Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: własne

Ojrzyński: Przeczuwałem ultimatum... Musiolik: Serie B lepsza niż Ekstraklasa. Kosowski: Skorża przez Poznań do reprezentacji

Autor: Bartosz Adamski
2021-04-13 09:07:46

Wtorkowa prasa nie jest szczególnie dobra. Sporo dyskutuje się o meczach Ligi Mistrzów i o zwolnieniu Leszka Ojrzyńskiego oraz Radosława Sobolewskiego. Mamy wywiady z Sebastianem Musiolikiem, Niną Patalon, a także Mariuszem Idzikiem.

PRZEGLĄD SPORTOWY

"Kluczowy wieczór"

Konflikt szkoleniowca i dyrektora sportowego Hasana Salihamidžicia nie jest dla nikogo tajemnicą. Flick mógł czuć się mocny. Przejął drużynę w listopadzie 2019 roku i wywalczył z nią sześć trofeów, w tym to najcenniejsze – Puchar Europy. Pierwszą znaczącą porażką było odpadnięcie z tej edycji Pucharu Niemiec, ale przy całym szacunku dla tych rozgrywek, nie sposób porównać ich z Ligą Mistrzów. Wszystko inne, za co się zabrał, zakończyło się sukcesem, a na horyzoncie jest kolejne mistrzostwo Niemiec. Trener wypracował sobie taką pozycję w niemieckiej piłce, że nawet ewentualnie odpadnięcie z LM nie powinno mu zaszkodzić. Jest głównym kandydatem do zastąpienia Joachima Löwa w roli selekcjonera reprezentacji po EURO.

Jego i Salihamidžicia dzieli podejście do polityki transferowej. Mają różne poglądy w tej kwestii od dawna, ale ostatnio spór przybrał na sile. Flick chciał zatrzymać występującego w Bayernie od dekady Jerome’a Boatenga, dyrektor sportowy postanowił jednak nie przedłużać z nim kontraktu.

***

"Historyczna szansa, ale również kłopoty"

W tym sezonie paryżanie mają już na rozkładzie Barcelonę, a teraz są bliscy wyrzucenia za burtę Bayernu. Podobnie jak rundę wcześniej zaczęli od zwycięstwa na wyjeździe, ale tym razem nie na tyle wysokiego, by mogli spać spokojnie. Zwłaszcza że mają problemy. Na początku drugiej połowy sobotniego meczu ze Strasbourgiem (4:1) kibice PSG mogli być przerażeni. Na boisku nie pojawił się Keylor Navas. Były obawy, czy Kostarykanin będzie w stanie dziś zagrać. A to jeden z bohaterów pierwszego starcia z Bayernem, od dłuższego czasu jest w bardzo dobrej formie. Doświadczony golkiper doznał lekkiego urazu mięśniowego. Nie wydawał się poważny, ale sztab paryżan wolał dmuchać na zimne. Wczoraj zawodnik trenował i dziś ma wystąpić.

***

"Odnaleziona formuła zdobywania bramek"

Definicja mocnej drużyny wygląda tak: sadzasz wszystkich swoich napastników na ławce rezerwowych, a i tak strzelasz cztery gole, gładko wygrywając mecz ligowy. Thomas Tuchel mógł pozwolić sobie na taki komfort – w sobotnim meczu z Crystal Palace ani na moment nie wpuścił na boisko Timo Wernera, Tammy’ego Abrahama i Oliviera Giroud, ale Chelsea wygrała 4:1. Co prawda w dzisiejszym rewanżowym spotkaniu w ćwierćfinale Ligi Mistrzów z FC Porto The Blues bardziej potrzebują solidnej obrony niż zabójczego ataku, ale skuteczność zawodników z pewnością ucieszyła szkoleniowca ze Stamford Bridge."

***

"Teraz Bartoszek, potem Brzęczek"

Kilka dni temu Radosław Sobolewski zadeklarował, że po sezonie odchodzi z Wisły Płock. Zrobi to jednak znacznie szybciej. Szefowie Nafciarzy zdecydowali, że 44-letni szkoleniowiec nie poprowadzi już klubu w trwających rozgrywkach. Do końca sezonu trenerem drużyny z Płocka będzie najprawdopodobniej Maciej Bartoszek. Po zakończeniu rozgrywek do Wisły może wrócić Jerzy Brzęczek. – W końcówce zespół potrzebuje sezonu nowego impulsu – usłyszeliśmy od jednego z działaczy. Sobolewski tego impulsu, według zarządzających płockim klubem, już dać drużynie nie może. W ostatnich kolejkach Nafciarze, delikatnie mówiąc, nie zachwycali i trudno było się doszukiwać jakichkolwiek przesłanek, by miało się to zmienić. Ostatni raz zespół prowadzony przez Sobolewskiego wygrał 14 lutego z Lechem 1:0. Od tamtej pory Nafciarze zdobyli ledwie trzy punkty i znów muszą się bać o utrzymanie w lidze.

***

"Czas na Gąsiora"

Przeczuwałem, że dostanę ultimatum: wygramy z Zagłębiem i pracuję dalej, a jak nie, to dojdzie do rozstania. Takie postawienie sprawy brzmiałoby fair. Łatwiej byłoby mi wtedy uszanować taką decyzję niż to, że nagle jestem niepotrzebny – mówi rozgoryczony Leszek Ojrzyński, komentując poniedziałkowe spotkanie z prezesem Stali Jackiem Klimkiem, na którym szkoleniowiec usłyszał, że zostaje zwolniony.

***

"Siła z Legii w Śląsku"

Ciągnie wilka do lasu – Jacek Magiera jako były zawodnik i trener Legii doskonale pamięta, gdzie zapracował na piłkarską markę. Oczywiście nikogo nie powinno dziwić, że teraz docenia piłkarzy z przeszłością w stołecznym klubie. Legia od wielu lat jest w ścisłej krajowej czołówce, a gracze, którzy z jakichś powodów muszą ją opuścić, często są wzmocnieniem w innych drużynach. I w Śląsku jest podobnie. Magiera już w swoim drugim meczu w roli szkoleniowca wrocławian w wyjściowym składzie postawił na trzech graczy, którzy kiedyś grali w ekipie z Łazienkowskiej (Rafała Makowskiego, Krzysztofa Mączyńskiego i Mateusza Praszelika), co nigdy nie zdarzyło się jego poprzednikowi na trenerskiej ławce. Na razie efekty są obiecujące, bo cała trójka umiejętnie nakręca akcje zespołu w drugiej linii.

***

"Pajor zdrowa i gotowa"

Pod koniec sierpnia ubiegłego roku, pod-czas turnieju finałowego Ligi Mistrzyń, Ewa Pajor nie była sobą. Już wtedy bolało ją kolano. Po turnieju okazało się, że to poważny uraz i czeka ją kilka miesięcy rehabilitacji. Musiała zadzwonić do Miłosza Stępińskiego, ówczesnego trenera reprezentacji Polski piłkarek i przekazać, że zabraknie jej w kluczowych spotkaniach eliminacji mistrzostw Europy. – Oglądałam je w telewizji i bardzo przeżywałam. Kibicowałam, denerwowałam się i żałowałam, że nie mogę pomóc – wspomina napastniczka niemieckiego Wolfsburga, uznawana za jedną z najlepszych zawodniczek na tej pozycji na świecie. Polki bez niej w składzie najpierw bezbramkowo zremisowały na wyjeździe z Czeszkami, a później przegrały z nimi 0:2 na własnym boisku. Te spotkania przesądziły o tym, że, choć nie znalazły się w najtrudniejszej grupie, nie udało im się zająć nawet drugiego miejsca (pierwszy wywalczyła Hiszpania) i awansować do baraży. Teraz Pajor jest już zdrowa, powróciła do kadry i nie może się doczekać dzisiejszego spotkania towarzyskiego ze Szwedkami (o godzinie 18.30 na stadionie Widzewa w Łodzi).

***

"Patalon: Poznać własny potencjał"

I w drużynach, z którymi przegrywaliśmy w ostatnich eliminacjach, choć wydawało się, że mamy szansę z nimi powalczyć.
Baraże były blisko. Myślę, że musimy być cierpliwi. W Polsce skupiliśmy się na piłce kobiet siedem, osiem lat temu. To proces, który trwa. Dziś kobieca piłka to jeden z najważniejszych filarów rozwoju PZPN. Jeśli nie podchodzi się do tego profesjonalnie, to nie można zbierać owoców. Teraz nastąpił rozwój, mamy zarys projektu, dotyczącego futbolu kobiecego, którego deadline został wyznaczony na rok 2025. Wcześniej nikt nie stawiał takich deadline’ów.

Rok 2025 to mistrzostwa Europy. Celem jest więc awans na ten turniej? Wcześniej, w roku 2023, zostaną rozegrane mistrzostwa świata, ale tam wystąpi mniej europejskich drużyn.
W mistrzostwach świata będzie ich 11 albo 12, w mistrzostwach Europy jest ich 16, więc awans na nie jest bardziej realnym celem. Jeśli w losowaniu dopisze szczęście, zwłaszcza w przypadku mistrzostw kontynentu można być pełnym optymizmu i mierzyć w baraże czy nawet wygranie grupy.

***

"Mistrzynie stałych fragmentów gry"

Dzisiejsze rywalki Polek (mecz o 18.30, transmisja w TVP Sport) to aktualne wicemistrzynie olimpijskie i brązowe medalistki ostatnich mistrzostw świata. To też drużyna, która od lat jest w ścisłej światowej czołówce. Zespół, prowadzony od 2017 roku przez Petera Gerhardssona, opiera się na doświadczonych zawodniczkach. Występująca w linii pomocy kapitan Caroline Seger ma już na koncie 212 występów w drużynie narodowej. Do szwedzkiej rekordzistki – Therese Sjögran – brakuje jej tylko dwóch spotkań, a w tym roku Seger prawdopodobnie zostanie zawodniczką z największą liczbą spotkań w kadrze w całej Europie.

***

"Musiolik: Zmienił mnie Papszun"

A jak czuje się pan w Pordenone po niespełna pół roku?
Od początku wiedziałem, że ten transfer będzie dobrym ruchem i wszystko się sprawdziło. Chociaż zmiana życiowa była dla mnie duża. Wcześniej przeprowadzka z Rybnika do Częstochowy, czyli o sto kilometrów, była dla mnie wyzwaniem. A tutaj musiałem zmienić od razu kraj. Nie miałem specjalnie czasu na zastanawianie się nad tym, bo wszystko potoczyło się bardzo szybko. Oferta, samolot i za cztery dni grałem pierwszy mecz. Takie decyzje trzeba po prostu podejmować, wychodzić ze strefy komfortu. Tylko tak można się rozwijać. Nie wiem, jaka jest w Polsce opinia o Serie B, ale ja na pewno jestem w gronie ludzi, którzy twierdzą, że ta liga jest lepsza od ekstraklasy. Zrobiłem więc krok do przodu. Największa różnica między obiema ligami jest taka, że we Włoszech ogromną wagę przywiązuje się do niuansów taktycznych. Wszystkie drużyny są pod tym kątem bardzo dobrze zorganizowane, my również poświęcamy taktyce dużo czasu. Ale ja nie czuję wielkiego przeskoku, bo w Rakowie pracowałem z trenerem Markiem Papszunem, u którego wyglądało to bardzo podobnie. To, co rzuca się jeszcze w oczy, to jakość piłkarska zawodników. Gra tu naprawdę wielu świetnych piłkarzy, w tym kilka gwiazd, jak Mario Balotelli czy Kevin-Prince Boateng z Monzy. Chodzą też plotki, że może do nich dołączyć Franck Ribery.

Do tej pory strzelił pan w Serie B sześć goli. Zadowolony?
Wiadomo, że mogło być ich więcej. Jednak jeśli spojrzymy na współczynnik, co ile minut strzelam gola, który wynosi około dwustu, to nie jest źle. Pamiętajmy, że nigdy nie byłem wielkim snajperem, w poprzednich klubach ceniono mnie za inne elementy gry. Na pewno nie żałuję przyjazdu tutaj. Jedyne, czego będę żałował, to tego, że zabraknie mnie na fecie, jeśli Raków zdobędzie wicemistrzostwo i Puchar Polski.

***

"Kosowski: Przez Poznań do reprezentacji"

Za niego zatrudniono Macieja Skorżę i powiem szczerze, że to najlepszy kandydat na to miejsce. Właściciele Lecha przygotowywali go sobie od dawna. Pamiętamy, że w pewnym momencie został poświęcony jako trener, gdy jego drużyna grała dramatycznie. Ale jak widać, nie obraził się i znów podjął rękawicę. Teraz ma dodatkowy plus w postaci doświadczenia wyniesionego z pracy za granicą. W krajach arabskich Skorża spotkał się z piłkarzami z kompletnie innych kultur, z zupełnie inną organizacją rozgrywek i taktyki. Nie twierdzę, że w Zjednoczonych Emiratach Arabskich piłka stoi na wyższym poziomie niż u nas, ale mądry trener zaczerpnie coś z każdego środowiska. Skorża wraca do Polski z doświadczeniem, wolnością finansową i bez napinki na wynik, przynajmniej na razie. W ostatnich latach Lech zarobił mnóstwo pieniędzy, ale nie sprawdzał się jako faworyt do wygrania ligi. Tak samo było w tym sezonie. Kolejorz bardzo szybko pogrzebał szansę na mistrzostwo, Puchar Polski i grę w Europie. W połączeniu z brakiem zagrożenia spadkiem, da to trenerowi dużo czasu na układanie wszystkiego po swojemu. Do końca sezonu zostało sześć spotkań, w których można posprawdzać wszystkich zawodników i odpowiedzieć sobie na pytanie, którzy z nich przydadzą się w przyszłym, których można sprzedać, a którzy muszą jeszcze pracować na swoją szansę. Dzięki końcówce rozgrywek Skorża będzie mógł także ułożyć swoją listę piłkarzy, których widziałby w zespole, o ile już jej nie ułożył. Przyjęcie propozycji z Lecha ma według mnie także drugie dno. Skorża chce przez Poznań trafi ć do reprezentacji Polski. Teraz kadrę prowadzi obcokrajowiec, ale wiadomo, że Paulo Sousa nie będzie wiecznie na tym stanowisku. Wtedy nowy prezes PZPN będzie się rozglądał za następcą, a tym będzie mógł zostać Skorża. Dostał do prowadzenia silny polski klub, ma doświadczenie w pracy jako asystent trenera Pawła Janasa, jest charakterny i bez wątpienia to jeden z najbardziej utalentowanych polskich szkoleniowców. Jeśli zdobędzie w Lechu kilka trofeów, to brama do posady selekcjonera reprezentacji Polski będzie stała otworem.


"SPORT"

"Wrócili rozgoryczeni"

- Niestety, dobrze wiedzieliśmy, jak rywale egzekwują stałe fragmenty gry. Analizowaliśmy grę Zagłębia i zdawaliśmy sobie sprawę, że rzuty rożne to jeden z ich najmocniejszych atutów. Jeżeli chodzi o statystyki, to chyba nie ma w naszej ekstraklasie lepszego pod tym względem zespołu. I myśmy się w te statystyki... wpisali. Zdecydowały błędy indywidualne. Przy obu rzutach rożnych ktoś odpuścił krycie - powiedział Robert Ka-sperczyk. - Ciężko opanować emocje po takim spotkaniu. Prowadziliśmy 1:0, a przy stanie 1:1 chcieliśmy wygrać. W naszej sytuacji branie punktu w ciemno nie jest dobrym rozwiązaniem. Dążenie do ponownego objęcia prowadzenia kosztowało nas sporo sił. Nasza reakcja przy stanie 1:1 była dobra. Za wszelką cenę chcieliśmy zdobyć bramkę, choć być może powinniśmy szanować ten remis. Ostatni rzut rożny zadecydował, że wróciliśmy rozgoryczeni. Ale czasu na rozpamiętywanie nie ma, bo już w piątek kolejny mecz. Trzeba się pozbierać i przypomnieć sobie, jak punktujemy u siebie.

***

"Walka z czasem i... pogodą"

Prezes Wojciech Cygan poinformował, że w środę zapadnie decyzja, gdzie częstochowianie podejmą Lecha. Spotkanie zostało zaplanowane na sobotę, 17 kwietnia. Jeszcze w poprzednim tygodniu wydawało się, że powrót Rakowa na Limanowskiego jest kwestią dni... - Obecnie ciężko pracujemy, by mecz odbył się w Częstochowie. Na dziś nie ma jednak wiążącej decyzji. W środę spodziewamy się inspekcji Komisji Licencyjnej PZPN. Myślę, że do tego czasu sami ocenimy, jak wygląda tempo prac oraz, na jakim jesteśmy etapie. Myślę, że środa to deadline, do którego powinniśmy dążyć. Jeżeli do tego dnia prace na terenie obiektu, a mam na myśli kwestię przystosowania zaplecza, będą zakończone, to mecz z Lechem odbędzie się w Częstochowie - powiedział prezes Cygan na konferencji prasowej.

***

"Lepsza gra, ale nie wynik"

- Raków pokazał jakość i to był dla nas trudny mecz – mówi Michal Frydrych, który wykorzystując rzut karny doprowadził do wyrównania. - Zagraliśmy lepiej niż poprzednio z Podbeskidziem, ale znowu straciliśmy pierwsi gola i ostatecznie nie zdobyliśmy nawet punktu. Żeby punktować musimy przede wszystkim lepiej bronić i nie możemy tracić bramek.

***

"Nather: Małe ale cieszy"

Nie wypada zbyć milczeniem decyzji włodarzy mieleckiej Stali, którzy „sprzedali” potężnego kopniaka trenerowi Leszkowi Ojrzyńskiemu i pogonili go z klubu. Szkoleniowiec nie ukrywał swojego rozgoryczenia postawą zwierzchników: „Nie przerażała mnie walka o utrzymanie, ale najwyraźniej przeraziła kogoś innego”. Szefowie tego klubu to zaiste dziwni ludzie. Po awansie do ekstraklasy nie przedłużyli umowy z Dariuszem Marcem, potem wyrzucili Dariusza Skrzypczaka, teraz pokazali drzwi Leszkowi Ojrzyńskiemu. Mam nieodparte wrażenie, że są to osobnicy o ponurej twarzy, przypominający cierpiącego na niestrawność spaniela.

***

"Czas na nowy rozdział"

- Lech to klub, który jest marzeniem chyba każdego polskiego trenera. To świetne miejsce pracy, gdzie można realizować swoje cele i być częścią wspaniałego projektu - słodził poznańskim działaczom Skorża w rozmowie opublikowanej przez klub. 49-latek bez pracy pozostawał od lutego zeszłego roku, a w ostatnich tygodniach jego nazwisko było łączone także ze Śląskiem Wrocław i Wisłą Płock, gdzie również pojawiły się roszady na trenerskich „stołkach”. - Obie strony potrzebowały trochę czasu na zastanowienie się. Przegadaliśmy ze sobą kilka dni i choć pierwsza myśl była na tak, to trzeba było ugruntować ją, poprzeć rozmowami z poszczególnymi osobami decyzyjnymi i dzisiaj jestem tu, gdzie jestem - mówił o negocjacjach z Lechem Skorża.

***

"Organizacja - Stal Mielec"

- Jestem megazaskoczony - mówił w rozmowie z „Weszło” Leszek Ojrzyński. - Przed spotkaniem z Wartą rozmawiałem z prezesem i nic nie wskazywało, że koniec współpracy jest tak blisko - dziwił się szkoleniowiec, dodając, że to tylko i wyłącznie decyzja zarządu. - Pewnie spodziewano się, że będziemy mieli parę punktów więcej i z tym się zgadzam, powinniśmy być wyżej. Były jednak zapowiedzi, że do końca jedziemy na tym samym wózku i cokolwiek by się działo, zostajemy na okręcie - zdradził Ojrzyński.

To nie pierwsza specyficzna decyzja w Stali. Z końcem marca asystentem Ojrzyńskiego miał zostać Krzysztof Sobieraj, którego ten prowadził jeszcze jako piłkarza i miał w sztabie w Płocku. Sobieraj dwa razy przyjechał z Gdyni do Mielca (na pracę w Stali namawiał go sam Ojrzyński), a strony sprawnie osiągnęły ustne porozumienie. Nowy asystent miał podpisać umowę, poprowadził już nawet pierwsze zajęcia, ale nagle prezes Jacek Klimek poinformował go, że... kontraktu nie będzie i tłumaczył się, że o niczym nie wiedział. - Rozmawiał z moim mecenasem i mówił mu, że mnie nie zna, i że ze mną nie negocjował. To jest słabe. Faktycznie, rozmawiałem z osobą reprezentującą klub, ale z prezesem normalnie się witałem - mówił Sobieraj. Klimek dopiero potem wyjaśnił w mediach, że chodziło o korupcyjną przeszłość niedoszłego asystenta.

***

"Z karnymi na bakier"

W tym sezonie sędziowie przyznali drużynie trenera Jarosława Skrobacza aż dziesięć rzutów karnych, ale tylko sześć z nich zostało zamienionych na gole. Cztery trafienia poszły na konto wspomnianego wcześniej Kamila Zapolnika, po jednym golu z „wapna” strzelili Krzysztof Drzazga i Adrian Purzycki. Oprócz Zapolnika, który pomylił się trzy razy, raz spartaczył robotę Joan Roman. Hiszpan nie wykorzystał „jedenastki” w spotkaniu z Odrą Opole, ale Miedź i tak zdobyła komplet punktów, pokonując przeciwnika 4:2.

***

"Efekt burzy mózgów"

- Jeżeli chodzi o ofensywę, czyli o budowanie akcji i finalizację, to pierwsza połowa w naszym wykonaniu była słaba – mówi Łukasz Sołowiej. - Nie było jakości. Byliśmy spięci. Korona, którą w pierwszej połowie chcieliśmy przyjąć na swojej połowie i koncentrując się na grze defensywnej zobaczyć, z jakim rywalem mamy do czynienia, trochę nas zaskoczyła. Nasz plan zakładający budowanie akcji od piątego metra, krótkimi podaniami, skomplikował się nawet nie tyle przez dobrą grę rywali, co przez nasz brak dokładności. Za dużo było wymuszonych podań, bo „koroniarze” dobrze czytali naszą grę i głównie dlatego tak mocno przejęli inicjatywę w pierwszej połowie. Na plus w tych pierwszych 45 minutach możemy za to zapisać naszą grę defensywną, bo nie dopuszczaliśmy do sytuacji bramkowych, poza jednym nieporozumieniem, które nie skończyło się jednak groźnym strzałem. Natomiast w ofensywie obudziliśmy się po straconej bramce i dopiero wtedy zaczęliśmy grać to, co sobie zakładaliśmy. Okazało się jednak, że to nie wystarczyło. Żeby wygrywać mecze, trzeba składnie budować akcje i to miało miejsce w końcówce meczu, ale nie zdołaliśmy zdobyć bramki.

***

"Na podbój Paryża"

Podobno nie ma ludzi niezastąpionych i w pewnym sensie jest to prawda. Konkretną robotę może wykonać ktoś inny, pozostaje pytanie – jak? W pierwszym meczu Bayernu z Paris SG zabrakło kontuzjowanego Roberta Lewandowskiego, jego miejsce zajął Kameruńczyk Eric Choupo-Moting. Już pierwszą akcję zakończył strzałem w poprzeczkę, potem zdobył gola głową. Niby swoje zrobił, ale mając na uwadze nieustanny atak Bayernu, to jednak w polu karnym rywali brakowało kogoś bardziej zdecydowanego i skuteczniejszego od niego. Ale to tylko pół prawdy. Drugą połową jest gra obrony Bayernu, która miała takie „okienka”, że aż się prosiło przez nie przechodzić i strzelać gole. Zespół przegrał z tego powodu, a nie absencji najlepszego piłkarza świata i najlepszego strzelca lig europejskich. Setny występ w fazie pucharowej LM Bayernowi się nie udał.

***

"Niemiec w formie przed Porto"

Trener Tuchel przychodząc do Chelsea, przyznał, że zamierza doprowadzić do tego, by Havertz był kluczowym zawodnikiem jego zespołu. Tuż po tym piłkarz rodem z Akwizgranu doznał kontuzji i nie mógł grać przez miesiąc. Nie były to jedyne kłopoty zdrowotne tego zawodnika w bieżącym sezonie, bo jesienią leczył koronawirusa. Z jego wpisów w mediach społecznościowych wynikało, że zakażenie przechodził ciężko. - Miałem problemy z oddychaniem, a przez pierwszych kilka dni nie miałem siły wyjść z łóżka - przyznał młody piłkarz. Na szczęście trudne chwile już za nim, co było widać w sobotnim spotkaniu z Crystal Palace. Teraz czas na Ligę Mistrzów. W tych rozgrywkach w tym sezonie Havertz, którego Thomas Tuchel ustawia w ataku, choć ten jest nominalnym ofensywnym pomocnikiem, gola jeszcze nie strzelił. Wcześniej Niemiec - jako 17-latek - występował w Champions League w barwach Bayeru Leverkusen.

***

"Idzik: Nie można w nas wątpić"

30 czerwca kończy się pański kontrakt z Ruchem. Po odniesieniu kontuzji nie było obaw o przyszłość?
- Nie, bo czekałem na pełną diagnozę. Tuż po urazie można było sobie gdybać, nie wyglądało to najlepiej, ale szybko wykonałem USG, rezonans magnetyczny i wykluczyliśmy najgorszy scenariusz, czyli zerwanie więzadeł. Teraz wracam do formy. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, nerwy byłyby zupełnie niepotrzebne.

Do końca sezonu nie podpisze pan umowy ani z „Niebieskimi”, ani z innym klubem?
- Trudno mi cokolwiek od-powiedzieć na takie pytanie. Tak naprawdę już od stycznia mogłem podpisać kontrakt gdziekolwiek.

***

"Oferty wyższe niż kosztorys"

Do przetargu, którego termin był od stycznia regularnie prolongowany (a spółka Bytomski Sport udzieliła blisko 30 odpowiedzi na pytania potencjalnych oferentów) zgłosiły się jedynie dwie firmy. Na dodatek ich propozycje znacząco przekraczają założony przez miasto i spółkę kosztorys. Wynosi on nieco ponad 22 miliony złotych brutto. Tamex Obiekty Sportowe SA z Warszawy proponuje blisko 30,5 mln zł brutto, zaś katowicka InterHall (wykonawca m.in. stadionu Rakowa) - aż 34,7 mln zł brutto. Jak podaje spółka Bytomski Sport: „Ponieważ oferty przekraczają zakładaną przez Spółkę kwotę na realizację zadania, zarząd spółki Bytomski Sport Polonia Bytom, w najbliższych dniach, przedstawi Radzie Nadzorczej i wspólnikowi - Gminie Bytom - rekomendację dotyczącą dalszego postępowania” - czytamy w oficjalnym komunikacie.


"SUPER EXPRESS"

"Lewy zaczyna biegać"

W ataku zapewne znów ujrzymy Erica Maxima Choupo-Motinga, który jednak klasą nie dorasta do pięt Robertowi Lewandowskiemu. Polak na pewno w tym meczu nie zagra, ale aż miło patrzeć, jak szybko wraca do zdrowia po kontuzji kolana. Wczoraj zaliczył pierwszy trening biegowy. Nie forsował się zbytnio, ale krótka przebieżka z fizjoterapeutą z pewnością była mu potrzebna po ponad dwóch tygodniach przerwy. Jak tak dalej pójdzie, Lewandowski za tydzień może wrócić na boisko. Według niemieckich mediów realny jest występ Polaka w meczu Bundesligi z Bayerem (20 kwietnia).

***

"Olimpijczycy i piłkarze kadry jednak zaszczepieni?"

Jedni przygotowują się do startu w igrzyskach olimpijskich i piłkarskich ME, innym przyjdzie wkrótce walczyć o kwalifikację. Nasi reprezentanci wciąż nie mają komfortu bezpieczeństwa przed najważniejszymi imprezami sportowymi. „Super Express” powtarza hasło: zaszczepmy olimpijczyków i piłkarzy! Jak się dowiedzieliśmy, sprawa idzie w dobrym kierunku!


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się