Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Patryk Zajega Images

Narzekamy na symulantów, ale komentatorzy meczów Ekstraklasy nieraz sami zachęcają do cwaniactwa

Autor: Przemysław Michalak
2017-05-26 19:30:00

Dość regularnie dochodzi na boiskach Ekstraklasy do mniej lub bardziej żenujących prób wywalczenia rzutu karnego czy wolnego. Ich autorzy zbierają wtedy zasłużoną krytykę. Problem w tym, że nie wszyscy zniechęcają do takich zachowań. Mało tego - niektórzy wręcz do nich zachęcają. Wystarczy posłuchać komentatorów zajmujących się polską ligą.

Nie trzeba dogłębnie szukać. Weźmy przykłady z ostatniej kolejki. Piątkowy mecz Cracovii z Ruchem Chorzów. Grzegorz Mielcarski wyrzuca Martinowi Konczkowskiemu, że przy interwencji Huberta Wołąkiewicza nie "zapolował" na karnego.

Sobota, spotkanie Piasta Gliwice z Górnikiem Łęczna. Kamil Kosowski dziwi się, że rozpędzony pomocnik gości Javi Hernandez nie zdecydował się upaść przed polem karnym, co pewnie dałoby rzut wolny. Dzień później ten sam ekspert jest przekonany, że gdyby dryblujący Darko Jevtić wykorzystał ruch nogą Pawła Stolarskiego, sędzia wskazałby na jedenasty metr.

To właśnie Kosowskiemu najczęściej zdarzają się takie wstawki, co dobitnie pokazuje, jakie miał on nastawienie podczas swojej kariery. Generalnie jako komentator sprawdza się nieźle, przeważnie dość przyjemnie się go słucha, ale w tym aspekcie bywa irytujący.

Oczywiście zdarza się to nie tylko jemu i Mielcarskiemu. Kolejkę wcześniej Korona Kielce w kontrowersyjnych okolicznościach pokonała Wisłę Kraków 3:2. Na tapecie znalazł się Maciej Górski, któremu zarzucono udawanie faulu przy rzucie karnym i nabranie sędziego przy czerwonej kartce dla Ivana Gonzaleza. Niemalże wszyscy poza kieleckimi kibicami mocno krytykowali Górskiego, choć sprawa nie była taka oczywista, o czym sam napastnik Korony opowiadał TUTAJ w rozmowie z nami. Najbardziej jednak bulwersowało co innego. Komentujący Rafał Dębiński i Kazimierz Węgrzyn na antenie byli przekonani o perfidii Górskiego w obu przypadkach, mimo to Węgrzyn poważnie rozważał go jako kandydata do najlepszej trójki, czyli mówiąc wprost, był gotów nagrodzić cwaniactwo. 

To tylko przykłady z ostatnich dni. Jak potem mamy wymagać od piłkarzy, żeby zawsze grali fair, skoro sami komentatorzy doradzają co innego? Chcąc nie chcąc stanowią oni jakiś autorytet i punkt odniesienia - zwłaszcza dla młodszych - więc gdy ktoś raz, drugi, trzeci słyszy, że w danej sytuacji można było zachować się "sprytniej", łatwiej mu potem próbować nabrać sędziego.

Jeżeli chcemy wyplenić symulowanie z polskich boisk, najpierw na "górze" musi być jednomyślność co do tego, że warto. Inaczej zjawisko to nie zniknie, a wręcz może się nasilać. W Anglii wprowadzono właśnie przepis o dwumeczowym zawieszeniu dla piłkarskich "aktorów", u nas komentatorzy regularnie zastanawiają się, czy nie lepiej było się przewrócić i nie walczyć o piłkę...


KOMENTARZE

;