Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Alan Stanford / PressFocus

Defensywny pomocnik z Brazylii rozwiązaniem problemów po kontuzji lidera defensywy? Gdzieś to już widzieliśmy…

Autor: Sebastian Czarnecki
2020-11-25 18:00:02

Jak rozwiązać problemy w defensywie, kiedy klub nie sprowadził latem żadnego stopera? To proste – wystarczy sięgnąć po doświadczonego i wszechstronnego defensywnego pomocnika z Brazylii. Tak jak rok temu Fernandinho był zmuszony, żeby zastąpić Aymerica Laporte’a, tak teraz Fabinho musi wskoczyć w buty po Virgilu van Dijku.

Fernandinho łataczem dziur

Wydawało się, że w zeszłym roku Manchester City jest doskonale przygotowany do tego, żeby nawiązać równorzędną walkę z Liverpoolem i obronić mistrzostwo Anglii. Do już i tak przeładowanego gwiazdami składu dołączyli przecież nowi zawodnicy, a Pep Guardiola miał jeszcze więcej jakości niż kiedykolwiek wcześniej. Do pełni zdrowia wrócił również Kevin De Bruyne, który miał się okazać kluczowym elementem w walce o tytuł.

Pep Guardiola zresztą nie miał problemów na żadnej pozycji. Wyleciałby Kevin De Bruyne – zaraz w jego miejsce mogli wskoczyć Phil Foden czy Bernanrdo Silva. Kontuzja na skrzydle? Zawsze można było postawić na Mahreza. Aguero z kolejnym urazem? Nie ma sprawy, jest przecież Gabriel Jesus. Rzeczywistość okazała się jednak o wiele bardziej brutalna, a kontuzji doznał zawodnik, na którego utratę na Etihad zwyczajnie nie byli gotowi. Kiedy ze składu na wiele miesięcy wyleciał Aymeric Laporte, momentalnie popsuło się wszystko. 

Francuski stoper był przecież liderem defensywy The Citizens. Człowiekiem, który doskonale zarządzał blokiem defensywnym i sprawiał, że nawet John Stones nie wyglądał aż tak tragicznie.

- Laporte to prawdziwy gladiator, lider i najlepszy obrońca „Obywateli” – mówił wówczas ekspert BBC, Chris Sutton. – Jest dla Manchesteru tym, kim dla Liverpoolu jest Virgil van Dijk. Oczywiście to niezwykle ważne, że świetnie wyprowadza piłkę, ale jego głównym zadaniem jest bronienie dostępu do własnej bramki. Sprawiał, że City było niezwykle mocne w defensywie i dawał zespołowi dużo stabilności. Pep nazwał Laporte’a najlepszym lewonożnym obrońcą na świecie i nie zrobił tego bez powodu. Utrata takiego zawodnika odbije się na dynamice całego zespołu i Guardiola będzie miał ogromny problem.

Kto zajął więc miejsce Laporte’a? Z braku laku Fernandinho. Nie było już Vincenta Kompany’ego, a Nicolas Otamendi zwyczajnie nie gwarantował już takiej jakości. Brazylijczyk przez wiele lat znakomicie sprawował się w roli defensywnego pomocnika i miał odpowiednie warunki do tego, żeby spróbować też swoich sił jako stoper. Szybko okazało się, że było to dobre posunięcie, ponieważ Fernandinho z pewnością grał o wiele lepiej niż Stones czy Otamendi. Mimo to, na Etihad w dalszym ciągu odliczali dni do powrotu lidera najbardziej newralgicznej formacji.

 

 

Koniec końców brak Laporte’a był aż za bardzo widoczny i Manchester City posypał się. Podopieczni Pepa Guardioli nie potrafili nawiązać walki z rozpędzoną maszyną Jürgena Kloppa, a ich największym problemem był przede wszystkim brak regularności. Liverpool mógł mieć gorsze momenty, ale wszystko nadrabiał charakterem, dzięki czemu potrafił wygrywać spotkania nawet w ostatnich minutach meczu. Właśnie tego brakowało Obywatelom – kiedy gracze Guardioli zbyt długo walili głową w mur, zwyczajnie poddawali się i przestawali próbować. A może problem wcale nie tkwił w braku Francuza? Teraz, kiedy Laporte wrócił już do gry, a do pary dostał Rubena Diasa, Manchester City prezentuje się równie słabo…

„Deja vu, I’ve just been in this place before”

Minął rok, a dosłownie z tym samym problemem muszą zmierzyć się w Liverpoolu. Brutalne wejście Jordana Pickforda w Virgila van Dijka zakończyło się poważną kontuzją gwiazdy Liverpoolu i absencją być może nawet do końca sezonu. Kontuzja Holendra jest prawdziwym ciosem dla The Reds, ponieważ to właśnie on zjednoczył i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki naprawił defensywę, która od kilku poprzednich sezonów nie funkcjonowała jak należy.

Wiele czasu zajęło Jürgenowi Kloppowi, by wyeliminować wszystkie błędy w defensywie, a za wszystko, co dobre, odpowiadał właśnie Virgil van Dijk. To właśnie przy Holendrze rozkwitał Joe Gomez, który normalnie popełniał głupie błędy. To właśnie przy nim ustabilizował się chaotyczny wcześniej Joel Matip. Nawet Dejan Lovren poprawił swoją grę, kiedy grał właśnie u boku Holendra. Teraz wszystko trzeba będzie budować od nowa, a nie za bardzo jest na kim.

Lovren przecież przed sezonem został sprzedany do Zenita, a Joe Gomez również wypadł na kilka tygodni z powodu kontuzji. Pozostaje więc Joel Matip, młodziutki Rhys Williams, a także Nat Phillips, który ostatni sezon spędził na wypożyczeniu w Stuttgarcie. Dwóch ostatnich zwyczajnie nie gwarantuje poziomu, jakiego oczekuje się od mistrzów Anglii, dlatego pałeczkę przejmie… Fabinho. Tak, receptą na problemy Liverpoolu ma się okazać defensywny pomocnik z Brazylii. Przypadek?

Co najlepsze, Brazylijczyk jak na razie spisuje się w nowej roli wręcz fenomenalnie, a swoją klasę udowodnił chociażby w meczu z Chelsea, gdzie zagrał jak prawdziwy profesor i schował Timo Wernera do kieszeni. Fabinho ma dużo lepsze warunki fizyczne od Fernandinho, jest od niego młodszy i w przeszłości zdarzało mu się już występować na prawej stronie defensywy, dlatego taka zmiana nie jest dla niego żadną nowością i wcale nie musi stracić na jakości.

- Fabinho zagrał świetnie w meczu z Leicesterem City – mówił po wygranym 3-0 meczu Joel Matip. - Wyglądał jak jeden z najbardziej doświadczonych stoperów, jakich widziałem od długiego czasu.

 

 

Czy jesteśmy właśnie świadkami narodzin nowego, kapitalnego stopera? Niewykluczone, choć po powrocie Van Dijka były zawodnik Monaco najprawdopodobniej wróci tam, gdzie jego miejsce, czyli na środek pomocy. Zanim jednak do tego nastąpi, wcieli się w rolę nowego lidera defensywy The Reds, który zapewni spokój i sprawi, że może jednak brak Holendra nie będzie aż tak bardzo widoczny.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się