Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Krzysztof Porebski / PressFocus

Kucharczyk znowu imponuje. Najlepszy mecz Piątkowskiego. Jedenastka i antyjedenastka 25. kolejki Ekstraklasy

Autor: Redakcja
2021-04-19 14:00:00

Piłkarze Rakowa Częstochowa z największą liczbą przedstawicieli w XI kolejki? Zasłużenie, proszę pana! Poza tym, mamy też trzech debiutantów i niebywale ofensywną (w teorii) antyjedenaskę kolejki z zawodnikami beniaminków na czele.

BRAMKARZ

Martin Chudy (Górnik Zabrze, pierwszy raz) – Fakt, przepuścił strzał Fabiana Piaseckiego, ale gdyby nie bramkarz Górnika, zabrzanie mogliby tylko pomarzyć o zdobyciu jakiegokolwiek punktu. Chudy wyjął kilka naprawdę trudnych piłek – wyciągnął się, jak struna przy strzałach Mączyńskiego i Praszelika i popisał się niezłym refleksem, gdy główką z bliskiej odległości uderzał Bejger. Zdecydowanie najlepszy gracz gospodarzy w piątkowym meczu.

OBROŃCY

Kamil Piątkowski (Raków Czestochowa, trzeci raz) – To był najlepszy mecz tego 20-latka w Ekstraklasie. Nie dość, że skutecznie zabezpieczał tyły i niczego w defensywie nie można mu zarzucić, to jeszcze najpierw po ładnej główce pokonał van der Harta, a potem podłączył się do akcji ofensywnej i asystował przy trafieniu Cebuli. Tak powinien grać nowoczesny stoper! 

Alan Uryga (Wisła Płock, piąty raz) – Pierwsza bramka dla Jagiellonii idzie w dużej mierze na jego konto – to Uryga nie upilnował Imaza w polu karnym. Jednak poza tą sytuacją karygodnych błędów nie popełniał. Okej, może nie był filarem defensywnym, skoro białostocczanie dość intensywnie atakowali, ale przynajmniej odkupił swoje winy. I to w takim momencie, że pewnie każdy kibic z Płocka zerwał się z kanapy – w ostatniej akcji meczu, bardzo precyzyjnym strzałem.

Robert Ivanov (Warta Poznań, pierwszy raz) – Środkowy obrońca Warty nie tylko był filarem w defensywie, ale również udzielał się z przodu. Robił niemałe zamieszanie przy stałych fragmentach gry, zapoczątkował akcję bramkową, a także zaliczył jedno podanie kluczowe. Jednak najważniejsza była skuteczność w pojedynkach na własnej połowie – Ivanov wygrał zdecydowaną większość, bo aż 14/18. A kluczowa interwencja miała miejsce w 43. minucie, kiedy Fin na piątym metrze bramki Adriana Lisa wjechał wślizgiem w biegnącego sam na sam Yeboaha. Albo mówiąc precyzyjniej – w piłkę przez niego prowadzoną, bo to, co zrobił Ivanov był równie ryzykowne, co spektakularne i efektywne. 

Jakub Bartkowski (Pogoń Szczecin, piąty raz) – Kolejny bardzo dobry mecz w jego wykonaniu. Często po przedłużeniu umowy widzimy, że dany zawodnik spuszcza z tonu i generalnie wygląda słabiej niż wcześniej, ale w przypadku Bartkowskiego na razie jest zupełnie odwrotnie. Zneutralizował Łukasza Sierpinę, na prawej stronie wygrywał praktycznie wszystkie pojedynki, jakie tylko się dało, a żeby tego było mało, dzięki niemu padł gol na 2:0, bo to właśnie Bartkowski został sfaulowany przez Kręcichwosta, po czym sędzia podyktował rzut karny. 

POMOCNICY

Michał Kucharczyk (Pogoń Szczecin, drugi raz) – Drugi raz z rzędu w naszej jedenastce kolejki – zdecydowanie zasłużenie! „Kuchy” wiosną ma znacznie lepsze liczby niż jesienią, a gdyby nie koledzy, byłyby one jeszcze okazalsze. W piątek zaliczył asystę przy golu Kozłowskiego, ale powinien mieć ich jeszcze co najmniej dwie. Innym razem temu samemu piłkarzowi wystawił piłkę, jak na patelni, ten jednak trafił prosto w Stipicę. Z kolei wcześniej wykreował świetne okazje Kowalczykowi i Bartkowskiemu – również przestrzelone. 

Fran Tudor (Raków Częstochowa, drugi raz) – Świetnie odnalazł się w polu karnym po wrzutce Cebuli z rzutu rożnego. Ale nie tylko o tego gola chodzi. Chorwat bardzo dobrze grał do przodu, posłał kilka kluczowych podań, z których mogły paść kolejne bramki. Widząc go w takiej formie zupełnie się nie dziwimy, że ma na swoim koncie trzy mecze w reprezentacji Chorwacji. 

Marcin Cebula (Raków Częstochowa, piąty raz) – Indywidualnie jeden z najlepszych występów w tym sezonie Ekstraklasy, dodatkowo okraszony pięknym golem nożycami. Cebula znalazł swoje miejsce na ziemi i wypromował się do miana ścisłej czołówki dziesiątek w lidze. Przy takiej dyspozycji trudno będzie go zatrzymać w Częstochowie, a cena liczona będzie w milionach.

Alasana Manneh (Górnik Zabrze, drugi raz) – W charakterystyczny dla siebie sposób strzelił gola – ze stoickim spokojem, precyzją i po długim słupku z wysokości pola karnego. Przez niego przechodziło najwięcej piłek i co ważne, z reguły nie tracił ich w głupi sposób. Był gościem, któremu w środku pola można było zaufać. 

Filip Starzyński (Zagłębie Lubin, czwarty raz) – Długimi momentami to wcale nie był wybitny występ w wykonaniu Filipa, bo jemu i partnerom nie udało się zdominować Stali. Natomiast jak przyszło co do czego, to znów właśnie Figo przesądził o losach meczu - najpierw golem z rzutu karnego, a potem asystą do Szysza.

NAPASTNIK

Dominik Steczyk (Piast Gliwice, pierwszy raz) – Niezły mecz w jego wykonaniu. Oczywiście zaważyła tutaj bramka – młodzieżowiec dobrze się odnalazł w polu karnym i na dwa razy pokonał Kuciaka. Natomiast generalnie Steczyk był w spotkaniu z Lechią bardziej widoczny niż zazwyczaj. Jak na napastnika, wygrywał całkiem sporo pojedynków, a jego współpraca ze Świerczokiem przyniosłaby jeszcze lepsze efekty, gdyby w bramce gdańszczan stał trochę słabszy golkiper.

***

ANTYJEDENASTKA

***

ANTYBOHATER 25. KOLEJKI – Mateusz Matras.

Konia z rzędem temu, kto potrafi wytłumaczyć, jakim cudem z dwóch metrów można trafić w poprzeczkę (pierwsza połowa) i z trzech metrów uderzyć wprost bramkarza (druga połowa). To wszystko pomocnik Stali uczynił – jesteśmy pod wrażeniem! Mógł (a nawet powinien) być bohaterem, który zapewni swojej drużynie choćby punkt, a stał się jednym z obiektów drwin.

 

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się