Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Pawel Jaskolka / PressFocus

Karta szczęścia Lecha wreszcie się odwraca. Jeśli nie teraz, to kiedy?

Autor: Maciej Golec
2020-11-05 11:30:17

Tydzień temu w Glasgow zagrali bez swoich asów w drugiej linii, podczas gdy Rangersi wystawili najsilniejszy możliwy skład. Tym razem będzie odwrotnie – podopieczni Dariusza Żurawia zdążyli przejść rekonwalescencję, najważniejsi piłkarze będą dostępni, a Standard Liege boryka się z problemami zdrowotnymi. Czas wreszcie przekuć to w korzystny wynik.

Równo za trzy tygodnie minie pięć lat od kiedy polski klub ostatni raz zapunktował w fazie grupowej Ligi Europy. Legia wygrała z Midtjylland 1:0 i zajęła ostatnie miejsce w grupie z czterema punktami, z kolei Lech Poznań po raz drugi bezbramkowo zremisował z Belenenses. Zajął wówczas trzecie miejsce i też odpadł. Spojrzeliśmy na skład z tamtego spotkania i z dzisiejszej perspektywy wygląda on dość komicznie – od pierwszej minuty zagrali między innymi Maciej Gajos, Dariusz Formella, Dariusz Dudka, czy Denis Thomalla. Kolejorz z 2020 roku to znacznie mocniejszy zespół niż ten sprzed pięciu lat, ale żebyśmy nie musieli za jakiś czas wspominać tego jedynie podczas podobnie smutnych rocznic, wypadałoby wreszcie podeprzeć tę tezę konkretnymi wynikami.

Przed meczem Pucharu Polski ze Zniczem Pruszków pisaliśmy, że ten tydzień dla Kolejorza jest z serii albo-albo. Brak zwycięstwa z Legią w lidze to utrata czołówki z pola widzenia i solidna porcja oczek do odrobienia, a strata punktów z Belgami oznaczać będzie praktycznie pożegnanie się z europejskimi pucharami na wiosnę. Ale pisaliśmy też, że do osiągnięcia optymistycznego wariantu potrzeba na pewno trzech rzeczy – zdrowia tego szeroko pojętego, jak i koronawirusowego oraz wypoczętego zespołu. Pierwsza, kluczowa, wreszcie stała się faktem.

 – Nie mam problemu z zestawieniem podstawowej jedenastki, bo praktycznie wszyscy są gotowi do gry. W takiej sytuacji wybór wyjściowego składu nie stanowi kłopotu. Jedynym zawodnikiem, który ćwiczy indywidualnie, jest Bohdan Butko. Mam nadzieję, że jutro lub ewentualnie pojutrze rozpocznie zajęcia z zespołem – powiedział przed meczem ze Standardem trener Lecha Poznań Dariusz Żuraw.

Zero punktów po obu stronach, mecz w Poznaniu, do dyspozycji Pedro Tiba i Jakub Kamiński. Okoliczności nie mogły być bardziej sprzyjające? Właśnie że mogły. Kontuzje rzecz jasna nie powinny być powodem do radości dla nikogo, nieważne kogo by one nie dotyczyły. Jednakże z pragmatycznego punktu widzenia fakt, iż Zinho Vanheusden doznał kontuzji i z Lechem nie zagra, poznaniakom może tylko pomóc. Środkowy obrońca, 21-latek, pewniak do składu, kapitan drużyny – wyjęcie takiego ogniwa nie kończy się dobrze, co zresztą widać było także w meczach… Lecha.

Chodzi oczywiście o Pedro Tibę. Człowieka, który potrafi czasami zrobić coś z niczego, posłać taką piłkę na nos, której nikt inny w Lechu nie odważyłby się zagrać. Potrafi też współpracować z ofensywnymi piłkarzami, co najlepiej pokazywał fakt, że w pierwszej fazie sezonu przy praktycznie wszystkich golach Mikaela Ishaka udział miał właśnie Portugalczyk. Filip Marchwiński mimo rzekomego talentu, który zagrał w jego miejsce w Glasgow, był o kilka klas niżej – przegrywał większość pojedynków w środku pola, tracił piłkę i mimo że kilka razy fajnie i w tempo rozrzucił grę do skrzydeł, to było to raczej odstępstwo od normy. Równie cienko zaprezentował się zresztą Michał Skóraś, dlatego tak ważna jest mocna pierwsza jedenastka na kluczowy w kontekście awansu mecz. 

Standard zmaga się też z koronawirusem. Kilka dni temu zakażenie potwierdzono u sześciu piłkarzy, a wśród nich są: Collins Fai, Konstantinos Laifis, Damjan Pavlovic, Eden Shamir, Moussa Sissako oraz Abdoul Fessal Tapsoba. Jedynym podstawowym piłkarzem grającym w Lidze Europy jest jednak prawy obrońca Collins Fai. Reszta albo siedziała na ławie, albo zaliczała krótkie epizody. Trzeba tylko wziąć poprawkę na fakt, że kapitan (stoper) nie będzie dyspozycyjny, więc ktoś musi go zastąpić. I tu pojawia się problem, bo dwóch kolejnych środkowych obrońców to właśnie ci z pozytywnymi wynikami testu na COVID-19. Z tego też powodu trener zgłosił do kadry kolejnych dwóch obrońców i pomocnika. Młodzików, którzy w Standardzie nigdy jeszcze nie zagrali.

– Nie mam do dyspozycji środkowych obrońców, ale możemy na tych pozycjach skorzystać z bocznych defensorów lub z tych graczy, którzy grali gdzieś indziej. Jeśli będzie trzeba, zagrają na środku – mówił na konferencji przedmeczowej trener Philippe Montanier.

Problemy problemami, ale nie możemy zapominać, że to przede wszystkim Lech musi wejść na podobny poziom, co w meczu z Benficą, a nie liczyć na potknięcia tego czy tamtego piłkarza. To najkrótsza droga do porażki. Zwłaszcza, że klasa rywala jest o wiele niższa niż w dwóch poprzednich przypadkach. Skoro z Charleroi sobie poradzili, to dlaczego teraz by tego nie powtórzyć?

Postawmy sprawę jasno. Awans do fazy grupowej nie powinien być szczytem naszych pragnień i to, że z niego się cieszymy nie oznacza, że nie mamy wobec Lecha żadnych oczekiwań. Po losowaniu nie słyszeliśmy głosów o grupie śmierci, tragedii i przewidywanej kompromitacji. Dominowała narracja, że można rywalizować jak równy z równym, więc pokażcie, że da się również coś sensownego w tej grupie wywalczyć.

Jeśli nie teraz, jeśli nie dziś, to kiedy? Lepszej okazji na przełamanie, zmianę trendu, a tym samym utrzymanie się przy życiu w europejskich rozgrywkach w tym roku nie będzie.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się