Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Lukasz Sobala / Press Focus

Kolejny sztorm w Gdańsku. Lechia ze Stokowcem przetrwa kolejną burzę?

Autor: Maciej Kanczak
2020-12-10 15:30:19

Trzy przegrane mecze z rzędu, w dodatku każdy do zera - delikatnie rzecz ujmując, nie jest to dobry okres dla Lechii Gdańsk. Czy oznacza to zatem, że posada Piotra Stokowca nad Motławą zawisła na włosku?

Tomasz Włodarczyk z portalu meczyki.pl poinformował w środę, o wtorkowym spotkaniu gdańskiej starszyzny przed rozpoczęciem treningu. Doświadczeni gracze mieli we własnym gronie ustalić co jest przyczyną słabszych wyników gdańszczan w ostatnim czasie. Po 9 kolejkach biało-zieloni zajmowali przecież 4. miejsce w tabeli PKO BP Ekstraklasy i do lidera, Rakowa Częstochowa, tracili ledwie cztery „oczka”. Trzy porażki z kolei sprawiły, że gdańszczanie spadli na 9. miejsce, a strata do czołówki znacznie wzrosła (aktualnie Lechiści tracą do Legii już 10 punktów). Biorąc pod uwagę brak wzmocnień (latem przyszedł tylko Bartosz Kopacz, ale on zakontraktowany był już zimą), na Energa Arena nikt od podopiecznych Stokowca nie oczekiwał cudów. Niemniej, dobra postawa w ostatnich dwóch miesiącach (cztery wygrane w sześciu grach) rozbudziła nadzieje kibiców.

Na tekst o rzekomym spotkaniu gdańskich starych wyjadaczy, klub zareagował błyskawicznie. Rzecznik prasowy, Arkadiusz Bruliński potwierdził tylko fakt odbycia się spotkania, ale podkreślił, że zorganizował je… sam Stokowiec. Resztę informacji z portalu meczyki.pl określił jako wyjęte rodem z programu „997”. Jako że w Lechii wielokrotnie się zdarzało, iż klub co innego mówił, a co innego następnego dnia robił, z dystansem podchodzimy do tego dementi. Faktem jest też jednak, że przełom listopada i grudnia to jeden z najgorszych okresów Stokowca w Lechii.

Były szkoleniowiec Zagłębia Lubin, pracę w stolicy województwa pomorskiego zaczął 5 marca 2018 i już na dzień dobry, w beznadziejnym stylu przerżnął mecze z Legią Warszawa (1:3), Lechem Poznań (0:3) i Koroną Kielce (0:1). Jednakże, jak przed laty śpiewała Budka Suflera - „po nocy przychodzi dzień, a po burzy słońce”, los uśmiechnął się również i do Stokowca. Po serii porażek, przyszły dwa niezwykle istotne, nie tylko z ambicjonalnego punktu widzenia, zwycięstwa z Arką Gdynia (4:2, 2:1). I w zasadzie one wówczas go uratowały. Bo wiosną 2018 zaliczył jeszcze drugą serię trzech meczów bez wygranej (Cracovia 0:0, Śląsk Wrocław 1:3, Termalika Bruk-Bet Nieciecza 0:1). „Stoki” wywiązał się jednak z zadania utrzymania Lechii w Ekstraklasie, więc w sezonie 2018/19 dalej był opiekunem Lechii. Czas pokazał, że był to mądry ruch gdańskich decydentów.

Gwoli prawdy trzeba jednak przyznać, że pod wodzą Stokowca Lechii zdarzały się już gorsze passy, aniżeli trzy spotkania bez wygranej. Wiosną 2019, biało-zieloni nie potrafili zwyciężyć w czterech kolejnych grach (Legia Warszawa 1:3, Cracovia 0:2, Zagłębie Lubin 1:1, Lech Poznań 1:2). Gdańszczanie byli jednak wówczas w środku maratonu, zakończonego długo oczekiwanym triumfem w Pucharze Polski. Kadrę zaś mieli zdecydowanie za wąską, by z powodzeniem rywalizować na dwóch frontach, stąd zadyszka w Ekstraklasie, która sprawiła, że z 1. miejsca zajmowanego przed startem grupy mistrzowskiej, na koniec sezonu wylądowali na najniższym stopniu podium. Nikt wówczas nie żywił jednak większych pretensji do Stokowca i jego graczy.

Odwrotnie było jesienią 2019, gdy Lechiści nie potrafili wygrać w pięciu kolejnych meczach (Zagłębie Lubin 1:2, Arka Gdynia 2:2, Górnik Zabrze 1:1, Cracovia 0:1, Pogoń Szczecin 0:1). To wtedy w Gdańsku sytuacja zdawała się być alarmującą, bo po chwilowym powrocie na zwycięską ścieżkę (wygrane z ŁKS Łódź, Wisłą Kraków i Wisłą Płock), przyszły dwie kompromitujące porażki (po 0:3 z Jagiellonią Białystok i Rakowem Częstochowa). W okresie październik-grudzień, od Lechii gorsze były tylko ŁKS Łódź i Wisła Kraków. A pamiętajmy, że w tamtym okresie, Stokowiec miał jeszcze do dyspozycji większość piłkarzy, która walnie przyczyniła się do triumfów w Pucharze i Superpucharze Polski, a także w wywalczenia brązowego medalu w Ekstraklasie. Dziś, takich graczy na Energa Arena pozostała już tylko garstka. 

Stąd też zasadnicze pytanie, czy karać Stokowca za to, że władze klubu, od roku robią mu pod górkę, jeśli chodzi o budowę zespołu? Zimą można było jeszcze działaczom przyklasnąć, bo mimo licznych osłabień, zespół wzmocniło kilku klasowych graczy, którzy w Gdańsku ostali się do dzisiaj. W sezon 2020/21 Lechia wkraczała bez nowych twarzy (pomijając wspomnianego już Kopacza), zatem ciężko było oczekiwać, że zespół znajdzie się w czubie tabeli.

Uwagę trzeba zwrócić także na to, że tylko w starciu z Legią, Lechia była wyraźnie gorsza od przeciwnika. Lechowi postawiła trudne warunki, poza tym została skrzywdzona przez sędziego, który nie zauważył, że przy stanie 0:0, piłka po strzale Łukasza Zwolińskiego minęła całym obwodem linię bramkową. Z kolei w potyczce z Piastem, to gdańszczanie torpedowali gliwicką bramkę, ale tym razem byli mistrzowie Polski byli zabójczo skuteczni.

Zasadnym pozostaje więc pytanie czy nowy trener jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki faktycznie odmieni zespół czy też po prostu tak krawiec kraje, jak mu materii staje. Należy jednak pamiętać, że Stokowiec w Lubinie również przez dłuższy czas był szkoleniowcem, do momentu aż wyczerpała się pewna formuła. 

Zwróćmy uwagę na jego słowa po meczu z Legią: - Wykreowaliśmy za mało sytuacji. Legia zagrała bezbłędnie, solidnie w obronie i nie pozwoliła nam na okazje. Gratuluje Legii trzech punktów. My musimy się skupić na ostatnich meczach, bo na pewno musimy być bardziej skuteczni i mieć więcej sytuacji. Liczyłem, że mając pięciu rosłych zawodników zdobędziemy bramkę ze stałego fragmentu gry, niestety to nie przyniosło efektu. Nastawialiśmy się, aby zdobyć bramkę w taki sposób, ale to się nie udało - mówił trener Lechii, Piotr Stokowiec, po spotkaniu przeciwko Legii. Nie wiemy jak wam, ale nam się wydaje, że brzmi to niczym wołanie rozpaczy człowieka bezradnego, pozbawionego pomysłu na ten zespół. Oglądamy przeciez mecze gdańszczan i w ostatnim czasie nie widzimy, aby ten zespół się rozwijał. Jeśli już to schematem gry niebezpiecznie zbliża się do Wisły Płock...

Na koniec w tym miejscu należy postawić pytanie: czy własnie dochodzimy do momentu, w którym rozstrzygnie się los trenera? Wszystko wskazuje na to, że odpowiedź na to pytanie poznamy w najbliższych meczach. Wyjścia są bowiem dwa: albo postawa drużyny po naradzie się odmieni na lepsze, albo na gorsze. Tylko czy może być jeszcze gorzej?


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się