 

***

Trzeba przyznać, że produkcję TV2 ogląda się dość szybko i bez znudzenia. Nie jest to oczywiście ani dzieło sztuki, ani kino akcji, ale zamiast miałkiej historii o wychodzeniu z nałogu, dostajemy całkiem autentyczną opowieść o tym, co poszło nie tak w życiu Nickiego i dlaczego. Oczywiście serial nie jest kompletną analizą psychologiczną piłkarza, ale Nikita postarała się o to, żeby znalazło się w nim kilka mocnych punktów, wskazujących na to, dlaczego Duńczyk aż tak się pogubił. I dlaczego chciałby stanąć na nogi.  

– Kiedy byłem dzieckiem, marzyłem o tym, żeby grać w piłkę, mieć rodzinę, dzieci i wstawać rano na wspólne śniadanie – wyznaje. Od jego wypowiedzi nie bije patetyzm. Czuć, że naprawdę by tego chciał, tylko nie za bardzo wie, jak ma zacząć życie od nowa, skoro już aż tak bardzo namieszał. Bo zdecydowanie chciałby jeszcze zawalczyć. Nawet nie dla siebie, a dla synka, z którym nie widział się od postrzału przynajmniej aż do momentu zakończenia nagrywania. I dla mamy, której sprawił mnóstwo bólu swoimi wybrykami. 

„Duński Suarez. Nicki Bille oskarżony o ugryzienie policjanta w rękę. Grozi mu więzienie”

Źródło: zrzut ekranu z serialu „Nicki Bille”/ TV2

Jeżeli ktoś śledził doniesienia prasy o kolejnych akcjach byłego gracza Lecha, to raczej nie dowie się zbyt wiele nowego. Ale już  sposób przedstawienia jego historii, zwykła codzienność i ciągła walka z samym sobą sprawiają, że nie jest to bezwartościowa czy sztuczna produkcja. Kto lepiej opowie o Nickim Bille jeśli nie sam Nicki Bille, który to wszystko przeżył? 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się