Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Lukasz Sobala / Press Focus

Nieprzekonujące rządy Króla Artura

Autor: Mariusz Bielski
2020-09-24 13:00:37

Możemy sobie wmawiać, że jest inaczej, ale na koniec i tak wszyscy jesteśmy futbolowymi romantykami. Zwłaszcza, gdy do naszego ukochanego klubu wraca żywa legenda. Z Borucem i Legią nie było inaczej i trudno się dziwić. Gorzej, że po starcie sezonu wcale nie da się powiedzieć, aby „Król Artur” rządził w Warszawie w sposób niepodzielny, pewny i zdecydowany.

Sam bramkarz wypalił w jednym z wywiadów, iż „nie uważa się za wzór godny do naśladowania, a właściwie to miał szczęście, że w swojej karierze trafił na Krzysztofa Dowhania oraz Jacka Kazimierskiego”. Cóż, trudno z tym dyskutować. Zakładamy, że sam Artur wie najlepiej, skoro sam zabrał się za odbrązawianie własnej osoby. A przecież nie ma wątpliwości – to dla polskiej piłki postać pomnikowa, przynajmniej w kontekście XXI wieku.

Dlatego tyle pisało się również o roli nauczyciela, jaką ma pełnić dla wychowanków Legii, którzy powoli poznają arkana seniorskiego futbolu. Mowa o Wojciechu Muzyki oraz Cezarym Miszcie – dwóch żółtodziobach, którzy dorastali w erze świetności starszego kolegi z drużyny. Wszyscy pisali i mówili, iż młodzieńcy mają chłonąć od Boruca wszystko co się da. No i o ile nie śmiemy poddawać w wątpliwość warsztatowych podpowiedzi doświadczonego bramkarza, których zapewne udziela na treningach, o tyle mamy wątpliwości, czy Muzyk i Miszta powinni też patrzeć na Króla Artura jak w święty obrazek w kontekście jego ostatnich boiskowych wyczynów.

Żebyśmy jednak nie zrozumieli się źle – nie, nie uważamy, że były reprezentant Polski to ktoś na poziomie pomiędzy Thomasem Dahne i Antona Kanibołockiego. Bez przesady. Aczkolwiek trzeba przyznać, iż póki co Boruc nie wniósł do drużyny nic ekstra. Ot, dość przeciętnie wykonuje swoje obowiązki, a to chyba jednak nieco rozjeżdża się z oczekiwaniami wobec niego. Zarówno jeśli chodzi o kibiców, jak i sztab. I może to zabrzmi banalnie, ale wymagania wobec nowego-starego bramkarza Legii musiały być wysokie. Nie da się inaczej, kiedy na nazwisko masz Boruc, a w CV 65 meczów w reprezentacji oraz mnóstwo świetnych występów w Celticu, Fiorentinie, Southampton czy Bournemouth.

Tymczasem wychodzi raczej średnio. Ktoś powie – przecież sezon zaczął się niespełna miesiąc temu, ogarnijcie się, on wam jeszcze pokaże, nędzne pismaki! Okej, może i tak. Zresztą, nie mamy nic przeciwko temu, aby zawodnik grający przeciętnie zrobił postęp i za parę tygodni grał świetnie. Serio, wolimy oglądać lepszych piłkarzy od gorszych, jak wy wszyscy. Prawda jest jednak taka, że póki co Król Artur rozegrał w barwach Wojskowych 7 meczów i trudno nam sobie przypomnieć jakąś jego spektakularną interwencję. W zasadzie mamy tylko jedną kandydaturę – z meczu z Linfield, gdy strzelał Mazinga, a golkiper Legii zbił futbolówkę na słupek.

I tyle. Trochę mało, nieprawdaż?

Zdajemy sobie sprawę z faktu, iż statystyki wiele pokazują, lecz nie należy ich traktować jako prawdy ostateczne. Niemniej odnosimy wrażenie, że akurat w kontekście bohatera tego tekstu przytoczenie ich zdecydowanie będzie zasadne. Doskonale bowiem obrazują wszystko to, czego próbujemy dowieść. A mianowicie przeciętności Boruca.

Licząc wszystkie rozgrywki wychodzi mu zaledwie 62,5% skuteczności interwencji, bowiem na 24 celne strzały, oddane na bramkę warszawian w 7 meczach, nasz bohater puścił aż 9 bramek. Licząc samą ligę zejdziemy do jeszcze gorszego rezultatu, czyli 54%. Żeby było obrazowo, odnieśmy tę statystyki do tych z poprzednich rozgrywek. Otóż NIKT w sezonie 2019/20 nie bronił równie rzadko. Z w miarę regularnie występujących golkiperów najniższy wynik należał do Pawła Sokoła z Korony Kielce, który w 7 spotkaniach wykręcił skuteczność na poziomie 60%. Dalej był Alomerović mający 65,2%, a trzeci Buchalik – 66%.

To może jeszcze głębiej w sezon 2018/19? Też nie…
- Malarz (Legia) 56,3%
- Sapela (Miedź) 58,7%
- Gostomski (Cracovia) i Miśkiewicz (Korona) 61,4%

No dobrze, grzebiemy dalej: 2017/18
- Trela (Termalica) 60,9%
- Wilk (Cracovia) 61,1%
- Załuska (Pogoń) 62,7%

Sami widzicie, to nie jest jakiś nieszczęśliwy zbieg okoliczności, lecz zwyczajne wtopienie się w ligowy dżemik. Co dla gościa z takimi umiejętnościami, doświadczeniem i renomą powinno stanowić potwarz. Zwłaszcza gdy porównamy sobie skuteczność Boruca także do statystyk bramkarzy, którzy w ostatnich 5 latach bronili w samej Legii i przez dłuższy czas byli jedynkami. Bierzemy więc pod uwagę Malarza, Cierzniaka, Majeckiego oraz Kuciaka i dostajemy średnią na poziomie 76%. To ponad 20 punktów procentowych różnicy!

Generalnie więc wniosek jest taki, iż Artur broni tylko to, co leci mniej więcej w zasięg jego ramion. Poza tym już niekoniecznie. Ba, jesteśmy nawet w stanie zaryzykować tezę, iż przy paru trafieniach dla rywali Legii mógł zachować się zdecydowanie lepiej. Na przykład kiedy Kun robił nad nim delikatny lobik, albo kiedy Puljić pakował mu piłkę do siatki przy bliższym słupku, gdzie de facto stał. Bramka Sobczyka z Górnika też może iść na jego konto, choć tu mówimy nie tyle o interwencji, co rozpoczęciu akcji przeciwników fatalnym wybiciem. No i jeszcze strzał Damiana Hilbrychta, który okazał się honorową bramką dla GKS-u Bełchatów też dało się zatrzymać, zamiast puszczać pod rękawicą. 

Pytanie z czego właściwie wynika ta przeciętność Boruca. Czyżby to już był ten moment, w którym jednak powinien poważniej zastanowić się nad zejściem ze sceny? A może już przegapił odpowiednią chwilę? Jakkolwiek spojrzeć ma już 40 wiosen na karku. Z drugiej strony tyle samo liczy sobie Arkadiusz Malarz z ŁKS-u, a o nim da się pisać odwrotnie, wszak i w poprzednim sezonie, i teraz równolatek Artura stanowi ogromną wartość dodaną dla łodzian.

Oczywiście nie wykluczamy też scenariusza, w którym za miesiąc czy dwa będziemy pisać tekst z zupełnie przeciwnym przesłaniem w kontekście bramkarza Legii, do tego odnosząc się jak do przemyśleń niewiernych Tomaszów. Ale nie uprzedzajmy faktów. Na razie fakty są takie, iż Boruc… No, może nie zawodzi, lecz oczekiwań też nie spełnia. Liczyliśmy na dużo więcej. Coś, czego nie mógłby zagwarantować żaden przeciętny ligowiec. Póki co jednak za tym królem trudno rzucać się w ogień.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się