Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Piotr Matusewicz / PressFocus

Strasznie nieskuteczni, ale ostatecznie zwycięzcy. Arka 1:0 Korona

Autor: Marcin Łopienski
2020-12-03 14:10:02

Czy piłka nożna w czwartkowe południe może się podobać? Zastanawialiśmy się nad tym podczas meczu w Gdyni i cieszymy się, że nie było to straconego 1,5 godziny. Szkoda tylko, że gospodarze zmarnowali aż tyle znakomitych sytuacji, bo wynik nie do końca oddaje przewagę drużyny Ireneusza Mamrota.

Ci, którzy zdecydowali się w czwartkowe południe obejrzeć mecz Arki z Koroną, pierwotnie ustalony na środowy wieczór, na pewno nie cierpieli na nudy. Już w pierwszej połowie gdynianie szybko zdobyli bramkę po dwójkowej akcji Marciniaka i Marcjanika.

Dla gospodarzy był to scenariusz idealny, bo mogli kontrolować przebieg spotkania. I dzięki dobrej grze w obronie (Marcjanik czyścił praktycznie wszystko, asekurował go Kwiecień), aktywnym środku pola im się to udawało. A zadanie mieli niełatwe, bo Korona nie miała zamiaru się przyglądać rywalom, a ruszyła do ataku. W większości sytuacji kielczanom brakowało jakości pod bramką Arki, takiego stempla w postaci konkretnego ostatniego podania. Tylko raz Bartosz Kwiecień w ostatniej chwili uratował swój zespół przed stratą bramki, przecinając podanie do Firleja. 

W zespole Macieja Bartoszka najbardziej zawiedli ci, którzy swoim doświadczeniem mieli prowadzić drużynę w kierunku Ekstraklasy. Na całej linii zawiódł Jacek Kiełb, którego złe wybory mocno frustrowały jego trenera (a transmisja była bez komentarza, także wszystko było doskonale słyszalne). Nie zdziwiło nas zatem to, że skrzydłowy już w 55. minucie opuścił boisko. Rozczarował również Mateusz Cetnarski, po którym spodziewaliśmy się, że będzie napędzał akcje Korony, a w pamięci została nam zaledwie jedno celne takie zagranie. 

Przed przerwą na boisku działo się zatem sporo, ale ciekawie było dopiero w drugiej połowie. Na tę część piłkarze Arki wyszli z nastawieniem podwyższenia prowadzenia i naprawdę nie wiemy jak to się stało, że gdynianie do końca – dosłownie – musieli drżeć o wynik. Doskonałe okazje mieli Siemaszko i Mazek, w końcówce uderzał jeszcze Wolsztyński. Do tego kilka zmarnowanych wyjść z kontratakiem, kiedy piłkarzy Arki było więcej od przeciwnika. Naprawdę gdyby ten mecz zakończył się rezultatem 3:0, to nikt z obozu Korony nie miałby jakichś większych pretensji. 

Problem w tym, że skuteczność gospodarzy była fatalna, co doprowadziło do dramatycznej walki o wygraną 1:0. Największym herosem w tej rywalizacji okazał się Daniel Kajzer, który w 88. minucie wybronił groźny strzał Grzelaka z 5. metra. Korona zatem mimo słabszej postawy po przerwie, dzięki szczodrej gościnności Arki miała znakomitą piłę na remis. 

Dary od losu trzeba jednak wykorzystywać jeśli chce się szybko wrócić do Ekstraklasy. Szczególnie, jeśli w składzie ma się tak doświadczonych graczy jak Kozioł, Grzelak, Kiełb czy Cetnarski. Z tego kwintetu najlepiej zaprezentował się tylko bramkarz. 

Arka Gdynia 1:0 Korona Kielce (1:0)

1:0 – Marcjanik 15’

Arka: Kajzer – Kasperkiewicz, Marcjanik, Kwiecień, Marciniak – Deja – Żebrowski (75' Mazek), Letniowski (75' Drewniak), Łabojko (75' Soboczyński), Siemaszko (68' Wolsztyński) - Jankowski (90' Wawszczyk).

Korona: Kozioł – Szymusik, Tzimopoulos, Grzelak, Kordas – Kaczmarski (82' Lisowski), Podgórski – Kiełb (55' Długosz), Cetnarski, Thiakane - Firlej (72' Łysiak)

Sędzia: Grzegorz Kawałko.

Żółte kartki: Deja.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się