Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Rafał Oleksiewicz / PressFocus

Kompleks w pasy - Cracovia to najgorszy rywal do przełamania dla Lechii

Autor: Maciej Kanczak
2020-12-19 11:30:20

Nie jest to niemoc, z gatunku „najstarsi górale nie pamiętają”. Niemniej w składzie Lechii Gdańsk coraz mniej już piłkarzy, którzy uczestniczyli w ostatniej wiktorii przeciwko Cracovii.

Był 10 listopada 2018 roku. W środku obrony mieliśmy jeszcze czołowy duet środkowych obrońców w Polsce, a więc Błażej Augustyn-Michał Nalepa. Na lewej obronie furorę robił Filip Mladenović, zaś po przeciwległej stronie Joao Nunes odpierał jeszcze atak na swoją pozycję młodego Karola Fili. W środku pola Jarosława Kubickiego, wspierał Daniel Łukasik, zaś na skrzydłach biegali Konrad Michalak i Lukas Haraslin. Z ławki zaś weszli m.in. Rafał Wolski i Steven Vitoria.

Przebieg meczu nie był klasyczny dla tamtej Lechii. Znakiem rozpoznawczym gdańszczan jesienią A.D. 2018 było szybkie zdobycie bramki, a później konsekwentna obrona korzystnego wyniku. Tym razem biało-zieloni przez większość czasu walili głową w mur, ale ten w końcu uległ pod ich naporem. Gola na wagę trzech punktów strzelił Flavio Paixao, dzięki czemu zespół Piotra Stokowca umocnił się na czele Ekstraklasy. Cracovia tymczasem niebezpiecznie pikowała ku strefie spadkowej. Kto by się wówczas spodziewał, że w końcowej tabeli obie ekipy dzielić będzie ledwie jedna pozycja?No i kto przypuszczał, że w kolejnych sześciu spotkaniach, bez względu na okoliczności i rodzaj rozgrywek górą będą wyłącznie krakowianie?

Jeszcze w sezonie 2018/2019 Pasy dwukrotnie pokonały gdańszczan, korzystając z ich zaangażowania w Pucharze Polski. Trzy dni po wyczerpującym boju z Rakowem Częstochowa w półfinale gdańszczanie ulegli u na wyjeździe Pasom 2:4. O ile jeszcze pierwsza połowa była dość wyrównana (1:1), o tyle w drugiej na murawie rządzili już tylko gospodarze. Ta porażka była zapowiedzią ciężkiego okresu dla Lechii, która miała zdecydowanie zbyt wąską kadrę, aby z powodzeniem rywalizować na dwóch frontach.

Udowodniło to majowe starcie, zaraz po finale PP na Stadionie Narodowym. Triumfatorom „pucharu tysiąca drużyn” nikt w Grodzie Kraka nie zamierzał rozkładać czerwonego dywanu i przy ulicy Kałuży organizować benefisu. Podopieczni Michała Probierza znów byli lepsi, tym razem wygrywając 2:0. Taki rezultat to i tak najmniejszy wymiar kary, bo patrząc na grę gości znad morza, można było odnieść wrażenie, że ci myślami są jeszcze w finale PP. Lechiści bowiem w tamtym meczu nie oddali choćby jednego celnego strzału na bramkę Michala Peskovicia! Dla biało-zielonych była to już trzecia porażka w lidze w ostatnich czterech meczach. Wizja mistrzostwa Polski oddaliła się już wówczas bezpowrotnie.

Zupełnie inny wymiar miały starcia w rozgrywkach 2019/2020. Jesienią Cracovia do czterech przedłużyła serię meczów bez wygranej Lechii w Ekstraklasie. Przed spotkaniem Piotr Stokowiec zarzekał się, że w meczach wyjazdowych, jego drużynie gra się łatwiej. - Paradoksalnie - lepiej gramy w tych trudniejszych meczach - podkreślał, na dowód przywołując rywalizację z Piastem w Gliwicach (2:1) czy z Legią w Warszawie (2:1). Tym razem jednak tak nie było - Lechia w Krakowie zagrała beznadziejnie. Żeby nie było - Cracovia też nie rozgrywała wielkich zawodów, ale w samej końcówce, za sprawą Pelle van Amersfoorta, przechyliła szalę na swoją korzyść.

Jednak boleśniejsze były porażki poniesione na wiosnę. Jeszcze w lutym bowiem był okres, w którym w Cracovii upatrywano głównego konkurenta (!) Legii Warszawa w walce o mistrzowski tytuł. Sześć porażek z rzędu, począwszy od połowy lutego, sprawiło, że kibice zaczęli się zastanawiać czy Pasy w ogóle znajdą się w czołowej ósemce. Ostatecznie się znalazły, głównie dzięki…wygranej z Lechią w Gdańsku. Niemal miesiąc później, Cracovia znów przywiozła z Energa Arena komplet punktów. 

W grupie mistrzowskiej Lechia wrzuciła piąty bieg. Z kwitkiem odprawiła kolejno Pogoń Szczecin, Piasta Gliwice i Jagiellonię Białystok. Gdy kibice coraz głośniej zaczęli marzyć, o drugim z rzędu medalu, Cracovia rozjechała ich nadzieje na pasach. Jedyną nadzieją na zapewnienie sobie promocji do europejskich pucharach, był zatem ponowny triumf w PP. Tyle, że tam znów górą byli 5-krotni mistrzowie Polski.

Sześć kolejnych porażek, w tym cztery poniesione w kiepskim stylu - nie brzmi to zbyt optymistycznie. - Jak po ostatnich meczach mówiłem, że jestem zły, to dziś jestem wściekły. Na pewno nie ma mojej zgody na to, żebyśmy grali tak jak w pierwszej połowie. W przerwie porozmawialiśmy w szatni, skorygowaliśmy ustawienie i wyglądało to lepiej, ale nie wykorzystaliśmy stuprocentowej sytuacji, jaką miał Conrado. Później poszła kontra, przypadkowy rzut wolny i gol. Generalnie jeszcze raz powtórzę, że Lechia nie może tak grać i nie będzie tak grać. Nie wyobrażam sobie tego, żeby było tak dalej i mówię to z pełną odpowiedzialnością - stwierdził Stokowiec po meczu z Wisłą Płock. Wciekłość trenera to jednak trochę za mało, aby przerwać tą fatalną serię. Wypadałoby też wreszcie zacząć grać w piłkę.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się