
Autor zdjęcia: Piotr Matusewicz / PressFocus
Arka rozmontowana do ostatniej śrubki i zbudowana od nowa. Ile na tym zyska i czy w ogóle?
Minęło jedno pełne okienko transferowe od momentu spadku Arki z Ekstraklasy, teraz trwa się drugie, a zespół z Gdyni zmienił się nie do poznania. Ale czy dla Żółto-Niebieskich na pewno powód, by się radować?
Zobaczmy skład tej ekipy z 31. kolejki i meczu przeciwko Wiśle Płock. Bierzemy to starcie za wyznacznik, ponieważ właśnie Nafciarze przyklepali relagację Arki do I ligi. A zatem…
Staniszewski – Zbozień, Marić, Danch, Marciniak – Kopczyński, Nalepa – Młyński, Jankowski – Schirtladze, Serrarens
Dla lepszego rozeznania złóżmy jeszcze optymalną jedenastkę gdynian, złożoną z najlepszych lub przynajmniej najczęściej występujących w sezonie 2019/20 graczy:
Steinbors – Zbozień, Danch, Maghoma, Marciniak – Deja, Vejinović, Nalepa – Młyński, Jankowski, Serrarens

Coś wam już to mówi? Celowo podkreśliliśmy nazwiska niektórych zawodników. Oto przed naszymi oczami stoją ci, którzy o dziwo nie padli ofiarą rewolucji kadrowej, która właśnie dokonuje się w Trójmieście. Trzech zawodników, regularnych starterów z poprzednich rozgrywek! A może niebawem już tylko dwóch, wszak w ostatnich dniach sporo mówi się o przenosinach Młyńskiego do Wisły Kraków. Z jego perspektywy nie dziwimy się – skoro w Ekstraklasie dawał radę, to czemu ma się kisić poziom niżej, zwłaszcza że awans Arki wcale pewniaczkiem nie jest? Dla Kołakowskich to też ostatnia szansa do zarobienia czegokolwiek na Mateuszu, ponieważ w czerwcu kończy mu się kontrakt.
Ale wracając do zmian… Część z nich oczywiście dało się zrozumieć. Steinbors był zbyt dobry na I ligę, podobnie jak Nalepa. Obaj zarabiali sporo, dlatego jeden poszedł do Jagi, gdzie dostał podobną pensję, drugi skorzystał z oferty z Turcji i raczej też nie głoduje. Vejinovicia trzeba było odpalić, ponieważ specjalnie dla niego utworzono komin płacowy, który zniszczyłby pierwszoligowy budżet Arki. Serrarensa należało, jak to stwierdził niegdyś Jan Tomaszewski, wypie***lić dyscyplinarnie. Za Zbozieniem raczej też nikt nie tęskni, patrząc na jego naprawdę słabą dyspozycję w Wiśle Płock. Podobnie za Kopczyńskim, który przeszedł o Warty, gdzie znów zmaga się z kontuzjami. Schirtladze, Antonik, Helstrup, Siemaszko, Bergqvist… Nie żartujmy nawet.
Jakby tego było mało, w ostatnich dniach kluby zmienili też Adam Marciniak z Maciejem Jankowskim. O pierwszym mówił sam Jarosław Kołakowski w „Stanie Futbolu”.
Kołakowski: Rywalizujemy o awans z ŁKS-em, tak? I nasz kapitan, Adam Marciniak, podpisał kontrakt z tym ŁKS-em od czerwca. Musieliśmy coś zrobić. Sprzedaliśmy go. #StanFutbolu
— Weszło! (@WeszloCom) January 9, 2021
A to jeszcze nie koniec, wszak na wylocie z Arki znaleźli się też ci, co mieli zbudować jej pierwszoligową wielkość. Tu mowa na przykład o Szymonie Drewniaku, którego eksperci chóralnie wymieniają jako jedno z największych rozczarowań tego sezonu. Trudno się z nimi nie zgodzić, skoro zamiast być odpowiedzialnym rozgrywającym, pomocnik prezetnuje się jakby za bardzo wziął sobie do serca własne nazwisko. Do Jagiellonii z kolei zdążył już wrócić Bartosz Kwiecień, do Pogoni Bartosz Boniecki, a pod znakiem zapytania stała przyszłość Jakuba Wawszczyka.
Momentami aż trudno nadążyć, serio…
Dążymy jednak do tego, aby nakreślić wam skalę zmian, więc w tym momencie wypadałoby się zastanowić również nad potencjalną wyjściową XI gdynian w rundzie wiosennej. Oczywiście wciąż mogą wydarzyć się jeszcze jakieś transfery i ulegnie ona dalszym zmiano, lecz już teraz skala zmian jest gigantyczna.
Kajzer – Kasperkiewicz/Hiszpański, Danch, Marcjanik, Sasin – Deja, Drewniak(?), Letniowski – Żebrowski, Młyński/Rosołek – Wolsztyński(?)
Jedyny ocalały z ekstraklasowej jedenastki – Danch. Jak jednak widzicie są też pewne znaki zapytania. O Drewniaku już pisaliśmy, w jego miejsce wskoczy Christian Aleman. Przyjście Wolsztyńskiego z kolei nie jest pewne, nie wiadomo też dokładnie co z Młyńskim. Po to jednak został sprowadzony Rosołek, aby pośrednio wypełnić po nim lukę. Pośrednio, ponieważ wychowanek Legii to też młodzieżowiec, tyle że nominalnie występuje na innej pozycji – jest napastnikiem.
Przez ten pryzmat widać zresztą jeszcze jedną rzecz – Arka po prostu ma w kadrze dziury. Zgadzamy się zatem z tezą Ireneusza Mamrota, iż ten zespół potrzebował jeszcze 2-3 solidnych wzmocnień, aby z powodzeniem bić się o powrót do Ekstraklasy. Teraz, gdy właściciele zaordynowali bardziej drastyczne zmiany, tych konkretnych transferów powinno być ze dwa razy tyle.

Szeroko poszli w Gdyni, nie ma co. Z jednej strony trudno się dziwić i może to nawet dobrze, że właściciele szybko tam reagują. Z drugiej na Arka póki co przypomina budowę, na której cegieł nie łączy się cementem, lecz… W sumie nie wiadomo czym. Chaosem. Jakimś kluczem w budowie kadry są oczywiście powiązania poszczególnych zawodników z agencją Jarosława Kołakowskiego, który przy Olimpijskiej buduje prywatny folwark a’la Jorge Mendes w Wolverhampton. Jeśli jednak zaowocuje to awansem – cóż, trudno będzie się czepiać wymiaru sportowego.
Ale żeby w tej chwili Arka cokolwiek gwarantowała, jeśli chodzi o rozstrzygnięcie sezonu? Absolutnie. Gdybyśmy mieli rozłożyć prawdopodobnieństwo tego, jak zakończy rozgrywki, podział byłby następujący: 33,3% na awans, 33,4% na baraże oraz 33,3% na finisz poza top6.
Jakkolwiek się stanie, jedno jest pewne – przy takiej skali zmian Kołakowscy nie będą już mogli tłumaczyć się tym, że to nie ich drużyna osiągnęła lub nie osiągnęła celu. Obecni gdynianie nie mają praktycznie nic wspólnego z ekipą sprzed roku.
Arka nie została poddana renowacji, nie przeszła remontu. Ona została rozkręcona prawie do ostatniej śrubki i złożona od nowa. Czekamy na wodowanie i sprawdzenie czy nie przecieka...






