Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

„Kopalnia. Sztuka futbolu, cz. 5”, czyli najpiękniej o porażce w więcej niż pięciu smakach

Autor: Andrzej Cała
2020-11-01 17:00:48

Aż trzy i pół roku zajęło Piotrkowi Zelażnemu skompletowanie materiałów do kolejnego numeru „Kopalni”. Zdecydowanie najważniejszego w polskim dziennikarstwie okołopiłkarskim projektu publicystycznego. No ale jak tu mu nie wybaczyć, gdy powraca w takim stylu?

Żelazny i zaproszeni przez niego do współpracy dziennikarze, od lat przekonują wspaniałymi materiałami w serii „Kopalnia”, że piłka nożna to znacznie więcej niż dwudziestu dwóch gości rywalizujących ze sobą przez sześć kwadransów o to, kto strzeli więcej bramek. Patrzą na futbol przez pryzmat polityki, ruchów społecznych, historii. Próbują znaleźć nie tyle drugie, co nawet dwunaste dno w związanych z tą dyscypliną, często zapomnianych już historiach. W sportowcach wyszukują i akcentują pierwiastek ludzki, a nie liczby i osiągnięcia.

Piąty zeszyt to dzieło kompletne. Takie jak futbol Holendrów w latach 70., tylko z sukcesem końcowym. Wbrew motywowi przewodniemu numeru, którym jest porażka, czytelnik ma prawo czuć się w pełni usatysfakcjonowany.

Do drużynowego sukcesu Kopalni przyczyniło się siedemnastu autorów. Nie będę wymieniał wszystkich, wystarczy wam rzucić okiem na okładkę. Wskażę za to, które gole, cofnij, teksty uważam za szczególnie efektowne. 

Zaczyna z bardzo, bardzo „wysokiego C” sam Żelazny, który przylutował z dystansu niczym Stuart Pearce w szczycie formy, rozgrzebując zapomniany już wątek dopingu polskich medalistów z Barcelony. Wstydliwy dla Janusza Wójcika i jego podopiecznych, ale przecież też całego polskiego sportu, bo mowa o Igrzyskach Olimpijskich! Temat zamieciono przed laty pod dywan. Tak było wygodniej. A może nawet lepiej? To już kwestia, którą każdy z was rozsądzi samemu, bo wbrew wszystkiemu nie jest wybitnie jednoznaczna. Żelazny wykonał doskonałą reporterską robotę, zanurzył w szlamie śmierdzącej na kilometr przeszłości, ale bynajmniej nie przesądza o winie konkretnych osób. Albo inaczej - podsuwa wnioski, fakty, jednak złożenie tych puzzli w całości pozostawia nam. I idę o zakład, że efekt końcowy może się różnić w zależności od tego, od jakiej strony rozpoczniemy układanie i co chcemy zobaczyć.

Wspomniałem wcześniej o wątku holenderskim, więc płynnie przejdę do Auke Koka, który snuje wspaniałą opowieść o stosunkach niderlandzko-germańskich. Punktem wyjścia rozważań jest finał mundialu w 1974 roku. Turniej ten dał nam jedną z najpiękniej, najciekawiej grających drużyn w historii tej dyscypliny. Nie przyniósł za to Holendrom złota, chociaż… Może jednak porażka czasem jest zwycięstwem?

Porażką jest na razie dorosła kariera Gracjana Horoszkiewicza, określanego przed laty mianem jednego z największych talentów polskiej piłki. Michał Zachodny przeprowadził z nim wywiad będący de facto jedną wielką litanią wszystkich przywar rodzimej piłki i podejścia do młodych zawodników. Niby o tym wszystkim wiemy, obserwujemy od lat, przeżywamy, opisujemy, ale gdy kilkadziesiąt wątków przewija się w jednej rozmowie, na przykładzie jednego tylko piłkarza - robi to piorunujące wrażenie. 

W fotel wbija Bartosz Nosal i nigdy wcześniej nie opisana w tak szczegółowy sposób historia Andriusza Mozoluka. To wielowątkowy dramat, w którym piłka nożna idzie w parze z alkoholem, głodem, rodzinną patologią i problemami natury psychicznej. Ogromna tragedia, którą dziennikarz “Gazety Wyborczej” opisał w sposób przejmujący, bardzo plastyczny, nie pozostawia obojętnym. 

Ucztą jest lektura tekstu Wojciecha Jagielskiego o Salahu, ale… 

To będzie inne ale niż zawsze. Mam wrażenie, że rozpędzam się i chciałbym o każdym rozdziale piątej „Kopalni” napisać oddzielnie, wyróżnić go za coś innego. Nie o to jednak przecież chodzi, by w nawet rozszerzonej recenzji wykładać wszystko, kawa na ławę. Jest to więc ale, którym chcę przerwać wyliczankę, a przejść do puenty opisującej całość.

Całość - czyli zarówno teksty, jak i grafikę. Każda z historii jest opakowana w odrębną szatę graficzną.”“Kopalnię” znowu nie tylko się czyta, lecz także pożera wzrokiem. Żelazny zadbał też o idealny balans pomiędzy tekstami poświęconymi naszej piłce i tej zagranicznej, pomiędzy historią sprzed dekad, a wątkami bliskimi współczesności. 

I co najważniejsze - „Kopalnia” to dowód pasji wielu ludzi, którzy swoją wiedzą i warsztatem podzielili się z innymi pasjonatami, bo właśnie ci ten projekt docenią najbardziej. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się