Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Paweł Andrachiewicz / Press Focus

Cracovia nie rzuciła wszystkiego i nie pojechała w Bieszczad(y) – obrońcy PP z wymęczonym awansem

Autor: Maciej Kanczak
2020-08-16 20:39:12

Przez 10 minut byli poza burtą Pucharu Polski, zaś przez kolejne 30 minut drżeli o awans. Cracovia męczyła się, ale w Głogowie zrobiła pierwszy krok w kierunku obrony trofeum.

Była to jednak prawdziwa droga przez mękę. Pierwszy groźna okazja dla krakowian miała miejsce dopiero w 31. minucie. Pelle van Amersfoort, zdecydował się na strzał z ponad trzydziestu metrów. Uderzenie było lekkie, zewnętrzną częścią stopy, jakby od niechcenia. A jednak sprawiło wiele problemów Kacprowi Bieszczadowi, który z trudem wybił piłkę na rzut różny. W 41. minucie poprzeczka zatrzęsła się po strzale głową Mateusza Wdowiaka. Znakomicie z kornera dośrodkował Florian Loshaj, a skrzydłowy Pasów do piłki wyskoczył jak z katapulty. Skończyło się jednak tylko na strachu dla kibiców Chrobrego.

I to tyle, co krakowianie mieli do zaproponowania w pierwszej połowie. Niby przeważali, niby non stop byli pod polem karnym gospodarzy, ale absolutnie nic z tego nie wynikało. Nieliczne wypady ofensywne głogowian też nie przynosiły efektów. Nie można było gospodarzom odmówić ambicji, parę razy z dobrej strony pokazali się Mateusz Machaj, Dominik Piła czy Maksymilian Banaszewski, ale były to wypady indywidualne, a nie przemyślane akcje drużynowe. Każdy z nich, zresztą, w zarodku dusili krakowscy defensorzy.

W drugą połowę niespodziewanie lepiej weszli podopieczni Ivana Djurdjevicia. Seria rzutów rożnych zamknęła Cracovię w jej polu karnym, ale i z tych stałych fragmentów niewiele wynikało. Po godzinie gry, piłkarze Chrobrego wciąż nie mieli na koncie choćby jednego celnego strzału.  

W 57. minucie uaktywnił się debiutujący w krakowskim klubie Marcos Alvarez. Przed polem karnym urwał się pilnującemu go Machajowi i oddał potężny strzał w kierunku głogowskiej bramki. Bieszczad był jednak dobrze ustawiony i znakomicie sparował jego uderzenie. To była pierwsza udana akcja byłego piłkarza VfL Osnabruck. W pierwszych 45 minutach bowiem zdecydowanie przeszedł obok gry. Chwilę później błysnął Wdowiak, który także uciekł obrońcom rywali i także spróbował szczęścia zza pola karnego. Bieszczad znów był górą, ale odbicie piłki przed siebie, trudno już uznać za pewną interwencję.

Cracovia mogła dopiąć w końcu swego w 66. minucie. Prawą stroną pomknął Wdowiak, w polu karnym wypatrzył van Amersfoorta, którego na murawę powalił Kamil Juraszek. Jedenastki nie wykorzystał jednak Sergiu Hanca. Rumun strzelił mocno, ale po ziemi, i jego intencje znakomicie wyczuł Bieszczad. Uskrzydleni skuteczną interwencją swojego golkipera, goście w 73. minucie mogli wyjść na prowadzenie. Na solowy rajd zdecydował się Piła, ale będąc już w polu karnym Cracovii, fatalnie spudłował. 

 

 

Nie lepszy był Michał Rakoczy, który w 79. minucie znalazł się na 5. metrze sam przed bramką Bieszczada. Tym razem z lewej strony podawał, zdecydowanie najlepszy w zespole Michała Probierza, Wdowiak. Rakoczy jednak nie trafił czysto w piłkę, zamiast nogą, uderzył ją bowiem kolanem. Ta sytuacja zemściła się na Cracovii już kilka sekund później. I znów negatywnym bohaterem był 18-letni pomocnik. W 80. minucie, po rzucie rożnym bitym przez Damiana Piotrowskiego, idealnie w szesnastkę wbiegł Ilków-Gołąb, który uprzedził Rakoczego i strzałem głową pokonał Karola Niemczyckiego.

W ostatnich dziesięciu minutach, Pasy ruszyły do huraganowych ataków. Była to jednak gra, jakby powiedział Piotr Świerczewski, na chaos. I gdy wydawało się, że taka postawa absolutnie nie może przynieść Pasom powodzenia, jakimś cudem udało się jednak wyrównać. W doliczonym czasie, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Michala Siplaka, piłka najpierw trafiła w poprzeczkę po strzale Wdowiaka, a później dopadł do niej Cornel Rapa i uderzeniem głową, wręcz wepchnął ją do siatki. 

Dogrywka zaczęła się dla gospodarzy najgorzej jak mogła. W 94. minucie Ilków-Gołąb ostro wjechał w nogi Kamila Pestki, za co zobaczył drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. A przecież cała sytuacja miała miejsce w narożniku boiska, przy praktycznie zerowym zagrożeniu dla Chrobrego. W tej sytuacji doświadczony, 35-letni prawy obrońca, który na zapleczu Ekstraklasy rozegrał ponad 200 spotkań, zachował się jak nieopierzony junior.

Gra w osłabieniu dla piłkarzy Djurdjevicia, przynajmniej w pierwszej połowie dogrywki, nie podziałała demobilizująco. Nie postawili przed polem karnym autokaru, nie cofnęli się do głębokiej defensywy. I za taką postawą należą im się ogromne brawa. W drugiej połowie już jednak krakowianie nie wychodzili z połowy Chrobrego. I przyniosło to efekt w postaci zwycięskiego gola Wdowiaka w 118. minucie, który kapitalnym strzałem z woleja zza pola karnego pokonał Bieszczada. Bramka przed końcem dogrywki i to autorstwa Wdowiaka? Niedawno jakbyśmy gdzieś to już oglądali.

Gdyby siły były wyrównane, z pewnością ten mecz mógłby się zupełnie różnie potoczyć. A tak, o jego losach bez wątpienia, zadecydowała sytuacja z 94. minuty.

Chrobry Głogów – Cracovia 1:2 (0:0)

80' Ilków-Gołąb

90' Rapa

118' Wdowiak

Chrobry: Bieszczad – Ilków-Gołąb, Praznovsky, Juraszek, Ratajczak – Ziemann (67' Bryła), Mandrysz, Machaj (67' Stolc), Piła (77' Antochów), Banaszewski (77' Piotrowski) – Kowalczyk (60' Lebedyński).

Cracovia: Niemczycki – Rapa, Helik, Jablonsky, Pestka – Loshaj (86' Siplak), van Amersfoort, Hanca, Kanach (40' Rakoczy), Wdowiak – Alvarez (71' Rivaldo jr.).

Sędzia: Bartosz Frankowski.

Żółte kartki: Ilków-Gołąb, Juraszek – Hanca.

Czerwona kartka: Ilków-Gołąb.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się