Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Krzysztof Porebski / PressFocus

Życie bez Igora Angulo, czyli największa wspólna porażka Brosza i Płatka

Autor: Mariusz Bielski
2021-04-15 14:00:11

Ponoć w piłce nie ma ludzi niezastąpionych. No, może poza gośćmi typu Messi czy Ronaldo, ale to oczywiste wyjątki. Zgadzacie się z tą tezą? Jeśli tak, powiedzcie to w twarz władzom Górnika Zabrze.

Po upływie niemal całego sezonu trzeba przyznać rację wszystkim sceptykom, którzy twierdzili, iż ekipa Marcina Brosza będzie miała duuuży problem z zastąpieniem Igora Angulo. Bask może nie zawsze był regularny, zdarzało mu się mocno falować z formą, jednak na koniec sezonu zawsze miał dwucyfrówkę na koncie. Jeszcze w I lidze ustrzelił 17 goli, w kolejnych trzech edycjach rozgrywek Ekstraklasy zdobył zaś 23, 24 i 16 bramek. 

Z jednej strony szkoda, że późno trafił na Śląsk – przychodząc miał już 32 wiosny na karku. Kiedy odchodził – 36. Ale spójrzmy na sprawę inaczej – pewnie gdyby urodził się te kilka lat wcześniej, nie wysiedziałby przy Roosevelta tak długo, bo znacznie szybciej wyciągnąłby go jakiś Karabach, Kajrat czy inny Kayserispor.

Można jednak śmiało zaryzykować tezę, iż Górnik do Angulo się przyzwyczaił, a wręcz uzależnił. Cały zespół był ustawiany pod niego, na dorobek Igora – poza nim samym oczywiście, żeby nie było – pracowali też tacy goście jak Jimenez, Kurzawa, Kądzior oraz wielu innych kozakich zawodników. Ci wokół napastnika naturalnie zmieniali się z czasem, tylko jedno pozostawało takie samo – koniec końców zabrzanie polegali na Angulo. Czasem w zdrowy sposób, wszak naturalne jest, że mając takiego kozaka w składzie robisz wszystko, aby wycisnąć z niego maksa dla drużyny. Czasem jednak górnikom zdarzało się grać na zasadzie: „Cholera, nie idzie nam dziś. Podawajmy do Igora, on na pewno coś wymyśli!”

Zmierzamy w tym wszystkim do jednej kwestii – przyzwyczajenia. To wydaje się być kluczowym aspektem, przez pryzmat którego należy oceniać dokonania obecnych napastników Górnika. W dłuższej perspektywie okazało się bowiem, że podopieczni Marcina Brosza wcale nie znaleźli odpowiedniej formuły na życie w erze post-Angulo. Choć początkowo wydawało się, iż jest inaczej. Pamiętacie początek sezonu? Jimenez został przesunięty do przodu, fajnie zapowiadała się jego współpraca z Sobczykiem, w razie czego w odwodzie pozostawał solidny ligowiec, czyli Piotr Krawczyk. Z Roosevelta 81 dochodziły entuzjastyczne głosy dotyczące rozłożenia odpowiedzialności za zdobywanie bramek na znacznie większą liczbę zawodników niż dotychczas, co miało być wyjątkowo korzystne.

W teorii rzeczywiście było. W praktyce entuzjazm zgasł niedługo po tym, jak cała Ekstraklasa szybko nauczyła się odświeżonego Górnika, a Marcin Brosz nie potrafił wymyślić skutecznego planu B na mecze, w których gra zespołu nie układa się po jego myśli od 1. minuty. W ramach didaskaliów warto nadmienić, iż w tej kwestii nie zmieniło się nic aż do dzisiaj i coraz głośniej mówi się o zbliżającym się rozstaniu ze szkoleniowcem będącym już niemal żywą legendą klubu.

Natomiast o samym fakcie nieodnalezienia skutecznej formuły na uzupełnienie luki po Angulo świadczy po prostu marny dorobek poszczególnych napastników. Rozpiszmy to sobie

  • Jesus Jimenez – średnia ocen 4,59 – 10 goli w 23 meczach
  • Alex Sobczyk – średnia ocen 3,79 – 2 gole w 21 meczach
  • Piotr Krawczyk – średnia ocen 3,76 – 4 gole w 23 meczach
  • Richmond Boakye – średnia ocen 3,00 – 0 goli w 8 meczach

Naturalnie to pierwszy z wymienionych ma najlepszy bilans, co zresztą żadnych powodem do zdziwienia nie jest. Generalnie u niego wstydu nie ma, chociaż trzeba jasno sobie napisać, iż dla zaspokojnie ambicji Górnika jest to wynik niewystarczający. Ba, biorąc pod uwagę 5 trafień Hiszpana w pierwszych 4 kolejkach sezonu 2020/21, mieliśmy prawo oczekiwać więcej. Zwłaszcza tej wiosny, gdy jednak zjazd formy Jesusa jest widoczny i bolesny. Wiąże się ono chociażby ze znacznie częstszymi występami Jimeneza nie na linii frontu, a głębiej, za plecami napastników. W teorii ma on wszystko, by i tam robić wielką różnicę na korzyść zespołu. Drybling, błyskotliwość, umiejętność dokładnego prostopadłego podania… W praktyce Hiszpan nie czuje się tam dobrze i praktycznie co mecz irytuje niechlujstwem. Co oczywiście mocno odbija się na wynikach zespołu.

Wielkim rozczarowaniem jest natomiast Alex Sobczyk, który często wręcz przechodzi obok meczów. Wiadomo, napastnicy mogą pełnić różne role, nie każdy musi być sępem pola karnego, lecz jego statystyki są przerażające. I nie chodzi nawet o te wspomniane 2 trafienia, lecz liczy dotyczące strzałów. Wyobraźcie sobie, że Alex oddał ich zaledwie 22 w całym sezonie, z czego zaledwie 7 leciało w światło bramki. Mamy więcej średnią 1 celnego uderzenia na 3 mecze – tragedia, ale skoro tak, to trudno dziwić się beznadziejnemu dorobkowi Sobczyka. Ona naprawdę wygląda jak nieprzyjęty przeszczep.

No i jeszcze Richmond Boakye… Cholera, wiemy doskonale, że chłop umie grać w piłkę, bo udowadniał to i w Serie B, i w lidze serbskiej. Natomiast jego występy w Górniku to istna tragedia. Ghańczyk zasłużył na miano jednego z najgorszych transferów w tym sezonie. Właściwie trudno wymienić jakieś jego atuty na podstawie występów w zabrzańskiej ekipie. No chyba, że rozpychanie się łockami, choć to mało piłkarska zaleta. Poza tym? Zagrożenia pod bramką w zasadzie nie stwarza, często nie rozumie się z kolegami z czego wynika sporo głupich strat, przegrywa mnóstwo pojedynków… Aż człowiek zaczyna tęsknić za Zapolnikiem, patrząc na wyczyny Boakye.

Tylko Piotra Krawczyka w sumie nie będziemy się czepiać, wszak wszyscy, z nim włącznie, zdajemy sobie sprawę, że miał być zaledwie uzupełnieniem składu. Niemniej należy zauważyć, na nim samym Górnik daleko nie zajedzie, bo to po prostu nie ta klasa piłkarza. Z całym szacunkiem.

Pytanie więc nie tylko „czy” w podczas najbliższego okienka transferowego ten problem u zabrzan zostanie załatwiony, ale też „kto” ewentualnie się tym zajmie? Nie tylko Brosz bowiem może niebawem zmienić barwy, ale też Artur Płatek. Do koordynatora transferowego zaleca się przede wszystkim Lech, ostatnio zaczęto przebąkiwać również o Jagiellonii. Niewątpliwie były skaut Borussii zrobił wiele dobrego dla 14-krotnego mistrza Polski, lecz akurat znalezienie godnego następcy dla Angulo to akurat jedna z większych rys na jego dyrektorskim CV.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się