var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Krzysztof Dzierzawa / Pressfocus

Szkoda, że Crnomarković i Augustyn nie są z jednej drużyny, bo mogłaby być niezła tragikomedia!

Autor: Mariusz Bielski
2021-03-23 12:00:03

„Obrońca to w piłce nożnej zawodnik, który ma za zadanie zapobiegać atakom napastników przeciwnika na bramkę” – taką definicję czytamy na Wikipedii. Nie wiemy w takim razie kim są Djordje Crnomarković oraz Błażej Augustyn, ale na pewno nie obrońcami.

Rożne kabarety widzieliśmy już w Ekstraklasie, praktycznie w każdym sezonie pojawiali się jacyś artyści, którzy ze sztuki bronienia robili sobie istne kpiny. Pamiętacie na przykład Totha z Zagłębia Sosnowiec? Rok później Sobociński z ŁKS-u do naszej antyjedenastki kolejki trafił aż 11 razy, co prawdopodobnie stanowi rekord w historii naszego portalu. W bieżących rozgrywkach jesienią sporo śmiechu dostarczali Komor, Baszłaj i Rundić.

Teraz natomiast akces po miano dzbana sezonu zgłosiło jeszcze dwóch kandydatów. Walka jest na tyle wyrównania, iż nie mamy pojęcia kogo wskazać jako prowadzącego w tym wyścigu.

Zacznijmy może od Serba. Czy środkowy obrońca zimą był potrzebny Zagłębiu? Zdecydowanie! Oko był po długiej kontuzji, Simić też akurat pauzował, Guldan poszedł w dyrektory, do tego na jeden z meczów wykartkowali się i Jończy, i Balić. Kruk zaś to wciąż – nomen omen – nieopierzony żółtodziób. Należało jakoś uzupełnić braki bez wątpienia. Ale czy byliśmy zdziwieni, gdy Miedziowi zdecydowali się akurat na Crnomarkovicia, który już wcześniej w Lechu budził wobec siebie spore wątpliwości? Oczywiście, w końcu chodziło jednak o łatanie dziur, a nie robienie kolejnych, prawda?

Runda wiosenna pokazuje, że Djordje znacznie bliżej do Vujadinovicia niż na przykład Arboledy, który zresztą też łączy oba polskie kluby. Z perspektywy czasu wygląda to jak podrzucenie zgniłego jaja. Przez dwa miesiące facet naodwalał tyle, że dałoby się to nazwać sabotażem

- w jednym z pierwszych meczów złamał nogę Piotrowi Pyrdołowi tylko dlatego, że chciał się wykratkować. Nie można było pociągnąć za koszulke?
- w nagrodę dostał 3 mecze dyskwalifikacji. I tak mało…
- zagrał absolutną tragedię z Legią, prokurując rzut karny już w 6. minucie i potem zawalając przy kolejnych trafieniach
- zepsuł decydującą jedenastkę w Pucharze Polski w pojedynku z Chojniczanką

Pół człowiek, pół koń trojański. Może po prostu chodziło o to, że Lech dostrzegł w Zagłębiu najgroźniejszego rywala w ewentualnym pościgu za czołówką ligi i dlatego posłał Serba właśnie do tego zespołu? Szkoda jedynie, iż Kolejorz samemu zapomniał doszlifować formę, ale to już historia na inną opowieść.

Śmieszno i straszno z tym Crnomarkoviciem zarazem. Chociaż oczywiście tylko z perspektywy widzów postronnych, bo tym związanym z Lubina nie zazdrościmy konieczności ściskania kciuków za takiego artystę. Jego regularna gra jest jednak tym bardziej bolesna, że jednocześnie blokuje możliwość gry Kamilowi Krukowi. Jasne, to też wina Martina Seveli, iż woli stawiać na Serba, a nie Polaka, lecz ostatecznie chodzi po prostu o brak możliwości rozwoju dla młodego chłopaka. W czym on jest gorszy od Djordje? Nie mamy pojęcia. W czym lepszy? Prawdopodobnie we wszystkim.

***

Z czystej perwersji aż żałujemy, że Crnomarković nie trafił do zespołu razem z Augustynem. To mógłby być lepszy cyrk niż ten Zalewskiego. Stoper Jagi popisał się bowiem niesamowitym osiągnięciem – w 3 ostatnich meczach zobaczył czerwoną kartkę… 3 razy! Za każdym razem za drugą zółtą, co jednak nie zmienia faktu, iż w przez niego białostoczanie zawsze kończyli mecz w 10. Ostatnio co prawda Jadze i tak udało się zatriumfować ostatecznie nad Lechem, natomiast wcześniej zanotowała dwie porażki po 0:1 z Piastem i Pogonią. No i tu już Błażej z całą pewnością mógł pomóc zespołowi doprowadzić choćby do remisów. Śmieszki śmieszkami, ale głową po jakimś rożnym to akurat potrafi strzelić.

W ogóle z tymi czerwonymi kartkami niezła jest też ironia losu, bo przez jesień Augustyn nie zobaczył ani jednego żółtka…

Sztab szkoleniowi Pszczół naturalnie jest sfrustrowany zachowaniem Augustyna. – Po prostu nie może dochodzić do takich historii mecz po meczu – martwił Rafał Grzyb, prowadzący drużynę po zwolnieniu Bogdana Zająca. – Rozmawialiśmy z nim po meczu i wyjaśniliśmy sobie parę rzeczy. Myślę, że tu będzie potrzebna jakaś zmiana. Może jakiś dodatkowy bodziec, który pozwoli uniknąć kolejnych żółtych kartek – mówił trymczasowy szkoleniowiec na konferencji. Jakaś rozmówka wychowawcza przydałaby się na pewno i może również odsunięcie go od składu na kilka meczów, coby się wyciszył? 

My z kolei akurat w kontekście Błażeja musimy posypać głowy popiołem. Zresztą, nie tylko my, bo ogółem przecież pozyskanie go z Lechii wydawało się ruchem sensownym. Co prawda kilka miesięcy stracił po tym jak zbuntował się przeciwko zarządowi klubu, który swego czasu mocno zamulał z pensjami dla piłkarzy, ale wcześniej przez 1,5 roku prezentował się więcej niż solidnie. Ba, wraz z Nalepą w sezonie 2018/19 stworzył praktycznie najlepszy duet w Ekstraklasie. Władze Jagiellonii miały więc pełne prawo sądzić, iż w ich zespole również będzie stanowił mur nie do przejścia. Aktualne rozczarowanie jest jednak zrozumiałe, bo dzisiejszy Błażej, nawet gdy nie zarabia kartek seriami, jest cieniem tamtego doskonałego Błażeja. Żebyście mieli dobrą skalę porównawczą – za poprzednią jesień wykręcił u nas średnią ocen na poziomie 5,33. Ta z bieżących rozgrywek wynosi 4,07. Duuuuży zjazd.

Natomiast jeśli mielibyśmy uwierzyc, że jeszcze któryś z duetu Augustyn-Crnomarković się znacznie poprawi i zacznie stanowić o sile zespołu, bez zastanowienia wskazalibyśmy Polaka. Djordje trzeba spakować i jak najszybciej wysłać gdzieś daleko poza polską piłkę.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się