
Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki
Adamski: Panie selekcjonerze, jestem zadowolony! Pierwszy raz dostaliśmy powody do optymizmu [KOMENTARZ]
Nadzieje co do reprezentacji Polski przed tym zgrupowaniem stały mniej więcej na poziomie ŁKS-u w Ekstraklasie z poprzedniego sezonu. Marzyliśmy tylko o zachowaniu minimum przyzwoitości. Tymczasem, ku konsternacji, dostaliśmy powody do optymizmu. Pierwszy raz za kadencji Jerzego Brzęczka.
Na podstawie tego, co zobaczyliśmy w ostatnich trzech spotkaniach możemy być pozytywnie nastawieni do następnych miesięcy. To zgrupowanie pokazało, że kadra poczyniła progres względem meczów z Holandią i Bośnią z września, mały krok do przodu został wykonany. Ale oczywiście nie możemy zapominać, że w czasie dwuletniej pracy Jerzego Brzęczka z reprezentacją to dopiero pierwszy taki przypadek.
Kluczowe będą mecze z Włochami i Holandią oraz sparing z Ukrainą za miesiąc – to one będą papierkiem lakmusowym na to, czy ta kadra faktycznie się rozwija. Na pewno jednak trzy udane październikowe mecze to już swojego rodzaju passa i nie jest to taki wybryk, jaki widzieliśmy w czerwcu zeszłego roku podczas spotkania z Izraelem.
Mamy wreszcie na pewno kilka pozytywnych wniosków po tym październikowym zgrupowaniu. Co ono nam pokazało?
Przede wszystkim głębię składu. Było to szczególnie dostrzegalne z rezerwowym składem Finlandii, mamy zdecydowanie lepsze zaplecze od innego uczestnika Euro. Widzimy, że dysponujemy najmocniejszym środkiem pola od wielu lat, a przecież nie było teraz Piotra Zielińskiego. Możemy stosować wiele konfiguracji w centralnej strefie. Nawet Jacek Góralski udowodnił, że potrafi grać nie tylko wślizgiem, ale i do przodu. Uważam, że taki zawodnik – polski odpowiednik Thomasa Gravesena - naprawdę jest nam bardzo potrzebny. Co więcej, zabrałbym go na Euro.
Zobaczyliśmy również, że ta kadra, jak chce, to potrafi być kreatywna, nawet z Góralskim w podstawowym składzie, w co wielu wątpiło. Dlatego według mnie bardzo dobrze się stało, że z Bośnią i Hercegowiną graliśmy przez 75 minut w przewadze, bo mogliśmy przećwiczyć grę atakiem pozycyjnym. Świetnie również, że wreszcie przeprowadziliśmy akcję, która przykryje tę z meczu z Portugalią, obrośniętą potężnym mitem, a przecież nic ona nam wtedy nie dała.
Tutaj druga bramka #POLBIH pic.twitter.com/a9vQZlYgbc
— Filmowy Janusz (@Hacerk1ng) October 14, 2020
Nie można także odmówić selekcjonerowi, że bardzo dobrze ukształtował naszą grę w defensywie. Mogliśmy śmiać się z jego słów o przesuwaniu w meczu z Holandią, ale skoro nawet Włosi – którzy w eliminacjach do mistrzostw Europy wygrali wszystkie mecze i strzelili w sumie 37 goli - nie byli w stanie sforsować naszej obrony, to coś w tym musi być. Pod względem dyscypliny taktycznej wyglądamy naprawdę nieźle, trzeba się naprawdę natrudzić, żeby zdobyć z nami bramkę.
Na pewno nie brakuje nam wreszcie odwagi. Mam nadzieję, że ten mecz z Holandią był pod tym względem przełomowy i sprawi, że tak cofniętej, schowanej za podwójną gardą kadry już nie zobaczymy. Mamy naprawdę dobre pokolenie piłkarzy, którzy potrafią grać kreatywnie, są dobrze wyszkoleni technicznie i szkoda byłoby to zaprzepaścić ciągłym murowaniem bramki, licząc na kontry. Mamy do zaoferowania więcej niż Autosan w bramce.
Widać, że na pewno potrafimy grać ze słabszymi rywalami. Na dwanaście meczów o punkty z niżej notowanymi zespołami przegraliśmy tylko jeden, jeden też zremisowaliśmy, a resztę wygraliśmy. Można pokusić się o stwierdzenie, że w tej materii problemu nie mamy. Musimy się jednak nauczyć wygrywać z mocniejszymi. Zbudowaliśmy podstawy defensywne, trzeba dołożyć więcej polotu z przodu. Przenieść te nieschematyczne zagrania z meczu z Finami czy Bośniakami na Holendrów i Włochów, a wtedy będziemy im stwarzali problemy i potrafili konkurować nie tylko przy dużej dozie szczęścia.
No i chyba mamy dowód, że ta biografia Brzęczka nie wzbudziła uśmiechu politowania w szatni. Przynajmniej nie miała negatywnego przełożenia na murawę. Wręcz przeciwnie – od kiedy książka została wydana, nie przegraliśmy meczu. Przypadek?

Swoją drogą, ta październikowa przerwa na mecze kadry jest najlepszym potwierdzeniem, jak dynamicznie zachodzą zmiany w piłce nożnej. Jeszcze dwa tygodnie temu Czesław Michniewicz był gloryfikowany za pracę z młodzieżówką, a teraz znacznie więcej pochwał płynie w kierunku Jerzego Brzęczka. Michniewicz przegrał końcówkę eliminacji i (najprawdopodobniej) nie pojedziemy na młodzieżowe Euro. Brzęczek zyskał zaś kilkanaście dni spokoju, a nawet tchnął trochę optymizmu w naród.
Nie ma jednak mowy o hurraoptymizmie, musimy twardo stąpać po ziemi, dlatego ucieszyły mnie słowa Roberta Lewandowskiego po meczu z Bośnią: „Jesteśmy liderem grupy, ale to nie oddaje stanu rzeczy – na pewno nie jesteśmy w niej najmocniejsi”. Niby to oczywistość, ale takie zdanie wypowiedziane z ust kapitana świadczy o tym, że ci zawodnicy po jednym dobrym zgrupowaniu nie odlecą. Jeszcze bowiem wiele pracy przed nami, żeby z mistrzostw Europy wrócić z uśmiechami.







