Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Damian Kosciesza / PressFocus

Przekonanie o własnej niższości zjadło Lecha. Ale przynajmniej czwartki wolne... Lech 0:2 Rangers

Autor: Maciej Golec
2020-12-10 21:25:14

Lech przegrał tę grupę bo był słabszy, ale też przez przekonanie, że skoro ma przed sobą mecze z Benfiką i Rangersami oraz trudną sytuację w tabeli, to nic z tego nie będzie. Gdyby w podobny sposób podchodził do pierwszego spotkania grupowego, nie dogoniłby Benfiki dwukrotnie i nie pokazał się sportowo z dobrej strony. Dziś niestety znowu wywiesił białą flagę.

Trudno emocjonować się meczem o złote kalesony. To znaczy, wiadomo, że stawką meczu były setki tysięcy euro, które nie są bez znaczenia dla klubu, z kolei Szkoci mieli szansę na pierwsze miejsce w grupie, ale dla kibica, nawet Lecha, był to mecz po prostu do odbębnienia. Żeby zamknąć rozdział europejski na ten sezon i skupić się na lidze, gdzie trzeba gonić czołówkę. Szkoda, że z takiego założenia w Poznaniu wychodzą. Ale mimo wszystko nie, nie był to mecz o honor, bo żadnego honoru Kolejorz nie stracił. Nawet jeśli marzyliśmy o czymś więcej, mieliśmy wkalkulowane, że nie wszystko może pójść tak, jak byśmy tego chcieli. 

Ale wracając do stawki, na boisku jej widać nie było. Nie będziemy brutalni, bo porównanie tego meczu do Wisły Płock, czy Podbeskidzia to ujmowanie umiejętności Lechowi i Rangersom, jednak działo się dzisiaj bardzo mało. Lech miał co prawda trochę sytuacji: strzały Tiby (obrona bramkarza), Sykory (pudło daleko od bramki) Puchacza (wolny) i Satki, który miał chyba najdogodniejszą okazję po uderzeniu głową, ale nic z tych prób nie wyszło. 

Ale jak to też było w Lizbonie tydzień temu, każdy błąd może Kolejorza bardzo dużo kosztować. Wtedy głupio stracił piłkę Marchwiński, a Bednarek podał pod nogi rywala, z czego w konsekwencji padły bramki. A dzisiaj? W rolę sabotażysty wcielił się Jakub Kamiński, który źle podał chcąc skontrować piłkę od Puchacza. Reszta to już akcja Ittena i Crnomarković, jak wóz z węglem, który nawet nie udawał, że próbuje mu przeszkadzać.

Szkoda też, że Dariusz Żuraw postanowił przy wyniku 0:1 utwierdzić nas w przekonaniu, że mecz z Rangersami nie jest u niego za wysoko w hierarchii. Bo jak inaczej interpretować zejście w przerwie Pedro Tiby i 20 minut później Mikaela Ishaka? Dwóch kluczowych zawodników zjeżdża do bazy, zaraz potem gol na 0:2 i inicjatywa do końca po stronie Rangersów, po czym Lech nawet nie pierdnął w ofensywie. Nie powiecie, że to nie jest wymowne.

Rozpisywaliśmy się o imponujących eliminacjach nie bez powodu. Wtedy ten Lech mógł się pochwalić zaciętością, zdecydowaniem,  nie odpuszczaniem nawet w 90. minucie i zabijaniem myślenia zakorzenionego gdzieś w naszych głowach – że jeśli wyjazd i „zawsze groźny rywal” to musimy grać z konterki i czekać na swoje okazje. Zresztą, podobnie było na początku fazy grupowej, dopiero runda rewanżowa w pełni obnażyła priorytety Dariusza Żurawia i wszystkie niedociągnięcia spowodowane – mamy wrażenie – niezdecydowaniem, o co Lech tak naprawdę chce grać. Czy o awans, czy o to, żeby dobrze się zaprezentować na tle lepszych drużyn i może kogoś wypromować. Do dzisiaj nie wiemy.

Wiemy natomiast, że mecze z Benfiką i Rangersami poznaniacy oddali rywalom w prezencie na gwiazdkę. Z przekonania, że nic z tego nie będzie. Gdyby podobne mieli w pierwszym meczu grupowym, nie dogoniliby dwukrotnie wyniku. Nie powiecie nam zatem, że się nie da. 

Cóż, może za rok…

Lech Poznań 0:2 Rangers (0:1)
0:1 – 32’ Itten
0:2 – 72’ Hagi

Lech: Bednarek - Butko, Crnomarković, Satka, Puchacz – Skóraś (12’ Sykora (64’ Ramirez)), Muhar, Tiba (46’ Moder), Kamiński (46’ Kraweć) - Marchwiński – Ishak (64’ Awwad)

Rangers: McLaughlin – Patterson (66’ Tavernier), Goldson, Balogun (80’ Bassey), Barisić – Arfield, Hagi (77’ Kent), Aribo – Kamara, Itten (80’ Morelos), Zungu (77’ Barker).

Sędzia: Jose Maria Sanchez

Żółte kartki: Zungu, Balogun


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się